liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - kwiecień 2013

Komentarzy (1)

Firmitas, utilitas, venustas

  

czyli

Harmonia, głupcze!

Słońce wreszcie grzeje... Po wszechobecnej bieli nie pozostało już nawet wspomnienie. Wiosna wreszcie zawitała i do nas. A właściwie - lato... Tak czy siak można wreszcie odkurzyć aparat, z którego w zimowe, spowite szarością, śniegiem i brudnym błotem dni nie ma w mieście wielkiego pożytku i ruszyć w plener.


Plener wita mnie dość specyficznie. Być może niepotrzebnie nastawiam się na bielską klasykę, być może - jak zwykle - w głowie mam już od dawna zarys trasy i tego, co chcę fotografować. Rzeczywistość ma jednak wobec mnie inne plany. Dlatego chyba pierwszy motyw, jaki los podsuwa mi dziś pod obiektyw jest dla mnie aż takim zaskoczeniem.

Dawno tu nie byłem. Ostatnio leżał tu jeszcze śnieg, nie przyjrzałem się więc budynkowi, który powstał stosunkowo niedawno przy skrzyżowaniu ulic Grunwaldzkiej i Listopadowej. Przyglądam się więc teraz. Przyglądam i czuję, że odechciewa mi się fotografowania.

Chaotyczna plątanina linii, uskoków, filarów, wnęk i balkonów czyni z tego projektu architekturę mocno nieczytelną, choć ona sama już z założenia jest przecież (albo raczej powinna być) architekturą prostoty. Asymetia, wciśnięcie okien pod uskoki gzymsowe, dysharmonia osi, niespodziewane, jakby niezamierzone blendy okienne, narożny pseudoprostyl, wreszcie kamienne gabiony (ostatnio widziałem takie jako umocnienia brzegów Niwki) w roli murków oporowych i ogrodzenia...

Przecieram oczy ze zdumienia i mam wrażenie, że architektura zaczyna przypominać węża zjadającego własny ogon. Że odbiegłszy od źródeł, zakreśliła krąg i powróciła w to samo niemalże miejsce, ale jako karykatura siebie samej.
Patrząc na ten budynek, będący przecież ostatnim krzykiem mody i najmłodszym dzieckiem zacnego i naprawdę świetnego biura projektowego, aż trudno uwierzyć, że stoi przed nami prawie studwudziestoletnia historia.
Poważnie. I wcale nie mam na myśli tej konkretnej budowli. Raczej nurt, jaki reprezentuje, jakiego jest konsekwencją.

Pod koniec wieku XIX do głosu doszła rewolucyjna w architekturze teza (w innych dziedzinach sztuki także, ale tam była mniej widoczna ze względu na ich kameralny charakter), która arbitraż w dziedzinie estetyki odbierała istniejącemu od tysiącleci kanonowi, a przyznała go subiektywnym gustom.
Od tego momentu estetyka, jako dziedzina, zaczęła wyradzać się w całą masę prądów, gdzie piękno było regulowane li i jedynie własnym zapatrywaniem twórcy. Rozpoczął sie modernizm.


Obok prawdziwych pereł architektury modernistycznej (niezwykle rzadkich) zaczęly mnożyć sie jak grzyby po deszczu, koszmarki pseudoarchitektoniczne, które straszyły brakiem proporcji i wyczucia.
Powstawały jednak - tak jak w Bielsku, w książęcych ogrodach - fantastyczne założenia modernistyczne, które nie dość, że zawierały w sobie jakieś uniwersalne, choć sprowadzone do prostego schematu piękno, to jeszcze udawało się je wkomponować w pejzaż tak doskonale, że ich istnienie w tym, a nie w innym miejscu stało się niewzruszoną oczywistością.

Nie lubię modernizmu, ale akurat osiedle w Alejach Sułkowskiego to wybitny wyjątek, który tylko potwierdza regułę, że aby architektura modernistyczna komponowała się z otoczeniem, to... otoczenie też musi być modernistyczne. Świetnie wkomponowany w zieleń kompleks budyków (tutaj in statu nascendi), wybudowanych w miejscu, gdzie nigdy architektury murowanej nie było, a więc nieingerujący w tradycję miejsca. Lepiej nie można.


Zadziwiające, że najwspanialsze i najpiekniejsze przykłady modernizmu to te budowle, które ciagle zawierają w sobie coś z poprzednich epok - harmonię. Najwyraźniej ich twórcy zachowali jeszcze odrobinę zdrowego rozsądku i ciągle rozumieli, że aby coś było piekne, nie może być tylko piękne subiektywnie. Musi być piękne w sposób obiektywny.


Daliśmy sobie wmówić, że piękno jest kwestią gustu, że jest ono tylko w oku patrzącego. To nieprawda. Piękno to przecież harmonia, a harmonia to matematyka. Matematyka zaś nie jest i nigdy nie była kwestią gustu.
Czym jest harmonia? Czym jest złoty podział? Czym jest proporcja?
To nic innego jak obiektywna, arbitralna i niewzruszona emanacja piekna. Skodyfiowany, jasno określony kanon. Nieobecny w większości modernistycznych budowli, które zawierają w sobie co najwyżej przejrzystość geometrycznej figury. Najczęściej nieregularnej.

Subiektywizm w architekturze, który miał do niej wprowadzić ożywczy powiew, w istocie uczynił więcej złego niz dobrego. I niewielu architektów chce sie do tego przyznać, tkwiąc w swoich poglądach, jak w ostoi elitaryzmu, wszystkich myślących inaczej i takich, którym modernizm się po prostu nie podoba podsumowując brakiem wyczucia i wzrobienia estetycznego.

Czerpiący z podwalin modernizmu funkcjonalizm to styl (i powiedzmy to sobie szczerze i otwarcie), który odrzucając potrójną jedność Witruwiusza skoncentrował się tylko na jednej z jej cech. Obiektywnie rzecz biorąc prawie cały modernizm w konsekwencji odrzucił stosowanie harmonii i to jest jego największy defekt. Odrzucił kanon piękna jako nieprawdę pokutującą na zasadzie przyzwyczajenia, albo zwykłej inercji.
W istocie stał się eksperymentem opartym o złudzenie, że piękno jest pojęciem względnym, że rozpoznanie piękna zależne jest li i jedynie od gustu.


Do czego to doprowadziło? Do rezygnacji z harmonii, z rytmu, proporcji, z reguły sectio aurea, z wszystkiego, co w substancję miasta wnosiło porządek i ład. Do kuriozalnych projektów, porzucających wszelkie zasady, wszelką estetykę. Dokładnie jak w budowli, której zdjęcie zamieściłem na samym wstępie.

Może się nam wydawać, że piękno jest kwestią naszych upodobań, ale to będzie tylko złudzenie, bo zapominamy, że upodobania kształtowane są przede wszystkim przez obserwację. To właśnie dlatego, że od najmłodszych lat obcujemy ze światem doskonale harmonijnym, właśnie dlatego, że codziennie dostrzegamy harmonię w świecie natury, dlatego - często nie zdając sobie z tego sprawy - jesteśmy w stanie zachwycić się tym, co ją imituje. Zapomnieliśmy, że już starożytni dostrzegli, potem zrozumieli, wreszcie skodyfikowali zasady panujące w przyrodzie, nadając im wymiar matematyczny. Zapomnieliśmy, że architektura zawsze była odbiciem natury i jeśli była piękna, to tylko dlatego, że wykorzystywała jej matematyczny opis.

Ten opis zawiera się we wszystkim niemalże, co niegdyś stworzono w naszym mieście. Trzeba tylko umiejętnie patrzeć. Doskonałe proporcje gmachów, idealne wyważenie proporcji ościeżnic drzwi, okien, grubości gzymsów, wysokości wież, balustrad; kąty nachylenia schodów, połaci dachowych... Nawet kopuła wieńcząca gmach poczty, wieże bielskiej synagogi, czy zwieńczenie wieży kaplicy zamkowej, zawierały lub do dziś zawierają w sobie proporcje złotego podziału. Proszę sprawdzić!
A co oferuje nam współczesność? Wszystko inne...


Postmodernizm rozpanoszył się w naszym mieście na wielką skalę i straszy w wielu, dotąd urokliwych, zakątkach.
Chciałbym być dobrze zrozumiany. Postmodernizm i ten nowy, raczkujący jeszcze styl, który ja na własny użytek nazywam ekomodernizmem (który pojawił się w kilku miejscach miasta budząc moje wielkie nadzieje, a o którym już wkrótce napiszę) ma i zawsze będzie miał rację bytu. Pod jednym wszakże warunkiem: że będzie realizowany w tych obszarach miasta, które nie mają jeszcze swego specyficznego piętna nadanego przez już istniejące realizacje. Bo tylko tam, na obrzeżach miasta będzie to miało sens i będzie współgrać z pozostałymi elementami przestrzeni. Tylko tam stworzy swoim istnieniem pełnię, formalny ład i oczywistą, konsekwentną przestrzeń.

Tymczasem...


Na zakończenie mała ciekawostka doskonale ilustrująca panujący w urbanistyce i architekturze pierwszej połowy XX wieku chaos, który ciągnie się za nami przez całe dekady jak smród i daje o sobie znać również i dzisiaj. Oto projekt budynku mieszkalno-usługowego autorstwa Wiedermanna (tak, tak, tego samego, który współprojektował Aleje Sułkowskiego):

Jak na modernę - całkiem znośny projekt. Śmiały, ale dość stonowany. Oszczędny, a jednak imponujący. Nietety... Wbrew temu, co widać na projekcie, zrealizowano go nie w jednej z wielu enklaw miejskiej zieleni, nie na obszernym, pełnym światła i przestrzeni placu, ale w miejscu dość szczególnym:

Oto reprezentacyjna Droga Cesarska. Kilka wieków historii, tradycji, kilkanaście pokoleń wzrastających w jej cieniu mieszkańców. Ciasna, zwarta, jednolita zabudowa z historyzującą kamienicą Franza Schlee... Ach nie, przepraszam, kamienicy już nie ma. Jest za to na jej miejscu piękny, nowy, reprezentacyjny budynek mieszkalno-handlowy, który ma przyćmić wszystkie pozostałe.


Czy mu się udaje? Chyba tak, ale nie wiem czy w dobrym tego słowa znaczeniu. Natomiast z całą pewnością ta budowla stała się zielonym światłem dla dalszej przebudowy czegoś, co pod żadnym pozorem przebudowywane być nie powinno - całego zabytkowego zespołu Traktu Cesarskiego.


Od tej chwili podobnych "inwestycji" na tej zabytkowej ulicy będzie coraz więcej. Natychmiast po wojnie wielu kamienicom skuje się zdobienia, przez co stracą swoje stylowe oblicza, pałac Strzygowskiego ni stąd ni zowąd zyska "podcienia", na miejscu kamienic Kruppy i Körbela stanie bank, na miejscu zajazdu Flamma i Matznera... nie stanie nic. Okaleczona ulica, tracąc swój jednolity, specyficzny charakter, powoli zamieni się w pstrokatą mieszaninę stylów i niepostrzeżenie stanie się Miejską Mieszanką Firmową, a nie zabytkowym traktem...

Ja wiem, w czasach, gdy kamienicę Franciszka Schlee zastępowano modernistycznym budynkiem Wiedermanna ulica nie była jeszcze w sposób szczególny chroniona, a sam nowy budynek miał być tylko "oczywistą kontynuacją procesu rozwoju tkanki miejskiej". Ponieważ jednak był to dopiero początek tego procesu, nikt z jego inicjatorów nie przewidywał, że w konsekwencji może on doprowadzić (i to w bardzo krótkim czasie) do zastąpienia wszystich(!) starych kamienic nowymi. Czy o to chodziło?

Przestrzeń miejska to ład. W bardzo szerokim słowa tego znaczeniu. Ale ład ma jednak swoją definicję, ścisłą definicję i swoje ganice, poza którymi ładu już nie ma. Dowolność w interpretowaniu tej definicji owocuje bezładem po prostu i chaosem.


Projekt domu może być dobry lub zły. Może być pełen harmonii, ale może także zawierać bardziej lub mniej zamierzone deformacje... To jednak nie wszystko. Dobry projekt bowiem może znaleźć się w złym miejscu. A wówczas i w jednym, i w drugim wypadku mamy do czynienia z porażką.

Być może się mylę, być może zbyt wielką wagę przywiązuję do tego faktu, ale sądzę, że w pracy nad organizowaniem tak trwałego tworzywa, jakim jest substancja miejska, powinniśmy położyć nacisk nie tylko na firmitas, nie tylko na utilitas, ale również na venustas. A może przede wszystkim na nią...

Starczy się rozejrzeć, by zrozumieć, że właśnie tego ostatniego w naszym otoczeniu mamy coraz mniej.

2013-04-28 | Dodaj komentarz
Angus
2013-05-09 09:18:57
Ciekawym przykladem współczesnej myśli inzynieryjsko -deweloperskiej jest niedawny remont narożnej kamienicy w Alei Sułkowskich ( nad tunelem). Interesujący, modernistyczny, ozdobiony efektownymi gzymsami i blendami gmach został obłożony steropianem i pomalowany na żółto. I z efektownej, przedwojennej kamienicy zrobil się klocek. Za to pewnikiem dostosowany do współczesnych standardów ocieplania. I tak kolejny raz estetyka przegrała z pragmatyzmem. Jedyna korzyść z tego taka, że kamienica która przez lata niszczała, być może wróci do życia. Przynajmniej jej nie wyburzyli. Zresztą po drugiej stronie ulicy taki sam, kilka lat wcześniejszy przykład modernizacji steropianowej.
Komentarzy (1)

Wpis imaginacyjny

  

czyli
Via Antiqua 2

Wiosna zwlekała z nadejściem. Nękała chłodem i opadami śniegu, ale w powietrzu można już wyczuć zbliżający się cieplejszy front, który niechybnie przyniesie poprawę. Póki co jednak wokół ciągle błotniście i mokro. Ale coraz cieplej.

Stoję na koronie śreniowiecznego wału grodziska w Starym Bielsku i chłonę wątłe ciepło kwietniowego słońca stojącego wysoko ponad koronami nagich drzew. Wokół już szaro, nie biało, a ziemia rozmiękła od roztopów, przy każdym kroku odzywa się głośnym mlaskaniem.

Kiedy patrzę na ten nietknięty od wieków ludzką łopatą, ani tym bardziej zamysłami deweloperów, skrawek ziemi, trudno mi opanować zdumienie nad niesamowitością tych kilku hektarów historii. Trudno nie przywołać w wyobraźni tych czasów, kiedy na horyzoncie darmo wypatrywać osiedla domków jednorodzinnych, wieżowców i dróg wielopasmowych przerzuconych estakadą ponad zabytkami. Trudno otrząsnąć się z klimatu lat minionych, który aż przesyca powietrze nad grodziskiem.

Schodzę ku ewangelickiej świątyni i docieram do ulicy Sobieskiego. Znów jestem na Starej Drodze. Tym razem z drugiej strony miasta. Stoję na chodniku ulicy Sobieskiego, powyżej starego wiaduktu kolejowego. Dokładnie w tym miejscu przebiegała najstarsza w okolicy droga wiodąca z Krakowa do Cieszyna, a więc ze Lwowa do Wiednia. Chociaż dziś ulica na tym odcinku kojarzy nam się raczej z wąską, podrzędną ulicą, która już dawno straciła swoją ważną rolę, to jednak wiele wieków temu wyglądało to zupełnie inaczej.

Odkąd książę opolsko-raciborski Mieszko Plątonogi stał się władcą tych ziem, ranga traktu - który najprawdopodobniej istniał już dużo wcześniej - znacząco wzrosła. Być może to właśnie ten śląski książę nakazał budowę grodziska starobielskiego ( jak wiadomo: wówczas jeszcze po prostu bielskiego).
Grodzisko jest spore. Trzy hektary ziemi okolonej wałami i fosą. Trzy hektary, na których toczyło się życie, praca i odpoczynek. Pierwotnie sądzono (jeszcze stosunkowo niedawno), że grodzisko było refugium dla osady Bielsko, a więc obszarem, na którym ludność mogła schronić się przed atakiem najeźdźców (tym bardziej, że - jak wiemy z niedawno odkrytej relacji proboszcza Gloxina - gród otoczony był nie tylko wałami, ale również potężnym ostrokołem).

Dzisiaj archeolodzy są bardziej skłonni uważać, że gród odgrywał rolę dużo bardziej oczywistą - był solidnym ośrodkiem "miejskim". Właściwie nie powinienem pisać tego w cudzysłowie. Jak bowiem wykazały badania, grodzisko zabudowane było dość szczelnie i zadziwiająco równomiernie. Odkryto ponad 20 obiektów mieszkalnych, których rozmieszczenie sugeruje ścisłe uporządkowanie, a wręcz miejski charakter - chaty skupione były wokół pustego placu, przypominającego jako żywo... rynek. Na obszarze tegoż majdanu odkryto pozostałości po jamach produkcyjnych i resztki piecowisk dymarkowych. Opodal znalezono także ślady po dwóch studniach.

Mocno prawdopodobne jest, że rozpoznana przez archeologów w obrębie grodziska działalność metalurgiczna mogła być prowadzona również na potrzeby handlu. No właśnie...

Grodzisko starobielskie w średniowieczu było na trasie z Cieszyna ostatnim przystankiem przed Bielskiem. Ale przecież i później, kiedy gród starobielski dawno już przestał funkcjonować, a jego dawna rola zacierała się w pamięci okolicznej ludności, droga ciągle biegła u stóp porastającego chaszczami i drzewami wału.


Nietrudno wyobrazić sobie karawanę kupiecką w postaci kilku krytych szarym płótnem wozów, wolno sunącą od zachodu wzdłuż dawnej fosy i niespiesznie wspinającą się stromym piaszczystym szlakiem ku kamienickim rozstajom.

Rozstaje dzisiaj w niczym nie przypominają tych sprzed wieków. Jedyne co pozostało bez zmian to układ dróg. Kupcy i podróżni, wspiąwszy się na szczyt wyniosłości (dzisiejsze rondo na placu Zwycięstwa) docierali do miejsca, skąd Bielsko było już doskonale widoczne - nie przysłaniały go drzewa, bo wokół ciągnęły się tylko uprawne pola. Ku miastu wiodła szeroka droga (Sobieskiego). Na rozstajach można było skręcić w drogę ku Kamienicy (Konopnickiej), która biegła łagodnie w dół i prosto, jak z bicza strzelił, podążała ku Górnemu Folwarkowi starobielskiemu i dalej ku Jaworzu.
Rozstaje były charakterystycznym punktem okolicy. W połowie XVI wieku wybudowano tu kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca.

Drewniana świątynia otoczona cmentarzem znajdowała się dokładnie w połowie drogi pomiędzy Starym Bielskiem a Bielskiem. Przetrwała ledwie jedno stulecie. W 1657 została zniszczona w trakcie wojny trzydziestoletniej, nigdy nie została odbudowana, a dziś o jej dawnej obecności w tym miejscu świadczy już tylko niemy, wcale nienaoczny świadek - dużo późniejszy kamienny krzyż.

Rozstaje, kościół św. Wawrzyńca, na horyzoncie miasto Bielsko. Czy tak wyglądała świątynia na rozstajach na przełomie XVI i XVII wieku? Być może. Analizując współczesne dla niej, szesnasto- i siedemnastowieczne kościoły w okolicy, można z dużym prawdopodobieństwem uznać, że ta nieudolna wizja nie jest zbyt daleka od prawdy.

Od kościoła do miasta było już o strzał z łuku. Trakt wiódł prosto, a po obu stronach drogi coraz gęściej wyrastały chałupy podmiejskich rzemieślników. Były to domy tkaczy, szewców, powroźników i innych rękodzielników, którzy świadczyli swe usługi na potrzeby Bielska. Tzw. Górne Przedmieście istniało tutaj już od połowy XV wieku. I od samego początku budowali tutaj swoje warsztaty rzemieślnicy.

Jeszcze w latach trzydziestych przy ulicy, będącej niegdyś Via Antiqua, stały domy pamiętające osiemnasty wiek. Dzisiaj zostało po nich tylko wspomnienie. I fotografie w sieci...

Budowle stały do drogi zazwyczaj frontem. Mogły. W odróżnieniu od budynków miejskich, które - dla lepszego wykorzystania niewielkiej ilości miejsca - budowane były szczytami do ulic i placów, te poza murami miasta nie musiały kupić się w ciasnocie. Stały swobodnie, z obszernymi zapleczami na tyłach. Rzecz jasna, z czasem domów przybywało, zwiększała się ilość mieszkańców przedmieścia, robiło się coraz ciaśniej, coraz gęściej. Już w XIX wieku droga cieszyńska w pobliżu miasta zabudowana była bardzo szczelnie i ciasno (ale wówczas dzisiejsza ul. Sobieskiego nie była już tym samym traktem - jego rolę przejęła dzisiejsza ul. Cieszyńska).

Chałupy były niepozorne. Biedne. Wiele z nich już wówczas, pod wpływem wstrząsów wytwarzanych przez warsztaty tkackie, zapadło w miękką ziemię. Sprawiały wrażenie przydepniętych przez czas, nadszarpniętych jego zębem, starszych niż były w istocie. Posiadały jednak swoją architekturę, swój oryginalny rys, od którego cała ulica nabierała specyficznego klimatu.

Nie tylko domy i warsztaty budowano przy Starej Drodze, lokowano tutaj również i inne budowle. Był w okolicy skład solny, po którym pozostała nazwa ulicy, była i karczma, której budynek, choć nieco zmieniony, stoi do dziś.

W powietrzu znów czuć zapach historii. Wiekowa droga rozpływa się w drgającym powietrzu i pyle wzbijanym przez końskie kopyta. Jest letni wieczór. Im bliżej miasta, tym robi się tłoczniej. Coraz więcej ludzi, wozów, pędzących z miasta okutanych chustami kobiet, taplającej się w przydrożnych kałużach trzody. Pod nogami pęta się drób i dzieci. W perspektywie drogi już widać górną bramę miejską, wieżę kościoła św. Mikołaja, wystające ponad mury obronne szczyty dachów bielskich domów...

Tuż pod murami, po lewej stronie, bieleją sztachety płotu świeżo ogrodzonego ogrodu przeznaczonego przez pastora Mateusza Richtera na cmentarz ewangelicki. Pastor już teraz nosi się z zamiarem budowy tutaj murowanej świątyni. Obok, stromo opada piaszczysta droga zwana krowią. Spowita jest tumanami pyłu wzbijanego przez stada bydła powracającego z pastwisk. Słychać ryk zwierząt, nawoływania ludzi, stukot końskich kopyt. Odezwały się dzwony kościelne...

Na długim, męczącym i niebezpiecznym szlaku miasto jest jak bezpieczna przystań dla statku. Dotarłszy doń można wreszcie odpocząć, posilić się, rozprostować zmęczone kości. Kryte szarym płótnem wozy powoli znikają w czarnej gardzieli miejskiej bramy, a turkot kół długo jeszcze odbija się echem o sklepienie bramnego przejazdu.

2013-04-16 | Dodaj komentarz
Angus
2013-04-16 08:32:33
Wehikuł czasu ;)

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[krzysksy]
Panie Macieju. Nie wiem jakim cudem dopiero teraz znalazlem Pana blog. Jestem zafascynowany lektura. Super...
[Józef F.]
Te zawstydzające pseudokonserwacje stają się niestety zjawiskiem powszechnym. Znane mi są wypowiedzi konserwatorów zabytków, którzy...
[Krzysztof Czyż]
Detale mają wrócić. Kiedy? Nie wiem. W kancelarii parafialnej zapewne mógł by się Pan dowiedzieć...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 198953
Newsów: 86
Komentarzy: 305
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała