liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - marzec 2014

Komentarzy (0)

Poszukiwacze zaginionej furty

  


Dzisiaj znów zanurkujemy w odmęt czasu. Nie wnikniemy wprawdzie zbyt głęboko, bo te głębiny, w których bierze swój początek obiekt moich dzisiejszych zainteresowań, giną w mrokach dziejowego Rowu Mariańskiego. A ja nie posiadam odpowiedniego sprzętu na takie głębokości.
W dodatku te głębiny skrywają tak wiele szczegółów, że dzisiejszy wpis będzie raczej czymś w rodzaju hipotezy.
Punktem wyjścia dla niej niech będzie znana nam już rycina Samuela Johanny'ego.



Na ilustracji widać mur. Biegnie na lewo od kościoła św. Mikołaja, od strony południowej. To najpewniej pozostałość po średniowiecznych umocnieniach, kościół pobudowano przecież na placu usytuowanym w południowej części wzgórza miejskiego, zatem nic dziwnego, że na południe od świątyni biegnie mur. Jego przebieg pokrywa się z przebiegiem tych fragmentów muru średniowiecznego, który uchwyciły badania archeologiczne. Nie było ich dużo.

Południowa część placu została radykalnie zniwelowana w trakcie dziewiętnastowiecznych prac, zatem próżno dziś szukać reliktów umocnień.
I nie szukamy. Zresztą... Dla nas reliktem jest nawet ten drzeworytowy murek, którego przebiegu możemy się co najwyżej domyślać. I utożsamiać ze średniowiecznym murem obronnym. Inna rzecz, czy słusznie...

Natomiast dość często zapominamy o czymś niezwykle istotnym. Mianowicie o fakcie, że kościół dzisiejszy jest o wiele większy od dziewiętnastowiecznego. Przebudowana w 1910 roku świątynia rozrosła się znacznie i zajmuje dziś dużo większy obszar niż dwieście lat temu. Warto o tym pamiętać, tym bardziej, że relikty wewnętrznych, średniowiecznych murów odkryto pomiędzy plebanią a kościołem, co sugeruje, że dalszy ich ciąg biegnie (albo biegł - bo jego fundamenty zniwelowano przy owej rozbudowie) pod ścianą południową kościoła.

Kościół od samego początku - jak zawsze bywało w takich wypadkach - otoczony był cmentarzem. Do czasu. W 1783 roku, na mocy edyktu Józefa II Habsburga, zlikwidowano cmentarz na placu kościelnym i przeniesiono go poza obręb murów miejskich. Jednakże sam mur cmentarny pozostał. I stał aż do XX wieku. Z murem tym wiąże się dość ciekawy wątek bram cmentarnych.
Było ich trzy. Dwie widać na ilustracji Johanny'ego. Jedna z nich usytuowana jest na wysokości wieży kościelnej. Wystaje ona poza lico owego muru o średniowiecznej proweniencji i o niej jeszcze sobie opowiemy, bo skrywa w sobie pewną tajemnicę.

Druga brama, a raczej furtka znajduje się na prawo od kościoła i ma dość szczególny wygląd. Jest skośna. Przylega wyższym bokiem do muru jakiejś budowli. Widać ją bardzo dokładnie i widać, że tworzy z budynkiem całość. W istocie budynek ten to browar, stojący dosłownie kilka metrów od wejścia do kościoła. Stoi na miejscu, na którym po pożarze, w 1808 roku pobudowano gmach pierwszej szkoły miejskiej.
Trzeciej bramy na drzeworycie nie widać. Ale zapewne już istnieje. Jest zasłonięta budynkiem plebanii.
Mnie interesuje jednak pierwsza z bram. Dlaczego?

Kiedy przyjrzymy się planowi Bielska z oznaczoną linią średniowiecznych murów, szybko zdamy sobie sprawę z braku jakiejkolwiek bramy w południowych wałach. Tak, jakby była zupełnie niepotrzebna. Według obecnego stanu wiedzy bramy, ani nawet furty rzeczywiście tam nie było. I jest to dość stanowcze stanowisko archeologów, mimo, że zupełnej pewności w tej kwestii oczywiście nie ma. I nigdy nie będzie, bowiem obszar, na którym brama mogła stać, jest dzisiaj bezpowrotnie utracony dla jakichkolwiek badań archeologicznych i prób uchwycenia jej reliktów. Tutaj mamy do czynienia z niemalże identyczną sytuacją, jaka miała miejsce w przypadku bramy dolnej, tej przy zamku, której relikty zniszczono plantując obszar dzisiejszego wylotu ul. Wzgórze na plac Chrobrego. Również tutaj - podczas prac niwelacyjnych mur prawie całkowicie został usunięty aż do fundamentów. Skąd więc wiadomo, że w ogóle istniał? W 1996 roku, podczas modernizacji placu katedralnego odkryto jego relikty. Znajdowały się mniej więcej w okolicy schodów wiodących z ulicy Sikorskiego ku katedrze. Odnaleziono także fragment szerokiej na 11 metrów fosy biegnącej wzdłuż dzisiejszej ulicy Schodowej, dokładnie pomiędzy kościołem a klasztorem.
Czy brama (względnie furta) w murach południowych istotnie była zbędna? Czy faktycznie mieszkańcy miasta, aby udać się na południowy blich, czy tzw. Pastornak korzystali z dolnej, albo górnej bramy miejskiej? Z górnej - rozumiem. Była bardziej wygodna, choć przecież odległa. Po jej przekroczeniu, podążający na pastwiska (na późniejszym Pastornaku) kierowali się wzdłuż muru i fosy, dzisiejszą ulicą św. Trójcy, przecinali Cieszyńską, docierali do obecnego placu św. Mikołaja i - mając mury miejskie po lewej stronie - przecinając plac przez sam środek, podążali stromo w dół, wzdłuż dzisiejszej ulicy Sikorskiego, ku Młynówce płynącej dzisiejszą Partyzantów.
Dolna brama zaś nie nadawał się do tego w ogóle. Jaszcze bowiem na planie katastralnym z 1836 r. droga u stóp zamku, dzisiejsza ul. Zamkowa, przedstawia się jako kompletnie nieprzejezdna. Pomiędzy gęsto zabudowanymi budynkami od biedy mogli przecisnąć się piesi, ale już z całą pewnością żaden wóz z bielonym płótnem, nie mówiąc już o dwóch, które chciałyby się wyminąć.

Czy z tego płynie więc jakiś konkretny wniosek?
Raczej pewna ciekawa hipoteza.
Wróćmy jeszcze raz do ryciny pana Samuela. Widać na niej tuż obok kościelnego muru pewną konstrukcję. Uznaliśmy, że to brama, czy raczej furta w murach. Czy słusznie?

Przecież ta zwieńczona dwuspadowym dachem sylwetka budynku z szerokim czarnym otworem do złudzenia przypomina stojące przy rynku kamienice z podcieniami. Czarny otwór łudząco podobny jest do łukowo sklepionych arkad. Czy to możliwe, abyśmy mieli w tym wypadku do czynienia z wolno stojącą kamienicą z podcieniem?
Sądzę, że raczej nie. Z urbanistycznego i architektonicznego punktu widzenia taka lokalizacja bezokiennej kamienicy z podcieniem to niczym nieuzasadniony absurd.

Czy zatem budynek ten nie jest jednak bramą z szerokim przejściem?
Cóż... Pytanie jest z gatunku tych niegłupich. Przekonamy się o tym, kiedy spojrzymy na pewną ciekawą, trochę niewyraźną, ale przecież czytelną fotografię:



Widzimy na niej kościół św. Mikołaja (a raczej jego wieżę) przed przebudową w 1910 r., budynek dawnej szkoły katolickiej i tzw. górną bramę cmentarną wraz z budynkiem bramnym. Cały ten zespół urbanistyczny wiązany jest z dawnym cmentarzem i pozostałościami po nim. Ale skoro mur cmentarny biegnący na południe od kościoła był jednocześnie murem miejskim, to czy brama cmentarna w tym murze nie była kiedyś furtą miejską?
Ktoś może powiedzieć - patrząc na rycinę Johanny'ego - że bramy miały raczej swoje otwory przebijane prostopadle do murów, a tutaj mamy otwór i drogę biegnące wzdłuż umocnień.

Nie do końca. Przecież przejazd bramny leżącej na przeciwnym krańcu murów furty (tej przy ul. Krętej) także biegł pod kątem prostym. Dlaczego więc nie założyć, że i w dolnym, i w górnym biegu umocnień istniały dwie bliźniacze furty o podobnej konstrukcji i identycznej funkcji?
Czy na potwierdzenie tej tezy mamy jakieś argumenty? Tylko jeden (no, może dwa).
Jeśli spojrzymy na jakikolwiek dawny plan miasta, dostrzeżemy pewną ciekawą rzecz.



Otóż furta w północnym pasie murów, ta, która niedawno została częściowo zrekonstruowana, posadowiona była na linii ulicy miedzuchowej (dzisiaj zwanej Krętą). To oczywista i częsta praktyka w urbanistyce średniowiecznej. Ówcześni ludzie byli niezwykle praktyczni, jeśli drogę można było poprowadzić prosto, tak ją prowadzili. Była dzięki temu krótsza. Czy można sądzić, że również południowa furta osadowiona była na linii jakiejś ulicy? Przypatrzmy się temu.

Jeśli pociągniemy linię prostą od podcieni rynku i wzdłuż ul. Kościelnej, to na przedłużeniu tej linii, niemalże na przecięciu jej z linią średniowiecznych murów miejskich (W miejscu, gdzie na planie katastralnym dostrzec można przedziwne, a zastanawiające w świetle naszych dociekań załamanie linii umocnień) pojawi się miejsce, w którym jeszcze w początkach XX wieku stała ... cmentarna górna brama! Zatem...

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną przesłankę, która każe nam domyślać się w tym miejscu jakiejś bliżej nieokreślonej średniowiecznej konstrukcji. Patrząc na ten fragment planu katastralnego z 1836 r. możemy dostrzec, że linia murów (która przecież w XVIII i XIX wieku nie ulegała korekcji, a co najwyżej etapowej destrukcji) ulega załamaniu, dokładnie w miejscu bramy cmentarnej i wykazuje anormalny przebieg, a mur po obu stronach budynku bramnego nie zbiega się liniowo. Podobne załamania widać w północnej części obwarowań, tuż przy baszcie łupinowej.


Czy znana nam z XIX-wiecznej fotografii górna brama cmentarza, wraz z budynkiem bramnym nie były czasem pozostałością średniowiecznej południowej baszty łupinowej? Powiedzieliśmy już sobie przecież o pragmatyzmie naszych przodków. Jeśli ktoś kiedyś zbudował w murze furtę, od furty biegła droga, wzdłuż drogi stały chaty i warsztaty, to ten układ urbanistyczny musiał mieć swoje konsekwencje również w wiekach późniejszych, bo z takich układów łatwo się nie rezygnuje. Możliwe więc, że brama cmentarna widoczna na zdjęciu jest naturalną konsekwencją furty w murach obwodowych i najzwyczajniej w świecie przejęła ona fukcję swej poprzedniczki, choć już w ogranicznym, bo cmentarnym zakresie...

To nie jest wcale niemożliwe (choć najbardziej prawdopodobne będzie stwierdzenie, że brama i budynek nie są pozostałością, ale że raczej posadowiono je na reliktach furty). I bardzo bym chciał, aby tak było. Niestety. Dzisiaj tego się już nie dowiemy. Przeszłość w tym wypadku odeszła bezpowrotnie, zostawiając nam tylko domysły i hipotezy. Południowy stok wzgórza, wraz z fosą i średniowiecznym murem obronnym został splantowany, zrównany z ziemią i rozkopany pod fundamenty nawy rozbudowującego się kościoła św. Mikołaja.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że uda się kiedyś odkryć, pozostający być może do dziś głęboko w zapomnianych archiwach dokument, który wykaże i dowiedzie, że Bielsko miało jednak starą, południową furtę.
Na odkrycia terenowe raczej nie ma już co liczyć.

2014-03-29 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)
Komentarzy (0)

Okruchy

  

Albo

czego można dowiedzieć się ze starej, nudnej fotografii

Oto fotografia wykonana zapewne jeszcze w XIX wieku. Stara, szara, nudna. Można by nad nią przejść do porządku dnia, gdyby nie kilka szczegółów, które, jak sądzę, zainteresują każdego uważnego obserwatora.

Fotografia wykonana jest z dachu hotelu Kaiserhof w kierunku zachodnim. Jak tylko wpadła mi w ręce (a raczej w oczy - znalazłem ją w sieci), natychmiast zadałem sobie pytanie, czy można precyzyjnie określić datę jej powstania.

Pierwsze co rzuca się w oczy to kościół ewangelicki Zbawiciela przy placu Marcina Lutra. Jego sylwetka nieco odbiega od tego, do czego się przyzwyczailiśmy. Kościół nie posiada bowiem jeszcze wysokiego zwieńczenia wieży zaprojektowanego przez Fryderyka i Karola Schultzów. Widać jednak dwie boczne wieżyczki, które są efektem wcześniejszej przebudowy wg projektu Heinricha von Ferstla z roku 1881. Oznacza to, że mamy do czynienia z przedziałem czasu 1881-1895.

Czy można tę fotografię wydatować jeszcze dokładniej? Można.

Po prawej stronie zdjęcia widać szeroką połać dachu kamienicy doktora Wilhelma Münza stojącej przy ul. Franciszka Józefa. Ta piękna kamienica powstała dokładnie w 1889 roku. Nasze ramy czasowe zawężają się więc coraz bardziej. Najistotniejszym jednak elementem układanki jest ... sam hotel. Jego budowę ukończono w roku 1893. Wynika z tego, że zdjęcie zostało wykonane pomiędzy rokiem 1893 a 1895, a więc po wybudowaniu hotelu, a przed rozpoczęciem remontu kościelnej wieży.

Sama fotografia zawiera kilka ciekawych "smaczków".

Na pierwszym planie, na lewo od kamienicy Münza widzimy wysoki komin i dach niepozornego parterowego domku wciśniętego między wielkomiejską zabudowę ulicy Franciszka Józefa. Budynek będzie tam stał jeszcze jakieś sześć, siedem lat. W 1901 roku w jego miejscu stanie bowiem jeden z najbardziej charakterystycznych budynków ulicy - kamienica kantora synagogi, Fischera (a raczej wdowy po nim, Grety Fischer).

Kamienica Grety Fischer. Jeden z najbardziej charakterystycznych budynków dzisiejszej ulicy 3 Maja. Choć, tak naprawdę, cała ta ulica zabudowana jest jedynymi w swoim rodzaju budowlami. Obok niej, po prawej, widać kamienicę Münza, która powstała w 1889 r. To ciekawe, ale przed tym rokiem ktoś, kto chciałby przespacerować się tą ulicą, daleko by nie doszedł. Kończyła się ona właśnie na wysokości kamienicy Münza. Dalej nie było nic prócz pól, działek i drzew. Do dworca wiodła zupełnie inna droga. Zabawne, ale dzisiejsza ulica 3 Maja, która wydaje nam się w oczywisty sposób odwieczną i niewzruszoną arterią, liczy sobie zaledwie 125 lat. Jak na miasto o średniowiecznym rodowodzie to śmiesznie mało.

Powyżej małego domku z pierwszego zdjęcia jaśnieje szczytowa ściana kamieniczki (czy raczej oficyny), której dzisiaj już nie ma. Został po niej zaledwie plac (ul. Kącik) z resztką trawy i lichym murkiem.

Po lewej stronie kadru, u góry, widać kościół św. Trójcy, jeszcze przed przebudową, a poniżej niego dostrzec można charakterystyczny, przysadzisty budynek z mansardowym dachem.

To dawna fabryka braci Bathelt, wybudowana w 1809 roku nad nieskanalizowanym jeszcze wówczas Niprem. Teraz, z końcem XIX wieku jest to już zwykły dom mieszkalny, ale aż do 1860 roku w murach tej budowli rozbrzmiewał hałas maszyn tkackich.

Fabryka braci Bathelt, a właściwie ojca i synów, pierwotnie nosiła przecież nazwę "Bathelt i synowie". Prawdziwa manufaktura, jedna z pierwszych w mieście. Warto dodać, że okolica ta w początkach XIX wieku to ciągle jeszcze zabłocone, niezabudowane, pełne kóz, kur i świń przedmieście. Płynący tędy z okolic dzisiejszej ul. Listopadowej potok Niper nie groził wprawdzie nagłym wiosennym czy jesiennym przyborem wody, ale z całą pewnością niósł błoto i wilgoć. Tymczasem to właśnie tu Batheltowie postanawiają założyć swoją fabrykę. Dlaczego? Bo tanie grunty? Bo w bezpośrednim sąsiedztwie potoku? Bo rzut kamieniem od miasta, a jeszcze bliżej do kościoła ewangelickiego i szkoły? Być może, kapitalizm ówczesny i dzisiejszy niewiele się różnią. Liczył się zysk, jak najmniejszy wkład i tania siła robocza. No i oczywiście wygoda...

Stare fotografie to istna kopalnia wiadomości i wiedzy. Ale stare fotografie trzeba umieć czytać. Czasem to, co zapisane na fotografii umyka zmysłom. Tak właśnie jest z poniższym zdjęciem.

Oto ulica Ku kładce lub, jak kto woli, Nad ścieżką (podobno są jeszcze tacy, którzy uparcie piszą nazwę tej ulicy "Nad ścieszką"). To nie jest zwykła ulica. To znaczy kiedyś nie była zwykłą ulicą, bo dzisiaj ledwie co z niej zostało. Dzisiaj trudno się nawet zorientować, że to jeszcze kilka dekad temu była naprawdę pełnoprawna ulica, a nie tylko fragment placu Smolki.

Na powyższej fotografii widać to dobitnie. Ulica z kamienicami z prawdziwego zdarzenia po obu stronach, z brukiem, z porządnymi chodnikami... Krótko mówiąc - wielkie miasto!

Kiedy jednak patrzy się na to zdjęcie i ma w pamięci topografię miasta, kiedy wie się, że ulica ta kończyła sie tak nagle, nie sposób nie zadać sobie pytania: dokąd tak naprawdę prowadziła?!

Ku rzece?

Tak! Właśnie tak. Biegnąca stromo w dół ulica Ku kładce jest przecież pozostałością po najstarszej chyba w tej części miasta drodze wiodącej ku brodowi na rzece Białej. W miejscu, gdzie niegdyś, jeszcze w latach trzydziestych XX wieku istniała skośnie budowana kładka łącząca Bielsko i Białą, w XVI wieku (a na pewno i wcześniej) funkcjonował bród, przeprawa przez potok w kierunku Krakowa. Uliczka Ku kładce nie jest więc niczym innym, jak reliktem prastarego szlaku, niedocenianym i niezauważanym świadectwem dawnych czasów.

Plac Giełdowy od wschodu zamknięty był krótą pierzeją zwieńczoną szczytem jednej kamienicy. Droga na wschód wiodła albo w lewo, za narożnik domu cechowego i dalej w prawo na trakt cesarski, albo prosto, ulicą Ku Kładce (kiedyś pewnie "Ku Brodowi") i przez rzekę Białą w kierunku miasta Biała. Ten drugi szlak jest dużo starszy. Był wykorzystywany jeszcze zanim na Kamieńcu pojawiły się pierwsze chaty Białej, jeszcze zanim lipniczanie postanowili osiedlić się w tym żyznym miejscu.

I jego relikty pozostały do dziś.

2014-03-13 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[jacekproszyk]
mimo pięknej analizy i skrupulatności której chylę czoła obawiam się, że to nie jest dobry...
[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 261951
Newsów: 91
Komentarzy: 331
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała