liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - kwiecień 2015

Komentarzy (8)

Sztafeta pokoleń

  

albo

wykopki na Stadtbergu.

Ścieżki moich spacerów z aparatem i szkicownikiem biegną najczęściej po utartych, staromiejskich szlakach. Dawno już zauważyłem, że to, co znane i od dawna opatrzone, może - w sprzyjających okolicznościach - okazać się zupełnie nowym doświadczeniem, a przynajmniej takie wrażenie może sprawiać. Kilka dni temu w szary wczesny poranek odwiedziłem jeden z najstarszych zakątków Wzgórza Miejskiego. Miejsce, które przyciąga swoim klimatem i dość niecodzienną historią.


Ulica Schodowa to jeden z tych fragmentów miasta, który wabi "starożytnością", który mami - nie do końca szczerze - średniowiecznym charakterem. Oczywiście miejsce to ma bardzo średniowieczny rodowód, południowa krawędź wzgórza miejskiego zabudowana była, jak się sądzi, już w XV wieku. Chciałoby się wierzyć, szczególnie w taki poranek, że rzeczywiście mamy do czynienia z prastarą rzeczywistością.
Niestety, dobrze wiem, że jest inaczej. Mimo inspirującej wyobraźnię szaro-mokrej kwietniowej aury, trzeba obedrzeć ten fragment miasta z jego tajemniczości. Choć, kto wie, może nie do końca.

Średniowieczne Bielsko, co jest już dzisiaj bezsporne, otoczone było pasem umocnień. Głównym ich elementem był posadowiony na załomie miejskiej skarpy mur kamienny, który bronił dostępu do miasta. W części północnej i wschodniej jego relikty odnaleziono i potwierdzono jego istnienie bez wątpienia. W części zachodniej (najbardziej płaskiej, pozbawionej naturalnych przeszkód, a więc najbardziej narażonej na ewentualny atak) mur i brama miejska istniały także. Największą zagadkę stanowią do dziś południowe fragmenty Wzgórza Miejskiego i tak naprawdę do dziś nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć najbardziej zasadniczych tez.

Od dawna już wśród mieszkańców naszego miasta pokutuje pogląd, że znajdujący się po południowej stronie kościoła katedralnego św. Mikołaja mur oporowy oddzielający teren kościelny od położonej nieco niżej ulicy Schodowej, jest tożsamy z murem średniowiecznym. Oczywiście dziś wiadomo już niezbicie, że mur ten jest dużo późniejszy, ale jeszcze stosunkowo niedawno przypuszczano, że o ile nie zawiera on w sobie reliktów muru wcześniejszego, to być może przynajmniej posadowiony jest w miejscu tamtego najstarszego.

Dzisiejszy stan muru i ubytki będące tego stanu konsekwencją sugerują jednak, że mur ten nie ma ze średniowieczem wiele wspólnego.
Wyłaniające się spod elewacji okładzinowej kamienie i cegły są dość nowe i na pewno nie tworzą żadnego starodawnego wątku.

Pozostaje pytanie, czy ten późny mur przynajmniej stoi w miejscu, gdzie mógł stać jego XIV-wieczny poprzednik.

Badania istniejącego obecnie muru oporowego potwierdzają tezę, że mur ten nie ma średniowiecznej proweniencji. Raczej XIX-wieczną. Więcej: nie tylko nie zawiera reliktów XIV-wiecznego muru, ale w dodatku posadowiony jest w zupełnie innym miejscu. Mur ten, widoczny na powyższej fotografii znajduje się bowiem w miejscu, gdzie w średniowieczu umiejscowiona była... południowa fosa.

Żeby to unaocznić pokusiłem się o prosty szkic (proszę wybaczyć nieudolność rysunku) w oparciu o dokumentację przeprowadzonych latem 1996 roku badań wykopaliskowych, które sprawę średniowiecznego muru miejskiego, jaki miałby rzekomo przebiegać w tym miejscu, wyjaśniły dość wyczerpująco.

Zgodnie z wynikami badań przeprowadzonych w wykopie I/96 (stanowisko nr 32) w poprzek ulicy Schodowej, można stwierdzić, że dzisiejszy mur oporowy (1) posadowiony został na zasypisku utworzonym na wewnętrznym stoku fosy. Najgłębsza część fosy (mającej w tym miejscu szerokość ok. 11 m) i jej stok zewnętrzny przebiegają pod powierzchnią dzisiejszej ulicy Schodowej. Widoczne na schemacie zasypisko (2) stanowiące podwalinę pod mur oporowy wykonane zostało w XIX wieku i składało się z kamieni pochodzących z rozebranego muru obronnego spojonych zaprawą i brunatną gliną. Zaznaczony czerwonym kołem załom skarpy miejskiej, to miejsce, na którym według wszelkiego prawdopodobieństwa (i zgodnie z analogiami z północnych obszarów miasta) powinien znajdować się średniowieczny mur.

Dlaczego go nie znaleziono?


Powodów może być kilka. Rozważa się przede wszystkim hipotezę, która mówi o usunięciu stąd muru w trakcie dalszych prac w obrębie tej części wzgórza (XVI-XVIII w.) i splantowaniu częściowym terenu, na którym stał. Dziewiętnastowieczny mur oporowy, ten, który stoi do dziś, został przecież posadowiony na zasypisku utworzonym z materiału średniowiecznego właśnie. Można więc uznać, że ten pokruszony materiał to nic innego, jak pozostałość najstarszego muru, materiał, który wykorzystano po jego rozbiórce. To dość prawdopodobne szczególnie w świetle wyników badań przeprowadzonych w tym samym 1996 roku nieco bardziej na wschód, w pobliżu budynku plebanii, gdzie przecież jednak odnaleziono resztki muru średniowiecznego.


Relikt muru (budowanego w technice opus emplectum, polegającej na murowaniu wewnętrznej i zewnętrznej ściany muru przy użyciu kamienia ciosanego i wypełnianiu przestrzeni pomiędzy nimi kruszonym kamieniem spojonym zaprawą) miał szerokość 2,10 m w partii fundamentowej i około 1,80 w części nadziemnej. Mur ten, dzięki analogiom z ulicy Podcienie, datowany jest na pierwszą połowę wieku czternastego. Ze wskazaniem na pierwsze dekady tego wieku.
Tak więc teza o obecności muru na załomie wzgórza miejskiego jest dość oczywista, choć nie jest to teza jedyna.

Mocna jest też inna hipoteza, która - jak brzytwa Ockhama - ucina wszelkie spekulacje. Sugeruje, że muru tam... nigdy nie było. Wiem, trochę nam ta hipoteza nie pasuje do wizji bogatego miasta, które, jak miasteczko z bajki, czy z legendy otoczone jest pięknymi średniowiecznymi umocnieniami. Musimy jednak pamiętać, że takie wizje czasem z rzeczywistością miały niewiele wspólnego. W dodatku ukształtowanie terenu w tym miejscu sugeruje pośrednio, że obrońcy tezy "bezmurnej" mogą mieć rację. Stromy, południowy stok wzgórza miejskiego już z natury miał charakter obronny i inwestowanie w potężny mur nie było ani opłacalne, ani szczególnie konieczne.


Oczywiście z całą pewnością nie było wcale tak, że w tej części miasta w ogóle żadnych obwarowań nie było. Nie.
Gęsty drewniany częstokół mógł stanowić wystarczające zabezpieczenie od strony Kozielca i - jak uważają niektórzy - doskonale spełniał swoje zadanie. Dłuższy czas.
Potwierdzają to badania, jakie miały miejsce już w następnym sezonie badawczym. A szczególnie znalezione w wyniku tych prac drewniane umocnienia południowej skarpy miejskiej. Składają się z ukośnie wbitych w ziemię pali o średnicy 12 centymetrów i tarasów szalowanych drewnianymi dranicami. Możliwe jednak, że były to umocnienia nie tyle obronne, a bardziej miały charakter inżynierski.

Hipoteza o braku muru średniowiecznego w południowej części miasta - jakkolwiek solidna - blednie nieco w świetle odkryć archeologicznych w wykopie II/96 założonym tuż przy murze plebanii. Jak już wyżej napisałem, fragment muru południowego jednak wówczas znaleziono. Nie ma wprawdzie dowodów na to, że mur ten biegł przez całą długość korony wału południowego, ale rozmiary znalezionego reliktu pośrednio dowodzą, że jednak tak było. Konstrukcja była zbyt solidna aby sądzić, że mur w okolicach kościoła urywał się nagle, a funkcje obronne przejmowały konstrukcje drewniano-ziemne. Taką ewentualność zwyczajnie odrzucam, jako zbyt naiwną. Natomiast jak najbardziej słuszna wydaje mi się teza, że konstrukcje drewniane były formą przejściową lub prowizoryczną na czas budowy kamiennych obwarowań. Bardzo prawdopodobną jest też hipoteza, że obie formy umocnień mogły istnieć jednocześnie i wzajemnie się uzupełniały.

W świetle tych rozważań nasuwa się jednak jeszcze jedno, mniej może dla analizy problemu istotne, ale bardzo ciekawe pytanie. Czy przedstawiony na drzeworycie Samuela Johanny'ego mur biegnący na południe od kościoła to ciągle jeszcze mur średniowieczny (który, jak wiadomo, do 1783 r. był również południowym murem cmentarza), czy już nowy mur oporowy.

Zdaniem archeologów na rycinie widać już nowy, wybudowany na początku XIX wieku mur. Ja jednak mam wątpliwości. Kiedy patrzę na litografię mam wrażenie, że mur przedstawiony przez pana Samuela i kształt ma inny, i biegnie jakby bliżej kościoła, który był wtedy znacząco mniejszy... Słowem, nie sądzę, aby w 1801 roku Samuel Johanny odwzorował datowany przecież na początek XIX wieku obiekt. Wprawdzie dokładność panasamuelowego szkicu pozostawia dużo do życzenia, to mimo wszystko zaufałbym mu i - wziąwszy pod uwagę przebieg drzeworytowego muru i jego umiejscowienie względem plebanii - zaryzykowałbym stwierdzenie, że pan Johanny przedstawił jednak jeszcze stary, nieistniejący już dziś mur. Zapewne średniowieczny.


Niewątpliwie bielszczanie zawsze należeli do ludzi rzutkich i przedsiębiorczych. Zawsze kształtowali przestrzeń wokół siebie z niemałym rozmachem. Świadczą o tym nie tylko budowane umocnienia, ale i inne poważne prace inżynieryjne niekiedy bardzo mocno ingerujące w tkankę miasta.


Generalnie rzecz biorąc w Bielsku mamy do czynienia z dość ciekawą, obecną na przestrzeni wielu wieków przemożną tendencją
do opanowywania materii. Mieszkańcy miasta już bardzo wcześnie wyszli z założenia, że niezwykle korzystny z punktu widzenia obronności
charakter wzgórza osadniczego, ma również swoje wady. Duże różnice wysokości i uciążliwe - szczególnie zimą - stromizny bardzo szybko stały się utrapieniem bielszczan.


Mówiliśmy już kiedyś na tym blogu o poważnych próbach radzenia sobie z tymi problemami. W XVI wieku bardzo pochyły Rynek postanowiono wyrównać, obniżając jego płytę o pół metra. Mówiliśmy także o próbach udrożnienia w XIX w. drogi wylotowej z miasta w kierunku na północ i na wschód poprzez radykalne wyburzenia w okolicach dolnej bramy.

Te prace nie przeszły bez echa.


Kiedy spacerujemy dość malowniczą, choć dziś już mocno "nadpsutą" uliczką Podcienie, być może rzuca nam się w oczy jej specyficzny charakter. Opada ona od Rynku ku ulicy Wzgórze, pokonując na przestrzeni kilkudziesięciu metrów znaczną różnicę wysokości. Przyzwyczailiśmy się do tego i nie znamy innej ulicy Podcienie. Wydaje nam się, że spośród wszystkich ulic miasta ona właśnie ma najbardziej "historyczny", średniowieczny charakter. Oczywiście to tylko złudzenie. Ulica w średniowieczu zabudowana była przecież aż do połowy XVII wieku, do pożaru w 1659 r. budowlami drewnianymi, które w dodatku stały bardziej w głębi, dalej od osi ulicy.

Jednak patrząc dziś na stare elewacje kamienic Podcieni nawet nie wyobrażamy sobie, aby ulica ta kiedykolwiek mogła wyglądać inaczej. A wyglądała. I przy odrobinie wyobraźni można jej dawny wygląd odtworzyć.


Przede wszystkim jeszcze 160 lat temu nie była to ulica stroma. Bynajmniej. Pisałem o tym we wpisie o
"murcheologii stosowanej". Stromizna pojawiła się właśnie w 1844 r. w wyniku robót w ciągu ul. Wzgórze. Wówczas to postanowiono "wybić dziurę w murze" czyli otworzyć Stadtberg na świat. Tam, gdzie dziś, w bezpośrednim sąsiedztwie zamkowej wieży, biegnie ulica Wzgórze wyburzono mur miejski z bramą, powozownią i warsztatem ślusarza. Obniżając o kilka metrów krawędź wzgórza miejskiego, utworzono wygodną drogę ku miastu. O, tutaj widać ją w całej krasie.

Proszę spojrzeć na to zdjęcie. Celowo posłużyłem się fotografią przedstawiającą ul. Wzgórze dokładnie sto lat po przebudowie, bo dopiero na tym zdjęciu (na którym brak już domu Szymona Tobiasa i budynków o numerach katastralnych 28 i 29 stojących na płycie dzisiejszego placu Chrobrego, które zaciemniałyby obraz) widać dokładnie, jak poważnego przedsięwzięcia podjęli się bielszczanie w połowie wieku XIX.

Wcześniej jedyna droga do miasta od północy biegła stromym podjazdem u stóp północnego muru zamku. Był to zakos podobny do tego, który znajduje się dziś przy baszcie na ul. Krętej. Bardzo niewygodny zakos. Wcięcie się we wzgórze miejskie, wyprostowanie zakosu i obniżenie poziomu ulicy wiązało się z całkowitą przebudową okolicy. Zakres robót był tak olbrzymi, że dosłownie przenicowano cały ten obszar wiele metrów w głąb, usuwając nawet (co dla mnie jest chyba największą w tej sprawie stratą - pisałem o tym niejednokrotnie) najgłębsze fundamenty dolnej bramy, przez co straciliśmy nie tylko możliwość odtworzenia jej kształtu, ale nawet pewność co do faktu gdzie dokładnie brama ta się znajdowała.

W wyniku robót obniżono poziom gruntu tuż przy zamku do tego stopnia, że - aby wyrównać poziomy sąsiadujących ulic - należało wciąć się również w początkowy fragment ulicy Podcienie. Inaczej z ulicy tej nie można byłoby korzystać. Można było wprawdzie obstalować piękne schody, jednak ulica Podcienie miała być dostępna nie tylko dla pieszych, musiała być także przejezdna. I to właśnie z tego powodu wybrano wówczas tony ziemi i odsłonięto kamienne piwnice.

Dolna kondygnacja kamienic stojących przy wschodnim wylocie ulicy Podcienie to tak naprawdę ich fundamenty. Dawny poziom ulicy zaznaczony został żółtą linią. Tajemnicą pozostanie dla mnie sposób, w jaki eksperci w latach czterdziestych XIX wieku ustalili, że pozbawiona oparcia mas ziemi stopa fundamentowa wytrzyma. Śmiem twierdzić jednak, że cokolwiek zostało tu obliczone, to tylko z wykorzystaniem kartki, pióra i gruntownej, rzetelnej wiedzy. Kamienice stoją do dziś i mają się świetnie. Pozazdrościć miastu ekspertów, a ekspertom wiedzy.

Do dziś możemy odtworzyć dawny poziom ulic Wzgórze i Podcienie. Spójrzmy na tę fotografię z lat dwudziestych XX wieku (choć i dziś w terenie można uchwycić te same charakterystyczne punkty). Odsłonięte przyziemia kamienic jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku były pod ziemią. Podobnie piętrzący się tuż pod zachodnią ścianą zamkowej wieży wał ziemny. On też jest pozostałością po dawnym przebiegu prowadzącej przez dolną bramę drogi miejskiej. Liniami zaznaczyłem poziom ulicy przed 1844 rokiem.

Kiedy spojrzeć na ten inżynieryjny wyczyn obiektywnie i z zachowaniem właściwej optyki (pamiętajmy - to połowa XIX wieku!), można się rozmachem tych ludzi naprawdę zachwycić. Ogrom pracy, jaki musieli włożyć w pokonanie opornej materii Wzgórza zadziwia. I wystawia ówczesnym niezłą opinię.

Wprawdzie dzisiaj mało nas obchodzą zmiany, jakie miały miejsce całe dekady, a nawet wieki temu. Wydaje się, że skoro nie dotyczą nas bezpośrednio, to mogą dla nas nie istnieć. To poniekąd prawda. Ale mimo to i tak - najczęściej zupełnie nieświadomie - poruszamy się w rzeczywistości aż gęstej od tych zmian. Kiedy wkraczamy na Wzgórze Miejskie, dosłownie każdy krok czynimy w ich towarzystwie.

Myślę sobie, że w istocie ci nasi poprzednicy, dawni mieszkańcy Bielska w swoich marzeniach, planach i determinacji w ich realizowaniu, tak naprawdę niewiele się od nas różnili.
No bo jaka jest różnica pomiędzy otwarciem ulicy Wzgórze na miasto z przerzuceniem niewyobrażalnej ilości ziemi a takim - dajmy na to - wykopaniem tunelu pod Hulanką? Jaka jest różnica pomiędzy budową potężnego, kilkumetrowej wysokości muru wokół całego miasta a poprowadzeniem wokół niego nowoczesnej obwodnicy? Jaka różnica, prócz skali?
Żadna. W sferze marzeń i projektów nie różnimy się od ówczesnych - średniowiecznych, czy nowożytnych mieszczan - absolutnie niczym. My też mozolnie i z uporem budujemy swoją rzeczywistość, zmieniając świat wokół siebie. A tym samym wpisujemy się w istniejący od wieków schemat, w nieprzerwaną ciągłość ludzkiej działalności.

Te dwa powyższe, może nie najistotniejsze z historycznego punktu widzenia, ale na przestrzeni wieków na pewno najbardziej spektakularne wydarzenia - miejski mur obronny i potężna inwestycja w ciągu ulicy Wzgórze - są najdobitniejszym tego dowodem.

Choć miła jest świadomość, że nasze czasy są - w porównaniu do tych zaprzeszłych - wybitne i szczególne, to jednak w istocie jest to tylko złudzenie. Nasze czasy są tylko kontynuacją, efektem tamtych odległych wydarzeń. Niczego nie zaczęliśmy i - powiedzmy to sobie szczerze - niczego tak naprawdę nie skończymy ostatecznie. Co najwyżej przekażemy naszym następcom do realizacji.


Warto o tym pamiętać.

2015-04-25 | Dodaj komentarz
andrzej
2015-05-01 14:49:40
Przy poruszeniu tematu obniżenia poziomu ul. Wzgórze, mnie nasuwa się na myśl inna strata -siłą rzeczy hipotetyczna, która wówczas nastąpiła. Sądzę, iż to właśnie wraz z usuniętą z tego terenu masą gruntu, wywieziono świadectwa materialnej historii Bielska okresu przedlokacyjnego. Do takich przypuszczeń skłania mnie okoliczność odnalezienia na wysokości wylotu ul. Zaułek śladów półziemianek, bezpośrednia bliskość Zamku i nienaruszony w tym rejonie teren przez żadne poważne inwestycje budowlane. Taka już jednak kolej rzeczy i zawsze doraźne korzyści mają większe priorytety niż te potencjalne. Szkoda tylko, że zabrakło zaledwie około stu lat, aby coś z ziemi wydobyć dla potomnych przy okazji wykopków na Stadtbergu.
Maciej P.
2015-05-03 18:50:50
To prawda. Choć strata jest domniemana, należy sądzić, że wraz z tonami ziemi wybranej z ulicy Wzgórze i Podcienie, wywieziono - niszcząc bezpowrotnie - przedlokacyjne konstrukcje. Teraz, patrząc z ponad stupięćdziesięcioletniej perspektywy, możemy do ówczesnych mieć o to żal, ale oni, żyjąc w czasach, w których słowo "zabytek" dopiero nabierało jakiegoś większego znaczenia naukowego, postępowali tylko w myśl zasady użyteczności. Możemy mieć żal, ale rozsądek protestuje. Ulicę Wzgórze należało przeprofilować i to nie ulega dyskusji. Uczyniono to więc nie oglądając się na inne względy. Stało się i nie wróci. Podczas tych prac - i nad tym ubolewam dużo bardziej - nie prowadzono dokumentacji ewidencyjnej, zatem nie wiemy czego żałować, jeżeli w ogóle. To, że w wyniku prac tego typu dochodzi do bezpowrotnych zniszczeń, to oczywistość (miejsce odnalezionej w 2010 roku konstrukcji półziemiankowej także zostało w końcu zniszczone w konsekwencji prac kanalizacyjnych), jednak przydałby się choć jakiś ślad po tym, co było w ziemi. Tak, wiem, to marzenie ściętej głowy. Instytucja nadzoru archeologicznego w połowie XIX w. jeszcze się nikomu nawet nie śniła. Pozdrawiam.
andrzej
2015-05-11 13:56:20
Pomysł upamiętnienia i przywrócenia współczesności najstarszych świadectw bytności ludzi na Wzgórzu jest genialny w swej idei i prostocie. Sprawa, jak zazwyczaj rozbija się o to, kto się do tego ma poczuwać. Mógłby właściciel remontowanej obok byłej "Słupskiej", choćby ze względu na właściwość terytorialną zasięgu występowania półziemianek na jego posesji. Obawiam się jednak, że to marna reklama jak na lokal rozrywkowy, więc odpada. Powinno zależeć na tym miastu a tu mam na myśli system MSI, bo po to on został stworzony. Tu obawiam się braku decyzyjności w kwestii ingerowania w coś, co jest i wystarcza. Nadzieja pozostaje w Muzeum i jego pracownikach, zdających sobie sprawę z wagi tego odkrycia, lecz i tu problemów pewnie nie brakuje- choćby finanse. A przecież wystarczyłaby zwykła tablica informacyjna z opisem i zdjęciami z wykopów na wysokości parkingu przed Zamkiem. Oczami wyobraźni już widzę dziesiątki turystów i przechodniów z ciekawością i niedowierzaniem patrzących, po czym stąpają.
Maciej P.
2015-05-11 18:35:26
System MSI, obawiam się, może być niewystarczający. I nie myślę tu o ewidentnych błędach tego systemu (tak jak kuriozalna tabliczka z napisem "śródmieście Białej" wisząca w Bielsku, na budynku u wylotu Placu Smolki ku rzece). Mam na myśli raczej inny problem. O ile tabliczki informacyjne na zabytkach nadal istniejących spełniają jakąś tam rolę, na przykład na kościele św. Mikołaja, czy choćby fabryce Tugendhadta przy Żywieckiej (bo często ukazują dla porównania stan sprzed wielu dekad), to już w przypadku obiektów nieistniejących, o których w dodatku mamy dość mętne wyobrażenie, taka informacja może być, mówiąc krótko, mało nośna. Pamiętam, całkiem niedawno, grupa turystów z zagranicy zwiedzająca nasze miasto zatrzymała się na skrzyżowaniu ulic Kopernika i Sobieskiego, w miejscu, gdzie do 1836 roku była górna brama miejska. Przeczytali informację o bramie zamieszczoną na tabliczce, po czym rozejrzeli się bezradnie dokoła w poszukiwaniu rzeczonego zabytku. Przewodnik grupy, także zdezorientowany, wybrnął jednak żartobliwie z sytuacji sugerując, że obiekt jest chyba w konserwacji. Goście wzruszyli ramionami i potuptali dalej. Cóż.. Niewątpliwie te wszystkie cenne znaleziska warto byłoby jakoś wyeksponować, nie sądzę jednak, aby ochotę na taką "nikomu niepotrzebną babraninę" przejawił jakikolwiek prywatny właściciel, czy okoliczny inwestor. Miasto? Tutaj problem jest innej natury. Tak, pieniądze grają olbrzymią rolę, a ich brak zupełnie przekreśla tego typu pomysły. O ile wiem jednak, od dłuższego już czasu istnieje koncepcja - na razie w stadium pomysłu - aby na grodzisku, gdzie znaleziono przecież całą masę półziemianek, podobnych, a wręcz analogicznych do tej ze Wzgórza, zrekonstruować w pełni "funkcjonujące" założenie w charakterze dużego skansenu. Według mnie pomysł fantastyczny. Ale nie wszyscy są takimi entuzjastami. Otóż proszę sobie wyobrazić, że pomysły tego typu, mające przecież wielką, olbrzymią wręcz rolę edukacyjną, są ostatnio mocno krytykowane przez część polskich kręgów konserwatorskich, jakoby miały być czynnikiem degradującym same zabytki. Trochę w tym racji jest. Nie do końca przebadany obiekt zadeptany setkami tysięcy butów zwiedzających (nie mówiąc już o antropopresji samej inwestycji) to duże ryzyko dla ewentualnych przyszłych badań. Jest to podejście bardzo uzasadnione. Ale z drugiej strony wiedza zdobywana w toku badań, w wykopach, podczas analiz i prac laboratoryjnych, która zamiast ujrzeć światło dzienne spoczywa spokojnie w muzealnych magazynach i tkwi tylko na stronach naukowych opracowań, niedostępna dla mieszkańców - to już nieporozumienie.
andrzej
2015-05-11 20:55:04
Pełna zgoda w sprawie konkluzji, ale o zgrozo może być jeszcze gorzej. Nie gdzie indziej, jak właśnie na starobielskim grodzisku w latach bodajże 70-tych prowadzono badania archeologiczne. Cóż z tego skoro prowadząca je, nigdy nie opracowała materiału i nie ukazało się nawet naukowe sprawozdanie a pozyskany materiał spoczywa spokojnie i bezużytecznie w cieszyńskim muzeum. Pozdrawiam.
Andrzej N
2015-05-15 16:29:08
Wyburzony w 1973 r. dom narożny Wzgórza i Zamkowej, ten osłaniający Zamek, miał ciekawą cechę. Otóż gdy weszło się od Zamkowej (wejście było między apteką a księgarnią) i wspięło schodami na pierwsze piętro, to stamtąd można było wyjść na podwórze leżące przy murze zamkowym. Dziedziniec ten wybrukowany był obłymi kamieniami. Wychodziło się zeń przesmykiem na łuk Wzgórza, mniej więcej naprzeciw Orkana. Ciekawe, czy poziom tego podwórza wyznaczał stan pierwotny, czy też został ukształtowany w czasie prac, które ciekawie opisałeś.
Maciej P.
2015-05-15 20:00:47
Istnieją podstawy aby sądzić, że północna część skarpy zamkowej, co najmniej od wieku osiemnastego, nie uległa większym zmianom. Szerzej odpowiem jutro w osobnym wpisie, bo rzecz jest dość ciekawa. Pozdrawiam.
non sibi sed omnibus
2017-04-16 12:35:06
Wpierw pragnę wyrazić szczere uznanie dla Autora,dla Jego pasji objawiającej się w tym blogu! Dociekliwość obserwacji, wszechstronny sposób interpretacji, wnioskowanie - zdradza pasjonata o sporym zasobie wiedzy i przygotowaniu zawodowym. Skoro jednak natknąłem się na wątki które, mógłbym rozwinąć zdecydowałem się na ten wpis. Po pierwsze- górna brama miejska była zlokalizowana u zbiegu ulic Św.Trójcy-Waryńskiego-Piwowarskiej. Po wtóre-przebieg południowego odcinka miejskiej fosy został uchwycony archeologicznie nie tylko w badaniach z 1996 r lecz także przy okazji prac remontowych placu i otoczenia kość.św.Mikołąja. Przy okazji dygresja do niwelacji ul.Podcienie i Wzgórze, które musiały wiązać się ze wzmacnianiem odsłoniętych fundamentów, choć kto wie....bowiem przy pracach na pl.św.Mikołaja stopa fundamentu narożnego kilkukodygnacyjnego budynku przy ul.Kościelnej 1 była na głębokości ok. 60 cm, a same fundamenty spajane były gliną (sic!) co groziło katastrofą budowlaną. Zapobiegło pilne wzmocnienie i podbicie fundamentów. Co do moich dalszych uwag za niebywale istotne uważam badania archeologiczne w obrębie budynku przy Celnej 1, gdzie odsłonięto nienaruszony układ warstw od XI/XII wieku, który został zachowany in situ i po remoncie budynku miał być eksponowany. Niestety zabrakło woli do realizacji tych zamierzeń. Drugim takim miejscem, gdzie idealnie zachowany był układ nie tylko najwcześniejszych warstw lecz też śladami pożarów miasta oraz poziomami bruków - został przebadany archeologicznie z końcem lat 90-tych w 2 wykopach u wylotu ul.Pankiewicza/Słowackiego (Stromej). Równie ważnym, a całkowicie pomijanym w opracowaniach jest fakt zlokalizowania w wykopie archeologicznym z końca lat 70-tych średniowiecznego warsztatu szewskiego odkrytego w wykopie przy ul. Podcienie 7-9.Te dwa fakty (choć nie tylko) są całkowicie pomijane milczeniem, tak jakby to nie miało miejsca. Podobnie przemilczane są badania geofizyczne na grodzisku w Starym Bielsku (z końca lat 70-tych), wykonane przez dr. J.Przeniosło z warszawskiego Instytutu PAN. Badał również Górę Zamkową w Cieszynie (nie tylko geofizycznie lecz i sejsmicznie).Wyniki badań u Konserwatora i w Muzeum w Cieszynie.A projekt "rezerwatu archeologicznego" na grodzisku w St.Bielsku z 1991 r jest u Miejskiego Konserwatora Zabytków (to On zlecał takie opracowanie).Życze dalszych sukcesów i nezachwianego zapału.
Komentarzy (0)

Ulice wasze, pastwiska nasze...

  

czyli

Przestrzeń obłaskawiona II


Istnieją w naszym mieście takie obszary, które swój rodowód mogą z powodzeniem wywodzić ze średniowiecza, a mimo to są zapomniane i kojarzą sią raczej z wiekiem XIX-tym. Jest w tym pewna oczywistość, bo przecież nawet tereny włączone w obręb miasta w wiekach średnich, dopiero w XIX wieku ostatecznie rozwinęły się pod względem urbanistycznym i technologicznym. Dawne pastwiska, sady i ogrody okazały się doskonałym miejscem lokacji farbiarni, przędzalni i innych manufaktur i fabryk.
Jednym z takich miejsc jest dawne pastwisko miejskie, jedno z najstarszych, określanych egzotycznym określeniem - pastornak. Powinienem to pisać wielką literą, bo właśnie tutaj w Bielsku, ta nazwa stała się nazwą własną. Bardzo szczególną.

Pastornak (oczywiście nie jako ulica, ale raczej jako określony obszar) istniał już w wieku XVI, a może nawet i wcześniej. Tam właśnie, w bezpośrednie sąsiedztwo książęcych ogrodów pędzono miejskie bydło i chlewną trzodę. Pastwiska położone były na zachód od rzeki i na południe od książęcych ogrodów. Był to całkiem spory szmat ziemi graniczący od południa z terenem bielskiego blichu, a od zachodu z potokiem Młyńskim, zasilającym jeszcze w XVIII spore stawy hodowlane.


Polna, biegnąca ku rzece Białej przez ugory i pastwiska droga, w pierwszej połowie XIX wieku zwróciła uwagę władz miasta. Rozrastające się Bielsko potrzebowało przestrzeni. Południowy,
opisany już wcześniej obszar Blichu stawał się coraz ciaśniejszy, a tereny sąsiadujące bezpośrednio z ogrodami zamkowymi - to łakomy kąsek dla urbanistów. Nie dość, że blisko miasta - dosłownie o rzut kamieniem - to jeszcze w dodatku pusty i właściwie naturalnie zniwelowany. No, gratka!


Na planie katastralnym z 1836 roku widać dokładnie, że w tym okresie przy drodze stało ledwie kilkanaście nieruchomości. Między innymi dworek Mänhardta z ogrodem, magazyny księcia Sułkowskiego, a tuż przy wylocie tej drogi (jeszcze przecież nie ulicy) pod murami miejskimi, ogród i zabudowania należące do rodziny Bathelt.
Zabudowania stojące przy tej drodze to przede wszystkim budynki bardziej podobne w swym chrakterze do wiejskich chałup niż do miejskich domów wolnostojących.

Widoczny na fotografii niewysoki dom kryty dwuspadowym dachem, to jeden z najstarszych w tym fragmencie miasta obiektów. Można sądzić, że stał tutaj jeszcze zanim ok. 1822 roku wybudowano dla Mänhardta jego dworek (dzisiaj Dom Kultury Włókniarzy). Jego fasada, mocno wysunięta ku osi jezdni sugeruje, jak wąska była niegdyś ta droga. Budynek ten wyznacza więc starą linę zabudowy. Ale jest reliktem, który musi zniknąć.

Budowla ta, stojąca na terenie należącym do Buttnerów, nie była jedyną stojącą w tej linii zabudowy. Nieco powyżej, bliżej wylotu ulicy, stał podobny, również parterowy dom, który ok. 1898 roku został zastąpiony piękną, istniejącą do dziś budowlą, stanowiącą siedzibę filii Banku Austro-Węgierskiego. Ten parterowy domek stał bardzo blisko osi dzisiejszej jezdni, co dla rozwijajcego się przedmieścia stanowiło spory problem. Wraz z budynkami stojącymi naprzeciw, a widocznymi na powyższym zdjęciu, tworzył bardzo wąski przesmyk, który utrudniał ruch i sprawną komunikację.

Kolejne znane, powielane dziesiątki razy zdjęcie. Zazwyczaj przy takich okazjach dostrzegamy tylko główny, najbardziej reprezentacyjny motyw fotografii, a nie zwracamy uwagi na detale pozostające w cieniu, albo na dalszych planach. Tutaj mamy dość rzadką okazję oglądania budynków stojących przy Pastornaku, a pochodzących jeszcze z XIX wieku. Kryty stromym dachem budynek magazynów książęcych przy prawej krawędzi zdjęcia przybliża nam nieco epokę i odkrywa to Bielsko, które fotograf bardziej lub mniej umiejętnym kadrowaniem chciałby przed odbiorcą schować. Bielsko niskich, parterowych domów, o osiemnasto- i dziewiętnastowiecznym rodowodzie.

Nie dajmy się nabrać na te sztuczki fotografów. Podejdźmy bliżej, bo warto. Proszę przyjrzeć się tej fotografii. Ujęcie stanowi fragment większego zdjęcia z roku 1903. Widzimy na niej doskonale kilka "smaczków": słup linii tramwajowej, skręcające zgodnie z przebiegiem ulicy tory i fragment muru otaczającego dawny magazyn Sułkowskich. To jedyny dostępny mi wizerunek ukazujący z tak bliska nieistniejące od ponad stu lat ogrodzenie magazynów. Na mnie robi to ogromne wrażenie.


W połowie XIX wieku zaczęły następować na tej ulicy wielkie zmiany. Podobnie jak w pozostałych obszarach miasta, tak i tu przemysł zaznaczył swoje istnienie. W roku 1856 pojawiła się tu pierwsza przędzalnia Wolfów, a z czasem polna droga zaczęła nabierać miejskiego, a nawet wielkomiejskiego charakteru. W 1860 Karol Piesch wystawił swoją fabrykę sukna, której gmach, zamieniony w 1870 na kamienicę czynszową, szczęśliwie przetrwał do dziś. W niedługim czasie pojawiają się wille Erwina Bathelta i Karola Stefana oraz kamienice Berty Hauptig, Schulzów, Jana Scholza i Józefa Zaunera.

Dawna fabryka sukna Piescha stoi do dziś, służąc bankowi za siedzibę. Przeadaptowana, odmieniona. Ale to ciągle te same mury.

W 1895 roku właśnie przez Pastornak przeprowadzono linię tramwajową. Zanim jednak to nastąpiło, należało uprzednio ulicę nieco wyprostować i - przede wszystkim - połączyć ją z Placem Blichowym.

Bo jeszcze pod koniec XIX wieku Pastornak nie miał połączenia z tym placem. Ulica biegła prosto ku przeprawie na rzece, a dokładnie ku wyspie, którą tworzył na Białej fragment lądu odcięty od bialskiego brzegu kanałem młyńskim. Widać to doskonale na powyższym wycinku planu z ostatniej dekady stulecia.

Już kilka lat później szeroka Aleegasse (dzisiejszy odcinek 1 Maja od mostu do skrzyżowania z Partyzantów) wiodła od rzeki ku Blichowi. Jednak linię tramwajową - i muszę przyznać, że za takie urbanistyczne posunięcia ówczesne władze zwyczajnie podziwiam - poprowadzono nie brukowaną jezdnią, ale bokiem, zaciszną alejką ocienioną rozłożystymi kasztanowcami rosnącymi tuż przy parku.

Linia tramwajowa biegła nieomal tuż pod oknami budynków. Mieszkańcy domów widocznych po prawej stronie fotografii, szczególnie właściciele wysokiej kamienicy stojącej przy łuku torów - niejacy Fussgangerowie oraz rezydenci sąsiedniego domu robotniczego nie byli raczej z takiego obrotu sprawy zadowoleni. Hałaśliwe pojazdy, przetaczające się pod oknami z dużą częstotliwością musiały być uciążliwe. W sukurs przyszła im rzeka Biała, która podmywając okresowo brzegi i położone blisko koryta torowisko, w 1926 roku wymusiła na władzach miasta przeniesienie linii z Pastornaku na ulicę Zamkową. Stara ulica odetchnęła więc od hałasu i nieustannego ruchu. Mimo, że tory tramwajowe na Pastornaku pozostały jeszcze kilka lat i służyły jako tory wozów towarowych, ranga ulicy powoli zaczęła spadać, a okolica, mimo bezpośredniej bliskości centrum, powoli prowincjonalizowała się.

Z Pastornakiem, podobnie jak z Blichem, jest pewien problem. Nazwa - istniejąca od wieków - umyka dzisiejszym bielszczanom i wielu z nich raczej jej już nie kojarzy. O ile jednak w przypadku Blichu można jeszcze mówić o obecności tej nazwy w świadomości mieszkańców miasta, o tyle Pastornak jest już raczej C.K. egzotyką. Ciekawi mnie, dlaczego? Przecież swojsko brzmiąca nazwa, którą można wywodzić od pasternaku powinna zachować się wśród polskojęzycznych tubylców, tym bardziej, że na wydanym w 1890 roku w Wiedniu planie ulica Pastornak oficjalnie opisana jest właśnie "Pasternak". Czy rzeczywiście można wywodzić tę nazwę od bardzo popularnej już w średniowieczu rośliny? Czemu nie. Jej części nadziemniej używano jako paszy dla bydła. Doskonale koresponduje to z pastewnym charakterem tego obszaru i kto wie, może istotnie ta prastara nazwa jest jedną z niewielu, które w zdominowanym przez ludność niemieckojęzyczną mieście, zachowała się w swej pierwotnej, słowiańskiej formie.

Może warto do niej wrócić?

Dziś, kiedy mamy do czynienia z tak intensywnym zamazywaniem wielokulturowej bielskiej tradycji - a co za tym idzie - zastępowaniem niemieckojęzycznych nazw polskimi (czasem niemającymi zupełnie nic wspólnego z tradycją miejsca), takie prastare słowo, w dodatku od wieków przypisane konkretnej miejskiej rzeczywistości, jest naprawdę na wagę złota. I dowodzi, że polski żywioł zawsze miał w naszym "bielskim universum" swoje stałe miejsce.


To nie do przecenienia.

2015-04-17 | Dodaj komentarz
(brak komentarzy)

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[andrzej]
Połowę swojego życia mieszkałem w tym rejonie, zatem nie dziwi fakt, że odbieram tą dzielnicę...
[Mada L]
Wspaniała opowieść
[Angus]
Pozwolę sobie powtórzyć kluczowe dla mnie zdanie tego tekstu: "Bo może wtedy jeszcze komuś zależało...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 224913
Newsów: 90
Komentarzy: 325
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała