liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - maj 2016

Komentarzy (2)

Bakcyl

  

czyli

Stronnicza i subiektywna historia bielsko-bialskiej architektury

część trzecia

Secesja, której obecność w naszym mieście zaznaczyliśmy w poprzednim odcinku Stronniczej i subiektywnej historii bielsko-bialskiej architektury, wbrew pozorom i mimo niezwykle krótkiego okresu, w jakim funkcjonowała, wcale nie była nurtem jednorodnym. Również i ona, być może nawet w sposób szczególnie intensywny, podlegała zmianom i mutacji, których odbicia dostrzegamy także i w naszym mieście.

Secesja była pierwotnie zjawiskiem - jak już wiadomo - o cechach wybitnie estetycznych, przy czym ten estetyzm podlegał, podobnie jak w poprzednich epokach, pewnym ścisłym zasadom. I tak mamy tu szczególnie mocne akcenty położone na harmonię linii i proporcje kształtów, równowagę ornamentu i oszczędną tonację barw. Budowle o takiej charakterystyce mogły uchodzić wręcz za kontynuację historyzmu, tylko tym razem w nieco fantastycznym, artystowskim kostiumie.

Tego typu zjawiska nie trwały jednak zbyt długo. Rychło okazało się, że w rewolucji, która wybuchła u schyłku epoki, chodziło nie tylko o zerwanie ze schematycznością historyzujących stylów, nie tylko o wyzwolenie z więzów krępujących swobodną ekspresję pomysłów, ale również i o szczególne, niezwykle mocne zaznaczenie indywidualności projektu, a co za tym idzie, indywidualizmu jego twórcy.

Być może demonizuję nieco, ale sądzę, że to, co pojawiło się na przełomie wieku XIX i XX w pracowniach architektonicznych całego cywilizowanego świata, ta przemożna chęć wywarcia na projekcie, budowli a wreszcie i na samym mieście indywidualnego piętna architekta, stało się zarzewiem wielkiego, wszechogarniającego płomienia estetycznego buntu przeciw schematyzmowi architektury.

Kiedy spojrzymy krytycznym okiem na secesję w naszym mieście, być może dojrzymy w fasadach tych kamienic, w ich rysunku i charakterze pewne zasadnicze różnice. Część budynków - nawet na tle tak oryginalnego przecież stylu - zdaje się odróżniać znacząco od innych. Na tle secesji stonowanej, dość "konserwatywnej" powiedzielibyśmy, przemawiającej jeszcze starymi brzmieniami, mocno wyróżnia się nurt odmienny, bardziej odważny, cyzelowany, pozbawiony kaftana zasad. Nurt swobodny, oryginalny i indywidualny właśnie.

Nurt tak indywidualny, że aż w jakiś bezczelny sposób uroczy. Zerwanie z zasadami harmonii, proporcji i złotego podziału widać wyraźnie choćby w fasadzie kamienicy, przy ulicy Barlickiego 3 (powstałej jako gmach Komunalnej Kasy Oszczędności w Bielsku). Ponieważ stoi ona opodal słynnej, wielokrotnie przedstawianej, omawianej i analizowanej modernistycznej kamienicy Fabianiego (Cafe del Europe), tkwi więc w cieniu tamtej, sławniejszej sąsiadki. A przecież ta secesyjna, a w pewnym sensie już modernistyczna budowla również zasługuje na uwagę. Jej ornament, charakterystyczny dla secesji późniejszego nurtu nie jest już wystudiowanym, obecnym jedynie w architekturze zdobnikiem. Proszę zwrócić uwagę, że te migdałowe formy w kartuszach międzyokiennych i w portalu, nie zawierają już tej matematycznej, geometrycznej regularności, choć płynne i łagodnie obłe, wymykają się proporcji i złotemu cięciu. Oto niepostrzeżenie do architektury wkradła się dowolność! Improwizowana, intuicyjna estetyka, nowy ład. Ale prócz tego jest tu coś jeszcze. Oto na fasadzie pojawiają się elementy, które równie dobrze można byłoby znaleźć w książkowej ilustracji, na olejnym płótnie, czy w niewysublimowanej rzeźbie.

Pojawia się zdobienie, które jest i nowe, bo przecież w takiej formie nigdy dotąd nie występowało, i bardzo stare, posiadające wiekowe tradycje, bo oto w kamieniu, gipsie i cegle oddano to, co od zawsze towarzyszyło człowiekowi, ale w sztukach zupełnie innych niż architektura. Przekopiowano na elewacje motywy graficzne, malarskie i rzeźbiarskie, czyniąc z kamienic coś w rodzaju ilustracji. Czasem zapierających dech, czasem delikatnych i dyskretnych. Tak jak na powyższym zdjęciu. To nadal budynek przy Barlickiego. Niepozorny polny ptaszek sprawia wrażenie, jakby był wycięty z jakiejś książkowej ilustracji i po prostu wklejony nad balkonowe okno kamienicy.

Nieopodal towarzyszy mu martwa natura żywcem wyjęta z olejnego malowidła.

Znamiennym jest fakt, że projekt gmachu Komunalnej Kasy Oszczędności był projektem, który zwyciężył w konkursie, pokonując dziewiętnaście innych propozycji. Już samo to dużo mówi o ówczesnych gustach.

Kamienica przy Komorowickiej, której fasada z kompozycyjnego punktu widzenia zupełnie wymyka się utartym schematom, to również przykład takiej właśnie dyskretnej secesyjnej "ilustracyjności". Fantazyjna roślinna kiść, a także zdobiące wykusz kamienicy festony, do złudzenia przypominają graficzne winietki w książce, czy w gazecie. Oryginalnie? I tak, i nie.

Na pewno brak tutaj bezdusznej, matematycznej kalkulacji, brak schematów i wzorów, brak linijki i kątomierza. Nie brak za to fantazji, chociaż, jak się okazuje ta fantazja też cechuje się pewną wtórnością.

Jednakże to nie owa ilustracyjność ornamentu (zapożyczona przecież) stanowi o doniosłości secesji, nie ów obrazkowy charakter jest najważniejszy - nie tylko dla niej samej, ale i dla przyszłego rozwoju architektury - ale raczej ta głęboka, czasem niedostrzegana indywidualność projektów właśnie. Ten indywidualistyczny sznyt, wyzwolenie spod reżimu schematu i z przymusu, zaniechanie zasad i reguł. To one, raz zapuściwszy korzenie w umysłach architektów i urbanistów, rozkrzewiły się niczym dziki, żywotny busz, obejmując w swe władanie coraz większe połacie architektonicznych obszarów. Bezdyskusyjnie, bezkompromisowo, bez odwrotu.

Nagle bowiem okazało się, że twórca może konstruować rzeczywistość z pominięciem każdej reguły, prócz tych najbardziej oczywistych, jak grawitacja i zasady bezpiecznego stawiania domów. Poza tymi, czysto fizycznymi barierami, architekt nie miał już żadnych innych ograniczeń. Jego fantazja była ostatnim bastionem, a zdrowy rozsądek ostatnią nadzieją. Czasem złudną.

Oczywiście koniec świata nie nadszedł. Domy, kamienice, fabryki, ratusze i kościoły nadal cechowały się specyficznym pięknem i harmonią, bo mimo uwolnienia się od schematu i dyktatu zasad, przestrzeń publiczna ciągle wymagała od twórców pewnej delikatności i przyzwoitości, a sami twórcy mieli jeszcze wystarczającą dozę pokory i samokontroli, a także wiedzy i doświadczenia, aby świat, który kształtowali siłą swych umysłów i rąk nie stał się kamienno-ceglaną karykaturą. Jakimś cudem - mimo secesyjnej wewnętrznej przemiany - udało się w miastach Europy zachować umiar, sens i piękno.

Jednak, niestety, raz zainfekowane bakcylem individuelosis originaliensis umysły utraciły kontrolę nad sobą i podryfowały w kierunku nieznanych, odległych horyzontów estetyki, na zimne, puste wody morza modernizmu.

Jeszcze modernizm bardzo wczesny, ten wykwitły bezpośrednio z secesji i eklektyzmu, nie zapowiadał tego, co miało wydarzyć się już wkrótce. W jego kształcie tkwi jeszcze i pobrzmiewa (odrobinę nieszczerze) dawna wyszukana świetność, ciąży ku "ciemnemu" okresowi, w którym królowały "napuszone ornamenty" i "przesadzona stylistyka pałacu" - jak lubili kwitować te tendencje oświeceni moderniści.

Przykład wczesnej moderny w naszym mieście rzeczywiście może zdumiewać przywiązaniem do tradycji i dawnych rozwiązań. Będący dziełem architekta pozostającego pod wpływem wiedeńskiej szkoły, gmach Banku Austro-Węgierskiego przy Pastornaku w ogóle nie sprawia wrażenia, jakoby miał być zapowiedzią modernizmu. Bogactwo formy wylewające się z nadokiennych portali, gzymsów, kartuszy i pilastrów oszałamia. Ale i budzi jakąś nieufność. Szczególnie jeśli wie się, czego zapowiedzią jest ten piękny - nie przeczę - budynek pozostający na uboczu i w cieniu gmachów teatru oraz poczty.

Dziś budowla dawnego banku, mocno odarta z przeszłej świetności, pozbawiona przepysznego fryzu z majestatycznym centralnym jego zwieńczeniem nadal cieszy oko (choć samo zwieńczenie stało się ofiarą zacierania niepolskich śladów w mieście - jakiś barbarzyńca, miast skuć po prostu C.K. orła, zwyczajnie i po chamsku zlikwidował całe zwieńczenie wraz z kartuszem). Nadal radują finezyjne portale nadokienne, bogata, choć nieprzesadna dekoracja piętra z przeciekawym rozwiązaniem łuków międzyokiennych, nadal imponują olbrzymie (największe w mieście) głowy lwów tkwiące nad kartuszami, flankujące wybrakowane już dziś zwieńczenie piętra.

To wszystko jednak miało już niebawem odejść w niebyt. Postępujący (co ja mówię - galopujący raczej) modernizm zadbał o to skutecznie. Zrodził się z indywidualizmu. Jednak nie chodziło o indywidualny projekt, ale raczej o indywidualistyczne podejście do samej architektury. Projekty bowiem (co okaże się już niebawem) cechowały się daleko idącą redukcją oryginalnego sznytu, cech własnych i nieszablonowych, a w związku z tym coraz bardzie zaczęły być do siebie podobne.

Na samym początku nic tego nie zapowiadało. U zarania XX wieku zaczęły powstawać budowle coraz bardziej w swej formie wyciszone, spokojne, stonowane. Architektonicznie wręcz ascetyczne. Jednym z reprezentantów takiej architektury jest gmach kolejarskiego domu mieszkalnego przy Wyspiańskiego róg Głowackiego. Ale takich przykładów w mieście jest, rzecz jasna, więcej.

Modernizacja architektury mogła pójść - tak sądzę - w jednym tylko kierunku - ku prostym, solidnym formom codzienności. Zmęczenie architekturą dekoracyjną, przesyt ornamentyką, tęsknota za wyciszeniem i uspokojeniem form, to wszystko jednoznacznie zmierzało ku budowlom, których podstawową cechą jest harmonijna funkcjonalność.


Myliłby się jednak ten, kto zbyt łatwo uległby wrażeniu prostackości. Ja sam, choć modernizmu nie darzę szczególną atencją, doceniam ciekawe projekty, cechujące się szlachetnością i urokiem.

Na całe szczęście w naszym mieście nie trzeba ich długo szukać. Modernizm jest nurtem na stałe zasiedziałym w Bielsku i ma swoją mocną reprezentację, począwszy od budownictwa kompleksowego,

takiego, jak słynne już, omal przysłowiowe, osiedle w dawnych ogrodach zamkowych, stanowiących piękny przykład osiedla pełnego

poprzez spółdzielcze i spółkowe budownictwo wielorodzinne

poprzez budynki użyteczności publicznej (zaprojektowany w 1936 roku bank Komunalnej Kasy Oszczędności nie należy do moich ulubionych projektów, prawda jest jednak taka, że dzisiejszy plac Chrobrego bez tego wybudowanego w stylu funkcjonalistycznym gmachu dziś byłby już niepełny)

aż po zabudowę jednorodzinną, równie u nas obfitą i nierzadko naprawdę wysmakowaną - choć przecież oszczędną (ul. Konopnickiej).

Modernizm to jednak taniec na wulkanie. Tak naprawdę po nim nic już nie było takie jak wcześniej. On był jak fałszywy drogowskaz, który w gęstym, ciemnym lesie wskazywał kierunek. Wszyscy wiedzieli, że pokazuje złą drogę, bo na jej końcu było coś, co groziło estetycznym zatraceniem. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że ta droga jest drogą donikąd.

Ale innego drogowskazu nie było.

2016-05-26 | Dodaj komentarz
Krzysztof Czyż
2016-05-30 00:46:49
Bardzo ten wpis mi się podobał. Brakuje mi obecnie takiego wyważonego krytycznego podejścia do architektury doby modernizmu, która przecież wywiera tak wielki wpływ i na współczesność. Historia sztuki ma to do siebie, że wywyższa to co nowe i oryginalne. Kiedyś wszystko mieściło się to w jakichś powszechnie rozumianych i akceptowanych normach piękna (porządki architektoniczne, detal - również secesyjny). Wraz z przełomem modernistycznym te ramy pękły a piękno obiektywne zostało wyrugowane z dyskusji o sztuce i architekturze. Masowość, relatywizm, globalizacja (wszak funkcjonalim określa się też mianem stylu międzynarodowego), to wszystko sprawiło, że ten modernistyczny przełom był raczej nieunikniony. Wielu nie może tego odżałować. Ja jednak zwykłem mawiać, że bez tego co wydarzyło się w XX wieku nigdy nie potrafilibyśmy docenić dawnej architektury, włącznie z podobno odtwórczym historyzmem XIX wieku, tak bardzo jak jest to dzisiaj.
Maciej P.
2016-05-30 19:40:53
@Krzysztof Czyż. Dziękuję za dobre słowo. Muszę przyznać, że w trakcie redagowania wpisu pewne sprawy przedstawiają się bardziej wyraźnie niż na przykład podczas spacerów z aparatem w terenie. Nabierają konkretnych kształtów. Żeby było zabawniej jeszcze jaskrawiej sprawa przedstawia się w przypadku architektury współczesnej. Sam jestem zdziwiony :-) Ale o tym nieco później, w następnym wpisie z cyklu. Ostatnim dotyczącym historii architektury. Pozdrawiam.
Komentarzy (7)

Prostowanie dróg

  

czyli

krótko o odczarowywaniu

Zagadka okazała się być raczej prosta. Rzeczywiście jedynym charakterystycznym, istniejącym do dziś fragmentem zabudowy, który znajduje się także na fotografii jest kamienica Fussgängera, widoczna z prawej strony oraz jej ledwie dostrzegalna sąsiadka. Dziś kamienica (zwana też "związkową") niewiele się zmieniła i może być wystarczającym punktem odniesienia dla ewentualnych analiz. Myślę, że stare zdjęcie wykonano mniej więcej (z naciskiem na "mniej") z tego miejsca:

Przywołałem tę archiwalną fotografię nie bez powodu. Jest dość oryginalna i świetnie ilustruje olbrzymie zmiany, jakie zaszły w tej części miasta na przestrzeni naprawdę niewielu lat.

Skrzyżowanie dzisiejszych ulic Partyzantów i Michałowicza to miejsce samo w sobie dość leciwe. Zaistniało w czasach nowożytnych jako rozstaje głównego szlaku północ-południe (Śląsk - Żywiec) i drogi Wapienickiej (później Aleksandrowickiej). Dzisiejsza Michałowicza jest pozostałością traktu wiodącego północnym skrajem Mühlbergu ku Wapienicy (być może jej proweniencja sięga więc szesnastego wieku).

Skrzyżowanie, które znamy dziś, jeszcze kilka dekad temu wyglądało całkiem inaczej. Pierwotnie w ogóle nie było to skrzyżowanie przelotowe. To znaczy ulica Michałowicza (wcześniej Górska, jeszcze wcześniej Berggasse) nie miała pierwotnie przedłużenia ku rzece.


Więcej. Od samego zarania droga ta dochodziła do ulicy Młyńskiej i dopiero za jej pośrednictwem do Blichowej na wysokości dzisiejszego Domu Handlowego "Halny", zaś w miejscu dzisiejszego środka skrzyżowania były ogrody i nieużytki. Ulica 1 Maja, na jej odcinku od skrzyżowania do rzeki (pierwotnie Alleegasse), to pieśń dużo późniejsza - pierwsze lata XX stulecia.


Warto rzucić okiem na uwidocznione na starych planach zmiany, jakie dokonywały sie w obrębie tego niewielkiego fragmentu miasta na przestrzeni wieków.

Na planie wykreślonym na potrzeby barona Schwarza i jego projektu wodociągów w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, ale z wykorzystaniem podkładu mapy katastralnej z 1836 r., pięknie widać przebieg dróg w tym fragmencie miasta. Warto zwrócić uwagę na kompleks budynków stojący tuż przy wylocie ulicy Młyńskiej na Blichową (zaznaczone kółkiem). Ten zespół przetrwa nadspodziewanie długo.

Na planie Friedla - bardzo dokładnym i całkiem przyzwoicie odzwierciedlającym stan zabudowy miasta w roku 1901 - także widać te budynki. Niestety nie znam ich przeznaczenia, ale mam wrażenie, że spełniały dość ważną rolę. Być może Czytelnicy podpowiedzą jaką pełniły funkcję. Ja nie zdołałem doszperać się informacji na ten temat.

Na późniejszych planach sprawa nie przedstawia się już tak jednoznacznie.

Jednak na planie Pharusa z 1914 r., choć odwzorowanie posiada mocno zredukowany szczegół, również widać w tym miejscu ogrodzoną działkę. Ulica Górska biegnie tutaj, rzecz jasna, jeszcze po staremu. Jeszcze nikomu nie przeszkadza jej niewygodny dla podróżujących od strony Żywca przebieg.

Na planie z lat 30-tych XX wieku już niewiele widać, ale Verkehrsplan ze zbioru "Kartenbeilagen zur Militärgeographischen Beschreibung von Polen" to tylko mapa poglądowa.

Na bardzo oryginalnym radzieckim, rosyjskojęzycznym planie z 1978 roku, który pokazuje już nowy przebieg ulicy Michałowicza, o dziwo także widać coś na kształt zabudowań.

Czy jest to ten sam, widoczny na starym zdjęciu zespół budynków, czy to już tylko jego echo? Czy stoi w tym samym miejscu, czy już niezupełnie?


Tkwiące samotnie zabudowania, w latach sześćdziesiątych stały się niewygodne. Na deskach kreślarskich bielskich urbanistów ulica Michałowicza została wyprostowana, przecięła ul. Młyńską, ul. Grażyńskiego i połączyła się z 1 Maja. Aby wprowadzić ten projekt w życie należało usunąć wszelkie przeszkody. W pierwszej kolejności stojące niemalże w samym środku planowanego skrzyżowania zabudowania.
I tak się stało.

W ten sposób budynki, pamiętające jeszcze być może wiek osiemnasty, a z całą pewnością pierwsze dekady dziewiętnastego, znikły z powierzchni ziemi i - równie szybko - z pamięci mieszkańców. Tylko nieliczne stare zdjęcia przypominają o nich czasami, pokazując dawną zabudowę i dawny, odwieczny przebieg ulic, które dziś są już może proste i szerokie, ale też zupełnie pozbawione swego dawnego czaru.

2016-05-18 | Dodaj komentarz
AndrzejN
2016-05-18 10:59:34
Gdzieś w połowie lat 60., wprowadzono ruch jednokierunkowy na ul. Partyzantów na odcinku od Batorego do 1 Maja, Ulicą Partyzantów można było jechać do śródmieścia i skręcić w 1 Maja, bo Partyzantów dalej też była jednokierunkowa, ale w stronę przeciwną. Ruch w stronę Szczyrku, Mikuszowic, (także Cygańskiego Lasu!) poprowadzono Młyńską i Batorego. Być może to wówczas i z tej przyczyny przebudowano opisywane skrzyżowanie.
Bielski Rynek
2016-05-18 12:07:41
Witam Panie Macieju ponieważ nie dysponuję Pana mailem proszę o przesłanie na adres: redakcja@bielskirynek.pl informacji - chcielibyśmy w imieniu redakcji naszej gazety skontaktować się z Panem.
Maciej P.
2016-05-19 11:08:47
@AndrzejN. Ruch jednokierunkowy na wąskiej wówczas jezdni mógł być wywołany albo rosnącym natężeniem ruchu Bielsko-Szczyrk, albo częstymi robotami naprawczymi, albo - co wydaje mi się bardziej prawdopodobne - przygotowaniem do przebudowy skrzyżowania. To możliwe. Ciekawe jest, że skrzyżowanie, choć totalnie przebudowane, jeszcze dziś zawiera relikty dawnych rozwiązań. między innymi fragment pierwotnego przebiegu ulicy Blichowej jeszcze przed jej wyprostowaniem (w okolicach wylotu 1 Maja).
dziadek
2016-05-30 11:15:52
Czy te zabudowania nie stały w miejscu, w którym obecnie znajduje się stacja benzynowa? Wiem, że w którejś książce - może w "Dziejach Domu Polskiego"? - był dokładny plan tego miejsca, ale szczegółów nie pamiętam
Maciej P.
2016-05-30 19:43:35
@dziadek. Według moich szacunków zabudowania, o których traktuje wpis stały jednak nieco gdzie indziej niż stacja benzynowa. Analizując przebieg dzisiejszych ulic na tle siatki sprzed lat wychodzi, że zabudowania stały bardziej na północ, dokładnie tam, gdzie dziś na trawiastym klinie pomiędzy jezdniami zieleni się kępa niskich drzewek (widoczna na aktualnej fotografii zamieszczonej powyżej). Stacja benzynowa stanęła natomiast opodal płynącego tutaj łukiem potoku Sikornik pięknie uwidocznionego na planie Schwarza i Friedla. Pozdrawiam.
dziadek
2016-06-01 09:51:52
W którym miejscu stał budynek na pierwszym zdjęciu? W jakim miejscu stał fotograf i co to za budynki w tle. Kompletnie się pogubiłem!
Maciej P.
2016-06-01 20:44:33
@dziadek. Proszę o cierpliwość. W następnym wpisie, jutro, najdalej w piątek, wszystko wyjaśnię. Pokażę też całe skrzyżowanie z uwzględnieniem dawnego przebiegu ulic i niewidocznych już dziś cieków wodnych. Sprawa jest bardzo ciekawa... Pozdrawiam serdecznie.
Komentarzy (6)

Somnium finis

  

Kwietniowa, przeznaczona na ostateczne otrząśnięcie się z przedwiośnianego letargu przerwa, w sposób zupełnie niekontrolowany przemieniła się w małe wakacje.

Przepraszam szanownych Czytelników za długie milczenie, brak wpisów i odpowiedzi na komentarze. Winą obarczam - jak zwykle - trudności natury obiektywnej, pracę kwerendalną, nieopanowane myszkowanie po antykwariatach ale również i egzamin maturalny mojej córy, który skutecznie odbierał mi umiejętność skupienia sie na rzeczach ważnych, mniej istotnych i tych całkiem pobocznych.

Wymuszona przerwa dobiega końca, a ja biorę sie do roboty. Somnium finis - koniec snu!
Od przyszłego tygodnia ruszamy z kopyta i chociaż wpisy będą ukazywały się pewnie z dotychczasową częstotliwością, lub nawet ciut rzadziej, obiecuję że rytm wpisow będzie stały i miarowy jak turkot postrzygarki w Muzeum Techniki i Włókiennictwa.

Dziś, na rozruszanie, tylko kilka fotografii retro (powyżej) i dwie małe - chyba nietrudne - zagadki (poniżej).

Być może Czytelnicy znają doskonale te zdjęcia, byc może dysponują nawet znacznie lepszymi technicznie kopiami... Ja posiadam jedynie takie - fatalne skany. Ich jakość jednak ma swoje zalety. Dzięki temu zagadki nie będą może banalnie łatwe.


FOTOGRAFIA1


FOTOGRAFIA2


Czy ktoś wie, gdzie robione były te fotografie?

2016-05-12 | Dodaj komentarz
Ichabod Crane
2016-05-12 22:04:02
Fot 1 - Czy to nie jest ulica Wałowa, w oddali Barlickiego, zdjęcie robione z miejsca gdzie stoi obecnie Sfera 2 ?
Maciej P.
2016-05-13 11:15:08
@Ichabod Crane - brawo! To jest rzeczywiście ul. Wałowa. Jeszcze porośnięta drzewami, jeszcze z ZPW Finex po lewej (w domyśle), jeszcze bez rond. Dobra odpowiedź.
Ichabod Crane
2016-05-16 12:47:40
Przy Fot.2 będę strzelał, Plac Żwirki i Wigury, wylot ulic Przekop i Sukienniczej, na miejscu budynku z pierwszego planu jest obecnie parking?
Maciej P.
2016-05-16 20:07:03
Tym razem strzał niecelny. Dla pewności spróbowałem jeszcze przyporządkować fotkę do podanej przez Ciebie lokalizacji (bo może to ja się mylę), ale nie, nie pasuje. Miejsce dziś jest bardzo zmienione, a o jego właściwej lokalizacji mówi tylko jeden szczegół zdjęcia. Pozdrawiam.
Ichabod Crane
2016-05-17 10:09:14
W takim razie strzelam po raz drugi - skrzyżowanie ulic Partyzantów, Michałowicza, 1 maja. W oddali widok na budynki przy wylocie ulicy 1 maja.
Maciej P.
2016-05-17 23:34:24
Bingo! Teraz trafiony. Ulica Młyńska, Michałowicza, wylot ku Partyzantów. Zagadka średniej trudności, ale samo miejsce dość ciekawe. Jutro kilka słów na ten temat... Pozdrawiam.

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[jacekproszyk]
mimo pięknej analizy i skrupulatności której chylę czoła obawiam się, że to nie jest dobry...
[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 261981
Newsów: 91
Komentarzy: 331
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Liceum mundi, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała