liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
« strona główna

Komentarzy (4)

W małym miasteczku

  

czyli

Krótki spacer przez Vorstadt

(Cz. I)

Fotografia miejska doby fin de siecle'u, przełomu wieków, to fotografia specyficzna. Niemalże sto procent ówczesnych wizerunków to fotogramy reklamowe. Oczywiście mam na myśli reklamę bardzo szeroko pojętą, nie tylko tę z lokowanym produktem ("Ogrodnictwo Chlupacz", czy "Zahnpaste Calodont"). W tym konkretnym przypadku bowiem reklamowanym obiektem było właśnie miasto.


Choć nie jest tajemnicą, że Bielitz posiadało - jak wszystkie ówczesne miasta świata - swoje rudery, zaniedbane miejsca, "trójkąty bermudzkie", slamsy i fawele, to jednak na zdjęciach tego nie widać. Fotogramy w lwiej części przedstawiają miasto piękna, wzrostu i rozkwitu. Nowych pięknych kamienic, szerokich czystych ulic, porządku i ładu.

Unikano tematów przykrych, unikano biedy, brzydoty i szpetoty. Chwalono się natomiast wielkomiejskimi przestrzeniami, nowymi, najlepiej modernistycznymi kamienicami i - generalnie - wszystkim, co podnosiło prestiż miasta.

A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że w takiej praktyce lukrowania rzeczywistości przodowało właśnie Bielsko. To ono ukrywało skwapliwie i wstydliwie oznaki nawet nie tyle biedy, ile "dawności" i małomiasteczkowości.
Biała nie miała takich kompleksów.

Kamienica wybudowana w 1901 roku dla Karola Rödlera młodszego, bielskiego sukiennika, to jedna z tych kamienic, które na początku XX wieku fotografowano w tym zakątku miasta bodaj najczęściej. I nic dziwnego. Ze zwieńczonym wieżyczką narożnym wykuszem i nieoszczędną w wyrazie, ale pełną proporcji fasadą zaliczyć ją można do najładniejszych, a na pewno najbardziej oryginalnych kamienic miasta. Mnie też się podoba. Nawet bardzo.

Jednak przed 1901 rokiem ten fragment miasta miał nieco odmienną twarz. Ta fotografia z 1898 roku pokazuje nam jak wyglądał dom (to ten fragment z lewej strony), który został zastąpiony przez pyszną kamienicę Rödlera. Mało imponująco. Parterowy, z łamanym dachem, stojący tu prawdopodobnie od osiemnastego wieku, wybudowany być może przez Karola Rödlera nestora - do swojej następczyni nawet się nie umywał. Z drugiej strony ten fragment domu, który tu widzimy, daje nam niejakie wyobrażenie o zabudowie osiemnastowiecznej, o wyglądzie miasta sprzed dwustu z okładem lat. Takich domów było przecież w mieście więcej. Takich i jemu podobnych. Dość przywołać magazyny zamkowe przy Pastornaku, czy skład soli z Brauhausgasse, czyli z ulicy Browarnej.


Dom Rödlera nie był więc wyjątkiem. Swoją kubaturą, dość posępnym charakterem i masywną sylwetą z charakterystycznym wysokim poddaszem przystosowanym do składowania bel sukna, wełny i innych materiałów bławatnych, był tak naprawdę składem materiałów, magazynem. I jednocześnie typowym przedstawicielem zabudowy sukienniczo-włókienniczo-farbiarskiego miasteczka. Małego miasteczka.

Bo przecież Bielsko aż do połowy XIX wieku małym, zapyziałym miasteczkiem aż krzyczało. Od zawsze charakter Bielitz był przygraniczny. I wielki boom budowlany zapoczątkowany remontem zamku i ekspansją architektury rodem z wielkiego świata jeszcze długo nie był w stanie zatrzeć tego prowincjonalnego sznytu.


Wiem, to trochę bolesne, bo byłoby miło, gdyby nasze miasto od zawsze świeciło przykładem. Ale tak dobrze nie jest. I nie było.

Ten sam fragment miasta i bardzo podobne w gruncie rzeczy ujęcie. Dom żydowskiego handlarza Lejzora Brennera - ten w centrum kadru - mimo, że kompletnie nie pasował do dookolnego sztafażu, przetrwał bardzo długo. Rozebrany został dopiero w latach trzydziestych XX wieku. Dlaczego? Właśnie dlatego, że o zabudowie ówczesnego miasta częściej decydował właściciel nieruchomości, niż przyjęty odgórnie plan zagospodarowania przestrzennego. Choć przecież takie narzucane z góry plany już wówczas, w wieku XIX i na początku XX, istniały i były realizowane (wyburzenia pod wykop kolejowy, czy pierwsza destrukcja na dzisiejszym Placu Żwirki i Wigury to doskonały przykład).

Dom Brennera, w odróżnieniu od składu Rödlera, to już właściwie powiew nowoczesności. Zgrabny, zwarty, niepokraczny. Takie domy stały wzdłuż wszystkich dróg wylotowych z miasta. Przy niektórych z nich stoją do dziś, przy innych zastąpione zostały okazałymi, stylowymi kamienicami (które w większości - nie oszukujmy się - były tylko pięknymi, wyszukanymi w formie czynszowymi skarbonkami).

W Bielsku aż roiło się od domów starych, a raczej prostych. Pamiętających jeszcze osiemnasty, a czasem i siedemnasty wiek.


Najbardziej znanym przykładem takiego budownictwa są tu dwa zespoły zabudowy w obrębie dawnych Josefstrasse i Kaiserstrasse, czyli dzisiejszych Sobieskiego i Cieszyńskiej, gdzie do dziś zachowały się budynki, które były bardzo charakterystyczne dla tamtych czasów. Właściwie były ich wizytówką.

W takiej formie i w takiej masie zachowały się tylko tutaj (niektóre fragmenty ul. Sobieskiego to zabudowa wręcz żywcem wyjęta z epoki). Ale przecież na terenie całego miasta dotrwały do naszych czasów inne pojedyncze domy lub niewielkie ich skupiska.

Druga połowa XIX wieku i pierwsze dekady XX to - jak się już rzekło - okres przemiany, przeobrażenia tkanki miasta. Liczne jeszcze wówczas domy o charakterze "małomiejskim" zaczęto zastępować kamienicami i willami typu mieszczańskiego, w związku z czym nie jest dziś łatwo odtworzyć tamten urbanistyczny i architektoniczny świat w jego naturalnym kształcie.
Ale nie jest to niemożliwe.


Na całe szczęście fotografia już wówczas oferowała wystarczające możliwości utrwalania tego kształtu. Dzięki temu (mimo, że lwia część tamtych fotogramów to zwyczajne reklamówki dobrobytu i rozwoju) mamy jako taki wgląd w to specyficzne uniwersum. A przynajmniej w jego odpryski.

Domy o charakterze małomiejskim (pozostańmy przy tej nazwie, bo mimo, że nienajzgrabniejsza, określa charakter tego budownictwa najlepiej) nie miały jednolitego stylu. Były dość zróżnicowane i mimo, że nie odznaczały się wybitnie podobnymi cechami, można je w jakiś sposób usystematyzować, choć - oczywiście - ta klasyfikacja nie będzie doskonała.

W samym środku miasta, na starej drodze wylotowej północnej, zabudowa jeszcze w XX wieku nosi znamiona budownictwa typowo peryferyjnego. Parterowe domki o stromych dachach, czasem zaopatrzone w facjaty, większe lub mniejsze gible, niektóre nawet delikatnie zdobione. To prawdziwa rzeczywistość bielskiego przedmieścia, która w takim wydaniu trwała aż do lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Takie domy jak ten, na powyższym zdjęciu tworzyły miasto. Akurat ten dom przy Giselastrasse należy do domów solidnych, całkiem obszernych, charakterystycznych dla dziewiętnastowiecznej warstwy robotniczej i rzemieślniczej.

Nieomal po sąsiedzku, bardzo podobny, niski, parterowy dom wciśnięty pomiędzy wyższą zabudowę. Już wkrótce zostanie zastąpiony wysoką klasycystyczną kamienicą.

Jeśli jednak napiszę, że w naszym mieście istnienie starej, małomiejskiej zabudowy wywołane było li i jedynie niedostatkiem, nie będę do końca uczciwy.

Andrzej Walczok, który do biedaków nie należał, choć innym stawiał naprawdę przepiękne i funkcjonalne siedziby (zresztą sobie przecież także), sam bardzo długo był właścicielem skromnego domku przy starej Pszczyńskiej Drodze.

Tu widzimy fotografię ukazująca niepozorny dom Walczoka (chałupina w środku) już po przebudowie. Ale w istocie nieco wcześniej, nosił on znamiona jeszcze bardziej archaiczne.

Im dalej ku peryferiom miasta, tym domy stawały się coraz bardziej "wiejskie", niewyszukane, choć nadal solidne i pojemne.
Spójrzmy na tę fotografię.

Fotografia wykonana z dachu fabryki Schotta przy dzisiejszej ul. Moniuszki. Oto typowy przykład budownictwa miejsko/podmiejskiego, obecnego w każdym zakątku miasta, okolicznych wsi, Starego Bielska, Aleksandrowic, Wapienicy, Mikuszowic, całego Śląska Cieszyńskiego, Ziemi Pszczyńskiej, Żywieckiej, Zatorskiej etc, etc.

Najbardziej charakterystyczną cechą tych dwukondygnacyjnych budowli była "wysiodka" czyli wnęka koszowa. Sień z wąskimi schodami prowadzącymi do pomieszczeń mieszkalnych na piętrze niewiele różniła się od sieni domów w centrum miasta. Mieszkania także nie odbiegały standardem od tych przy Węglowej, czy Zamkowej. Były może tylko nieco mniejsze.

Widok z górnej kondygnacji drugiego pawilonu miejskiego szpitala. Tu jak na dłoni widać, że jeszcze w początkach XX wieku Górne Przedmieście zabudowane było dość podłą infrastrukturą. Mniej więcej od linii cmentarz ewangelicki-alumneum-seminarium nauczycielskie-szkoła wydziałowa, zabudowa tego fragmentu miasta przedstawia się wybitnie małomiasteczkowo. To jest o tyle oczywiste, że w tamtym okresie to ciągle jest - zgodnie ze swoją nazwą - przedmieście. Jednak i na tym zdjęciu dopatrzyć się można szczególnej rzeczy. Charakterystycznej dla osiemnasto- i dziewiętnastowiecznej architektury zabudowy.
Proszę przyjrzeć się budynkowi na pierwszym planie.

Prosta pękata bryła, stromy dach, spore, licowane do fasady okna... Kolejny typowy przedstawiciel przedmiejskiej architektury. Dziś nie ma już zbyt wiele przykładów takiego budownictwa. Ale w czasach, kiedy robione było to zdjęcie, tego typu "baukunst" był pospolitą, szarą rzeczywistością.

Taka zabudowa, a więc małe, czasem bardzo stare domki, ale częściej po prostu skromne, kilkurodzinne budynki mieszkalne, już prawie odeszła w niebyt. W centrum - jeśli nie liczyć zabytkowych traktów obecnej Cieszyńskiej i Sobieskiego - jest jej już bardzo niewiele.
_____________________________

Miasto jest tworem żywym i ulegającym ciągłym zmianom. Szczególnie centralna, śródmiejska część, jako reprezentacyjna, najzasobniejsza i najbardziej ludna, podlega szczególnie dynamicznym przeobrażeniom.
Tak funkcjonuje miasto i tego się nie zmieni.
I dobrze.

Gdyby bowiem zabudowa miasta miała pozostać na etapie połowy XIX wieku, gdyby rozwój tkanki miejskiej zatrzymał się w stadium "przedkamienicznym", mielibyśmy pewnie czystą, nieskażoną przestrzeń niskiej zabudowy, ale przecież bez perełek architektury pokroju kamienicy Rödlera chociażby. I to byłaby wielka szkoda. A jednak...

Czasem ciekaw jestem tego dziwnego, trudnego już dziś do wyobrażenia czasu, kiedy miasto nasze miało zupełnie inne oblicze, kiedy jeszcze nie zachwycało architektonicznym rozmachem i nie olśniewało wielkomiejskim przepychem. Kiedy było niskie, szare, o przyciśniętych przez czas, krytych gontem domach, wąskich zabłoconych ulicach...

Słowem - fascynuje mnie miasto, które nie było może zbyt piękne, ale przecież na swój sposób równie prawdziwe.

2018-03-20 | Dodaj komentarz
AndrzejN
2018-03-21 18:13:16
Jak zwykle bardzo ciekawie, dzięki. Kilka uwag: (1) Bielsko i tak ma szczęście, że jest tam, gdzie jest. Miasteczka, a nawet spore miasta, we wschodniej części kraju do dzisiaj wyglądają jak XIX-wieczne - domy o takiej architekturze stoją tam nawet przy głównych ulicach. W periodzie 1918-39 nie zdążono wiele zmienić, wiele "zmian" przyniosła niestety wojna, a o dorobku PRL-u lepiej zmilczeć. (2) Nie wiedziałem, że Karol Korn mieszkał w tym miejscu, bardzo ciekawa informacja. Ten jego dom stał chyba jeszcze w latach 60. Mogę się mylić, ale chodziłem wówczas do szkoły podstawowej nr 7, która była w południowym skrzydle "Mechanika", dobrze widocznym na zdjęciu. Druga strona ul. Sienkiewicza wyglądała wtedy zupełnie inaczej niz dzisiaj. (3) Przypadek, ale, z domem na Moniuszki, widocznym na szerokim zdjęciu i w przybliżeniu, też mam osobiste wspomnienie. Mieszkała tam moja "niania", z którą we wczesnym dzieciństwie spędzałem chyba więcej czasu, niż z rodzicami. Starsza pani mieszkała na piętrze, od strony nie widocznej na fotografii, w samodzielnym pokoju bez wygód. Pamiętam, że dom był już wówczas zamieniony na komunałkę - co drzwi, to inny lokator. Ostatni raz byłem tam w 1970 r. Z późniejszych publikacji wiem, że dom powoli zmieniał się z ruinę, aż wreszcie spłonął podpalony przez ostatniego mieszkańca, jakiegoś zapijaczonego menela. Dzisiaj nie ma po nim (domu, menelu zresztą też) śladu... chociaż jest: w stojącą w tym miejscu nową willę właściciel wmurował starą drewnianą belkę z datą. Dobre i to. Jeśli pamięć mnie zawiodła i coś pokręciłem - przepraszam.
andrzej
2018-03-21 20:49:39
Ja także jestem zaskoczony kornową budowlą - wydawało mi się ,że to dom Walczoka - choć jedno drugiemu nie musi przeczyć. Co do daty jego wyburzenia to musiały to być lata 70-te, bowiem pamiętam jego rozbiórkę , którą jako dzieciak obserwowałem z bezpiecznej odległości. Zaś co do zabudowy rejonu Cieszyńskiej i Sobieskiego ( mojego codziennego rejonu działania) przypomina mi się artykuł (gdzieś, kiedyś publikowany – może w dawnej SuperNovej) – opisujący ambitne plany kompleksowego zabudowania tego rejonu. Pewnie gdyby ówczesna kondycja ekonomiczna była lepsza, dzisiaj nie byłoby w tym miejscu tego swoistego skansenu. Pozdrawiam i czekam na c.d.
Maciej P.
2018-03-21 21:27:57
Jesteście, Panowie, zaskoczeni? To co ja mam powiedzieć? :-) Skąd mi się przypętał Korn, to naprawdę nie wiem. Oczywiście, że chodziło o Walczoka i o jego dom zwany zresztą bardzo często w literaturze "dworkiem". Dziękuję za czujność, już poprawiam. Jeśli chodzi o dom przy Moniuszki, to i ja mam związane z nim wspomnienia, z okresu na chwilę przed jego zburzeniem. W kolejnej części skupię się na tym właśnie rodzaju zabudowy dokładniej - tej bowiem pozostało stosunkowo najwięcej. Również w Białej. Jeśli chodzi o skansen przy obu cieszyńskich wylotówkach, to z tego, co pamiętam pomysły na zabudowę tego terenu pojawiały się częściej, ostatnio jakoś tak dziesięć lat temu. Oczywiście "zabudowa" miała być poprzedzona totalną destrukcją. Dziękować Bogu - nie przeszło. Pozdrawiam.
marzanna
2018-05-09 18:16:53
Dom Karola Korna znajduje się na ulicy Mickiewicza.Niedawno odsłonięto pamiątkową tablicę na jego cześć. Nawiązując do artykułu na Beskidi pl. znajduje się zdjęcie ulicy Kopernika z nieistniejącym domem nr 5 ( obecnie parking) wspaniale obrazuje urokliwy czar naszego miasta.

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[jacekproszyk]
mimo pięknej analizy i skrupulatności której chylę czoła obawiam się, że to nie jest dobry...
[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 261979
Newsów: 91
Komentarzy: 331
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
W małym miasteczku, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała