liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - marzec 2015

Komentarzy (0)

Vetus pons

  

czyli

Bajka o żelaznym wilku


Ze sfery hipotez i domysłów, które opanowały ostatnią notkę bez reszty, przenosimy się dziś do wymiaru jak najbardziej rzeczywistego, rzec można namacalnego. I o ile poprzednią "Niwkową" tezę niejeden trzeźwo myślący Czytelnik mógłby nazwać bajką o żelaznym wilku, to właśnie dzisiaj tak naprawdę zajmiemy się prawdziwie żelaznym konkretem.

Jedną z fotografii ilustrujących poprzedni wpis była ta przedstawiająca uregulowane koryto Niwki. Tak się złożyło, że po publikacji notki odezwał się do mnie jeden ze znajomych i - komentując wpis - całkiem mimochodem zwrócił moją uwagę na fakt, że do dzisiaj istnieje (i w dodatku jest w świetnym stanie) jedna z kładek przerzuconych niegdyś przez Niwkę. Nie, nie ta, którą widać na powyższej fotografii, ale inna, mniejsza. Piesza.

Zelektryzowany tą wiadomością przyjrzałem się rzeczonym kładkom nieco dokładniej. Pierwotnie na Niwce kładek było niewiele. Według dziewiętnastowiecznego planu sporządzonego przez inżyniera Rudischa, tylko dwie. Na Placu Deskowym i w okolicy dzisiejszych kamienic Stojałowskiego 33-35. Stopniowo, w miarę zapotrzebowania, przybywało ich i już ok. 1915 roku istniało pięć kładek - dwie większe - w osi ulicy Ratuszowej i w osi ulicy Szpitalnej (dziś Dmowskiego), jedna, piesza, na wysokości budynku Stojałowskiego 47 i dwie już na Placu Deskowym. Czy już wtedy mieliśmy do czynienia z kratownicowymi kładkami widocznymi na zdjęciach z lat dwudziestych - nie wiem. Wszystko przemawia za tym, że tak, choć na zdjęciu z 1908 roku wydaje się, że balustrada kładki w osi ulicy Szpitalnej ma jeszcze inny kształt.

W latach siedemdziesiątych zrealizowano ostatecznie postulowany jeszcze w roku 1899 przez Maximiliana Fabianiego projekt skanalizowania Niwki, przykrywając ją od ul. Ratuszowej do kościoła Opatrzności Bożej (potok od ujścia aż do ul. Ratuszowej przykryto już wcześniej, w 1916). Wówczas to zdemontowano kładki na potoku i - jak sądziłem - zezłomowano. Jak się jednak okazuje, nie wszystkie.

Sprawa bardzo mnie zainteresowała. Co ja piszę! To była prawdziwa rewelacja!
Zdaję sobie wprawdzie sprawę, że o istnieniu tej szczególnej, nitowanej, stuletniej konstrukcji wie, jak sądzę, co drugi miłośnik naszego miasta, ale tak się jakoś złożyło, że ja usłyszałem o tym pierwszy raz. I dla mnie to była bomba! Dlaczego?

Kiedy patrzy się na zdjęcie przedstawiające potok Lipnicki sprzed wieku, ma się jakieś dziwne wrażenie, że z tego sędziwego sztafażu, z tej zagubionej w czasie scenerii tak naprawdę pozostały tylko marne resztki. Kilka kamienic, zamykający perspektywę ulicy kościół. I to wszystko. Nawet potok zniknął pod asfaltem. W dodatku nadal nieprzerwanie trwa degradacja starej substancji kwartału poprzez wyburzanie kamienic, czy wtłaczanie pomiędzy zabytki nowoczesnych projektów.

Ulica Stojałowskiego to jeden z tych fragmentów miasta, który uległ największej chyba, nie: tragicznej (jak teren dzisiejszego Osiedla Śródmiejskiego), ale radykalnej zmianie na przestrzeni półwiecza.
Nic więc dziwnego, że cieszy każdy odnaleziony, nawet najmniejszy fragment tego świata, który odszedł.

Kolejna mucha w bursztynie, kolejny artefakt z przeszłości, który przetrwał zawieruchę i pojawił się w zupełnie innym miejscu. W dodatku ten bursztyn można dotknąć.

Zapaliłem się do pomysłu odnalezienia rzeczonej inżynierskiej roboty również i dlatego, że oto nadarzyła się okazja zobaczenia z bliska czegoś szczególnego. Czegoś, co przez długie dekady funkcjonowało jako urządzenie dnia powszedniego, wtapiając się w miejski krajobraz. Czegoś, co służyło na co dzień, niezauważane, pomijane, pogardzane. Czegoś, co pewnego dnia zwyczajnie zniknęło z publicznej przestrzeni i przez kolejne dekady można było podziwiać
jedynie na starych fotografiach. Tkwiło tylko w pamięci i wspomnieniach, mamiło sepią i zapachem zbutwiałego papieru, wydawało się zagubione, wymarłe, definitywnie zaginione. Tymczasem niespodziewanie powróciło z zaświatów.
Takiej szansy nie mogłem przepuścić.

Według niektórych ta właśnie piesza kładka przy kamienicy nr 47 ocalała i - co ważniejsze - nadal pełni swoją rolę.

Ustalenie lokalizacji stanowiło dużo mniejszy problem niż sądziłem. Według dostępnych informacji kładka znajduje się na Kamieniczance, potoku biorącym swój początek na stokach Dębowca. Przerzucono ją ponad korytem strumienia płynącego wzdłuż ulicy Kochanowskiego, na przedłużeniu ulicy Aleksandrowickiej.

Sam mostek nie sprawia raczej imponującego wrażenia, kiedy jednak ma się świadomość, że to nie byle jaki mostek, że to prawdziwy relikt z czasów, kiedy w tym miejscu, przy ulicy Kochanowskiego były tylko drzewa, chaszcze, śpiew ptaków i szum płynącej wody, wtedy sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Wprawdzie dzisiaj też jest tu cicho, ale to wynika raczej z faktu, że jest wczesny, sobotni poranek i prawdziwy ruch wokół okolicznej nowoczesnej developerki jeszcze się nie zaczął.

Kładkę widać z daleka. Pomalowana na żółto i zielono, mocno odcina sę od szarzyzny marcowego krajobrazu. Wydaje się być dużo krótsza niż ta na starym zdjęciu, ale zdaję sobie sprawę, że to może być zwykłe złudzenie. Przecież zarówno ta na fotografii sprzed wieku, jak i ta, którą widzę na żywo, posiadają osiem charakterystycznych kwadratowych kwater w balustradzie, co dość jednoznacznie przemawia za tym, że obecny kształt urządzenia nie został zmieniony od początku. Byłoby to przecież widoczne. Konstrukcja kładki bowiem jest dość specyficzna. To nie jest żadna PRL-owska fuszerka (do obejrzenia takich zapraszam nad Niwkę przy ul. Lipnickiej na przykład). To solidne rzemiosło. Mocne, wielokrotne nitowania, ukośne usztywniające zastrzały, gięte, dokładnie pasowane kształtowniki, precyzyjnie docinane skrzydła nitowe... Po prostu fachowa robota. I chociaż obiektywnie rzecz biorąc nie jest to konstrukcja, którą można określić mianem pięknej, bo z estetycznego punktu widzenia to rzecz jedynie poprawna, to przecież zachwyca tu przede wszystkim solidność i precyzja wykonania, zadziwia celowość i brak technicznej przypadkowości.

Wielokrotne, gęste nitowanie pozwala otrzymać bardzo szczelne połączenie, co w konstrukcjach narażonych na kontakt z wilgocią ma duże znaczenie z punktu widzenia niszczenia ich przez zamarzającą wodę. Ale przecież nawet precyzja i poprawność techniczna nie wykluczają estetyki.

Kładka na Kamieniczance otrzymała drugą młodość. Uniknęła losu swych sióstr i dotrwała do dziś.
A to, co w tej sprawie jest najbardziej fascynujące, to fakt, że to nitowane cudo inżynierii nie tylko przetrwało, nie tylko umknęło złomiarskiej śmierci, ale w dodatku zamiast polegiwać gdzieś w magazynie (tak jak niegdyś tramwaje na bazie MZK), zamiast tkwić w muzealnej hali, służy zgodnie ze swym określonym sto lat temu przeznaczeniem...


I oby służyło jak najdłużej.

2015-03-14 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[jacekproszyk]
mimo pięknej analizy i skrupulatności której chylę czoła obawiam się, że to nie jest dobry...
[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 261962
Newsów: 91
Komentarzy: 331
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała