liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
« strona główna

Komentarzy (7)

Tęsknota za harmonią

  

Słoneczne południe. Spokojna, cicha uliczka Krasińskiego z niemrawym, leniwym ruchem. Parę samochodów, kilka sylwetek pod gmachem Powiatowej Kasy Chorych. Ciekawe, umiejętnie skadrowane ujęcie.
To jedna z moich ulubionych fotografii Bielska. Naprawdę! Przypomina mi trochę fotogramy mojego ukochanego Bułhaka, ale i pełne klimatu miejskie pejzaże i portrety Minorskiego, czy Szymańczyka - przedwojennych mistrzów kadru.

Na fotografii w oczy rzuca się (choć nienachalnie) masywny budynek Kasy Chorych. Powstały w 1927 roku gmach, wraz z sąsiadującym, wcześniejszym nieco, biurowcem "Silesii" stanowią przepiękną dominantę ulicy. Tak, oba te budynki należy postrzegać jako całość! Ten fragment miasta bowiem został zaprojektowany ze szczególnym pietyzmem.

Kiedy patrzyło się od niezabudowanej wtedy jeszcze południowo-zachodniej strony, od ulicy Pierackiego (dziś Słowackiego), oba gmaszyska były jak dwie wieże potężnej bramy flankującej wlot ulicy Sixta. Biurowce wcale nie były bliźniacze, różniły się od siebie znacznie rozmiarami, a także kształtem i wielkością detali architektonicznych. Ale przecież one oba w jakiś szczególny sposób pasowały do siebie i współgrały ze sobą doskonale. I chociaż my nie mamy już możliwości spoglądania na nie tak jak wówczas, bez perspektywicznych ograniczeń, mimo to do dziś nadal widać tę architektoniczną intencję.

Gmach z prawej jest mniejszy i posiada od zachodniej strony węższą sylwetę, ale za to jego pilastry są szersze, a potężny trójkątny tympanon wieńczący fasadę na wysokości dachowej mansardy jest dominującym elementem całej budowli. Gmach sąsiedni - przeciwnie, chociaż większy, nie przytłacza, bo jego elewacja została zaprojektowana oszczędnie i bez zbędnego rozmachu. Dzięki takiemu rozłożeniu akcentów oba budynki wydają się być wzajemnie dopełniającym duetem, doskonałą parą. I to chyba rzeczywiście był celowy zamiar projektanta obu tych budowli, firmy "Karl Korn Baugesselschaft".

Jeśli do tego całego założenia dodamy najstarszą w tym fragmencie miasta budowlę, bo istniejącą od 1912 roku Bielską Szkołę Przemysłową, której potężny gmach przytulił się do ulicy Sixta od północy, otrzymamy bardzo zwarty i czytelny historyzujący układ. Jedyny w swoim rodzaju.

Jako pierwszy spośród dwóch "bliźniaków" (bo w 1922 r.) powstał biurowiec Zakładów Górniczych "Silesia". Kasa Chorych stanęła kilka lat później, w 1927 roku.

Przedziwna rzecz. Z tym budynkiem od samego początku, odkąd tylko jego projekt zszedł z deski kreślarskiej firmy Korn S.A., było coś nie tak. Oczywiście sam budynek był jak najbardziej w porządku. Firma "Korn" sporządziła dwa, moim zdaniem doskonałe, projekty budowli, które zostały przedstawione do realizacji. Wykorzystano tylko jeden, ale uczyniono to w dość oryginalny sposób.

Proszę spojrzeć. To projekt, który został zrealizowany. Pytanie tylko, czy do końca. No właśnie...
Dobrze widać, że do realizacji przyjęto tylko szczególną formę architektoniczną, rysunek, rzeźbę fasady. Ale odrzucono ogólne założenia przestrzenne. Wprawne oko natychmiast dostrzeże, że budynek Kasy Chorych, w odróżnieniu od tego na rysunku, w realu jest dużo krótszy i bardziej zwarty... Dokładnie taki, jak na projekcie numer 2!

Czy oznacza to, że przy budowie Kasy posiłkowano się obydwoma projektami? Tak. Nie mam wątpliwości!
Mimo, że bryła drugiego projektu jest łudząco podobna do rzeczywistej realizacji, co sugeruje, że rozplanowanie przestrzenne pochodzi właśnie z tej właśnie koncepcji, to jednak detal żywcem zaczerpnięto z projektu pierwszego.

Główne wejście wraz z portalem zostało umieszczone w zachodnim skrzydle, w miejscu, które przewidywał projekt nr II, ale wystrój portalu to już pomysł z koncepcji pierwszej.

Dlaczego?

Myślę, że uczyniono tak po to, aby budynek Kasy Chorych w większym stopniu nawiązywał do już istniejącego budynku "Silesii", jest to więc tylko kolejne potwierdzenie faktu, że dla przestrzeni skrzyżowania Sixta-Krasińskiego opracowano w latach dwudziestych całościową, zwartą i przejrzystą koncepcję architektoniczną, która tworzyła w tym fragmencie miasta pełną zamysłu i przemyślanej wizji enklawę.


Świadczy o tym również fakt, że oba budynki zwieńczone zostały wysokimi, mansardowymi dachami, które dopełniały wizerunku "bramy", doskonale korespondowały z budynkiem Szkoły Przemysłowej i już z daleka informowały o szczególnym charakterze miejsca.

Ale to nie koniec dziwnych przypadków.

Bo potem nadszedł feralny rok 1937. Kwiecień.
Jak podawał Ilustrowany Kurier Codzienny z 29.04.1937 roku, na zamieszkałym przez urzędników Kasy poddaszu, ktoś zaprószył ogień. Cała więźba dachowa spłonęła doszczętnie, piękny, stromy, mansardowy dach przestał istnieć.

Wypalił się do cna. Zostały tylko okopcone murowane lukarny i smętne kikuty kominów.

Oczywiście natychmiast przystąpiono do odbudowy gmachu. Jednakże nie uczyniono tego tak, jak można było się spodziewać. Zamiast bowiem na powrót wznieść dach w formie klasycznej mansardy, podniesiono całą budowlę o jedną kondygnację i zwieńczono ją dachem płaskim niczym niemieckie dowcipy.


I nagle, ni stąd, ni zowąd, cała koncepcja estetyczna skrzyżowania wzięła w łeb. Oto Ubezpieczalnia przestała korespondować z "Silesią" i puszczać oko do "Przemysłówki", oto zaburzono jednolity charakter całej misternej wizji, spaprano układankę. No po prostu barbarzyństwo!

Ejże! Czy aby na pewno?

Otóż wcale nie! Nie tylko nie zakłócono charakteru miejsca, nie tylko nie zniszczono jednego z najoryginalniejszych planów zagospodarowania, ale w dodatku, poprzez to jedno sprytne posunięcie... wybitnie podniesiono walor tego miejsca!

Bo w całej tej historii zapomnieliśmy o jednym, niezwykle ważnym elemencie.
Pożar miał miejsce w kwietniu 1937 roku, jednak już od sześciu prawie lat po drugiej stronie skrzyżowania, stała nowa, oryginalna budowla. Budynek Banku Polskiego.

Budynek Banku Polskiego SA to był budynek na miarę ówczesnych czasów. Śmiały, funkcjonalistyczny gmach o wielce nowoczesnej, przejrzystej i prostej formie. Zaprojektowany przez Filasiewicza i Klimaszewskiego stanowił emanację postępowej warszawskiej myśli architektonicznej. Stworzony w awangardowym stylu, dekorowany w formie tzw. kryształowej-graniastej jest dziś uważany za perłę architektury międzywojnia. Ale wtedy....

Wtedy pojawił się jak diabełek z pudełka. Raptem w kilka lat po ukończeniu fasady Ubezpieczalni. Pojawił się i... swoją formą całkiem zaburzył klasyczną jedność tego miejsca. Wprowadził do jednolitej przestrzeni dysonans, zgrzyt, dysharmonię.

Był jak nowoczesny kamyczek w starych, ale świetnie dotąd pracujących trybach. Można zaryzykować stwierdzenie, że w jakiś sposób zniekształcił krajobraz.

Rodzi się więc pytanie: dlaczego w ogóle tutaj powstał? Dlaczego wbił się w okolicę z taką bezczelną hardością? Jak na urągowisko zasiedziałym "lokatorom" tej ulicy... Dlaczego do tego dopuszczono?

Odpowiedź jest dość prosta. Projekt nie powstał w Bielsku. Dyrekcja Banku Polskiego w Warszawie do tworzenia zamiejscowych filii miała swoich ludzi. To oni projektowali te gmachy, czasem z całkowitym pominięciem miejscowych warunków, z całkowitym pogwałceniem architektonicznej jedności miejsca, urbanistycznego ładu. Mogli sobie na to pozwolić.

W Bielsku pozwolili sobie także, Rękami Filasiewicza i Klimaszewskiego.

Oczywiście nie było tak, że budynek banku budził tylko ostrą krytykę. Byli i tacy, którzy nowoczesnych europejskich trendów wypatrywali w naszym mieście z utęsknieniem. Każdy przejaw postępu, zerwania z tradycją (czytaj z C.K. historyzmem) witali z radością. I to jest zrozumiałe.

Kiedy jednak patrzy się na gmach banku z szerszej perspektywy otaczającej go przestrzeni, trudno jest nie zauważyć, jak dalece obcym - z punktu widzenia estetyki - elementem miejskiego krajobrazu musiał wydawać się ten obiekt. Nawet jeśli podobał się mieszkańcom, to już specjalistom niekoniecznie.

W tym kontekście całkiem zrozumiałe staje się to, co jeszcze przed chwilą wydawało się nieporozumieniem. Oto przecież w 1937 roku, budowniczy, mający za zadanie odbudować spalony dach Ubezpieczalni, dysponowali już nie jednym, a dwoma punktami architektonicznego odniesienia - klasycznym, w gmachu "Silesii" i Szkoły Przemysłowej oraz nowoczesnym, w postaci banku. I z tego zadania wywiązali się bezbłędnie!

Wykorzystali nieszczęśliwy wypadek do "przeredagowania" współzależności architektonicznej miejsca i nawiązali do tego nowego elementu, jakim był gmach banku. Po co? Bo to był jedyny sposób, żeby ten nowoczesny trend wtopić bezboleśnie w tkankę miasta i oswoić go w myśl zasady: nie możesz pokonać wroga, stań się jak on. I on został oswojony.
Bo może wtedy jeszcze komuś zależało na tym, żeby otaczająca nas rzeczywistość była piękna?

Czy twórcy tego "kruczka" zrobili to celowo, czy nie - nie wiem. Śmiem jednak twierdzić, że zmiany, jakie wprowadzono były zbyt istotne i za bardzo Kasa Chorych upodobniła się dzięki nim do Banku Polskiego, żeby uznać to za przypadek.

Zresztą - pal sześć dywagacje - ten fragment miasta ma w sobie jakieś ukryte piękno. Jakąś wewnętrzną harmonię. Jest to, owszem, harmonia olbrzymów, którą wtedy, w latach trzydziestych, zadekretowano jednak trochę jakby na wyrost, jakby na kredyt (pamiętajmy: to ciągle było przecież przedmieście). W dodatku dzisiaj ta harmonia trochę już wyblakła, zakurzyła się, spowszedniała...
Ale jest niewątpliwa.
I zawdzięczamy ją głębokiemu zamysłowi ludzi, którzy mieli pojęcie o budowaniu miast, którzy liczyli się z zasadami i - pozostając niezwykle elastycznymi - potrafili je wdrażać w życie. I walczyć o ich zachowanie.

Cholera, tak mi dzisiaj tego brak!

2018-03-25 | Dodaj komentarz
giejotpe
2018-03-25 18:43:11
piękna opowieść. jak zwykle. dziękuję
AndrzejN
2018-03-25 20:00:16
To skrzyżowanie (wraz z pobliską Szkołą Przemysłową, czyli, po naszemu, Włókiennikiem) jest jednym z najciekawszych architektonicznie w B-B, tym bardziej, że ukształtowane zostało już za Niepodległej, a więc nieprawda, że tylko "za Austryje" coś potrafiono. Można by te gmachy żywcem przenieść do Krakowa, gdzieś na zewnętrzne Planty, czy do Warszawy i nie raziłyby nawet przy głównych ulicach.
Angus
2018-03-26 09:11:16
Pozwolę sobie powtórzyć kluczowe dla mnie zdanie tego tekstu: "Bo może wtedy jeszcze komuś zależało na tym, żeby otaczająca nas rzeczywistość była piękna". I tu jest chyba pies pogrzebany, a nawet razem z psem pogrzebana wizja architektoniczna miasta. Bo to nie kwestia obecnego braku środków. Bo teraz liczy się brutalny i fiskalny utylitaryzm.
Mada L
2018-03-26 14:27:34
Wspaniała opowieść
andrzej
2018-03-27 22:15:18
Połowę swojego życia mieszkałem w tym rejonie, zatem nie dziwi fakt, że odbieram tą dzielnicę miasta wyjątkowo nostalgicznie. Nasuwa mi się wspomnienie z pacho lich lat, kiedy to z mamą chadzałem do Banku Polskiego, gdzie dokonywała wpłat. Gdybym wówczas miał obecną wiedzę, zainteresowania i wrażliwość podziwiałbym całe wnętrze i wyposażenie. Pamiętam go jednak tylko ogólnie, natomiast doskonale utkwiło mi samo wejście do budynku. Wchodziło się, bowiem przez drzwi obrotowe, chyba jedyne naówczas w mieście, otoczone kotarą, ciężko obracające się , jakby broniły dostępu albo tamowały uciekających w pośpiechu rabusiów. Może jednak, jako dzieciak byłem za słaby, aby je pchać. Kiedy wiele lat później już sam i chyba w czasach BGK wpłacałem pieniądze, raczej ich już nie było, lecz pewien nie jestem. Z kolei chodząc jakiś czas na stołówkę zlokalizowaną w piwnicach budynku bankowego mogłem się przekonać o ich solidnej konstrukcji. Podobno są one , (raczej – były) przystosowane na potrzeby schronu, z odpowiednim wyposażeniem. Bardzo lubię te podróże w czasie. Pozdrawiam.
beskid
2018-04-28 09:58:19
Teraz dopiero odkryłem Pańskiego bloga... GRATULUJĘ
marzanna
2018-05-09 17:37:44
Cudownie,że znowu pan pisze. Opowieści pana czytam po kilka razy. Czekam z niecierpliwością na następne.

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[marzanna]
Dom Karola Korna znajduje się na ulicy Mickiewicza.Niedawno odsłonięto pamiątkową tablicę na jego cześć. Nawiązując...
[marzanna]
Cudownie,że znowu pan pisze. Opowieści pana czytam po kilka razy. Czekam z niecierpliwością na następne....
[beskid]
Teraz dopiero odkryłem Pańskiego bloga... GRATULUJĘ

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 244084
Newsów: 91
Komentarzy: 328
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Tęsknota za harmonią, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała