liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - luty 2015

Komentarzy (34)

The truth is out there

  

Czyli

Niwka w archiwum X

Dzisiejszy wpis będzie miał charakter "archiwumiksowy". Hipoteza, jaką chcę przedstawić, pojawiła się w historiografii naszego miasta juz bardzo dawno temu. Przywoływano ją - na podstawie dawniejszch źródeł - już na poczatku XX wieku. Chodzi o informację (którą przekazują tacy monografiści, jak Hanslik, Ganszer, Perzanowski, czy Kuhn), jakoby Potok Lipnicki w pierwszych latach lub dekadach istnienia osady Biała płynął zupełnie innym niż dzisiaj korytem. Według tych informacji Niwka pierwotnie kierowała się dzisiejszą ulicą Głęboką, a potem wzdłuż dzisiejszej ulicy Komorowickiej, aż do wylotu ulicy Towarzystwa Szkoły Ludowej.

Taką informację podaje również (i to całkiem wprost, bez cienia wątpliwości i najmniejszego komentarza) pani Ewa Chojecka w swojej pracy: "Miasto jako dzieło sztuki. Architektura i urbanistyka Bielska-Białej do 1939 r." Pani Chojecka pisze: "Miasto poczęło się rozrastać od placu Kościelnego wzdłuż potoku Niwki, prawobrzeżnego dopływu rzeki Białej. Koryto Niwki biegło wówczas inaczej niż współcześnie, wzdłuż ulic Głębokiej i Komorowickiej, wpadając do rzeki Białej na wysokości obecnej ulicy Towarzystwa Szkoły Ludowej. To stare koryto zostało z czasem zasypane, a potok skierowany bardziej na zachód, wzdłuż obecnej ul. ks. Stojałowskiego."

W ostatniej, monumentalnej monografii miasta, w jej tomie drugim, poświęconym historii Białej, ta hipoteza również się pojawia ale już w tym samym akapicie, w którym autor, pan dr Jerzy Polak ją przywołuje, deprecjonuje też jej prawdziwość i podważa jej prawdopodobieństwo. Używa przy tym - nie przeczeczę - całkiem rzeczowych argumentów.

Hipoteza jednak jest przeciekawa i chciałbym sie dziś przy niej chwilę zatrzymać.

Jak już napisałem dr Polak rozprawia się z hipotezą bardzo jednoznacznie. Jednak we mnie - odkąd ją usłyszałem - tkwi jakaś przemożna chęć polemiki w tej sprawie, polemiki z głosami krytykującymi tę teorię w czambuł.
Dlaczego? Bo jest kilka przesłanek, które mogą tę teorię uwiarygodnić.

Przede wszystkim archiwalia. Najstarsze źródła dotyczące Białej to zapisy lustracyjne (województwa krakowskiego) z 1564 r. Tak się dziwnie składa, że w zapisach tych (ale w nieco późniejszych dokumentach także), kiedy mowa o osadzie Biała, nie ma nawet najmniejszej wzmianki o potoku Lipnickim vel Niwce! Rzecz ciekawa i dość znamienna. Pytanie: dlaczego?
Wprawdzie najstarsza "monografia" Białej, pisana ok. 1810 r., kronika Wacława Chamrata bez cienia wątpliwości lokuje osadę w widłach Białej i Niwki, jednak Chamrat pisze raczej o początku XVII wieku, i w tym konkretnym "Niwkowym" kontekście nie odnosi się, jak pamiętam, do wcześniejszego półwiecza.


Sprawa komplikuje się nieco, kiedy sięgamy do powstałej w 1860 r. i bazującej na dawnych archiwaliach (choć wiele z dokumentów już wtedy było niedostępnych) kroniki mieszkającego w Białej Juliusza Alberta Kolatschka. Kiedy przedstawia on początki osady i próbuje opisać topografię terenu, w przedziwny sposób, odmiennie niż wszyscy inni późniejsi (Kuhn, Perzanowski) pierwociny wsi lokuje niespodziewanie na... lewym brzegu Niwki.
I znów pytanie: dlaczego? Czy mieszkaniec Białej, wychowany wręcz na wodzie z potoku Lipnickiego, mógł się tak fatalnie pomylić?

Spróbujmy to wyjasnić, łącząc te przesłanki w jedno. Załóżmy, że Kuhn, Perzanowski i Chojecka, obstając jednoznacznie i zdecydowanie przy teorii Niwki płynącej dawnym korytem, mieli rację. Czy nie tłumaczy to w takim razie braku wzmianki o Niwce w lustracji z 1564 r.? Przecież jeśli potok płynął dzisiejszą Komorowicką, to oznacza, że owe trzynaście pierwszych domów, będących zalążkiem osady, a posadowionych na Kamieńcu, wybudowano na tyle daleko od potoku, że w istocie nie było sensu uwzględniac go w topografii!

Patrząc na powyższy plan łatwo to zrozumieć. Jeśli pierwociny osady ulokujemy przy dzisiejszej ulicy Łukowej - a wszystko za tym przemawia - to do Niwki płynącej dzisiejszym korytem byłoby ok. 20 metrów, w najgorszym wypadku metrów 60 (a wówczas nazwa potoku w dokumencie z 1564 z całą pewnością pojawiłaby się), podczas gdy do potoku płynącego hipotetycznym korytem wzdłuż Komorowickiej będzie już ponad ćwierć kilometra. Kawał drogi przez pola. Czy to właśnie ten fakt sprawił, że opis lustracyjny nie uwzględnił Niwki w opisie osady?

Jest jeszcze jeden drobiazg. Kolatschek. Umiejscowienie Niwki w ciągu ul. Komorowickiej świetnie tłumaczy, dlaczego Kolatschek upierał się przy tym, że Biała wyrosła na lewym, a nie na prawym brzegu potoku.

Sprawa druga. Według dr. Jerzego Polaka, niemożliwym, czy też raczej nieopłacalnym, byłoby "przerzucenie" potoku z koryta Głęboka-Komorowicka do łożyska, w którym płynie obecnie. Zgadza się. Przesuwanie rzeki jako działanie od początku do końca planowe i realizowane sukcesywnie, byłoby raczej absurdem i mijałoby się z celem. Oczywiste prace regulacyjne, rzecz jasna, mogły i z całą pewnością musiały mieć miejsce, ale "zawracanie kijem Wisły" bez wątpienia można między bajki włożyć.

Inna rzecz, czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z działalnością człowieka.

Nie od dziś wiadomo - a obecnie zakrojone na szeroką skalę badania dotyczące geomorfologii i dynamiki krajobrazu prowadzi Instytut Geografii i Przestrzennego Planowania przy PAN w Warszawie - że jedną z przyczyn takich zjawisk jak gwałtowne ruchy masowe gruntów przyrzecznych (choć ta przyczyna sama w sobie co do zasady nie występowała często), jest nakładanie się na siebie opadów o różnym charakterze: długotwałych opadów rozlewnych i gwałtownych ulew o charakterze burzowym, gdzie fala powodziowa i długotrwałe rozmiękczanie gruntów były dla rzeźby terenu katastrofalne i mogły w konsekwencji doprowadzić do całkowitej zmiany łożyska potoku. Szczególnie potoku o charakterze górskim. Tego typu zjawiska Instytut obserwuje jeszcze obecnie na całym obszarze fliszowym i dokumentuje skwapliwie.


Śmiem więc twierdzić, że to właśnie natura, a nie planowa ingerencja ludzka, jest właściwym powodem, dla którego Niwka, znarowiwszy się, przebiła sobie krótszą drogę do Białej. Ludzie - uznawszy z pokorą ten akt samowoli, mogli po nim tylko pozamiatać.
W dziejach osady powodzi było wiele. Również w XVI i w XVII wieku. Nie widzę więc przeciwwskazań, aby uznać, że zmiana koryta potoku nastapiła z przyczyn naturalnych.

Sprawa trzecia. Zdaniem dr. Polaka jest jeszcze jeden argument przemawiający za tym, że Niwka nijak nie mogła późniejszą ulicą Komorowicką płynąć i do Białej na wysokości ul. TSL wpadać.
Tym argumentem jest północna Młynówka. Tak, właśnie ta, o której
pisałem jakiś czas temu. Argument jest mocny. Rzeczywiście, gdyby Niwka płynęła tak, jak twierdzą Kuhn z Perzanowskim i wpadała do Białej gdzieś przy łuku Nadbrzeżnej, wówczas przecinałaby Młynówkę kilkadziesiąt metrów przed pierwszym młynem. A wiadomo, że to niemożliwe.
Zgoda. W takim układzie podobny przebieg Niwki nie byłby możliwy. Ale co, jeśli układ był zupełnie inny?

Pozwoliłem sobie przenieść z "Monografii..." fragment doskonałej mapy (mam nadzieję, że Autorzy i Redakcja nie będą mieli mi za złe tego bezczelnego aktu piractwa, czynię to bowiem pro publico bono) będącej próbą rekonstrukcji topograficznej z okresu lokacyjnego (1564). Niebieskim kolorem zaznaczono przebieg Młynówki. Wyraźnie widzimy dwa, dość dziwne zakręty kanału. Wyjaśnienie ich istnienia jest o tyle trudne, że przecież wówczas teren ten był zupełnie niezabudowany, z inżynieryjnego punktu widzenia nie było więc potrzeby takiego krętego przekopu. Wyjaśnienie może być inne.


Być może narażę się trzeźwo myślącym czytelnikom tej stronki, ale puszczę teraz wodze fantazji i pokuszę się o trochę karkołomną tezę. Załóżmy oto, że Młynówka Dolna, zwana też Północną, to nic innego, jak... Niwka właśnie. W swym dolnym biegu. Oczywiście nie na całej długości.

Kiedy patrzymy na powyższy plan Białej z wykreśloną linią domniemanego, ale przecież bardzo prawdopodobnego przebiegu Młynówki, w oczy rzuca się pewien ciekawy szczegół. Młynówka, pokonawszy wąskie gardło przy późniejszym cmentarzu ewangelickim, podążą na północ, aby nagle, zupełnie niespodziewanie skręcić na wschód (odcinek A-B), by znów ni stąd ni zowąd nienaturalnie, po kilkunastu ledwie metrach skręcić pod kątem prostym na północ. Proszę zauważyć, że ulica Komorowicka biegnie dosłownie kilka metrów na prawo od tego kanału.

Nienaturalne "meandry" młyńskiego potoku mogą sugerować, że w przeszłości cała ta sytuacja mogła być dużo prostsza. Proszę spojrzeć:

Tutaj mamy sytuację dużo klarowniejszą. Wzdłuż ulicy Komorowickiej płynie Niwka (kolor niebieski) i to ona napędza pierwszy lipnicki młyn w okolicy (1). Przebieg całego cieku jest równy i spokojny, bez szczególnych, niespotykanych w naturze zaburzeń przebiegu koryta. Do Białej wpada niewiele dalej, za młynem, w miejscu, gdzie na powyższej ilustracji zaznaczono kolejny nienaturalny meander (C) świadczący być może o kolejnej, późniejszej ingerencji w przebieg łożyska.

Załóżmy więc, że cała sytuacja wyglądała następująco. Potok Lipnicki pierwotnie rzeczywiście płynął ulicą Komorowicką i napędzał młyn. Wykorzystanie na ten cel istniejącego potoku to przecież bardzo rozsądne rozwiązanie, dużo rozsądniejsze, niż ręczne kopanie kanału od podstaw. Kiedy jednak - po jednej z katastrofalnych powodzi - potok niespodziewanie zmienił bieg, przedzierając się do Białej krótszą drogą na zachód (Stojałowskiego), stare, niepotrzebne już koryto Niwki zasypano. Ale nie całe. Szkoda przecież było nieźle prosperującego młyna. Zdecydowano się więc na kompromis. Część dawnego koryta potoku od A-B do C pozostawiono, a od rzeki Białej, od przeprawy w miejscu dzisiejszego mostu Włókniarzy koło Sfery, przekopano kilkusetmetrowy kanał i połączono go z dawnym łożyskiem Niwki (właśnie na wysokości A-B), aby młyn znów mógł działać. Czy taki scenariusz był możliwy? Sądzę, że nie tylko możliwy, ale i bardzo prawdopodobny.

Jest jeszcze jedna pośrednia przesłanka, świadcząca o tym, że u samego zarania osady Biała, potok Lipnicki wpadał do rzeki Białej w zupełnie innym miejscu. Ta przesłanka przyszła mi do głowy, kiedy przeglądałem stare zapisy dotyczące brodu na rzece.
Wiadomo, że przeprawa przez Białą znajdowala się na samym końcu ulicy Ku Kładce w Bielsku (dziś jest to ul. Stojałowskiego, nieco na prawo od mostu).

Kiedy przyglądam się starym planom Bielska i Białej, w oczy rzuca mi się szczegół, który trochę mi w całej tej sprawie nie pasuje. Sprawia, że zaczynam wątpić w zdrowy rozsądek naszych przodków.
Oto według oficjalnej wiedzy, przeprawa brodowa z Bielska do Białej, w absurdalny wręcz sposób kierowała się przez dwa potoki na raz!
Najpierw przecinała Białą, aby zaraz potem skręcić w dzisiejszą Łukową i... znów przeciąć potok, tym razem Lipnicki.


Bzdura! Żaden szanujący się szesnastowieczny podróżny nigdy nie przeprawiałby się w takim miejscu! Jeszcze podczas suszy - pal sześć, wszystko jedno. Ale w pozostałe pory roku - absolutnie nie! Jeśli tuż obok istnieje możliwość przeprawienia się tylko przez jeden potok, to po diabła ryzykować przeprawę przez dwa?
Sądzę więc, że pierwotnie bród w tym miejscu był tylko jeden. Na Białej. Dopiero potem Niwka, pokazawszy swój charakter, puszczając się skrótem, przecięła starą drogę zmuszając mieszkańców najpierw do bardzo niedogodnej przeprawy przez dwa potoki, a potem do szukania lepszych rozwiązań (przeprawa w osi dzisiejszej 11 Listopada).

Te dywagacje, to oczywiście moje domysły. Jednak hipoteza o innym przebiegu koryta Niwki to nie jest teoria wyssana z palca. Przecież od ponad stu lat, poważni naukowcy, historycy i archiwiści podnoszą ją, dzięki czemu żyje ona ciągle w świadomości mieszkańców miasta. I pobudza wyobraźnię.
Pytanie tylko, dlaczego i na jakiej podstawie ta hipoteza jest tak żywa? I skąd się w ogóle wzięła? Czy ma jakiekolwiek podstawy w faktach?
Myślę że tak.
Gdyby to była tylko legenda, nie przetrwałaby w annałach, nie trwałaby do dziś.
Przynajmniej tak mi się wydaje.


Inne koryto Niwki? I want to believe. :-)

2015-02-28 | Dodaj komentarz
Ichabod Crane
2015-03-01 16:23:43
Bardzo ciekawa i przy tym wielce prawdopodobna analiza. Ze swojej strony dodam kolejny argument - Siła Coriolisa
andrzej
2015-03-02 13:10:35
Zastanawiam się czy ewentualne badania gruntu w domniemanym dawnym przebiegu koryta Niwki, mogłyby uwidocznić ślady dna potoku lub jego zasypiska. To byłyby raczej niepodważalne dowody. Gdyby tak przy okazji np. wykopów pod jakieś instalacje w tym rejonie zwrócić na to uwagę i sprawie się przyjrzeć?
Maciej P.
2015-03-02 19:38:55
@Ichabod Crane. No, szczerze mówiąc, takich rudymentów pod uwagę nie brałem. A kto wie, czy nie powinienem! :-) Warto tutaj jeszcze dodać, tytułem krótkiego komentarza, że już po napisaniu wpisu o Niwce, w ręce wpadł mi jeszcze jeden, geomorfologiczny tym razem argument. Podsunął mi go sam pan Jerzy Polak. To w sumie drobiazg niezbyt godny uwagi, ale dobrze uzupełnia teorię. Być może kiedyś będzie czas o tym napisać. @Andrzej. Sądzę, że szukanie ewentualnych osadów fluwialnych, czy choćby wtórnych nasypisk w osi ulic Głębokiej i Komorowickiej nieco mijałoby się z celem. Wprawdzie egzamin dyplomowy zdawałem z facji cechsztyńskich i tufów wulkanicznych, ale geomorfologia i geologia plejstocenu były moim "okołozawodowym" hobby. O ile się orientuję w mieście, w obszarze o tak intensywnym zurbanizowaniu, tego typu prace nie są prowadzone właśnie ze względu na totalne zaburzenia struktur i absolutną ich nieczytelność. Obawiam się, że ten wytworzony przez człowieka chaos, jaki panuje pod powierzchnią bruku, skutecznie odbiera nam możliwość pracy w tym kierunku. Inna rzecz, że właściwie nie ma się komu tym zająć. Zauważ, że nawet pieniądze na poważne prace archeologiczne oglądane są z każdej strony, zanim się je wyda. A nadzór archeologiczny przy miejskich pracach ziemnych, to już zupełnie inna bajka. Niewesoła.
andrzej
2015-03-03 10:34:02
Przy rozpatrywaniu za i przeciw możliwości zmiany koryta Niwki, nachodzi mnie następująca refleksja. Otóż, nazywa się to chyba meandrowanie rzeki, miało miejsce na terenie naszego miasta min. w dwu przypadkach. Dotyczy to Białki ( dla poprawności rz.Białej) na terenie Mikuszowic, w okolicy kościoła św. Barbary, który pierwotnie był po drugiej stronie rzeki. oraz w okolicy koszar na Leszczynach,czego pamiątką jest przynależność tego właśnie terenu do Bielska a nie Lipnika pomimo prawobrzeżnego położenia. Oczywiście to nie żaden dowód, ale analogie chyba właściwe a do tego natura nie potrzebuje tzw. opłacalności w swoich działaniach. Dlatego sądzę, że pierwotny przebieg ul. Głęboką i Komorowicką jest nie tylko możliwy, ale i prawdopodobny.
Maciej P.
2015-03-03 19:28:17
To prawda, jednak meandrowanie, nawet jeśli kończy się awulsją, czyli odcięciem i pozostawieniem starorzecza, jest procesem długotrwałym. Tutaj natomiast, w tym konkretnym, omawianym przez nas przypadku, mamy do czynienia raczej z procesem gwałtownym, katastrofalnym (oczywiście, jeśli przyjmiemy scenariusz naturalnej zmiany biegu potoku). Dodatkowo meandry są cechą cieków nizinnych. Ten ostatni element jednak, paradoksalnie, może do naszego modelu pasować. Bo to właśnie tutaj, w zachodniej części placu Opatrzności Bożej kończy się dość gwałtownym skłonem szeroka, opadająca stromo od wschodu terasa. Jej krawędź widoczna jest do dziś. Na południe od Placu OB widać ją biegnącą wzdłuż ulicy Broniewskiego, a na północ od placu - ciągnie się wzdłuż ulicy Wyzwolenia. Po pokonaniu tego naturalnego progu, zbudowanego z kredowych skał, Potok Lipnicki przestaje być de facto potokiem górskim, bo właśnie tu, na szerokiej płaszczyźnie doliny Białej, erozja boczna zaczyna przeważać nad erozją denną, a nurt uspokaja się. To w takich właśnie przełomowych miejscach najczęściej zdarzają się fakty przerwania brzegów i rozlania.
andrzej
2015-03-04 19:34:19
Nie da się ukryć, że powyższy temat „zainfekował” mnie i rozbudził nieco wyobraźnię. Co więcej wpadłem na proste wytłumaczenie poruszanych kwestii, obarczone tylko jedną wadą - mianowicie jest nie do udowodnienia. Żeby sobie uzmysłowić, co mam na myśli, wskazana o ile nie niezbędna jest mapa albo plan Bielska a raczej Białej ( im starszy tym lepszy). Trudno nie zauważyć w przebiegu Białki charakterystycznego zakola na wysokości pl. Ratuszowego, gdzie skręca ona ostro na zachód by potem łagodnie wrócić na północ. Moim zdaniem nie zawsze tak było, choć pewnie od czasów historycznych już tak. Wyobraźmy sobie, że w tym miejscu rzeka płynie na wprost, co chyba nie jest sensacją, bowiem to tutaj niszczyła brzeg przy powodziach i zalewała miasto. Co wtedy się okazuję? Płynęłaby nie gdzie indziej tyko ulicą Komorowicką i wpadała do obecnego koryta tam gdzie młynówka. W takim przypadku ujście Niwki do Białej jest logiczne na wysokości ulicy Głębokiej i wygląda naturalnie. Kiedy jednak, zapewne za sprawą natury Białka zmienia bieg na obecny, Niwka nadal płynie jej starym korytem, co tłumaczy jej skręt o 90 stopni na północ. Echa tego stanu rzeczy zawierają przekazy o jej dawnym przebiegu. Inna sprawa to fakt, że potem jej bieg się prostuje ( naturalnie bądź nie) i znajduje ponownie ujście w linii prostej do Białki w obecnym miejscu. Tak sobie to wykoncypowałem i niechaj mnie ktoś od tego teraz odwiedzie. Pozdrawiam.
Maciej P.
2015-03-07 09:58:27
Panie Andrzeju, wszystko jest możliwe. A że przy okazji jest też niesprawdzalne, nie ma szansy na potwierdzenie, czy obalenie teorii opartej na takich przesłankach. Inna rzecz, że z Pana analizy wynika (tak to zrozumiałem), że osada Biała lokowana byłaby na lewym, a więc habsburskim brzegu. Co kłóci się ze źródłami. Chyba, że mówimy o okresie znacznie wcześniejszym niż czas lokacji Białej. A wtedy to co innego. Pozdrawiam ciepło.
Jan z Lipnika
2015-05-18 10:02:03
Czytam ten watek i mam kilka uwag. Doszukałem w internecie planów map Białej lipnika z 1763 roku sa na stronach wegierskiego archiwum.. Druga sprawa w ksiegach kanclerskich sygnatura 16 sa w internecie biała bez nazwy jako nowa wieś jest juz wspominana w lustracji lipnika w 1549 roku. problem był tylko taki że lustracja z 1569 roku była juz opublikowana ksiazkowo a publikacje metryk koronnych i i ksiag kancjerskich to ten rok 2015 ................................. polecam strone ..................................... http://www.agad.gov.pl/inwentarze/Metr_Korx.xml ........................................................................ i strone z lustracji Lipnika początek ................................................. http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2016/indeks_7.htm ........................................ http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2016/pages/1_4_0_7_16_0655.htm ..................................... http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2016/pages/1_4_0_7_16_0656.htm ........................................... http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2016/pages/1_4_0_7_16_0657.htm .......................................... http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2016/pages/1_4_0_7_16_0658.htm ................. http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2016/pages/1_4_0_7_16_0659.htm ....................................... linki moga być nieaktywne. odnosnie mapy z 1763 roku postaram sie poszukac linku. ............................. Pracuje własnie nad historią parafii lipnickiej i koscioła stądmoje zainteresowania. Dodajmy że w lustracji z 1508 roku nie ma jeszcze 13 sukiennikow Zatem łokacja białej to chyba przedział 1508-1549 A może czasy gdy Lipnik dzierżył ks. Cieszyński? około 1523-1525 roku i władał obydwoma brzegami rzeki? lub królowa Bona? zazdrosna o bogactwo Bielska osadziła bielskich sukienników . Jednak Biała ma jako częśc Lipnika równie długie kożenie jak np Międzybrodzie i Straconka . napewno w 1549 roku jeszcze niepłacą podadków Jan ................... przy okazji polecam strone o przodkach św. JP II zawierajacą zdjęcia metrykalne z Lipnika i Białej w tym i Ewangelicko Augsburskiej . Czańca ............................................................... Jan www.Lipnik-janm.strefa.pl
Jan z Lipika
2015-05-18 10:23:35
Podsyłam namiary na mapy tak jak obiecałem w poprzednim komentarzu. .............................. http://mapire.eu/en/maps/ ..................................... i tu biała-lipnik ............................... http://mapire.eu/en/map/collection/firstsurvey/#zoom=11&lat=49.81226&lon=19.03726 ............................. Jan Moze to pomoze w dywagacjach nad przebiegiem rzeki. ewentualny kontakt jan2007 [@] o2.pl
Maciej P.
2015-05-18 19:33:13
Janie z Lipnika, stokrotne dzięki za linki do fantastycznych dokumentów i map. Wprawdzie w najbliższym czasie nie będę miał możliwości dokładniejszego przeanalizowania tych materiałów - pewnie dopiero w sobotę, albo w niedzielę dam radę nad nimi usiąść w spokoju, ale już niedługo z pewnością się do nich odniosę na blogu ("druga nowa wiesz nad rzeką Biallą"). Dodam tylko, że jestem w trakcie analizowania dalszych przesłanek dotyczących domniemanego przebiegu Niwki, tym razem w oparciu o dane przytoczone swego czasu przez Krasnowolskiego. Tymczasem raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam ciepło.
Jan z Lipnika
2015-05-23 11:37:05
W temacie przebiegu rzeki jednak powinniśmy poszukac map geologicznych . Ciekawe czy urząd miejski ma takowe. Moim zdaniem bez przekrojów geologicznych terenu a powinny takie powstac przy budowie SDH Klimczok czy przebudowie swery 2 czy Banku PKO . Nie wyobrażam sobie aby wykonywac budynki bez analizy gruntu. Czyli chyba urzad geodezyjny powinien wniesc cos nowego. Lub Ci co budowali fundamenty tych budynków mogli by pomóc. Jan
jan z Lipnika
2015-05-23 12:06:36
Przy okazji poczytaj wszystkie lustracje lipnika az do tego gdy mamy już biała. zebrałem wszystkie linki do poczatkowych stron jednak pole komentarza dzieli linki do stron. Ciekawa jest lustracja z opisem budynków z tego okresu co mapka 1763 roku. ......................................... sygnatura-16 .................. http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2017/pages/1_4_0_7_17_0585.htm ......................... sygnatura-17 ............ http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2017/pages/1_4_0_7_17_0585.htm ................................... sygnatura-18 ............. http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2018/pages/1_4_0_7_18_0932.htm ....................... Lustracje, dz. XVIII, sygnatura-21 ....................... http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2021/pages/1_4_0_7_21_0275.htm ................................ ................................ Lustracje, dz. XVIII, sygnatura-24 /rok1660/ .................................. http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2024/pages/1_4_0_7_24_0534.htm ................................ Lustracje, dz. XVIII, sygnatura-26 ................... http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2026/pages/1_4_0_7_26_0206.htm ................................... Lustracje, dz. XVIII, sygnatura-66 ............... http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2066/pages/1_4_0_7_66_0098.htm ....................................... kk-33 A.Brul- o podatkach-powinnosciach w lipniku ................. http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/4/sygn.%2033/pages/PL_1_4_4-33_0255.htm ............................. Metryka Koronna, Księgi Spraw Publicznych (Księgi Kanclerskie), sygn. 20 kk20-hoffman-wybraniectwo ............................ http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/4/sygn.%2020/pages/PL_1_4_4-20_0438.htm .......................
jan z Lipnika
2015-05-23 12:32:18
Do Andrzeja w sprawie Leszczyn to troche jest tak ze w lustracjach z 1508 roku jest mowa o dzierżawie gruntów przez 3 mieszczan Bielskich- naturalna rzecz ze wykozystali drugi brzeg i płacili czynsz stad byc moze informacje jakoby to było bielsko. jednak Leszczyny należały do lipnika. ciekawostka jest np to ze stare ksiegi o mieszkańcach Leszczyn wytwożone w parafi lipnickiej sa w tej chwili juz w parafii na Leszczynach podobnie jak ksiegi Białej Straconki Złotych łanów. Oczywiscie dopiero po podziale załozeniu osobnych ksiag dla tych przysiółków. Lipnik ma ksiegi od 1729 roku z dopiskami o parafianach z przysiółków. ciekawostka jest np 3 zona dziadka św. JP II pochodzaca z Leszczyn Teresa Wencelis o której było wiadomo ze brała ślub w Lipniku tylko właśnie nikt nie wpadł a podróż do nowej parafii na Leszczyny aby odszukac zapisu. oczywiscie sa na stronie z Genealogia św. JP II inna ciekawostka to przypisywaniu zdjeciu z 1916 złonieża w mundurze polowym że jest to zdjecie Karola Wojtyły seniora a nie stryja papieza czyli młodszego brata [ 4 zony p.Zalewskiej] ojca papieza który zginął w 1916 roku na froncie. Tez polecam obejzec na stronie dokumenty. Chyba jak na sobote i niedzielę dosc do poczytania :-) jan przy okazji zapraszam pod kosciół w Lipniku aby zobaczyc tablicę z genealogia papieza
jan z lipnika
2015-05-23 13:28:52
tu podeślę linki do poprzednich komentarzy o stryju i 3 zonie Macieja wojtyły ............................ józef, teodor wojtyła http://lipnik-janm.strefa.pl/35.html ....... Maciej wojtyła .............. http://lipnik-janm.strefa.pl/6.html ....... Teresa Wencelis ............... http://lipnik-janm.strefa.pl/152.html ...................... No też nowosc posiadajaca prawa autorskie dokumenty z krakowa ale mam prawo je opublikowac na stronie o św. JP II Zapisy Jan Długosz o lipniku. .............................. http://lipnik-janm.strefa.pl/lipnik1.html ..................................
Jan z lipnika
2015-05-23 17:20:18
Jeszcze jeden komentarz. Przy pracy nad przodkami św. JP II a własciwie nad analiza domów gdzie mieszkali. wyszło ze rodzina Hess to nie sukiennicy ale rzeźnicy Bialscy i tu troche jak sukiennicy Bielscy użytkowali wody Dzierżawili Katy -Leszczyny ? do bielenia i suszenia płótna ale farbowali sukno juz po tym jak do białki wływa niwka tylko w rejonie ujscia Niwki do białki były tereny rzeźników Czyli oni farbowali w wodzie w której były scieki rzeźników Czyzby tu była tajemnica wody białki? wszyscy szukali sukna z Bielska bo nie płowiało tajemnica był skład wody z białki? wszyscy sukiennicy używali tpraktycznie tych samych barwników ale jednak sukno Bielskie było lepsze. No i ta druga przeprawa przez rzeka do Bielska to moze rzeżnicy mieli jakies pomosty i ta przeprawa wcale nie była utrudniona moze był pomost nad niwka a potem bród do bielska? Rzeźnicy lokowali sie w dzisiejszym rejonie Banku PKO tak na szybko w przybliżeniu choc chyba w strone koscioła w Białej bo tam mieszkali dzis sa tam juz bloki mieszkalne. A na tym placyku róg głębokiej i 11 Listopada dziś skwerek Mieszkał Maciej Wojtyła a na rogu budynek jest do dziś narożny z 11 listopada mieszkał drugi dziadek św. JP II Feliks Kaczorowski zatrudniony chba w fabryce powozów Fuscha napewno Fusch był ojcem chrzestnym jednego z dzieci Feliksa,Być moze polecił go do prasy stryj Fuscha z Warszawy a potem zaproponował aby Feliks Kaczorowski w Krakowie był przedstawicielem handlowym -Dielerem fabryki powozów i siodlarz Kaczorowski wykonywał naprawy gwarancyjne powozów z Białej? Tak logicznie układa sie historia. no cóz co dziwnego,że potem ich dzieci Karol i Emilia pobrali sie w Krakowie? rodzice= dziadkowie byli wszak sasiadami z jednego podwórka o Scholzach szewcach nie wspomnę . Mam nawet hipotezę ze może i maciej szył nie ubrania tylko budy z płótna do powozów a 3 zona to córka Wencelisa kołodzieja =koła do powozów. i wszyscy żyli w koło fabryczki Fusch - powozów Hessowie rzeźnicy zabijali zwierzeta Scholzowie -szewcy wyprawiali skóry Wencelis koła, Wojtyła szył inny Hess teśc Wojtyły to płóciennik dodajmy że dziadek Jana korola Hessa to Owczarz z dworu Lipnickiego i koło sie zamyka wzajemnych znajomosci i kontaktów i małżeństw Jan
andrzej
2015-05-24 19:12:23
Pisząc o przynależności terenu wokół koszar na Leszczynach do Bielska , miałem na myśli tylko ten ograniczony ul. Leszczyńską obszar o czyn dokładnie i jednoznacznie pisze p. P. Kenig w artykule o budowie koszar kawalerii tamże. Nie ma wątpliwości, że to była część Żywieckiego Przedmieścia, o czym świadczą numery konskrypcyjne i zapisy w księgach hipotecznych. Jednak dla głównego wątku tego wpisu ważniejsze wydaje mi się to, co zapisane w przypisie do wspomnianego artykułu a mianowicie informacja o tym, iż to W.Kuhn zakłada jakoby przed 1571r. potok Straconka wpadał do Białki po przepłynięciu równoległym do niej odcinkiem pokrywającym się z obecną ul. Leszczyńską. Nasuwa mi to jednoznaczne skojarzenie z opisywanym powyżej ujściem Niwki i stanowiłoby pouczającą analogię. Pozdrawiam.
Maciej P.
2015-05-25 21:23:20
To prawda. Teren koszar, wcześniej zwany zapomnianą już dziś nazwą Olszyna - mimo, że leży dziś na prawym brzegu Białki - zawsze był bielską enklawą na wschodnim brzegu rzeki. Wynikało to albo z pewnych zaszłości majątkowych sięgających bardzo dawnych czasów, lub, co także prawdopodobne, z faktu, że Biała po prostu meandrowała w tym miejscu niegdyś zupełnie innym korytem, położonym bardziej na wschód. Janie, z pobieżnej (ciągle z braku czasu) analizy linkowanych przez Ciebie dokumentów trudno wychwycić pierwotny przebieg Niwki (jeśli był - rzecz jasna - inny niż dziś). Dokumenty z AGAD są dość suche, dla historii samej Nowej Wsi nad Białą pewnie bezcenne. Choć praktycznie rzecz biorąc te dokumenty potwierdzają fakty już znane, wcześniej uwzględnione w badaniach monografistów. Mapa z 1763 roku prześliczna. Zwraca uwagę przede wszystkim zupełnie niespotykany układ zabudowań zamkowych Bielska i samego miasta w obrębie murów. Powstaje pytanie: to nieścisłości odwzorowania, czy raczej stan faktyczny? Jeśli chodzi o Niwkę - mimo, że mapa nie wyjaśnia wszystkiego, w zadziwiający sposób uwidacznia pewien ciekawy, trochę nawet zaskakujący szczegół, powielony w dodatku na planie Breuninga z 1803 roku. Ale o tym w osobnym wpisie.
jan z lipnika
2015-05-26 10:28:47
poczytałem jeszcze ksiazke o bielsko-bialskich sukiennikach . E.Dąbrowska i tam jest tekst jakoby owe 13-13 chat było rozłozone po obu stronach niwki? czyli proponowany przezciebie przebieg srodkiem miasta meandrami wychodziło by ze ujscie mogło by byc pod pasazem SDH Klimczok ? a Bankiem PKO ?. I tu mogąbyc dwie mozliwosci albo zalewało ich i zrobili przekop niwki tak jak dzis pod stojałowskiegoalbo rzeka sama w trakcie powodzi sama wyprostowała swój bieg do dzisiejszego przebiegu popłyneła na wprost tak jak dzis pod stojałowskiego. tego nie mozna wykluczyc temat podrzuce P.Kenigowi ma tej chwili przygotowania do industriady 13 czerwca 2015 roku i ma wszystkiego dosc . nie chce mu zawracac głowy . Troche znim rozmawiam w innym temacie i namawiam do artykułu w relacje interpretacje o rzeżnikach bialskich wnikliew czytanie pokazało ze w potwierdzeniu przywileju rzeźników z 10.04.1766 roku sa dwaj wspomniani przodkowie św. Papieza Jana Pawła II. Johann Hess ur. ok.1717 roku w przodek taty i Andrzej Schaffran ur. ok. 1724 roku przodek mamy papieza. Byli z przywilejami cechowymi na sejmie Andrzej cechmistrzem a johann młodszym cechu .To narazie tak na szybko o tych dokumentach cechowych które podlinkowałem juz do wikipedi w hasle biała krakowska a ewentualne inne publikacje to ewentualny inny temat. odbiegajacy wszak od obecnego blogu . Sądze że uda sie P.keniga namówic do dyskusji ale po Industriadzie na która oczywiscie zapraszam jan
Maciej P.
2015-05-26 19:25:46
A to jest nawet ciekawe! Książki Dąbrowskiej nie znam. Sądzę, że zawarte w niej domniemanie o rozłożeniu się trzynastu chat po obu brzegach Niwki jest pewnym skrótem myślowym. Według naszej obecnej wiedzy pierwsze chaty Białej stanęły wzdłuż dzisiejszej Łukowej. Gdyby jednak rzeczywiście - zgodnie z sugestią p. Dąbrowskiej - chaty stały po obu stronach nie drogi, ale potoku Lipnickiego, wówczas wszystkie dotychczasowe, uznane za oczywiste teorie dotyczące lokowania pierwszych chałup osady stałyby się bezpodstawne! I to bez względu na to, czy Niwka płynęła tak, jak płynie dziś, czy też płynęła wzdłuż dzisiejszej ul. Komorowickiej. Według Perzanowskiego i Chojeckiej, Niwka płynąca pierwotnym, hipotetycznym korytem, czyli wzdłuż ulicy Głębokiej i Komorowickiej, wpadała do Białki na wysokości dzisiejszej ul. Towarzystwa Szkoły Ludowej. Warto dodać, że ta ulica, pierwotnie jako zwykła polna droga, przez wiele lat stanowiła północną granicę Białej (czas jakiś nosiła nawet nazwę Granicznej). Czy granicę stanowiła tylko droga? Czy może w wytyczaniu jej przebiegu ujście Niwki (ew. Młynówki) także miało jakąś rolę?
andrzej
2015-05-27 12:05:44
Z ciekawości zerknąłem do wspomnianego tekstu p.Dąbrowskiej, jednak moim zdaniem jego lakoniczność i brak przypisu źródłowego czyni go raczej mało wiarygodnym. Jest to książka o cechach i w tej materii trudno się jej czepić. Chciałbym jednak przy okazji wciąż w powyższym temacie użyć innego argumentu tym razem z rodzaju „ za, a nawet przeciw”. Otóż, bodajże w naszym Muzeum znajduje się makieta prezentująca sytuację osadniczą grodzisk w Bielsku i Starym Bielsku w okresie przedlokacyjnym. Ciekawe i jest na niej właśnie zaznaczenie przebiegu Niwki w jej ujściu do Białki. Wygląda ono właśnie tak jak domniemany przebieg ul. Głęboką i Komorowicką. Zachęcony tym faktem i zainspirowany całym tym wątkiem, skorzystałem z okazji i spytałem niejako u źródła, czyli u p. dr B. Chorążego. Niestety zamiast potwierdzenia, otrzymałem od niego wręcz zakwestionowanie tych założeń, które wynikły z błędu interpretacyjnego starych niemieckich tłumaczeń, a badania geomorfologiczne potwierdzają obecny przebieg. Chyba nic nie pokręciłem a do przekazania tych sprostowań upoważnił mnie, więc się na nie powołuję. Tak oto mamy sytuację „krok do przodu i dwa w tył”. Pozdrawiam
Maciej P.
2015-05-27 12:56:29
W mojej opinii nie jest to wcale "krok w przód, dwa wstecz", ale raczej ostateczny "szach i mat". Pana Chorążego znam od ćwierć wieku i jeśli komukolwiek można w kwestii czasów przeszłych naszego miasta ufać, to właśnie jemu. Sprawa jest zatem dużo prostsza, niż przypuszczałem i rozbija się o błędy w interpretacji dokumentów. W pewnym sensie zamyka to spekulacje na temat innego przebiegu Niwki, co jest odrobinę smutne, zważywszy na fakt, że dotyczący Niwki wpis (wcale przecież nie najważniejszy na tym blogu) zgromadził tylu miłych dyskutantów i zebrał największą jak dotąd liczbę konkretnych komentarzy pod wpisem. To też o czymś świadczy. Niedługo zamknę ten przeciekawy temat ostatecznie, dla formalności odnosząc się jeszcze tylko - tak jak wcześniej obiecałem - do spostrzeżeń pana Krasnowolskiego. Pozdrawiam serdecznie.
jan z lipnika
2015-05-29 02:23:17
do autora blogu. Który zamieszcza kopie ilustracji z monografi bielska-białej wystarczy podmienic zdjecie w internecie i dodac opis ze mapki sporządził Pan Piotr Kenig . oczywisie p. Kenig az tak sie nie obrazi za brak takiego podpisu ale jednak było by miło cytując opracowania = mapki w publikcjach podac nazwisko autora Jednak od lat we wszystkich publikacjach z terenu B_B ogladamy jego mapki rysunki a dodanie w programie graficznym nazwiska autora to mały problem.. Tematu az tak bym nie zamykał . jest ciekawy . a przy skromnej wiedzy o źródłach archiwalnych w muzeach UE historyków z B_B to jeszcze moze doszukamy map tego terenu . ot chocby mapa galicji z 1763 roku była kompletnie nieznana . Archiwa kosielne z terenu B_B niezdadane a wiedza o zasobach archiwów na Wawelu to juz przerasta budzet historyków z B_B. Tak jak kwarendy w AGAD w Warszawie . Na szczescie archiwa polskie dygitalizuja zasoby i upubliczniaja je w internecie. robia to równiez archiwa innych państw UE i jeszcze wiele czasu zajmąa poszukiwania w nich zabytków z terenu B-B. Jak narazie w 20 przypadkach po zapoznaniu sie z takimi zabytkami przewraca mi sie obraz historii B_B zawarty w publikacjach A smietniska w parafiach to istna kopalnia nieopracowanej wiedzy i setki zabytków papierowych których nikt nigdy nie ogladał. bo leżały w stertach smieci czasami juz nadgryzine przez pleśń. ale to inny temat . tla mnie powiało zgroza jak okazało sie ze B_B nik nie słyszła o publikacjach z wykopalisk z tego terenu dokonywanych prywatnie na koszt parafii. przyznaje sie ze nie urodziłem sie w B_B i szukam sam historii tego terenu . troche niedowierzajac opracowaniom monograficznym A znajdujac coraz to nowe dokumenty których nikt nie ogladał od 200 250 lat dziwie sie dlaczego jest tyle dokumentów nieznach lub błednie interpretowanych . Nie rozumiem dlaczgo historycy nie maja wiedzy o przelicznikach monetarnych ile groszy liczył floren a ile zł a podymne płaciło sie od dymu w groszach i podawało we florenach plus reszta w groszach czasami toróznica o kilkanasie domów w opracowaniach. tak jak brak wiedzy o grzywnach i sytemie monetarnym w sredniowieczu tez wieje zgrozą jak podaje sie liczbe mieszkanców lub dochody w grzywnach srebra zamiast grzywnach pieniedzy czasami to róznica jak poniedzy 1000 zł starych i nowych po denominacji ale znów odbiebłem od tematu . pozdrawiam autora głogu. Bo nader ciekawy jan
Maciej P.
2015-05-29 08:43:35
Panie Janie, co do zamknięcia tematu Niwki, to miałem raczej na myśli jego pojawianie się w moich wpisach na blogu. W żadnym bowiem wypadku dyskusji pod wpisami ucinać nie zamierzam. Z doświadczenia wiem, że takie dyskusje bywają bardzo inspirujące, a i niejedną rzecz dzięki nim udało się wyjaśnić. Dlatego kiedy pisałem o "zamknięciu tematu", nie myślałem o dyskusji - tutaj nieustająco zapraszam do wymiany uwag, pomysłów i poglądów. Wierzę, że coś się z tego może urodzi. Jeśli idzie o kopiowanie zdjęć... Pozostaję przy prostym skanowaniu i umieszczeniu na blogu z podaniem źródła, licząc się z oczywistą w takich sytuacjach koniecznością usunięcia obrazka na wyraźne żądanie autora. I myślę, ze jest to w miarę uczciwe postawienie sprawy, tym bardziej, że - jak zawsze zaznaczam - nie mam z kopiowania tego typu własności intelektualnej żadnej korzyści majątkowej, a czynię to li i jedynie w celu popularyzatorskim. Pozdrawiam ciepło.
andrzej
2015-05-29 14:11:52
Cieszy mnie zachęta do dyskusji na ten temat, bowiem naszła mnie kolejna refleksja z nim związana. Zastanawiam się mianowicie nad takim oto faktem, iż od 1890 roku ulica Głęboka niezmiennie nosi tą właśnie nazwę, wcześnie Pogrzebowa, ale jak długo wstecz nie znalazłem i ciekawi mnie skąd ta nazwa i czy ma jakieś wcześniejsze odniesienia. Na tzw. „chłopski rozum” sens słowa głęboka w opisywanym w artykule scenariuszu nasuwa się automatycznie. Niejedna ulica zaświadcza o historycznych motywach z nią związanych równie dobitnie jak inne źródła. Może i w tym przypadku tak jest? I jeszcze jedna uwaga odnośnie zapisów w archiwaliach. Jak prawidłowo należałoby interpretować zapis o położeniu osady Biała w widłach Białki i Niwki? Jeśli dosłownie to sens miałoby to wówczas gdyby ta druga płynęła domniemanym starorzeczem. Przy obecnym przebiegu osada byłaby sytuowana nad Niwką i Białką a nie w jej widłach. Co więcej w tym pierwszym rozpatrywanym przypadku byłaby to lokalizacja ze wszech miar sensowna i korzystna ze względów obronnych, gdyż dostępu do niej z trzech stron strzegłyby cieki wodne a czyż nie tak od wieków lokowano osady? Nie zapominajmy – to był XVI w. Wiem, pytania można mnożyć a dowodów brak. Jednak gdyby opierając się na tych wszystkich argumentach przeprowadzić coś w stylu procesu poszlakowego to miałby on sens. Pozdrawiam.
Maciej P.
2015-05-29 19:21:52
Andrzeju, czytasz w moich myślach... I coś jest na rzeczy. W którymś z powyższych komentarzy pisałem o planie Breuninga z 1803 roku. Otóż ten plan, którego marną niestety reprodukcję znalazłem w "Bielsko-Bialskich studiach muzealnych" (nr III z 1997 r.) przedstawia Białą w dość oryginalny sposób. Trudno się go czyta, bo jest orientowany - wschód u góry, w dodatku jest niewyraźny (opisałem go pobieżnie: P - plac Deskowy, R - ratusz na środku rynku, G - ul. Głęboka, B - rzeka Biała) ale to nieistotne. Najciekawsze jest to, że linia dzisiejszej ulicy Głębokiej i Komorowickiej jest dużo wyraźniejsza niż jakakolwiek inna droga na planie, wydaje się wręcz, że przebiega w wyraźnym korycie (bardzo podobnym do sąsiedniego koryta Niwki biegnącym już analogicznie tak jak dziś). Ma się wrażenie, jakby na planie wprost przedstawiono dawne koryto potoku, z czytelnie odwzorowaną rzeźbą brzegów. W każdym razie żadna droga na planie, nawet nowa, szeroka jak autostrada Szosa Cesarska, biegnąca z dołu do góry planu, w Lipniku pięknie obsadzona drzewami, nie jest tak wyraźnie naniesiona. Czy to przypadek? Czy to tylko moja bujna wyobraźnia? Oto link do zdjęcia. Do analizy zanim wygaśnie hosting: http://www.iv.pl/images/63631219734903719369.jpg Pozdrawiam.
Jan z Lipnika
2015-05-31 11:45:49
Może ten opis białej coś pomoze. I zasatnanimy sie gdzie był kat szpitalny przekopa itd. http://agadd.home.net.pl/metrykalia/4/7/sygn.%2066/pages/1_4_0_7_66_0100.htm ................ To lustracje sygnatura 66. a plany wspomniane z1803 podobny rysunek jest w ksiazce E . Dabrowskiej b-b sukiennicy ale wszystko pochodzi z tek schneidra sa gdzieś sieci . tylko nie wiemczy wkrakowskiej bibliotece cyfrowej czy wrocławskiej bo miałem wglad do Lipnika poszukam bo nie sprawdzałem Białej to nie bedziemy powielac kopi z ksiazek tylko siegnijmy do pierwowzoru czyli orginału zebranego w tekach schneidra. jak odnajde link to podesle jan
jan z lipnika
2015-05-31 12:01:36
obiecany link do tek schneidra to jednak wrocław http://bazy.oss.wroc.pl/kzc/view_fond.php ......... biała jest chyba na stronie 211 tak mam zanotowane lipnik to str 242-250 plik mozna sciagnac i oczytac spokojnie nie mam na razie mapki poszukam jeszcze powinana byc w archiwum krakowskim ? jesli wieżyc E. Dąbrowskiej to orginalne notatki schneidra z jego zbiorami znana jest i jego późniejsza publikacja ksiazkowa ale wczesniejszy link do metryki koronnej dział XVIII lustracje sygn 66 jest prawie z tego samego okresu co mapka z 1763 roku sa i mapy z 1845 1895 roku czyli wczesniejsze do planu z 1803 roku. narqazie tyle dodyskusji an
jan z lipnika
2015-05-31 14:05:53
co do planu z 1803 roku to nalepszy chyba jest w ksiazce: Ewa Janoszek, Monika Zmełty-Cmentarz Ewangelicki w Białej. str. 28-29 i tu odnosnie nazwy Głegoka =cmentarna byc moze chodzi o to ze pierwszy cmentarz ewangelicki ok 1714 roku był pod obecnym kosciołem im.M.Lutra tedy moze własnie to była ulica do tego cmentarza obecny stary cmentzrzpowstał potem po wybudowaniu zboru wczesniej oczywiscie ewangelicy byli chowani w Lipniku wokół kosioła . ciekawostka z ksiag metrykalnych Lipnika jest pochówek cytat pochowałem biedna,, Ewangeliczke '' =luteranke na krepnicy? co to była krepnica ? w białej ? bo mnie to sie kojaży z jakoś gliniastą= krepką ziemią ? twarda?.Czły czas wszyscy opisuja przysiółek lipnika tak jakoś skaliscie to krepnica to kamieniac . Oczywiscie jest to przwdopodobne ze kolejne powodzie z niwki wyrzucały materiał skalny wkoło ujsia do białki stad ten teren był nieatrakcyjny do upraw rolniczych i nawet chyba nie był w lokacji lipnika łanem lokacyjnym . Wygladaże były to niezgospodarowane nieuzytki poprzecinane jarami kolejnych przebiegów niwki? to takie luźne uwagi nad dokumentami Co do tek schneidra to oczywiscie fonty na koncu strony ciekawa jest sekcja z pieczeciami miast galicyjskich.heraldyka A-bł to potem jest sygnatura L-c-rkp1 i tam strony biała 214-235 z pieczeciami opłatkowa na str 231 i lakowa z 1723 roku . Przyznam sie ze tego nie widziałem jeszce w ksiazkach z B-B Sam mam zdjecia pieczeci ale dopiero z 1789 roku bo kilka razy biała pisała do lipnika i zachowało sie w Alegatach slubów kilka metryk urodzenia podbitymi takimi pieczeciami lakowymi rózni si eona od znanych w publikacjaz B-B czy forach o historii wizerunkach pieczeci Białej ale to juz inny temat
jan z lipnika
2015-05-31 15:02:59
Jak juz podałem namiary na lustracje lipnika z 1660. roku to przy okazji przepisalem ciekawy omawiany tekst . AGAD-Metryka koronna Nr zespolu-4, nr serii- 7 Lustracje, dz. XVIII, syg-66 Lustracje 1660 Zdjecia 0099-100 w internecie , w księdze Str.47 cytat[ Wieś Biała alias Rzemieslnicy nad Rzeka Białą Jest różnych Rzemieślników rachujac ytych , którzy w pańskim Domu mieszkają No 40. Od których przychodziin suma 320 zł . Uczciwy Matyasz Szontak produkował przywilej oycu żony Swoiey Hoffmaowi Gumiennikowi y Potomkom iego od Pana Piotra Komorowskiego Starosty naten czas Oświęcimskiego y Dierżawce Lipnickiego nadany , a przez Sp. Króla Jmii P. N. MiTTo?[tego skrótu nie rozszyfrowałem] aprobowany, na sztukę kamienney Roli przy Rzece Białej wzdłuż począwszy od roli Czarnoty aż do roli kąta Szpitalnego po Przykope. A w Srzerz Od roli Getlerowskiey aż do kąta Szpitalnego A ten Przywiley przez Pana starostę dany in Anno 1624 ] jan
Maciej P.
2015-06-02 19:40:18
Dziękuję, Panie Janie, teki Schneidera pobrałem. Ale chyba znów potrzeba mi czasu. Pozdrawiam.
jan z lipnika
2015-06-05 12:39:06
Macieju troche sie pobawiłem skanerem i kodem strony z genealogia JP II. podsyłam namiary na strone na której umiesciłem troche mapek z ksiazki o wodociagach bielska-białej. byc moze nie wszyscy maja do niej dostep to tylko 1300 egzemparzy. no i pieczecie to juz moja kolekcja. na poczatku strony dwie karty z książki pod koniec 1 i dalej zastanawiające jest że na trasie omawianego przebiegu przed 1525 ? rokiem Niwki Biała budowała studnie czy nawet zbiornik zasilany niewiadomo skąd? a może ze starego koryta Niwki ? ............................... http://lipnik-janm.strefa.pl/biala-studnie1.html ........................................... polecam pobawic sie wszystkimi plikami na tej podstronie na kilka dni wolnego powinno starczyć -) jan z lipnika przy okazji dodałem kilka zdjeć na stronę http://lipnik-janm.strefa.pl/ .............................................. między innymi zdjecie Macieja Wojtyły i Stefani Zalewskiej pochodzi to z albumu ,,Był wśród nas" tylko autor błednie w nim datuje zdjecie. Tam jest Maciej Wojtyła, Maria Zalewska-Wojtyła, Stefania Wojtyła Karol-senior Wojtyła, i Stryj Papieza Józef Teodor Wojtyła. Zdjęcie chyba po 1904 roku bo wtedy Karol dostał awans stąd ma 3 gwiazdki na patce kołnierzyka inni stryjowie JP II juz nie żyja w tym czasie jan
ngb
2017-03-11 12:18:35
Arcyciekawy blog. Prawdziwa perełka wśrod stron - nie tylko lokalnych. Gratuluję wytrwałości. Ps- Pana wpisy wyjaśniły mi skąd u mieszkańców ul.Komorowickiej termin "na młynówce" określającej rejon ul.Komorowickiej/ ul.Tokarskiej. pozdrawiam
obserwator
2017-04-08 17:36:56
Drobna uwaga do stwierdzenia, że brak badań i nadzorów archeologicznych w Bielsku i Białej. To częściowa prawda, bowiem zmiana ustrojowa w 1989 r i nowe podstawy prawne jakie dostały służby konserwatorskie, spowodowały iż każda inwestycja w historycznej strefie zabytkowej miasta objęta została nadzorami i badaniami archeologicznymi. W czasach woj.bielskiego niestety aż takich możliwości Wojewódzki Konserwator Zabytków Archeologicznych nie miał, lecz i tak nadzory takie prowadzono. Zachęcam zainteresowanych do wglądu do dokumentacji archeologicznej znajdującej się w archiwum konserwatorskim w Bielsku, ul.Powstańców Śląskich 6.Pozdrawiam
obserwator
2017-04-08 17:41:26
Aha! W kontekście dociekań przebiegu koryta Niwki polecam dokumentacje archeologiczne jak wyż. z nadzorów na ulicach Głębokiej i Komorowickie (te ostatnie o głębokości do 4m).
Komentarzy (6)

Milczenie murów

  

czyli

Glosa do dyskusji.

Poprzedni wpis wywołał bardzo ciekawą dyskusję. Stała się ona przyczynkiem do małego aneksu dotyczącego wzgórza, na którym usadowił się stary cmentarz ewangelicki. To dość ciekawy fragment miasta również i dlatego, że, jak się okazało, jego historia nie jest w pełni poznana.

Sama nekropolia powstała w latach trzydziestych XIX wieku. Wytyczono ją już na Górnym Przedmieściu, chociaż Bielski Syjon administracyjnie należał jeszcze do Przedmieścia Dolnego. Teren pod cmentarz odsprzedał niejaki Gottlieb Klimke, bielski mydlarz. Na marginesie warto zauważyć, że bielscy mydlarze (a na przestrzeni kilku wieków było w mieście kilka rodzin trudniących się tym fachem) z podziwu godnym uporem lokowali swoje manufaktury właśnie tu, w dolinie Nipru. Fiber, Wilke, Klimke... te nazwiska zawsze związane były z ulicą Parkową (dzisiejszą Listopadową), lub terenami bezpośrednio do niej przylegającymi.

Gottlieb Klimke był potomkiem Adama Klimke, który pięćdziesiąt lat wcześniej, w 1782 odsprzedał gminie ewangelickiej teren pod budowę szkół i kościoła - dzisiejszego Bielskiego Syjonu. W 1833 miasto wytyczyło więc nowe miejsce pochówku.

Pierwotnie cmentarz miał kształt kwadratu o boku 80 metrów. Brama - co bardzo ciekawe - umiejscowiona była w murze wschodnim, wychodziła więc nie tak jak dziś, na południe, w kierunku Syjonu, ale na oddaloną o jakieś 150 metrów Drogę Wrocławską. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można uznać, że do cmentarza biegła jednak dokładnie ta sama droga co dziś. Docierała do wschodniego muru i wzdłuż niego dochodziła do umiejscowionej w połowie jego długości bramy. Prawdopodobnie nie była tak reprezentacyjna jak obecna. Zapewne wyglądała całkiem zwyczajnie i niczym raczej nie różniła się od innych. Nowa, istniejąca do dziś brama pojawiła się dopiero ok. 30 lat później. I dopiero po rozbudowaniu cmentarza.

Na przełomie lat 50 i 60 XIX wieku poszerzono bowiem nekropolię o 1600 m2 od południa i o 6000 m2 od wschodu.
Dobudowano także dom grabarza, ogrodnika oraz kostnicę

Cmentarz w kształcie pierwotnym - lata 1833-1859 (kolor czerwony) i po rozbudowie (kolor żółty). Powyższy pobieżny szkic nie uwzględnia przesunięcia muru w latach osiemdziesiątych.

Cmentarz już na przełomie wieków stał się zbyt mały, miasto zaczęło więc rozważać ewentualność wybudowania nowej nekropolii. Ostatni pochówek miał miejsce jednak dopiero w 1953 roku, pochowano wówczas... mydlarza Viktora Wilke.

Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do pierwszej bramy cmentarnej. Na pewno nie była ona tak duża i tak piękna jak ta, która stanęła w 1860 przy południowym murze. Musiała być ulokowana w połowie długości kurtyny wschodniej, ponieważ wiadomo, że dwie jedyne alejki w pierwotnym założeniu, przecinały się pod kątem prostym dzieląc cmentarz na cztery równe kwatery.
Po bramie tej nie ma dziś już nawet śladu (przynajmniej od strony zewnętrznej nic na to nie wskazuje). Jest wprawdzie w połowie wysokości muru zabity dziś prowizorycznie deskami spory ubytek, znajduje się jednak w jedenastym (jeśli dobrze liczę) przęśle, a więc zbytnio na południe. Stanowi więc nie tyle pozostałość bramy, ile smutne świadectwo braku zainteresowania zabytkiem w niedalekiej, PRL-owskiej przeszłości. Gdyby zachowały się jakiekolwiek pozostałości w piekielnie umęczonym przenosinami i starością murze, należałoby ich szukać raczej w okolicy dzisiejszego ósmego lub nawet siódmego przęsła, bo pod uwagę trzeba wziąć zmniejszenie długości ściany od północy w trakcie poszerzania ulicy Grunwaldzkiej.

I jeszcze jedna ciekawostka. Prócz drogi dojazdowej do cmentarza od strony Syjonu, od wschodu dochodziła doń jeszcze jedna. Widać ją na planie z 1855 roku - to polna droga, biegnącą od południowo-wschodniego narożnika cmentarza w kierunku wschodnim. Być może i ona stanowiła drogę dojazdową do cmentarza. Gdyby nałożyć ten stary plan na dzisiejszy plan miasta, droga ta przebiegałaby przez sam środek Książnicy Beskidzkiej. Myślę, że z chwilą rozbudowania cmentarza, droga przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, ale kto wie, może na krótkim, nigdy przecież niezabudowanym trawiastym odcinku powyżej bibliotecznego parkingu, jej relikty mogłyby być jeszcze uchwytne.

Powoli w obrębie połnocnej części Syjonu zaczyna się coś dziać. Inicjatywa "Ogrody Pamięci" zatacza coraz szersze kręgi i można mieć nadzieję, że ten wspaniały zabytek znów nabierze blasku.

Stary bielski cmentarz ewangelicki to jeden z tych zabytków miasta, które trwają w milczeniu od dekad popadając w ruinę. Paradoksalnie to właśnie nekropolie, przeciwnie do kamienic - odnawianych, remontowanych przebudowywanych i zamieszkiwanych ciągle przez coraz to nowych lokatorów - są najprawdziwszymi świadkami historii miejsca. W dodatku, dzięki nagrobkom, dokładnie opisanymi i skrupulatnie datowanymi świadkami.

Dobrze, że znalazł się ktoś, kto o tym pamięta. I próbuje przypomnieć innym.

2015-02-24 | Dodaj komentarz
Ichabod Crane
2015-02-25 15:24:13
Stary cmentarz ewangelicki w Bielsku to bez wątpienia miejsce zjawiskowe żeby nie powiedzieć magiczne. Paradoksalnie o magii tego miejsca decyduje jego zapomnienie. Tak ogromny obszar w samym centrum miasta jest całkowicie odizolowany i niedostępny przez co tak intrygujący, Z ciekawością przyglądam się inicjatywie "Ogrody Pamięci" i zastanawiam się co mają na myśli jej twórcy w stwierdzeniu: "projekt koncepcyjny budowy na terenie cmentarza parku pamięci"? Czy ktoś chce coś tam budować? czy może jedynie rewitalizować ? Czasami lepiej zostawić coś w spokoju bo wyjdzie drugi Park Słowackiego.
Angus
2015-02-25 18:19:45
Każdy artykuł o tym miejscu cieszy. Trudno się jednak z Przedmówcą nie zgodzić. Z jednej strony żal, że to piękne miejsce zarasta i popada nie tyle w zapomnienie, co w dewastację. Nie tyle w coraz większą, bo ta już doszła do apogeum, ale w permanentną. Z drugiej strony - fakt - widmo Parku Słowackiego straszy rewitalizacją z wyłożonymi betonową kostką cmentarnymi alejkami i "lotniczymi" lampami. I tak źle, i tak jeszcze gorzej.
AndrzejN
2015-02-26 18:53:02
Pamiętam z lat 60., że wzdłuż sali sportowej BBTS, po jej północnej stronie, istniała droga prowadząca na zaplecze tego budynku, czyli w stronę cmentarza. Wyglądała jednak lepiej, niż byle alejka dojazdowa. To znaczy była jakby szersza, można się było dopatrzeć resztek jakiegoś utwardzenia, wzdłuż niej rosły dorodne drzewa; kilka z nich stoi do dzisiaj (thank you, Google Earth!). Czy był to może ślad po dawnej ulicy? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć...
Maciej P.
2015-02-26 19:40:15
@Ichabod Crane, @Angus. Proszę zerknąć na ostatni wpis na facebookowym profilu pana Dariusza Gajnego, który aktywnie udziela się w "Ogrodach Pamięci". https://www.facebook.com/dariuszgajny?fref=nf Tam znajdują się odpowiedzi na wiele pytań dotyczących przyszłości cmentarza. Panie Andrzeju, jak się okazuje, pamięć nie jest tak zawodna, jak się ją o to posądza. Dobrze chyba Pan kojarzy drogę koło sali BBTS. Nie można mieć pewności, że to ta sama droga, ale prawdopodobieństwo jest duże. Pozdrawiam ciepło.
Ichabod Crane
2015-03-02 22:02:16
@Maciej P. Dziękuję za link do wpisu Pana Dariusza Gajnego dotyczącego rewitalizacji starego cmentarza ewangelickiego. Muszę przyznać, że po lekturze owego wpisu mam bardzo mieszane uczucia co do tej inicjatywy. Z jednej strony mam ogromny szacunek do inicjatora tego przedsięwzięcia za próbę ocalenia tego miejsca, za koncepcyjne myślenie i podejście do tematu z wizją. Oby było w tym mieście więcej takich ludzi którzy do rozwiązywania problemów podchodzą z pasją i zaangażowaniem. Dlatego oddaje co należne tej inicjatywie ale czy będę za nią trzymał kciuki ... hmm ... nie jestem pewien. Istotą każdej rewitalizacji miejsca o znaczeniu historycznym powinno być postawienie się w miejscu architektów i twórców danej budowli lub założenia architektonicznego i próba odpowiedzi na pytanie co przyświecało jego autorom, co mieli na myśli, co chcieli zrobić, jakie mieli założenia lub jeszcze prościej co wykreślili w projekcie. Jeżeli chcemy dobrej rewitalizacji to wróćmy do początku, do pierwotnego założenia tego miejsca i od tego zacznijmy. W wizji przedstawionej przez Pana Gajnego kompletnie tego nie widzę, Widzę za to pewnego rodzaju hybrydę miejsca historycznego o dużym znaczeniu dla miasta i wspólnoty protestanckiej miasta z założeniami modnego parku na niedzielne spacery. To chyba nie o to chodzi. Nowoczesna koncepcja z historycznym obiektem nie może istnieć na zasadach hybrydy, a jedynie poprzez kontrast, który pozwala łatwiej zrozumieć i odróżnić to co stanowi dziedzictwo historyczne a co jest jedynie miejscem użyteczności publicznej.
Maciej P.
2015-03-03 18:07:42
Mam podobne wątpliwości. Napisał Pan samą prawdę i lepiej bym tego nie ujął. Projekt - choć niewątpliwie potrzebny - niepokoi zbytnim chyba uwspółcześnieniem zabytkowej przestrzeni. Zbyt daleko idącą ingerencją w tradycję miejsca. Na wizualizacji widzę już nie tyle "ogrody pamięci" ile tej pamięci laboratorium. Mam nadzieję, że rzeczywistość okaże się kompromisem pomiędzy prezentowanym projektem, a sytuacją obecną. A sama ingerencja będzie dużo bardziej dyskretna.
Komentarzy (10)

Weg aus Pleß

  

albo

O muchach w bursztynie.

Książęca kareta z głośnym mlaskaniem tonęła w głębokim błocie rozjeżdżonego gościńca. Czerwcowe deszcze przywitały pana na Pszczynie paskudnym topieliskiem, w którym koła pojazdu grzęzły po same osie. A z chwili na chwilę było coraz gorzej.
Konie szarpały uprząż i ledwo posuwały się naprzód, mimo że droga opadała w dół, w dolinę potoku, ku południowym rubieżom książęcych włości. Nowych włości.
Książę Karol nabył je był już jakiś czas temu, ale jak dotąd nie odwiedził jeszcze miasta, którego stał się nowym właścicielem. Mimo, że transakcja nabycia Bielska była największym i najbardziej nobilitującym w jego dotychczasowym życiu zakupem, spora odległość od Pszczyny skutecznie odstręczała go od podróży. Odwlekał ją więc jak długo mógł. Do czasu.
Ponaglany listami słanymi przez rajców, wyruszył wreszcie w drogę. W najgorszy - jak się okazało - czas.
Wychylił się przez okno pojazdu, zerknął na stojące już bardzo wysoko słońce i machnął na siedzącego na wysokim koźle woźnicę.
- Chłopcze pospiesz te leniwe chabety! W takim tempie nie zdążymy przed nocą.
Stangret, czterdziestoletni "chłopiec", zmiął tylko pod wąsem grube przekleństwo, splunął na ziemię i zdzielił konie po zadach batem.
- Nie ma powodów do niepokoju, książę. - westchnął siedzący naprzeciwko dostojnika gruby współpasażer, chrząkaniem próbując pokryć głębokie niezadowolenie z konieczności towarzyszenia księciu w tej szalonej wyprawie. - Zdążymy na pewno. Miasto już niedaleko.
Wychylił się przez okienko i wskazał rozległą panoramę z odcinającą się na tle zieleniejących gór sylwetką miasta. Rzeczywiście, stąd, ze wzgórza wszystko wyglądało bajecznie. Roziskrzone południowym słońcem pola, lasy i majaczące w dali dachy Bielska wyglądały jak wyjęte z bajki. Wystarczyło jednak rzucić okiem pod koła pojazdu i czar pryskał jak mydlana bańka.
- Mam nadzieję, że mają tam dobre piwo - sapnął grubas z niesmakiem.
Wóz stoczył się w dolinę potoku, zadudnił kołami na drewnianym mostku i tuż za starą, wyglądającą jak chłopska chałupa karczmą, znów zaczął piąć się pod górę.
- Podły kraj - westchnął Promnitz znużony. - Nie wiem, czy nie postąpiłem zbyt pochopnie zakupując to miasto. Jakaż paskudna okolica. Toż to prawie Alpy! Ciągle tylko w górę i w dół, w górę i w dół... Już mi słabo od tego bujania.
Książę zamknął oczy blednąc coraz bardziej. Wóz, zupełnie jak na złość, znów zaczął wspinać się na stromy stok, wśród wrzasku brudnej i bosej dziatwy, która wyległa z karczmy i obstąpiła karetę jak chmara komarów.
- I w dodatku ci... tubylcy! - westchnął grubas.
- A czy to już Bielsko?
- Nie, książę, To rozstaje. W prawo, o tam, droga biegnie do Starego Bielska, niewielkiej osady...
- Czy ją też zakupiłem?
- Oczywiście, jaśnie panie. I Nikelsdorf, i Kamitz, i
parę innych wiosek. Wszędzie taki sam bród i bieda...
- I ciemnota.
Kiedy osiągnęli kulminację książę westchnął i otworzył oczy.
- Powiem ci szczerze, mój kochany Constantine, że ci, jak ich zwiesz... tubylcy, już niebawem staną się naszymi sprzymierzeńcami.
- A jakimże to sposobem?
- Zamierzam oto nawrócić ten biedny kraj na prawdziwą wiarę...
- A tak, już pamiętam - Konstanty pacnął się w czoło. - W rzeczy samej! Podobnie było i w Pszczynie...
Książę zmarszczył brwi i spojrzała badawczo na
sekretarza.

- A było. I mi teraz gawiedź dziękuje. Żem się z proboszczami rozprawił. Żem ich na cztery wiatry pognał, że kościoły na zbory pozamieniał. Zresztą... Ty wiesz przecież, że ja na katolików wcale nie zajadły. Tylko mi w duszy co innego gra.
- Wiem, wiem... Ale wiem też, że w Bielsku nasza wiara już kwitnie.
- Poważnie? No, to tym lepiej! Trzeba się cieszyć. Czemu więc marudzisz?
- Bo mi w gardle zaschło i już tego bielskiego piwa doczekać się nie mogę.
- A ty znów tylko o jednym...
Kareta toczyła się powoli to w dół, to w górę, aż wreszcie przejechawszy dolinę potoku zwanego przez miejscowych Niper, wspięła się na stok miejskiego wzgórza, zapuszczając w zwartą zabudowę górnego przedmieścia.
Książę wychylił się z pojazdu i wskazując otoczony płotem ewangelicki cmentarz, tuż przy górnej bramie miasta, rzucił:
- No proszę, To jest bardzo dobre miejsce na dom modlitwy...
- Albo na browar... - westchnął sekretarz z ulgą witając widok miejskiej bramy.

*

Kiedy w 1572 roku Karol von Promnitz zakupił od księcia cieszyńskiego Wacława Bielsko wraz z okolicznymi wioskami, nic nie zapowiadało zmian, jakie szykowały się w nadchodzących latach. Ówcześnie nawet tak znaczne terytoria jak ziemie bielskie przechodziły z rąk do rąk bardzo często i tego typu zakupy nie były niczym szczególnym. Wyjątkowości tej transakcji należy upatrywać w czymś zupełnie innym. Karol von Promnitz był wielkim zwolennikiem protestantyzmu, czego dał wyraz kilka lat wcześniej w samej Pszczynie, w której zaprowadził - czasem nawet przymusem - luterański porządek. Katoliccy proboszczowie z miasta i okolic (prócz Lędzin) musieli opuścić swoje parafie, a w ich miejsce osadzano protestanckich predykantów. W krótkim czasie przychylna protestantyzmowi ludność miejska zmieniła wyznanie, a kościoły bez zwłoki przemianowano na zbory.

Podobnie książę Karol zamierzał postąpić i z Bielskiem i, podobnie jak w Pszczynie, napotkał dość ciepłe przyjęcie, tym bardziej, że jego poprzednik, Wacław, przygotował dobry grunt. Gmina protestancka rosła w siłę i - mimo, że Karol von Promnitz właścicielem miasta był raczej niedługo - luterańskie ziarno zasiane przez niego wzeszło i wydało stukrotny plon.

Jednak o powstaniu i rozwoju gminy protestanckiej w Bielsku opowiemy sobie nieco później. Już niebawem pojawi się cykl wpisów na ten temat, okraszony kilkoma oryginalnymi fotografiami, grafikami i jedną intrygującą tajemnicą. Tymczasem przyjrzyjmy się rzeczy stokroć bardziej marginalnej, o niebo mniej istotnej od kwestii wiary. Rzeczy wręcz trywialnej.

Karol von Promnitz, zakupiwszy Bielsko (w 1572 r.), zanim je utracił (w 1578), musiał je odwiedzić. To nie ulega wątpliwości. Aby je odwiedzić, musiał doń dojechać. I tutaj rodzi się pytanie: którędy? Jaka droga, jaki trakt do Bielska z Pszczyny funkcjonował w XVI wieku?

Według specjalistów droga wiodła z północy, z Czechowic, wzdłuż dzisiejszej ulicy Węglowej i Czechowickiej (obie są do dziś współosiowe - co z topograficznego punktu widzenia jest wskazówką o niebagatelnym znaczeniu). To jedyna droga, która prowadziła z Czechowic po tej stronie rzeki. Dalej wiodła dzisiejszą Filarową, brzegiem stromej skarpy, docierała do Kolumnowej, aby nią opaść ku dolinie potoku Starobielskiego. To tutaj znajdowała się owa pełna bosonogich dzieciaków karczma, strzegąca rozstajów starobielskich. Czy stała tu w istocie, trudno powiedzieć. Wszystko wskazuje na to, że tak. Tym bardziej, że jeszcze w XIX wieku funkcjonowała tu gospoda "Pod Dębem", której istnienie - wówczas przecież już na kompletnym "zapłociu" - mówi nam, że pewnych przyzwyczajeń się nie zmienia. Tradycja miejsca - rzecz święta.

Gospoda na rozstajach to rzecz stara jak świat. Jeśli rzeczywiście w szesnastym wieku (a pewnie i wcześniej także) tędy podróżowano z północy, ze Śląska i Wielkopolski, to zapewne właśnie tutaj rozdroże być musiało. Tradycja tego typu miejsc jest bardzo silna i raz założona oberża, zajazd, czy karczma, tkwiła przez wieki. Gospoda "Pod Dębem" widoczna na powyższej fotografii może być więc potwierdzeniem tej oczywistej reguły.

Droga następnie wspinała się dzisiejszą ulicą Listopadową, bardzo mozolnym podejściem pod górę, aby osiągnąć kulminację w okolicy skrzyżowania Grunwaldzkiej i Listopadowej i opaść w dolinę Nipru, docierając do miasta.

Do miasta książę wieżdżał najpewniej tą drogą. W 1572 roku był już tutaj cmentarz ewangelicki, zatem książę miał rację, sadowiąc w tym miejscu w swej wyobraźni dom modlitwy. Niewiele ponad trzydzieści lat później rzeczywiście stanie tu ewangelicki kościół - dzisiejszy kościół pw. Trójcy Przenajświętszej. Ale i Konstanty nie mylił się wcale, bo przecież opodal cmentarza, tuż przy bramie miejskiej, stał już (lub lada chwila miał stanąć) drugi w mieście, wielki, posiadający imponujące piwnice browar.

Z tej pobieżnej analizy wynika jasno, że dzisiejsza ulica Listopadowa na całej swej długości jest pozostałością jednego z najstarszych miejskich traktów wylotowych na północ. Tak przynajmniej dowodzą historycy.
Przebieg tego traktu, wykorzystującego górną bramę miejską, wydaje się sensowny. Dolna brama bowiem służyła raczej podróżnym ciągnącym na wschód. Pytanie, dlaczego trakt nie mógł przebiegać bliżej rzeki, tam, gdzie dopiero w XIX wieku przebito drogę ku dworcowi? Być może teren był już od dawna ciasno zabudowany? A może zbut podmokły i nieprzejezdny?
Nie wiem. Coś na pewno spowodowało, że droga z północy wiodła tak, a nie inaczej.

Na przestrzeni wieków jednak nie była to jedyna droga na północ. Kilka, kilkanaście dekad później, a więc w wieku siedemnastym lub osiemnastym, przebieg drogi z Pszczyny uległ pewnej korekcie. Na odcinku Węglowa/Czechowicka biegł jak dotychczas, lecz później - miast skręcać w prawo na stromą skarpę, biegł dalej, dzisiejszą ulicą Słowackiego, która charakteryzuje się dużo łagodniejszymi stromiznami, na całym prawie odcinku biegnąc nieco tylko pod górę.

Droga ta była trasą na Wrocław - zresztą niewiele później na długie dziesięciolecia zyskała ona nawet nazwę Drogi Wrocławskiej. Jej przebieg pokrywał się z grubsza z dzisiejszą ulicą Słowackiego. Z grubsza - bo nie była prosta, tak jak dziś. Na odcinku pomiędzy dzisiejszą ul. Modrzewskiego a Dąbrowskiego biegła łukiem, ponieważ zbocze wzgórza (na którym zbudowano później gmach centralnego budynku urzędowego, salę gimnastyczną, a jeszcze później budynek Książnicy Beskidzkiej) sięgało aż tutaj. Całe wieki Droga Wrocławska w okolicach dzisiejszego Zespołu Szkół Elektrycznych, Elektronicznych i Mechanicznych omijała więc dziś już nieistniejącą przeszkodę terenową odbijając mocno na wschód.

Łuk Drogi Wrocławskiej widać doskonale na planie miasta z 1855 roku. "W realu" istniał jeszcze dokładnie 40 lat, czyli do lat dziewięćdziesiątych. Ulicę definitywnie wyprostowano bowiem w 1895 roku, a więc dopiero dwanaście lat po zakończeniu budowy gmachu szkół średnich.

Wydawać by się mogło, że po dawnym przebiegu drogi nie pozostał nawet ślad. To prawda. Dziś już nic nie wskazuje na dawny, historyczny przebieg drogi. Pozostały nam tylko fotografie. Nie, nie dysponujemy zdjęciami przedstawiającymi starą, osiemnastowieczną jeszcze Drogę Wrocławską, mamy jednak kilka takich, na których doskonale widać jej pozostałości. Proszę spojrzeć na tę powyższą. Łukowaty przebieg alejki wytyczonej pomiędzy gęstymi, wypielęgnowanymi żywopłotami nie jest przypadkowy. Tak. To pozostałość po starej drodze omijającej jeszcze niedawno zbocze widocznego po prawej nasypu, w który wcięła się wyprostowana już ulica. Relikt. Zastygły jak mucha w bursztynie ślad po trakcie, który w XIX wieku był jednym z dwóch wiodących z Bielitz do Pszczyny i dalej, na Śląsk.

Miasto, mimo że skonstruowane jest z dość trwałej, kamienno-ceglano-betonowo-asfaltowej materii, jest tworem mimo wszystko elastycznym. Na przestrzeni lat, dekad i wieków, pod wpływem przeróżnych sił uginało się i kształtowało - z oporem wprawdzie, ale nieodwołalnie - odpowiadając na potrzeby mieszkańców. Spacerując po mieście bardzo często dajemy się nabrać na dzisiejszą "miastową" rzeczywistość, która skutecznie potrafi omamić nas swoimi prostymi, gładkimi ulicami i nieskazitelnie równymi liniami fasad, gzymsów, krawężników, klombów i trawników.
Zazwyczaj nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak inna, jak odmienna była rzeczywistość jeszcze sto, czy nawet trzydzieści lat temu. Zapominamy o tym, łatwo przystosowując się do rzeczywistości aktualnej.

A przecież...
Z drugiej strony tylko w mieście ślady i tropy przeszłości potrafią odcisnąć się tak trwale, wyżłobić w kamiennej tkance tak głębokie koleiny, że dostrzegalne są w przestrzeni nawet po czterystu i pięciuset latach.

Kiedy ma się się tego świadomość, kiedy pamięta się o tym, przemierzając ulice miasta, spacer nabiera zupełnie innego wymiaru.

2015-02-15 | Dodaj komentarz
Ichabod Crane
2015-02-17 19:33:48
Dziękuje za świetny wpis. Z pewnością wiosną postaram się ruszyć tym zapomnianym traktem podczas jednego ze spacerów.
Maciej P.
2015-02-18 07:06:56
Szczerze mówiąc ja też czekam na wiosnę. Zima w mieście ma swój urok, ale z mojego punktu widzenia ma również swoje mankamenty. Nie lubię jak mi palce grabieją na mrozie i lustro aparatu zachodzi mgłą po wymianie obiektywu... :-) Zresztą wiosna w Bielsku i w Białej to w ogóle ewenement, Niech więc już czym prędzej będzie. Pozdrawiam ciepło.
Andrzej N.
2015-02-18 19:20:53
Bardzo ciekawy tekst, gratuluję i dziękuję. BTW, jeszcze w latach 60. minionego wieku obszar wyrównanego wzniesienia naprzeciw rzeczonego budynku szkół na Słowackiego nosił potoczna nazwę "guthaj"; piszę to fonetycznie. Chodzi o teren pomiędzy i za budynkami dwóch sal sportowych, dzisiaj zajmuje go Książnica. Czy wie Pan może skąd wzięła się ta nazwa i co oznaczała? Pozdrawiam!
Maciej P.
2015-02-19 07:35:48
Witam serdecznie, panie Andrzeju. Z określeniem "Guthaj" spotkałem się tylko raz i to w gwarowej (albo raczej zniekształconej, spolszczonej) formie. Jej właściwym, poprawnym językowo odpowiednikiem mogła być forma Gutes Heu, czyli "dobre siano", forma zniekształcona później do postaci gutheu, albo nawet guthay. Czy to jest odpowiedź na Pana pytanie? Nie wiem. Nie wiem czy istotnie "dobre siano" może być tutaj właściwym tropem. Ale warto podrążyć. Odnośnie samego wzgórza z Książnicą i budynkami sal gimnastycznych... Otóż swego czasu, a konkretnie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, na tym terenie, a ściślej, między nowiutkim gmachem biblioteki, a murem cmentarza ewangelickiego, dokonywano makabrycznych znalezisk szczątków ludzkich. Z tego, co wiem, nie były to wcale sporadyczne przypadki, a kości i czaszki spoczywające płytko pod ziemią były bezczeszczone przez dłuższy czas. W świetle tego faktu mam tylko szczerą nadzieję, że nie to właśnie było przyczyną, dla której na wzgórzu było "dobre siano". Swoją drogą - niewiarygodne, jak wielkie bogactwo zdarzeń, wspomnień, tajemnic, nazewniczych ciekawostek i ukrytych znaczeń kryje się w każdym, nawet najmniejszym zakątku tego miasta! Dochodzę do wniosku, że każda dzielnica, każdy kwartał, szkoła, czy nawet ulica posiada swoje własne, nieznane szerzej "mapy pamięci". Warto może pomyśleć o czymś w rodzaju bielsko-bialskiej "Encyklopedii inaczej" gromadzącej takie - znane tylko w wąskich kręgach - perełki... Pozdrawiam ciepło.
Angus
2015-02-19 11:33:36
Refleksja do wyżej opisywanych (jak zwykle doskonale i przeciekawie) okolic. Świta mi, że przy okazji poszerzania ul. Grunwaldzkiej zmniejszany był obszar cmentarza ewangelickiego. Jeśli się nie mylę, musiałoby wówczas dojść do przesunięcia muru cmentarnego - co teoretycznie jest widoczne w rogu ogrodzenia. Być może jednak teoretyzuję, a sprawy nie potrafię zweryfikować. Może Pan ma jakąś koncepcję. A swoją drogą stan starego cmentarza ewangelickiego i sposób zmarnowania tego miejsca, tak doskonałego jako np. muzeum sztuki sepulklarnej w plenerze czy park, woła, nomen omen, o pomstę do nieba. Światełkiem w tunelu jest ostatnio pojawiająca się inicjatywa "oddolna" - Ogrody Pamięci.
Andrzej N.
2015-02-19 13:35:50
Panie Macieju, bardzo dziękuję za odpowiedź. To jedyna próba wyjaśnienia pochodzenia nazwy Guthaj z jaką się spotkałem, a skoro jedyna - to i najlepsza! Ponure wykopaliska w części bliższej cmentarza miały miejsce raczej w latach 70. Sam ten obszar dzielił się wyraźnie na dwie części. Mniejsza, pomiędzy salami sportowymi, dzisiaj zajęta przez Książnicę, miała tez charakter sportowy. Były tam resztki bieżni, skoczni i rzutni lekkoatletycznej. W latach 60. nie były już wykorzystywane i zarastały trawą. Część bliższa muru cmentarnego była większa, obejmowała też obszar za salami sportowymi. Była pokryta jakimś żwirkiem czy zużlem, mocno porośniętym trawą. Z rzadka ktoś tam kopał w piłkę, ale ogólnie nic się nie działo. Przy Słowackiego, bliżej sali BBTS, stał kiosk spożywczy i konsumenci piwa niekiedy korzystali z tych placów - cały czas mowa o latach 60.
Maciej P.
2015-02-19 19:27:26
Angus, dopiero kiedy czytałem Pana komentarz, dotarło do mnie, że i ja słyszałem kiedyś o zmianie przebiegu muru cmentarza. Czytałem o tym chyba u pana Piotra Keniga. O ile pamiętam jednak, przesuwano tylko północny mur, od strony Grunwaldzkiej, w głąb nekropolii. A szczątki ekshumowane z pasa cmentarza, który "zabrano" pod poszerzaną ulicę, pochowano ponownie w głębi cmentarza, nie poza nim. Poza tym szczątki odkopywane za salą gimnastyczną, jak ustalił powyżej Pan Andrzej, to lata siedemdziesiąte, prace drogowe zaś i przesuwanie muru miały miejsce w latach osiemdziesiątych. Skąd więc te szczątki na guthaju? Można tylko domniemywać. Teorii jest kilka: Albo mamy do czynienia z pochówkiem specjalnym - dawnymi czasy u protestantów samobójców również grzebano pod płotem cmentarza. Albo jest to pozostałość pochówków poepidemicznych. Albo wreszcie - co mnie wydaje się bardzo prawdopodobne - szczątki te to grzebane pospiesznie zwłoki ofiar zamordowanych przez milicję i ubecję. Mogę się mylić, ale nic innego do głowy mi nie przychodzi.
Maciej P.
2015-02-19 20:08:38
Panie Andrzeju, aż się prosi o szkic. :-) Z tego, co Pan pisze (skocznia i bieżnia już w latach 60-tych były na poły zarośnięte i nieużywane) można wnioskować, że były to pozostałości już nie tylko po placu sportowym, ale może nawet po C.K.Sportplatz. Kto wie? Cały teren skarpy należał zawsze do miasta. W 1891 miasto wybudowało najpierw prawą (patrząc od szkoły) salę gimnastyczną z przeznaczeniem dla szkół. Kilka lat później powstała lewa sala z przeznaczeniem dla B-B Towarzystwa Gimnastycznego. Nie widzę powodu, dla którego pomiędzy nimi, już za "Austryje" nie miałby powstać porządny plac sportowy.
Ichabod Crane
2015-02-20 12:22:23
Warto nadmienić, że trakt ten pozostaje niezmieniony na terenie Czechowic-Dziedzic i Goczałkowic. Na całej długości jest to ulica Legionów, która prowadzi poprzez Czechowicką Starą Gminę, Centrum dawnych Dziedzic aż do Uzdrowiska w Goczałkowicach gdzie jest głównym deptakiem i dalej łączy się z drogą nr 1. Widać to zwłaszcza w Goczałkowicach gdzie trakt jest obsadzony w charakterystyczny sposób drzewami. Na trakcie tym w Czechowicach Dziedzicach znajdowało się kilka cegielni (Przy MOSIR i CK Stara Kablownia), których właścicielami byli bielscy przedsiębiorcy budowlani.
Andrzej N.
2015-02-20 16:11:59
Panie Macieju, nadto Pan uprzejmy wobec mnie pisząc (w odpowiedzi dla p. Angusa), że ustaliłem pewne fakty. Ja tylko przywołałem sytuację z własnej pamięci, choć ufam, że mnie nie zawodzi. W latach 60. mieszkałem na Wzgórzu i chodziłem najpierw do podstawówki nr 7 mieszczącej się wówczas w południowym skrzydle opisywanego budynku szkolnego, a w końcówce dekady - do Kopernika. Guthaj i przyległe ulice nawiedzałem więc codziennie, dosłownie. I to jest jedyne źródło tego, co wiem. Mogę dodać, że większa część Guthaju, ta bliższa cmentarza, leżała nieco wyżej, dwie części dzieliła nieduża skarpa, chyba z resztką schodów, kilka stopni w trawie. Sportowy charakter części zajętej dziś przez Książnicę łączyłbym raczej z okresem międzywojennym i gimnazjum niemieckim w gmachu szkolnym - ale to tylko domysł. Grafiki nie podejmuję się zrobić, jestem niestety antytalentem plastycznym...

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[marzanna]
Dom Karola Korna znajduje się na ulicy Mickiewicza.Niedawno odsłonięto pamiątkową tablicę na jego cześć. Nawiązując...
[marzanna]
Cudownie,że znowu pan pisze. Opowieści pana czytam po kilka razy. Czekam z niecierpliwością na następne....
[beskid]
Teraz dopiero odkryłem Pańskiego bloga... GRATULUJĘ

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 244132
Newsów: 91
Komentarzy: 328
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała