liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - marzec 2013

Komentarzy (0)

Bielszy odcień Bielska

  

czyli

Pogromcy mitów cz. 1

Mity mają to do siebie, że lubią zagnieżdżać się nie tylko w bezludnych i dzikich ostępach, gdzie wyobraźnia dorabia doń coraz to nowe mityczne prawdy, ale nawet w przestrzeni wielokrotnie eksplorowanej i w umysłach światłych, acz mało ostrożnych. Takie mity są o wiele bardziej niebezpieczne, bo funkcjonują na zasadzie niewzruszonych prawd, szkodząc bardziej niż zwykły zabobon.


Również nasze miasto posiada wiele takich mitów, którym - często nieświadomie - hołdujemy, powtarzając jak mantry. Szkodliwość ich jest o tyle duża, że przyjmując je za fakt, zamykamy sobie drogę do prawdy historycznej, która otwiera się przecież natychmiast w chwili, gdy zamiast kropki na końcu zdania postawimy znak zapytania.

Jednym z takich mitów, nad którym przechodzimy do porządku dziennego, bezrefleksyjnie powtarzając przy niezliczonych okazjach, jest etymologia nazwy naszego miasta.


Skąd właściwie wzięło się "Bielsko"?

Teorii - jak zawsze - wiele, choć w mediach dominuje jedna. Na Wikipedii można przeczytać: "Etymologia nazwy Bielsko najprawdopodobniej wywodzi się od rzeki Białej, której nazwa pochodzi od przymiotnika biały. Określał on ogólne wrażenie barwy wody - białej, czyli jasnej i czystej. Niektórzy badacze nazwę miasta wiążą również z bieleniem płótna, co jest jednak wątpliwe ze względu na to, że w XIII w. Bielsko nie było jeszcze ośrodkiem tkackim ani sukienniczym. Od rzeki zapożyczyła nazwę także osada, a następnie miasto Biała. Nazwa Bielsko została utworzona za pomocą przyrostka -sko, natomiast Biała ponowiona z nazwy rzeki."

Ponieważ Wikipedia może niektórym wydawać się mało wiarygodnym źródłem informacji, postanowiłem szukać dalej. I znalazłem. W tym samym duchu na temat nazwy Bielsko wypowiada się prof. Miodek. Wypowiedź (dostępna chyba jeszcze na Youtube: http://www.youtube.com/watch?v=ry6GErJNH5E ) należy do tych autorytatywnych, gdzie bez cienia wątpliwości nazwa została wyprowadzona od rzeki Białej, a nawet od rzeki Biełej (jak rzekomo początkowo wymawiano to słowo).
I oto mamy problem.

Pamiętam jak dziś, kiedy przybyłem do Bielska, na samym początku lat dziewięćdziesiątych, odwiedzając grodzisko w Starym Bielsku przypomniałem sobie o etymologii nazwy miasta. I stanąłem oto przed problemem, którego nijak rozwiązać nie potrafiłem.


Skoro bowiem pierwotna lokalizacja miasta (zanim jeszcze na dzisiejszym Wzgórzu Miejskim przy zamku pojawili się osadnicy) znajdowała się właśnie w Starym Bielsku, zwanym wówczas - z braku nowego miasta - po prostu Bielskiem, to do jakiej rzeki Białej nawiązywała nazwa? Tej, która płynęła dwa i pół kilometa na wschód od osady, a do której trzeba było z grodziska dyrdać najpierw piszczystą drogą stromo pod górę, na rozstaje jaworzańskie (później aleksadrowickie), a potem w dół ku Wzgórzu, żeby w końcu stoczyć się w dolinę rzeki, mając po drodze w zasięgu wzroku łożyska co najmniej trzech innych potoków? Raczej wątpię.

Powie ktoś: stop, powoli! W 2010 roku dokonano przecież ciekawego odkrycia archeologicznego w pobliżu bielskiego zamku. Znaleziono relikty chat, datowanych na okres 1141-1210, a więc na czas poprzedzający powstanie na wzgórzu staromiejskim osady zwanej Bielsko. Odkrycie dość ciekawie uzupełnia teorię profesora Idziego Panica, który od dawna twierdził, że dzisiejsze, posadowione na Stadtbergu miasto założono na miejscu poprzednio istniejącej osady.
Rodzi się więc pytanie: czy nie mogło być tak, że ta wczesna osada przedlokacyjna, której pozostałości znaleziono również na Placu Św. Mikołaja, już wcześniej nosiła nazwę Bielsko (rzeka Biała przepływała przecież dosłownie o strzał z łuku), a nowe miasto, założone z końcem trzynastego lub początkiem czternastego wieku i znane nam do dziś, po prostu tę nazwę przejęło?


Otóż tak. Mogło tak być. Ale z jednym drobnym, choć niezwykle istotnym zastrzeżeniem. Wbrew temu, co mówi Wikipedia i co twierdzi profesor Miodek, rzeka pierwotnie, a więc w czasach, na które przypadała lokacja miasta nazywała się nie Biała, nie Bieła, ale... Bystra.
Jeśli więc nowe miasto przejęło od osady przedlokacyjnej nazwę, to nazwa ta z całą pewnością nie pochodziła od nazwy rzeki!

W pierwszym tomie Monografii Miasta, wspomniany wyżej prof. Idzi Panic jednoznacznie odcina się od rzecznego rodowodu nazwy i przypisuje go raczej bielicom, czyli ubogim, podgórskim glebom, powszechnym na naszym terenie. Jeśli tak było w istocie, to Bielsko u swego zarania nazywało się właśnie Bielice, lub Bielica, względnie Bielicko.
Znajomo, prawda? Ha, nie tylko znajomo, ale w dodatku arcyciekawie...

Bo oto może okazać się, że niemiecka nazwa Bielitz nie jest niczym innym, jak tylko zwykłą transkrypcją fonetyczną nazwy polskiej i - paradoksalnie - właśnie w niemieckim słowie "Bielitz" najprawdopodobniej zachowało się najpierwotniejsze brzmienie nazwy naszego miasta. Jeszcze czternastowieczne!

Być może pogoń za mitami to jałowa czynność, jednak czasami warto poddać prawdę próbie. Czasem okaże się, że istotnie mamy do czynienia tylko z niewartym zainteresowania, szkodliwym mitem, a czasem utwierdzimy się w pewności. Kiedy indziej znów, zupełnie niespodziewanie, możemy natrafić na zupełnie nową, nieprzetartą ścieżkę... Tak czy inaczej - warto.

2013-03-22 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (6)

Okaleczone miasto

  
czyli
wpis emocjonalny


Kiedy mówi się o wielkich wyburzeniach w Bielsku-Białej, zazwyczaj przywołuje się przysłowiową już "czystkę" autorstwa Antoniego Kobieli, z wyrąbywaniem "przecinki" wzdłuż ulicy Zamkowej i Partyzantów. Zapomina się jednak najczęściej o czymś, co dla mnie jest barbarzyństwem na dużo większą skalę - o budowie Osiedla Śródmiejskiego w Białej.

Na przełomie lat 70 i 80, decyzją ówczesnych władz miasta, wyburzono starą, pochodzącą z końca XIX i pierwszych dekad XX wieku, zabudowę, pod nowoczesne szafy mieszkalne, czternastopiętrowe mrówkowce. Jedynym argumentem (bo ględzenia o fatalnym stanie kamienic, czy ich miernej wartości nie biorę na poważnie) przemawiającym za takim radykalnym posunięciem były liczby. A konkretnie jedna: 2 tysiące mieszkańców. Tyle osób znalazło dach nad głową dzięki totalnemu przeoraniu dwóch kwartałów i zgruzowaniu stuletniej historii miasta pod bezpłciowe, koszmarnie jednolite, monotonnie nudne giganty. Ale ten argument nigdy nie był argumentem niezbitym, bo obszarów gotowych na przyjęcie tego typu architektury i całej (a nawet większej) infrastruktury, jaka w takich sytuacjach jest potrzebna, było w mieście bez liku.

Postanowiono jednak, że koszmary staną właśnie tu i właśnie w takiej, a nie innej konfiguracji. Na złość. Albo żeby pokazać kto tu rządzi, albo żeby zasłonić kościół pw. Opatrzności Bożej, albo żeby po prostu coś spieprzyć, ot tak, dla zasady...

A spieprzono niemało. Zniwelowano kamienice stojące przy ulicy Zamkowej, przy ulicy Hettwerowej (dzisiaj Broniewskiego), części ul. Św. Jana i Szpitalnej (dziś w miejscu tej ulicy przebiega początkowy fragment ul. Dmowskiego). O Zamkowej i Szpitalnej słuch zaginął zupełnie, ich relikty, przyduszone cielskami bloków ledwie zaznaczają się w alejkach osiedlowych i nikt już nie pamięta, że tymi ulicami, w cieniu rzucanym przez piętrowe i dwupiętrowe kamienice jeździły dorożki, ciągnęły wozy, spieszyli ludzie...

Tu kiedyś było miasto... Widok z lotu ptaka na "Ground Zero".

Komuś to przeszkadzało. Zmasakrowano centrum miasta, żywotny jego fragment, tak jak przedtem czynili to hitlerowcy. I pewnie z podobnych pobudek - chęci niszczenia starego i zastępowania tego "jedynie słusznymi" nowinkami.

Spośród starej zabudowy ocalały zaledwie nieliczne budynki. Przede wszystkim położone na peryferiach omawianego obszaru - kilka budowli funkcjonalistycznych i jedna secesyjna przy Broniewskiego, kilka przy Stojałowskiego i jedna neorenesansowa, stojąca samotnie pośród strzelających w niebo megaszaf z wielkiej płyty.

Właściwie nie widzę żadnej różnicy między zrównaniem z ziemią tych starych kamienic, a zlikwidowaniem w 1939 r. - stojącej zresztą w tym samym kwartale - bialskiej synagogi "Ahawas Thora". I jedno, i drugie to zwykła dzicz. Jedno i drugie w imię "postępu".

Być może traktuję tę sprawę zbyt emocjonalnie, ale do tego typu zjawisk - totalnie destrukcyjnych, pełnych bezmyślności, a czasem ukrytego jadowitego zimnego planowania - inaczej jak z agresją podejść nie potrafię. Tym bardziej, że to miejsce odwiedzam niemal codziennie w drodze do pracy... Mając więc świadomość beznadziejności, pozwalam sobie na emocjonalny wpis z głębokim przeświadczeniem, że kiedyś może tego typu pokrzykiwania nie będą już wcale potrzebne.

Nie mogę się oprzeć, aby nie wrzucić kilku obrazków, które doskonale ukazują, jak daleką i jak złą drogę przeszliśmy przez te ostatnie kilkadziesiąt lat.

Fragment śródmieścia Białej. Dawna Państwowa Szkoła Handlowa. Właściwie nic dodać, nic ująć. Budynek wprawdzie stoi do dziś, ale ta ilustracja daje nam pojęcie, jak ulica św. Jana, Zamkowa czy Szpitalna wyglądały sto lat temu.

To - jak sądzę - rok 1928, bo figura św. Nepomucena jest już na skwerze przy ul. św. Jana. Skwer prosty, zadbany, bez ekstrawagancji. Kilka robinii posadzono tak, aby w dalszej przyszłości utworzyły nad figurą zieloną konfesję. Smak, prostota i zamysł.

Dla osłabienia negatywnej wymowy notki zamieszczam wizerunek również istniejącego do dziś budynku ówczesnej Powiatowej Kasy Chorych. Ten budynek (obecnie Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna) pozornie zachował swój charakter. Niby wszystko tak jak dzisiaj... A jednak...

A tu dla odmiany - budynek, którego już nie ma. A który przypomina, że w zrównanych z ziemią kwartałach znajdowały się budowle naprawdę ciekawe. Na tym znalezionym w sieci zdjęciu można zobaczyć fragment całkiem okazałego i reprezentacyjnego gmachu stojącego przy ulicy Szpitalnej róg św. Jana.

Patrząc na te fotografie (dokumentujące przecież wcale nie tak dawną historię), ma się wrażenie, jakby się oglądało zdjęcia pięknego, ale zupełnie nieznanego, obcego miasta. Jakby to, co na nich widzimy było tylko uroczą, choć monochromatyczną komputerową wizualizacją - fantastyczną, bo absolutnie nieosiągalną dla współczesnych urbanistów...


Ci woleli pozostawić nam raczej głęboką ranę, która zasklepiła się w bolesną i brzydką bliznę. Tak jak na powyższym zdjęciu.
Samotna kamienica i pozostałe po skwerze drzewa... Taki znak czasów.
Na szczęście św. Nepomucen także ocalał, ale on lepiej niech pozostanie tam, gdzie jest...

2013-03-12 | Dodaj komentarz
bogdanbo
2013-03-13 08:12:02
Chodziło o zasłonięcie nie tylko kościoła OB ale i Dworu Lipnickiego, który majestatycznie na leciutkim wzniesieniu konkurował z Ratuszem. Pisząc o synagodze warto zaznaczać, że chodzi o drugą bialską (nie o tą przy Krakowskiej/Kazimierza), która stała "na tyłach" obecnego blaszka - rejon przystanku MZK na Dmowskiego. Ulicę Szpitalną oczywiście kojarzę lecz zastanawiam się, która alejka na osiedlu odpowiada przebiegowi dawnej Zamkowej?
Angus
2013-03-13 08:25:37
W pełni się z Panem zgadzam. To, co zrobiono z tym kwartałem miasta przypomina działania urbanizacyjne Geniusza Karpat w Rumunii. Niestety obawiam się, że ten sposób rozumienia przekształcania tkanki miejskiej - bez zwiazku z przeszłością, bez szacunku dla estetyki i po prostu bez gustu - trwa nadal. Nie realizuje się go w takiej skale tylko z braku wystarczających środków. I może dlatego, że mimo wszystko skala decydowania jest mniejsza, niż w czasach partyjnych kacyków.
Maciej P.
2013-03-13 20:58:56
@bogdanbo Po nałożeniu na współczesne zdjęcia lotnicze Bielska-Białej planu Verkehrsplan z 1939 r. widać, że "reliktem" dawnej Zamkowej jest (lub może być, bo pewności - rzecz jasna - nie ma) dochodząca do ul. Dmowskiego, zachodnia część wewnętrznej drogi osiedlowej, wiodącej na parking w centrum osiedla. Jeśli chodzi o "zasłonięcie dworu", to taka ewentualność nie przyszła mi do głowy, a istotnie jest prawdopodobna. Z bezpowrotnie utraconą architekturą tej części miasta jest też nieco inny kłopot. O ile się orientuję zasób ikonograficzny ukazujący te kwartały sprzed wyburzeń jest dość ubogi. Ja w każdym razie nie spotkałem zbyt wielu fotografii, na których ulice Zamkowa, św. Jana, czy Szpitalna byłyby w pełnej krasie. Właściwie oprócz tych kilku, które zaprezentowałem we wpisie - nie znam nic innego. Nie wiem także, czy wynika to z małej atrakcyjności tego obszaru, czy z fatalnego przypadku...
Maciej P.
2013-03-13 21:08:43
@Angus Być może ma Pan rację. Ale to jest jednak przerażająca konkluzja. Bo jeśli rzeczywiście wszystko zależy tylko od pieniędzy, to właściwie w każdej chwili wisi nad nami groźba, że kiedy tylko budżet miasta zostanie zasilony odpowiednią kwotą, wtedy włodarze - ani chybi - pokuszą się o realizację swoich chorych pomysłów kosztem kolejnych cennych fragmentów miasta. Powinniśmy się więc modlić o to, żeby pieniędzy na tego typu inwestycje nie mieli zbyt wiele.
januszokrzesik
2013-03-13 22:56:46
Mam bardzo osobisty stosunek do tego miejsca, który Pan opisał. Tam mieszkała część mojej rodziny, przesiedlona właśnie w związku z tymi wyburzeniami. Pozostały jeszcze jakieś strzępki wspomnień z dzieciństwa i mnóstwo szczegółowych informacji, pochodzących z opowiadań mojej babki i ciotki. Próbowałem kiedyś umieścić te ich opowieści we współczesnej przestrzeni śródmieścia Białej i muszę z goryczą przyznać się do porażki. Zbyt duży chaos.
Maciej P.
2013-03-15 19:31:50
@Januszokrzesik Historii takich, jak historia Pana rodziny, było więcej i lwia ich część to historie - jak sądzę - bardzo dramatyczne. Całe rodziny wyrwane zostały z własnego, znanego od dzieciństwa środowiska, samo środowisko zwyczajnie przemodelowano, choć bardziej pasują tu słowa "przenicowano", albo "przemielono". Bez oglądania się na sentymenty. To co Pan pisze dobitnie świadczy także i o tym, że nawet w pozornie trwałej ludzkiej pamięci zacierają się ślady po materialnej rzeczywistości. Rzeczywistości wydawałoby się niewzruszonej, kamiennej i ceglanej. Ale tak to już bywa. Ja nie pamiętam nawet, jak wcześniej wyglądał kiosk spożywczy na moim osiedlu, zmodernizowany zaledwie kilka lat temu. _________________________ A tak na marginesie. Miło mi, że odwiedził Pan mojego bloga. Tym bardziej, że moje pojawienie się w Bielsku-Białej, na początku lat dziewięćdziesiątych, to... także Pańska zasługa. Takie tam... odległe, dziś już wspominane raczej z uśmiechem, działania proekologiczne... Dla mnie jednak bardzo znamienne w skutki. Pozdrawiam serdecznie.
Komentarzy (3)

Jest park...

  


Organizacja przestrzeni miejskiej, zakładająca tworzenie w obszarze ścisłej zabudowy miasta zielonych enklaw, napotyka w naszym mieście na spore trudności. Po wizycie w odnowionym (obecnie powoli przygotowywanym do nasadzeń) Parku Słowackiego, wizycie, która zaowocowała niesmakiem i garścią gorzkich uwag, postanowiłem odwiedzić miejsce bardziej przyjazne mieszkańcom Bielska i Białej.

Za namową komentatora Bogdanbo, udałem się na Osiedle Polskich Skrzydeł, gdzie kilka lat temu na bazie zielonej kotliny Potoku Lotniczego utworzono park. Sama idea stworzenia czegoś nowego, zupełnie od podstaw, bardzo krzepi i pokazuje, że działania oddolne mają sens i mogą stać się - jeśli poparte są uporem i kompetencją - dźwignią całkiem udanego przedsięwzięcia dla dobra ogółu. Jadnak pod warunkiem, że realizacje techniczne nadążają za pomysłami...

Park Polskich Skrzydeł (Smoczy Jar - bo taką nazwę nosił park w projektach) to dość rozległy, jak na warunki gęsto zurbanizowanego miasta, jakim jest Bielsko-Biała, obszar zieleni z własnym potokiem i dość urozmaiconą rzeźbą terenu. Te dwa ostatnie elementy to niewątpliwy atut.

Pierwsze wrażenie jest dość ciekawe. Park leży poniżej poziomu ulic go okalających, w głębokiej kotlinie o południowym zboczu łagodnie wypłaszczającym się do poziomu ulicy, przez co całość stanowi zaciszną enklawę zieleni niedostępną dla oka z wysokości tarasu. Niewątpliwie jest to w skali miasta element niezwykle oryginalny.

Drzewostan parku jest dość zróżnicowany z przewagą buków, z domieszką dębów. Są tu też nieliczne okazy typowo parkowe. Przez park, na całej jego długości, z południa na północ, przepływa Potok Lotniczy - dopływ potoku Starobielskiego. Ten sam, który ma źródła opodal lasku Bathelta.

To właśnie ten potok jest tutaj hitem. W części południowej ma charakter potoku górskiego, w dalszej części, bliżej północnej krawędzi założenia, zamienia się w strumień o charakterze wybitnie nizinnym. I tutaj dla mnie - wychowanego na nizinach - wielkie zaskoczenie. Brzegi strumienia umocnione są rzadką, nieingerującą faszyną, z oszczędnie nabitymi kołkami faszynowymi. Całość robi bardzo pozytywne wrażenie zadbanego cieku o naturalnym biegu. Żadnego bruku, żadnego betonu, żadnych kamienno-siatkowych gabionów... Tylko naturalny materiał. I o to chodzi.


Tuż przy północnym zboczu kotliny strumień rozlewa się w niewielkie rozlewisko. O ile wiem, rozlewisko pozostanie w takiej formie ze względu na faunę, która tutaj dość gremialnie lubi przesiadywać. No i dobrze. Jednym z założeń parku jest idea utworzenie enklawy faunistyczno-florystycznej, obecność żab ma więc wymiar edukacyjny.

Strumieniem jestem zachwycony. Alejkami już mniej. Owszem - po remoncie dość przyzwoicie żwirowane, jednak - ze względu na duże różnice wysokości - miejscami zbyt strome. Zatem nie na każdą nogę.

Z parkiem Polskich Skrzydeł było mnóstwo kłopotów. Wykonawcy odwalili fuszerkę, wystawiając sobie naprawdę marną wizytówkę. Skopano przede wszystkim właśnie alejki. Woda spływała po źle odrenowanych alejkach wymywając żwir. Poprawki wprowadzane w kilku partiach, przyniosły jako taki skutek, choć nie wszędzie.

Niektóre z alejek prowadzą donikąd. Ten ślepy zaułek wygląda tak, jakby tutaj miały powstać bardzo potrzebne schody do ul. Tańskiego. Niestety, nie powstały.

Tutaj zaś aż prosi się o gustowny mostek, który łączyłby alejki z dwóch stron potoku. W tej chwili chcąc przeprawić się suchą stopą z alejki przy zachodniej krawędzi kotliny do centrum parku, trzeba wracać aż na ulicę Skarżyńskiego.

Oświetlenie (proszę mnie poprawić, jeśli kłamię) to latarnie Schredera. Trochę w kiepskim guście (odwrócone miski), choć wymiarami niewielkie i dość łatwo wtapiają się w otoczenie, a to w niedużych założeniach parkowych sprawa istotna. Byłem w parku za dnia, więc nie mam pojęcia, jakie światło dają po zmroku, mam nadzieję, że niezbyt rzęsiste...

Ogólnie rzecz biorąc park ma wszystko, co potrzeba: niemłodą, wysoką zieleń, zmyślnie poprowadzony ciek wodny, boisko, plac zabaw dla dzieci, górkę saneczkową i kilkaset metrów alejek spacerowych z nieprzesadną ilością ławek i koszy.
Czy trzeba czegoś więcej?

2013-03-06 | Dodaj komentarz
bogdanbo
2013-03-06 22:39:08
Króciutki komentarz:brakujący mostek jest w planie jak tylko będą fundusze na ten cel. W pierwotnym projekcie były aż trzy mostki, amfiteatr, miejsce do grilowania, zadaszona altana i ścieżka na palach nad rozlewiskiem. Chyba byłoby "za bogato" i nieco pstrokato. Z przeładowaniem mieliśmy juz do czynienia w B-B-ej przy okazji różnych projektów, więc może tak jak tutaj, czyli oszczędnie jest lepiej. Co do ścieżki "do nikąd" - projektantowi ubzdurało się, że można ją poprowadzić skosem po stromym zboczu wprost na Tańskiego i to z nachyleniem bocznym przekraczającym 20 stopni. Architekt może sobie takie rzeczy rysować, ale walec ubijający ścieżki stanowczo odmówił :) , nawet ciężką maszynę można wywrócić. Tak więc będą doprojektowane schody na końcu ścieżki "do nikąd". Oświetlenie wieczorem warto zobaczyć - jest moim zdaniem wyważone. Z kilku latarni zrezygnowano, są strefy cienia i półcienia.Boisko jest w miejscu niefortunnym, nad strumykiem, wymagało dodania osiatkowania nie przewidzianego w projekcie. Nie jestem architektem ale ten projekt, jak tylko go dorwałem, konsultowłem z kilkoma osobami będącymi praktykami i posiadającymi odpowiednie wykształcenie.. Wskazali kilkadziesiąt usterek. Było już po cherbacie, wykonawcy własnie wchodzili na plac budowy. Wiele nedociągnięć ibłędó w projekcie poprawiono z inicjatywy zarówno wykonawców jak i nadzoru; poprawki wprowadzał na bieżąco WGM z inicjatywy własnej lub na wniosek mieszkańców. Jak wyszło? Nie mnie oceniać, poczekajmy na dokonczenie kilku brakujących elementów oraz nasadzenia roślin i krzewów.
Angus
2013-03-07 08:09:02
Zwrócę uwagę na gustowne ławki i kosz na śmieci. I porównam z nieszczęściem z Parku Słowackiego. Czyli można inaczej i lepiej?
Maciej P.
2013-03-13 21:12:35
Ławki są rzeczywiście masywne, ale jednocześnie dość znośne estetycznie. W dodatku wzór sprawdził się już wcześniej. Identyczne ławki rozsiane są po całym mieście (np. na placu zabaw nad Białą, na tyłach kamienic przy Bohaterów Warszawy, czy na Placu Opatrzności Bożej)
Komentarzy (1)

Via Antiqua

  

Pogoda ostatnio raczej nie nastrajała do spacerów po mieście, chyba, że wirtualnych. Na szczęście sobota była słoneczna, dlatego ten pierwszy od wielu tygodni naprawdę wolny weekend dzielę pomiędzy wizytę w plenerze, a słowo pisane.

Wracam do Monografii Bielska-Białej, próbując wychwycić drobiazgi, które umknęły mi podczas poprzednich lektur.

W drugim tomie monumentalnego opracowania dotyczącego historii naszego miasta (Bielsko-Biała, Monografia miasta, 2011), dr Jerzy Polak opisuje starodawny trakt handlowy wiodący z Wiednia przez Cieszyn, Kraków do Lwowa, zwany Polską Drogą, Starą Drogą, Polen Steyge lub - nierzadko - Via Antiqua. Kreśli jej bialski przebieg od brodu na rzece Białej, w miejscu, gdzie dziś stoi most łączący oba brzegi rzeki, poprzez ulicę Łukową, północną pierzeję dzisiejszego Placu Wojska Polskiego i dalej na wschód, ku dzisiejszej ulicy Wyzwolenia, która wyprowadzała podróżnych ku Krakowowi. Ten przebieg "Starej drogi" jest, rzecz jasna, w pewnej części hipotetyczny, choć oparty na przekazach źródłowych. Już od XIV wieku ten trakt zwany jest "starym", co daje pojęcie o jego znaczeniu.

Intuicyjnie bród na rzece lokujemy dokładnie w miejscu w którym w ciągu dzisiejszej ul. Listopadowej znajduje się most-kładka. Niesłusznie. W istocie miejsce przeprawy było powyżej, nie poniżej ujścia Niwki do Białej, zatem bród znajdował się raczej w okolicy dzisiejszego mostu na ul. Stojałowskiego. To tam przekraczano rzekę i dopiero kilkadziesiąt metrów dalej szlak odbijał w lewo ku centrum osady. Dzisiaj mamy tutaj wylot ulicy Krótkiej. W szesnastym wieku był to zapewne początek ulicy biegnącej początkowo prosto, a dalej skręcającej łagodnie w prawo. Ulica ta była zalążkiem osady Biała. Jej najstarszym fragmentem, najpierwotniejszą osią komunikacyjną, przy której wybudowali swe chaty pierwsi bialscy osadnicy i rzemieślnicy. Istnieje do dziś. To ulica Łukowa. Po dziś dzień stoją przy niej, lub w jej bezpośrednim sąsiedztwie budynki, które pamiętają jeszcze osiemnasty wiek.

I znów intuicyjnie zwykliśmy najpierwotniejsze centrum osady lokować raczej w miejscu głównego rynku Białej. I znów niesłusznie. Rynek w XVI, a nawet w XVII wieku to jeszcze pieśń przyszłości, póki co mieszkańcom małej wsi musiało wystarczyć inne centrum.


Mniej więcej w połowie łuku uliczki Łukowej znajduje się do dziś niewielki placyk. To właśnie było ówczesne centrum wsi - najstarszy wiejski plac targowy. Początkowo spełniał rolę targowiska ogólnego, później stał się targiem mięsnym. To oczywiste jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że od połowy XVI wieku, wykorzystując Via Antiqua, zaczęto przepędzać bydło ruskie. W źródłach z połowy XVII wieku mowa jest już o kilku jatkach mięsnych w tym miejscu.

Tradycje rzeźnicze tego fragmentu osady były tak silne, że placyk ten spełniał swoją funkcję jako fleischmarkt aż do XX wieku. Nawet wtedy, kiedy rolę głównego targu mięsnego przejął plac nad Białą (Plac Świński, dzisiaj Ratuszowy).

Ulica Łukowa to najstarszy fragment osady Białej. Zapomniany, okaleczony, zmarginalizowany. Choć, jak widać na powyższej ilustracji, jeszcze nie tak dawno temu uliczka miała swój niepowtarzalny klimat.

Do dziś zachowały się jednak również i starsze budowle ulicy Łukowej. Ta, stojąca tuż przy dawnym targu mięsnym, jest przykładem typowej zabudowy dla małego miasteczka o dużych aspiracjach.

Kamienny odbój w narożniku kamienicy przy ul. Łukowej 15, u wylotu targu mięsnego. Pozostałość czasów dawnych, wypełnionych gwarem handlarzy i przekupek, kwikiem świń, turkotem wozów załadowanych tuszami, pokrzykiwaniem woźniców...

W najbliższej okolicy stała też karczma - najstarsza w osadzie karczma, która w sierpniu 1646 roku odegrała nawet pewną rolę polityczną. Najprawdowpodobniej w tej właśnie karczmie zebrała się szlachta z Cieszyna - uciekinierzy przed wojskami szwedzkimi i przed nałożonymi przez nich kontrybucjami. To tutaj zawiązano deputację i wystosowano do komendanta oddziału szwedzkiego stacjonującego w Głubczycach pismo dowodzące, że kontrybucje są zbyt wielkie i szlachta cieszyńska nie jest w stanie z obciążeń się wywiązać.

Karczma była świadkiem wielu bardziej i mniej istotnych wydarzeń. W latach 1708-1711 tutaj właśnie znajdował się punkt przemytowy produkowanej w Bielsku doskonałej broni, którą kupowali polscy oficerowie. Tutaj także gromadzili się przemytnicy soli bezpośrednio przed nocnymi akcjami przerzutu towarów na austriacką stronę.

Gdzie stała karczma? Tego z całą pewnością nie wiemy. Źródła z 1639 roku ("Księga Gminna Białej") podają, że stała w najniższym miejscu osady, blisko brodu na rzece. Niewykluczone więc, że jej lokalizowanie na Starej Drodze, w pobliżu targu jest trafne. Może stała w miejscu, w którym wiele wieków później wystawiono - kosztem starej zabudowy - nowoczesny bank, a może bliżej Niwki...? Kto wie?

Podążając Starą Drogą na wschód, docieramy do Placu Wojska Polskiego. W XVI i XVII wieku, a więc w początkach istnienia wsi, w miejscu tego reprezentacyjnego dziś fragmentu osady rozciągały się łąki i pastwiska, być może ogrody mieszkańców. Rzecz jasna były jeszcze domy. Musiały być zarówno przy szlaku, jak i wzdłuż Niwki. I to dość gęsto. Jeśli bowiem w siedemnastym wieku istniał tu już królewski skład solny i komora celna, to sama wieś nie mogła być mała. Niemniej w miejscu dzisiejszego "pierwszego rynku w Białej" była jeszcze zabudowa typowo wiejska - drewniana i gliniana.

Rynek powstał tutaj dopiero w osiemnastym wieku, w związku z nadaniem Białej praw miejskich. Nasz trakt wiedzie wzdłuż jego przyszłej północnej pierzei ku staremu cmentarzowi ewangelickiemu.

Północna pierzeja rynku w Białej to część pradawnego szlaku handlowego. Tędy z Lwowa i Krakowa podążały wozy z solą, wełną i skórami, z południowego zachodu zaś wędrowało szkło, płótno i piwo. Przez całe wieki pędzono tędy bydło, które stało się dla wielu Bialan podstawą egzystencji.

W miejscu, w którym obecnie wznosi się kościół ewangelicki Marcin Lutra, aż do lat osiemdziesiątych osiemnastego wieku funkcjonował stary cmentarz, na którym chowano ewangelików (ale w pewnym okresie także i katolików). Ogrodzony był drewnianym płotem, który wymagał częstych remontów, a jego wschodnia krawędź stanowiła również wschodnią granicę Białej. Dalej na wschód rozciągały się już tereny należące do Lipnika.

Jeśli staniemy dzisiaj na ulicy Targowej, mając po swojej lewej ręce kościół, a po prawej słynną kamienicę Pod Żabami, na wprost przed sobą, w perspektywie ulicy, ujrzymy niepozorną kamienicę przy Komorowickiej nr 14. Tędy właśnie, jeszcze cztery wieki temu trakt zwany Polską albo Starą Drogą biegł do Krakowa i Lwowa. Prosto, jak z bicza strzelił - w XVII wieku ulicy Komorowickiej jeszcze przecież tu nie było. Żadnej ulicy tu nie było. Dopiero kilkaset metrów dalej szlak dochodził do poprzecznego traktu północ-południe czyli Komorowice-Lipnik (dzisiejsza ulica Wyzwolenia) i skręcał na północ.

Droga kiedyś wiodła prosto. Dziś perspektywę ulicy zamyka kamienica przy Komorowickiej 14. Kiedy w pierwszej połowie XVIII wieku wytyczono nowe miasto, w poprzek traktu powstała ulica wiodąca do Komorowic. Przy ulicy wytyczono później działki budowlane, a sam pradawny szlak musiał przez to ulec nieznacznej korekcie. Za kościołem skręcał w lewo, omijał kwartał zabudowy i - nadrabiając kilkadziesiąt metrów wzdłuż ówczesnej granicy miasta - wracał na swój pradawny tor w okolicach dzisiejszej ul. Wyzwolenia.

Podejrzewam, że na tyłach kamienicy, w jej ogrodzie, dałoby się uchwycić relikty tej drogi, pozostające pod ziemią. Kiedy bowiem rzucimy okiem na plan Białej, albo na zdjęcia w Google Maps, łatwo zauważymy, że przebieg ulicy Paderewskiego jest nienaturalny i jak na tę część ściśle wytyczonego miasta - zbyt kręty. Oś wschodniej części tej ulicy leży omalże w osi ulicy Targowej, sugerując, że kiedyś obie te ulice tworzyły jedną arterię komunikacyjną.

Tędy właśnie, z Krakowa jechały wozy z solą, nad którymi pieczę sprawowali bialscy prasołowie czyli handlarze solą; tędy, w 1683 roku nadciągnął zmierzający pod Wiedeń oddział sześciu tysięcy jezdnych króla Jana III Sobieskiego, pod dowództwem Mikołaja Sieniawskiego.

Trakt - dotarłszy do drogi Kęty-Żywiec (dzisiejsza ulica Wyzwolenia) - odbijał na północ i podążał ku Hałcnowskiej Kępie, by stamtąd poprowadzić prosto na Kęty.

Na granicy Bielska-Białej i Kóz Stara Droga istnieje właściwie do dziś. Dużo się zmieniło od czasu, kiedy tędy właśnie ciągnęły na Wiedeń wojska Sobieskiego, ale to ciągle jest ta sama droga, ten sam trakt...

Dlaczego poświęcam starej drodze tyle uwagi? Bo sądzę, że właśnie ona jest powodem, dla którego osada Biała mogła w błyskawicznym czasie rozwinąć się i stać konkurencją dla macierzystej wsi Lipnik (która - tak na marginesie - leżała poza tym istotnym szlakiem handlowym). To właśnie dzięki temu, że Biała leżała na trasie Via Antiqua, jej rozwój mógł nabrać takiego tempa.


W analizie historii zbyt wielką wagę przywiązujemy do wielkich i znanych postaci, czy istotnych wydarzeń. Zbyt mało natomiast interesujemy się zjawiskami natury ekonomicznej, bytowej, czy - prosto - ludzkiej. A to właśnie takie zjawiska, w perspektywie wieków, miały najistotniejsze dla powstania i rozwoju ludzkich osad znaczenie. To właśnie one wytyczały trendy, kierowały rozwojem i pobudzały do zmian. I decydowały o losie, przetrwaniu, zwycięstwie.

Poza tym - proszę mi wybaczyć szczerość - w tym smutnym, odwilżowym czasie, pełnym szarości, topniejącego śniegu i wyzierających spod niego psich pozostałości, miło jest zagłębić się w historię miejsc bliskich i serdecznych. Nawet jeśli te historyczne trakty też upstrzone są historycznymi pozostałościami historycznych zwierząt pociągowych...

2013-03-02 | Dodaj komentarz
jan-lipnik
2016-08-08 20:21:27
Troszkę do tej najstarszej części osady Biała. to tak jakby tu była pustynia a nie 700 letnia wieś Lipnik. Najstarsza częścią jest po prostu dziś ul. Stojałowskiego w ciągu ulicy lipnickiej . po prostu mieli pola i żyli ponad 250 lat. potem na nieużytku powstało 13 chat dla rzemieślników biedoty bez gruntu czy nawet ogrodów. moim zdaniem w około 1523 roku. i byli. potem Lubowiecki założył kolejną wieś w osi ulicy sukienniczej mieli nawet samorząd księgę gminną i prawa np. dla sukienników. być może te 13 chałup to byli szewcy? jak najbardziej taki targ świński do pozyskiwania skóry był na miejscu. choć historycznie szewcy na podstawie numerów domów w których mieszkali w 18 i19 wieku to właśnie ulica św. Jana.. i dopiero na to nakłada się klasyczna lokacja z rynkiem z 1723 roku. połączenie wszystkich 3 osad w jeden organizm po wcieleniu sukienniczej w ok.1760 roku do białej. Ale najstarsze budynki stały nad Niwka. mnie rozczula w monografii B-B ulokowanie dworu lipnickiego na świńskim targu . vel Bohaterów Stalingradu vel Ratuszowy. ale to chyba było pierwsze takie wyburzenie jeśli wierzyć historykom autorom tego dzieła. wyburzyli dwór starosty i postawili Ratusz? Ręce opadają nad tym dziełem. jan

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[jacekproszyk]
mimo pięknej analizy i skrupulatności której chylę czoła obawiam się, że to nie jest dobry...
[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 261941
Newsów: 91
Komentarzy: 331
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała