liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - luty 2014

Komentarzy (0)

De - konstrukcja

  
Przestrzeń miejska to zjawisko, które wykracza swą istotą daleko poza zwykłą fuzję kształtów i funkcji. Przestrzeń miejska to nieustanny proces, bardzo podobny swym charakterem do żywej tkanki, która mimo nieustannego postępowania ku chaosowi, potrafi odnowić się i utrzymać w stanie chwiejnej równowagi.
Oczywiście są pewne symptomy zdradzające chorobę, lub dysfunkcję wywołaną niewłaściwym prowadzeniem. Czasem te symptomy nabierają znamion poważnej, śmiertelnej choroby. Wyleczenie - o ile jest w ogóle możliwe - wymaga radykalnych i bezwzględnych działań.

Tak właśnie jest w przypadku miasta. Również w przypadku Bielska-Białej.


Miasto - jak powiedziano na samym wstępie - to coś więcej, niż tylko siatka ulic i budynków ze złożoną infrastrukturą. To również strefa nakładających się na siebie wpływów i interesów. To sieć zależności społecznych, ekonomicznych i dopiero na końcu estetycznych. Urbanistyka jest czasem wobec takiej hierarchii zupełnie bezradna.

Widać to doskonale w wielu miejscach miasta. Poczynając od zupełnego chaosu reklamowego w obrębie starego miasta, który kłuje w oczy i w sposób skandaliczny zaciera charakter elewacji zabytkowych budowli, skończywszy na całych, pozbawionych jakiegokolwiek sensu, założeniach.

To prawda, że jestem zwolennikiem form dawnych, jednak nie odnoszę się do nich z nabożną i bezkrytyczną czcią. Wiem doskonale, że miasto w całej swej historii, nie tylko dziś, narażone było na postępujący chaos, a walory estetyczne, a więc te, do których dziś przywiązuje się dużo większe znaczenie, często były pomijane w planowaniu przestrzennym. A najczęściej walory te przegrywały już w trakcie funkcjonowania założenia, gdzie użytkowość i wygoda nabierały cech pierwszorzędnych.

Chaos w przestrzeni miejskiej jest zjawiskem wtórnym. Miasto zaczyna się przecież formą pierwotną, tyczoną na bazie prostych, jednolitych miarowo jednostek (w przypadku Bielska był to tzw pręt), a zaburzenia w prostocie pojawiają się dopiero w miarę przestrzennej ekspansji urbanistycznej.

Warto zauważyć, że chaos ten pojawia się wówczas, gdy mamy do czynienia z nałożeniem się na siebie wielu funkcji użytkowych w obrębie jednego fragmentu miejskiej rzeczywistości, albo tam, gdzie te funkcje są nie do końca jasne.

To oczywiście truizmy i powtarzając je czuję się trochę niezręcznie, ale dla nakreślenia całości problemu są one niezbędne.

Przyjrzyjmy się jednemu z takich fragmentów naszej miejskiej przestrzeni.

Stare Miasto, rynek, zabytkowe kamienice... Ale nie tylko. Prócz tego beton, stal, szkło, fatalna podróbka Neptuna, drzewa jako relikt zieleni, świąteczne ozdoby i stylizowane (na niewiedomoco) latarnie. A poza tym bruk różnej proweniencji, muzeum, estrada, rowerowe parkingi i światła w ziemi...

Przykład - można powiedzieć - sztandarowy.


Obecnie mamy tu do czynienia z obszarem absolutnie nieuporządkowanym, mimo, że w zaprowadzenie na nim ładu zainwestowano naprawdę sporo czasu i środków. Obecnie Rynek jest nie tylko z funkcjonalnego, ale i architektonicznego, czy zwyczajnie estetycznego punktu widzenia zlepkiem kilku różnych form i stylów urbanistyczych, nijak ze sobą nie współgrających.

Podczas dyskusji na temat remontu Rynku, twórcy obecnej idei bronili jej używając mocnych - zdawałoby się - argumentów logicznych i emocjonalnych, bazujących przede wszystkim na wielorakości zastosowań włączonych w obręb Rynku instalacji. Teraz jednak wiadomo już, że ta mozaika funkcji była błędem.

Na głośne protesty tych, którym ostateczny projekt nie przypadł do gustu, odpowiadano demagogicznym: "czasy się zmieniają".
Dlaczego uważam to za demagogię?

Rynek miasta już w swej definicji jest obszarem użytkowym i wszelkie jego funkcje podporządkowane są potrzebom mieszkańców. Jednak na przestrzeni setek lat, o takim, a nie innym wykorzystaniu tej przestrzeni decydowały de facto tylko potrzeby mieszkańców i tylko do nich dostosowywano zarówno zabudowę, jak i wystrój centralnego placu miasta. Potrzebna była miejska waga? Pojawiła się na rynku. Konieczny był odwach - stanął. Zbiornik wodny, figura św. Jana Nepomucena, studnia? Wszystko pojawiało się w miarę potrzeb i w miarę tych potrzeb zanikania również i obiekty znikały z przestrzeni miejskiej.

Rynek miasta nigdy nie był przestrzenią, w której realizował się jeden twórca, nigdy nie formowała jej jakaś fantazmatyczna odgórna idea. Zawsze był odpowiedzią na potrzeby mieszkańców i realizował konkretne zadania. Dziś już tak nie jest.

Tymczasem dziś to nie potrzeby Bielszczan, ale widzimisię projektanta i jego chęć wprowadzenia zmian są głównym elementem decydującym. Podano nam na tacy pewne gotowe rozwiązania, które okazały się fatalną pomyłką, bo nie wynikały z autentycznych potrzeb Bielszczan, ale przeciwnie - miały te potrzeby kształtować, czy raczej wymuszać.
Zgodnie z odgórnym planem.

Powoływanie się w tym kontekście na "zmieniające się czasy" jest więc raczej co najmniej nadużyciem.

Takie działanie jest jak rozchylanie płatków kwiatu na siłę, a efekt takiego działania - podobny. Miast przestrzeni harmonijnej, tworzonej powoli, stopniowo, z uwzględnieniem potrzeb i priorytetów mieszkańców, powstało niemal natychmiast złożone, wielofunkcyjne qui pro quo, gdzie na niewielkim przecież obszarsze zaserwowano nam przestrzeń wystawienniczą, koncertową, muealną, wypoczynkową i handlową...


Czy w związku z tym można się dziwić, że coś tu nie gra, coś nie pasuje?

Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa tych fragmentów tkanki miejskiej (a jest ich całkiem sporo), które powstały lub zostały zagospodarowane jako pełne i harmonijne formy, ale na przestrzeni lat i dekad, w toku przemian społecznych i gospodarczych, nie na skutek jakiegoś konkretnego planu, ale właśnie z powodu jego braku (albo braku konsekwencji w jego realizowaniu), wyrodziły się w urbanistyczne koszmarki straszące o każdej porze dnia i nocy.


Przykłady można mnożyć bez końca. Pisałem już na blogu o głównych przedstawicielach tej grupy: przenicowanym śrómieściu Białej, okaleczonej ulicy Stojałowskiego... Ale mamy tego w mieście więcej. Jest ciąg ulicy Partyzantów, w okolicach skrzyżowania z ul. Michałowicza, ze zmasakrowaną, a niegdyś harmonijną zabudową przedmiejską z przełomu wieków. Jest zaniedbana ul. Komorowicka, całkiem odmieniona ulica Cieszyńska. I wiele, wiele innych.

Ulica Sobieskiego kilka dekad temu. Czy mamy tu do czynienia z harmonią? Z pięknem? Pozornie nie. Mamy nierówną (wywołaną różnicą poziomów i krzywizną ulicy) linię domów i mocne zróżnicowanie architektoniczne, gdzie obok wolnostojących domów o dziewiętnasto- i osiemnastowiecznej proweniencji widać dominujące, łamiące jednolity ciąg zabudowy kamienice z przełomu XIX i XX wieku. Jednakże jest to jednak dysharmonia wpisana w niejednolity z definicji charakter miasta, jako substancji. Klasycystyczne i secesyjne wielkomiejskie kamienice nawet w sąsiedztwie zabudowy starszej, charakterystycznej raczej dla przedmieść nie rażą jednak, bo ich istnienie wynika z naturalnego biegu i rozwoju miasta w kierunku "na zewnątrz". Obie formy zabudowy współistnieją tu na tych samych warunkach. I rozwój miasta jest tu rozumiany jako zastępowanie, nie zaś niwelowanie form istniejących.

Tutaj diagnoza, rzecz jasna, nie jest już taka prosta, a powody, dla których sytuacja w przypadku tych ulic jest taka, jak jest, to najczęściej efekt wielu, nagromadzonych na przestrzeni lat zjawisk natury ekonomicznej, społecznej i technicznej.


I tutaj - paradoksalnie - łatwiej niektóre z decyzji usprawiedliwić. Łatwiej zrozumieć, że mieliśmy do czynienia z charakterystyczną dla minionej epoki działalnością "linii najmniejszego oporu", gdzie z technicznego punktu widzenia łatwiej było zburzyć zamkowe bazary i ciąg ulicy Zamkowej, niż wytyczyć obwodnicę, kierując ruch z dala od centrum.

Daleki jestem od udprawiedliwiania tych działań, a już na pewno nie zamierzam im przyklaskiwać. Zestawiając obok siebie te dwa zjawiska urbanistyczne - to twórcze i to destrukcyjne, zwracam tylko uwagę na fakt, że dekonstrukcja jako zjawisko negatywne wiąże się nie tylko z burzeniem i karczowaniem, ale także (jak w przypadku Rynku) z niewłaściwym tworzeniem nowych form przestrzennych.

Miasto jest jak żywa tkanka i każde nieprzemyślane działanie może skończyć się martwicą, albo, w najlepszym razie, paskudną blizną.

Tworząc przestrzeń miejską, czy to od podstaw, czy gospodarując tym, co już jest, cągle powinniśmy mieć tę prawdę na uwadze.

2014-02-24 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Powrót do pracy

  
Po wielomiesięcznej nieobecności w mieście i w sieci (za którą przepraszam, ale wynikła ona z dość niefortunnego zbiegu okoliczności), wracam z bagażem nowych obserwacji i konkluzji z nich płynących. Bielsko-Biała jest miastem szczególnym i swój niepowtarzalny charakter pokazuje na każdym kroku. A przejawów tego charakteru po prostu nie sposób nie zauważać, nie sposób nie komentować.

Przez tych kilka miesięcy wiele zmian zaszło w samym mieście. Odnowiono pięknie kilka kamienic, w tym i przesławny Bar "Pierożek" (tutaj efekt renowacji, powiedzmy to sobie otwarcie, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania), kilka innych budynków w dewastacji posunęło się jeszcze bardziej. Wokół parku Słowackiego na nowo wybuchła afera, zataczająca coraz szersze kręgi; do wycinki przeznaczono kolejne tereny zielone, a z przestrzeni publicznej, infantylizowanej przez śmieciarki z idiotycznymi napisami ("jadę do kompostowni") zniknęło kilka - wydawałoby się niewzruszonych elementów.

Ale chociaż znikają kolejne stare budowle na obrzeżach miasta, chociaż padają pod piłami kolejne drzewa (ul. Ogrodowa), chociaż nie ma już księgarni "Oświata" (będę pewnie nieco śmieszny, ale jakoś szczególnie mi jej brak), miasto żyje i rozwija się. Nie zawsze w kierunku, który zadowoliłby wszystkich, ale rozwój, czy tego chcemy, czy nie, jest faktem.

Kolejne wpisy w tym blogu będą utrzymane w dotychczasowym klimacie. Będą jednak zapewne ukazywać się jeszcze rzadziej niż poprzednio. Nawał obowiązków i realizacja kilku projektów na raz każe mi przepisać kalendarz i zorganizować sobie pracę na nowo.
Mam nadzieję, że podołam.

2014-02-21 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[jacekproszyk]
mimo pięknej analizy i skrupulatności której chylę czoła obawiam się, że to nie jest dobry...
[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 261947
Newsów: 91
Komentarzy: 331
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała