liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - grudzień 2012

Komentarzy (0)

Nie wierzcie artystom

  

albo zwodniczy urok starych grafik

czyli kuferek pełen duperelek...

Wpadła mi w ręce ciekawa, datowana na 1898 rok litografia. To dość rzadki, choć zapewne miłośnikom miasta dobrze znany wizerunek Białej z widocznym mostem i wielką fabryką. Widać na niej wszystkie ważniejsze wieże miasta. Jest ratusz, kościół katolicki i kościół ewangelicki opodal rynku. W oczy rzuca się też las kominów, które od połowy XIX wieku wyrosły w Białej jak grzyby po deszczu.

Kiedy patrzy się na tę ilustrację, ma się pewność, że nie mamy tu do czynienia z małą, prowincjonalną, mieściną, w której przez przypadek znalazło się kilka dochodowych zakładów, ale tętniący życiem, pełen gwaru i hałasu, nadrzeczny zaułek wielkiej, przemysłowej metropolii. Jest w tym obrazku jakaś szczególna atmosfera, jakiś specyficzny klimat spokoju dobrze prosperującego miasteczka, pewności właściwie ulokowanego kaptału, obietnicy godnej egzystencji i zmian, które przyniesie przyszłość. Zmian na lepsze, rzecz jasna.

Dominująca na rycinie centralna, masywna budowla to fabryka sukna. Założona w 1843 r. przez belgijską spółkę Sternickel & Gülcher zwana przez mieszkańców "fabryką niderlandzką", była przez długie lata największym tego typu zakładem nie tylko w Białej, ale i w Bielsku. Dziesięć lat po założeniu, zatrudniała 300 robotników. Patrząc na potężne gmachy i mając w pamięci dzisiejszą zabudowę tego miejsca trudno sobie wyobrazić, że jeszcze na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku w miejscu fabryki stały zaledwie trzy domy. Kilka lat później krajobraz tego zakątka zmienił się nie do poznania. A widoczny w centrum wysoki komin (pierwszy chyba komin w Białej) stał się wizytówką miasta.
Spośród widocznych na szkicu zabudowań w stanie prawie niezmienionym do dziś pozostał jedynie kryty dwuspadowym dachem budynek stojący nad rzeką, najbadziej po prawej stronie. Pozostałe budynki istniały jeszcze po wojnie, zostały jednak przebudowane po pożarze w 1931 roku, a w trakcie odbudowy poddano je sukcesywnym remontom i bezpowrotnie zatarto ich pierwotny charakter i wygląd.

Na pierwszym planie litografii jest też widoczny most. Piękny, zgrabny i lekki most w ciągu dzisiejszej ulicy Mostowej.
Most na Białej był początkowo mostem drewnianym. Powstał w 1867 roku i miał służyć do przegonu żywca na świński targ. Generalnie chodziło o to, by zwierząt nie gonić przez środek miasta. Dotychczas jedyna droga przegonu wiodła bowiem przez bielską ulicę Dworcową i ulicę Główną ku przeprawie mostowej w samym centrum. Było to uciążliwe. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy w końcu zaprotestowali. Skutecznie. Od 1867 r. świnie zaczęto przepędzać od dworca przez nowy most - zwany też dzięki temu procederowi "mostem świńskim" - a potem wzdłuż płotu fabryki Sternickla i Gülchera (ku dzisiejszej ul. Piłsudskiego) i dalej, na targ świński na placu nad Białą (na którym dziś stoi ratusz).
To nie był pierwszy ani jedyny targ bydlęcy w mieście. Pierwotnie miejscem, w którym handlowano bydłem, był istniejący do dziś plac, a właściwie placyk przy ulicy Łukowej. W czasie, gdy miasto było w granicach Polski i później, pod zaborami, w czasach absolutyzmu, istniał tu prężny rynek zbytu rogacizny. Tutaj dokonywały się często duże transakcje i krzyżowały się szlaki handlowe, z których głównym był ten z Krakowa do Opawy. Pojawiali się tu kupcy nawet z Pragi i z Wiednia. Nic więc dziwnego, że miasto, zaopatrujące w bydło sporą okolicę, w końcu zapragnęło targu z prawdziwego zdarzenia.

Wróćmy jednak do mostu. Intensywne użytkowanie i brak konserwacji sprawiły, że już dziesięć lat po przerzuceniu go nad Białą wymagał naprawy. Przeprowadzony w 1877 r. remont też jednak nie starczył na długo. Już na początku lat dziewięćdziesiątych przystąpiono do realizacji nowego projektu w oparciu o wynalazek pewnego paryskiego ogrodnika, Josepha Moniera, a mianowicie żelbet. W krótkim czasie postawiono lekką, łukową konstrukcję, która idealnie wpasowała się w zakątek, dodała mu wielkomiejskiego charakteru kutymi balustradami i gazowymi latarniami, no i oczywiście ułatwiła komunikację i transport, łącząc dwa brzegi rzeki.

Most przetrwał ponad pół wieku. Wysadzony w 1945 roku, po wojnie nie został odbudowany w takim kształcie, jak z 1893 roku. A szkoda. Nowy most, istniejący do dziś, zwany "mostem włókniarzy", prezentuje się już mniej okazale. Z całą pewnością nie jest to już ten sam, pełen blasku most, który możemy z łezką w oku oglądac na powyższej ilustracji.


Tak. Niewątpliwie litografia ma swój niepowtarzalny urok. Ale oprócz niego ma jeszcze coś... Małą tajemnicę. A raczej ciekawostkę.
Uważny obserwator, który przyjrzy się dokładnie budynkom fabryki Sternickel und Gülcher, zauważy, że (istniejący zresztą do dziś, choć mocno przebudowany) czterokondygnacyjny budynek jest cześcią większego kompleksu zabudowań zakładu. Przypatrując sie rycinie, stwierdzimy, że sam gmach, brama, jak i pozostałe budowle stojące w linii dzisiejszej ulicy Mostowej, biegną jakby ciut za daleko. To znaczy ich fasady nie kończą się w miejscu, gdzie według wszelkiego prawdopodobieństwa powinien znajdować się wylot ul, Cyniarskiej, ale zdają się przecinać skrzyżowanie i ciągną sie aż w okolice, gdzie dziś usytuowany jest przystanek autobusowy, tuż przy ulicy Staszica! A przynajmniej tak wynika z grafiki.
Czy to możliwe? Czy faktycznie ulica Cyniarska jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku nie docierała do dzisiejszej Mostowej?
Nic z tych rzeczy. Ulica Cyniarska biegła nawet dalej, aż do samej rzeki i to już w XVIII wieku, a może nawet wcześniej. To nie ulega wątpliwości. Nie mogło być inaczej, skoro była to jedna z głównych ulic wybiegających z najważniejszego placu miasta. Dlaczego więc nie ma jej na rycinie?
Bo autor szkicu sie pomylił. Z całą pewnością rysownik po prostu zaburzył proporcje odwzorowania i wydłużył nienaturalnie cały fabryczny kompleks, zbijając w jeden organizm trzy budynki - największy, średni i najmniejszy. Zwyczajnie nie zauważył, że ten trzeci budynek nie należy już do zakładu, jest zwykłą kamienicą i stoi pomiędzy wylotami ulicy Szkolnej (dziś Staszica) i niewidocznej na rycinie (bo przysłoniętej mniejszym gmachem fabryki) ulicy Cyniarskiej właśnie!


A może rysownik celowo dokonał takiego zabiegu, aby "niderlandzka fabryka" wydała się większa, okazalsza, aby przyciągała uwagę i ewentualnych kontrahentów? Taki marketingowy chwyt...
Jakkolwiek było: błąd, czy public relations, we mnie rodzi sie retoryczne chyba pytanie: no i jak tu wierzyć artystom?

2012-12-14 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (2)

Mury, gęsi i psy...

  

Jednym z najurokliwszych zakątków Bielska - rzecz oczywista i znana od dekad - jest zbieg ulic Krętej i Pankiewicza na Stadtbergu, czyli na Wzgórzu Miejskim, czyli na bielskim Starym Mieście - bo na takie trzy sposoby ten najstarszy fragment miasta można nazywać.

Ulica Kręta była rzeczywiście krętą uliczką prowadzącą poza mury, poprzez basztę z wąską furtą, na podmiejskie łąki, pola i pastwiska oraz do wodopoju, czyli nad potok Niper, który swój początek brał na łąkach powyżej górnej bramy miejskiej i swobodnie przepływał dwadzieścia, może trzydzieści kroków od murów.

Baszta była typu łupinowego, to znaczy, że była otwarta od strony miasta. Zbudowana z łamanych złomów wapiennych w technice warstwowej, posiadała zapewne co najmniej dwie kondygnacje, kryta była najpewniej dachem drewnianym i stanowiła element umocnień wewnętrznego pasa murów. Dlaczego wewnętrznego? Bo baszta ta ma metrykę średniowieczną, pochodzi prawdopodobnie z XIV wieku, a wówczas istniał tylko ten wewnętrzny ciąg murów. Zewnętrzny pas powstał dopiero w XVI wieku. Baszta była wykorzystywana tylko w ruchu pieszym, jako że trakt samej furty nie prowadził na przestrzał w linii prostej, ale załamywał się pod kątem prostym, a więc był zupełnie nieprzejezdny dla wozów.

Wewnętrznemu murowi w tym miejscu, od samego chyba początku towarzyszyła przymurna, biegnąca wzdłuż umocnień, od wewnątrz, uliczka zwana Łukową, albo z niemiecka Schwibbogengasse. Można sądzić, że ulica ta od samego początku swego istnienia (XIV wiek) była ulicą przelotową ku stromej, bardziej stromej niż dziś, ulicy wiodącej do furty (dzisiejsza Słowackiego). Oznacza to, że najprawdopodobniej przejazd bramny, który jest bodaj najczęściej fotografowanym fragmentem miasta, istniał tam "od zawsze". Naturalnie nie w takiej formie, jak dziś.

Kamienica nie od razu była murowana. Być może sam przejazd bramny był kamienny, ale piętro - podobnie jak większość domów w obrębie murów Starego Miasta - drewniane lub szachulcowe.
Sama ulica Pankiewicza swego czasu (o ile się nie mylę jeszcze w latach przedwojennych) pełniła rolę... gęsiego targu. To nie była pocztówkowa, oświetlona nastrojowym blaskiem latarń, romantyczna uliczka dla zakochanych, tylko obskurna, wypełniona rwetesem i gęganiem część miasta o bardzo utylitarnym charakterze.

Całkiem niedawno zakończył sie remont ulicy Krętej i Pankiewicza właśnie, połączony z zagospodarowaniem skweru w międzymurzu i odtworzeniem części baszty dokładnie w miejscu, w którym istniała w średniowieczu.
Remont - jak sądzę całkiem udany. Postarano się nawet o odtworzenie nawierzchni ulicy, mozolnie układając na sztorc polny kamień, tworząc obecne tu od stuleci "kocie łby". Prawdę mówiąc najbardziej obawiałem się właśnie o to, czy kamień polny powróci na swoje miejsce. Na całe szczęście powrócił i cieszy oko.


Korzyści, jakie płyną z remontu, grono bielskich archeologów poszerzyło w dodatku o cenne informacje, jakie uzyskano podczas prac archeologicznych towarzyszących remontowi.
Dzięki nim wiemy choćby, że w miejscu tym, w późnym średniowieczu usytuowany był warsztat metalurgiczny. Znaleziono bryłę surowca i miejsce posadowienia trzech słupów drewnianych, stanowiących być może zadaszenie samego warsztatu.

O celowości zagospodarowania kolejnego fragmentu przestrzeni miejskiej pod teren rekreacyjny dyskutować nie ma sensu. Przeciwnicy takiego humanizowania otoczenia będą wytaczać argumenty o niemożności kontroli nad właścicielami psów na przykład. Stwierdzą - całkiem już zresztą ogólnie - że w ten sposób niepotrzebnie pomnażamy miejsca, które siłą rzeczy niebawem będą już tylko śmierdzieć i w krótkim czasie staną się miejskimi kloakami, czy żulerniami. Być może będą mieli rację. Ale tylko teoretycznie. Bo w kontekście konstruowania jakiejś konkretnej miejskiej sfery życia, gdzie obok pracy trzeba znaleźć miejsce także i na odpoczynek, a czasem - przy sprzyjających warunkach - również i głębszą refleksję, to nie jest podejście właściwe.

Strach przed niewychowanymi posiadaczami czworonogów, czy drobnymi pijaczkami nie powinien być motywem działania przy urządzaniu przestrzeni życiowej. Bo tylko urządzając ją w zgodzie z naturą i w odpowiedniej relacji do przeszłości (która w naszym mieście jest tak samo obecna i silna, jak np. w Krakowie czy Toruniu), jesteśmy w stanie stworzyć takie właśnie, solidne sprzyjające warunki p o m i m o pętaków zaśmiecających ulice przy pomocy swoich pupili.

A przynajmniej powinniśmy się starać.

2012-12-05 | Dodaj komentarz
bogdanbo
2012-12-06 21:30:36
Przeprowadzone w rejonie ul. Pankiewicza i Krętej prace oceniam pozytywnie. Jednak obawy budzi kolejność dokonywanych na starówce remontów - kamiennice, np. budynek dawnego ratusza/aresztu będzie w przyszłości odnawiany i prace przy jego elewacji mogą co najmniej pobrudzić jak nie uszkodzić fragment odnowionej ulicy. Czy może kolejność działań nie powinna być odwrotna? Obawy o pieski i ich właścicieli są płonne podobnie jak o zasiedlenie się na skwerku "menelstwa". Ale mój niesmak budzi ilość postawionych ławek. Dzięwięć ławek, jedna przy drugiej to lekka przesada. Po przeciwnej stronie ul. Orkana, na jej styku z Waryńskiego, jest wjazd na nie tak dawno oddany do użytku parking. Na jego tyłach, w ślepym zaułku urządzono kosztem kilkuset tysięcy złotych park. Położony w miejscu mało dostępnym dla oka gości wyłącznie okolicznych mieszkańców. Sporo kosztów pochłonął, wymagany zapewnie przepisami, podjazd dla inwalidów. W tym niewielkim parku ławek jest zatrzęsienie. Warto może przeprowadzić pośród osób stale korzystających z parkingu w przedłużeniu ul. Orkana ankietę na temat:: ile i jak często widziałeś osoby korzystające z parku "pomiędzy trzema odrapanymi ścianami" bo taką oficjalną nazwę śmiało ten zakątek mógłby nosić. Wynik takiej ankiety przybliżyłby decydentom pojęcie o sensowności niektórych działań a w szczególności o bydowie "ławkarni".
Maciej P.
2012-12-14 07:27:41
Przepraszam za długie milczenie. Grudniowy natłok obowiązków po prostu... Skwer na tyłach kamienic przy Orkana i Sobieskiego, który faktycznie mógłby się nazywać "Skwerem im. zmurszałej oficyny" był dla mnie swego czasu silnym szokiem. O jego istnieniu dowiedziałem się z... Google Maps. Niezwłocznie udałem się tam i stwierdziłem, że nie jest to tylko wirtualny byt, że on faktycznie istnieje... :-) Ilość ławek wydawała mi się raczej rozsądna. Inna sprawa, że sama lokalizacja skweru sprawiała wrażenie jakiejś totalnej pomyłki. Moje wątpliwości rozwiała jednak wielka rzesza studentów i studentek pobliskiej Wyższej Szkoły Administracji, która wyległa z budynków uczelni i gremialnie skierowała się na skwer - jedyne w okolicy posiadające ławki miejsce odpoczynku. I oto nagle wszystko zaczęło mieć swój sens. Innymi słowy skwer jako lokalizacja o charakterze rekreacyjnym, choć ukryta dla niewtajemniczonych, obecnością elity intelektualnej miasta została nobilitowana :-) i - summa summarum - spełnia swoje zadanie. Pozostało jeszcze tylko zadbać o sztafaż tego miejsca. Obtłuczone, zagrzybiałe i "obśluprane" mury wokół tej enklawy faktycznie nie sprawiają dobrego wrażenia. Czy coś się w tej sprawie w najbliższym czasie zmieni? Nie sądzę...

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...
[marzanna]
Dom Karola Korna znajduje się na ulicy Mickiewicza.Niedawno odsłonięto pamiątkową tablicę na jego cześć. Nawiązując...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 253638
Newsów: 91
Komentarzy: 330
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała