liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
« strona główna

Komentarzy (5)

Cztery lata...

  

Albo

Zapomniany lazaret

Późny majowy wieczór nie należał do spokojnych. Było ciepło i duszno. Okno szpitalika wojskowego usytuowanego przy rynku otware było na oścież. Nic więc dziwnego, że do niewielkiej salki na piętrze, napływały nieustannie coraz bardziej natarczywe odgłosy udającego się na spoczynek miasta. Od strony kościoła farnego św. Mikołaja dochodziły śpiewy oficerów pułku piechoty wracających z całodziennej popijawy w Karczmie na Zakręcie. Mieszały się z przekleństwami i niecenzuralnymi wrzaskami kawalerzystów bawiących w zajeździe w rynku. Wszystko to okraszone pokrzykiwaniem dzieciarni, szczekaniem psów i turkotem na bruku kół spóźnionych wozów, było nie do zniesienia.

Tak jak i sam pobyt w szpitalu. I tak jak on stawało się koniecznością, którą należało zaakceptować.

40. Pułk Piechoty od miesięcy stacjonował w mieście, strzegąc granicy na rzece Białej. Jednak zbliżał się kres. Czuć było w powietrzu nadchodzące zmiany. Dla niewtajemniczonych w politykę i niezainteresowanych nie miało to wprawdzie żadnego znaczenia, ale zmiany dało się wyczuć niewątpliwie.
Dziś rano foryś kapitana Feuchtera przyniósł do szpitala wiadomość o rychłym wymarszu. Nazajutrz lżej ranni i ci już podleczeni mieli się stawić w sztabie. Zarządzano mobilizację. I wymarsz. Rannych nie było w szpitalu wielu. Jeden dogorywający, złapany do niewoli Kozak, dwóch kirasjerów z pułku huzarów, dwóch fizylierów i jeden grenadier. Ale ten już właściwie jedną nogą był poza szpitalem. Od kilku dni, a raczej nocy, wymykał się do gospody na rynku. Chyba miał układ z dzierżącą klucze pomocnicą kucharki, która mieszkała na zapleczu szpitala i pełniła funkcje odźwiernej, bo sforsowanie drzwi po zmroku nie było dla niego żadnym problemem. Tego wieczora wszyscy w lazarecie zasypiali ze świadomością nadciągających zmian.

Zbudził ich szum. Trudny do zlokalizowania i rozpoznania szum, który z wolna zaczął przeradzać się w rytmiczny, narastający z chwili na chwilę stukot. Wkrótce cały rynek wypełnił się donośnym, jednostajnym tupotem butów wojskowych i końskich kopyt. Od strony górnej bramy ciągnął nieprzeliczony tłum żołnierzy, koni i wozów. W porannej szarości błyszczały bagnety, guziki, blachy na mitrach i końska uprząż. Żołnierze w nieprzeliczonej masie - kompania za kompanią, szwadron za szwadronem - wyłaniali się zza węgła kamienicy , przemierzali płytę rynku i niknęli w perspektywie ulicy wiodącej ku zamkowi. Coraz to nowe oddziały wylewały się na rynek, coraz inne barwy mundurów błyszczały w porannym słońcu. Odprowadzały ich spojrzenia wyglądających lękliwie z okien swych domów bielskich mieszczan, biegły za nimi dzieci, obszczekiwały psy. A żołnierze szli i szli.


Stojący w podcieniach obserwatorzy szeptali pomiędzy sobą o celu tego marszu. Jedni kiwali głowami ze zrozumieniem, inni byli bardziej sceptyczni. W tłumie dało się słyszeć różne głosy. Mieszczanie spierali się ze sobą.
"Idą na Polskę"... "No i dobrze, zrobią wreszcie porządek"... " Żeby tylko z tego nie było jakiejś poważnej afery"... "Sami sobie winni, dość tej konfederackiej samowoli"... "A jednak jakoś tak przykro"...

Bladość świtu ustąpiła pełni słonecznego poranka. Zerwał się wiatr, który podniósł zalegające na bruku śmieci i przemiótł je w ślad za znikającym w oddali wojskiem. Zrobiło się cicho i spokojnie.
Wstał nowy dzień. 14 maja 1772 roku.



Kamienica Rynek 25 (w XVIII wieku nr 15) to budynek stary. Powstał w latach sześćdziesiątych osiemnastego wieku, najpóźniej w 1770 r. Stanął na miejscu spalonego domu mieszczanina Riedla, który był - jak się wydaje - pierwszą w tym miejscu murowaną kamienicą (wybudowaną po wcześniejszym pożarze w 1664 r.). Można przypuszczać, że już od początku swego istnienia przypisano mu rolę lazaretu. Sam budynek wyglądał prawie tak, jak dziś, charakteryzował się jednak wyższym, bardziej stromym dachem, surową, niezdobioną elewacją i brakiem tak dzisiaj dla budynku charakterystycznej witryny sklepowej. Warunki zabudowy przy rynku wymusiły na budowniczych projekt prosty i oszczędny. Wąski korytarz wiodący w głąb parceli (akurat na szerokość noszy), biegnie na przestrzał aż na podwórze kamienicy.

Wąskie strome schody prowadzące na piętro nie ułatwiały komunikacji, na szersze jednak tutaj zwyczajnie nie ma miejsca. Można tylko przypuszczać, że sale chorych były raczej na parterze. Piętro było zarezerwowane zapewne dla personelu, lub umieszczano tam lżej rannych.


Pierwszy zgon miał miejsce w szpitalu najprawdopodobniej w grudniu 1770 r. Nie dysponujemy informacjami o ilości leżących tu żołnierzy, dokumenty wspominają tylko o tych, którzy zmarli, nie są to więc zbyt miarodajne źródła. W czasie, kiedy działał lazaret, w Bielsku stacjonował 40. Pułk Piechoty "Carl Colloredo", trzeci batalion 56. Pułku Piechoty "Jakob Graf Nugent" oraz czasowo pułk kawalerii "Andreas Graf Hadik".

Szpital funkcjonował do 1774 roku (ostatni ranny zmarł tu w kwietniu tego roku), kiedy to przeniesiono go do nowego, większego budynku w Białej. Z tym zamiarem noszono się zresztą od dawna, już w 1772 roku budynek przy Rynku odsprzedano piekarzowi Ignacemu Schmidtowi.

Kamienica nie miała więcej szczęścia, niż inne domy w Bielsku. Wielokrotnie płonęła w dużych pożarach miasta i wielokrotnie była odbudowuwana, jak sądzę, w podobnej formie. Tylko dach - najbardziej narażony na ogień, przebudowano poważnie w celach bezpieczeństwa. Miało to miejsce w 1897 roku. Zrealizowano wówczas projekt przebudowy autorstwa Maurycego Thiena. Dodano też zdobienia. Kamienica nigdy nie nabrała cech prawdziwie wielkomiejskich, przeciwnie - na przełomie wieków XIX i XX, a więc w czasie, gdy rozpoczął się prawdziwy boom architektoniczny miasta, realność pod numerem 25 pozostała skromną kamienicą, swym wystrojem nieodbiegającą od przeważających na rynku domów.


Trudno stwierdzić, kiedy nastąpiło przebicie witryny sklepowej. Według dostępnych informacji nastąpiło to w roku 1939, ale ta data jest z całą pewnością błędna. Już na fotografii z 1910 roku witryna jest widoczna, zresztą nie ma w tym nic dziwnego, skoro Joanna Basalidesowa prowadziła tu sklep już w końcu XIX wieku.


Ostatni remont to rok 2010. Fasada nabrała blasku i wreszcie przestała straszyć osypującym się tynkiem i burym kolorem.

Dlaczego piszę właśnie o tym budynku? Dlaczego poświęcam mu wpis?
Widuję go codziennie, mijam go w drodze do pracy, choć muszę przyznać, że baczniej zacząłem mu się przyglądać dopiero stosunkowo niedawno. To nie jest zwykły, pierwszy lepszy dom. Jest w nim jakaś tajemnica. Jest w nim historia, która zmusza do myślenia.


Czy lazaret rzeczywiście był świadkiem przemarszu armii austriackiej wkraczającej do Polski w celu realizacji traktatu rozbiorowego? Z całą pewnością. Tak jak wiekszość kamienic przy rynku. Ale to właśnie on szczególnie związany jest ze stacjonującym naonczas w Bielsku 40. Pułkiem Piechoty. To tutaj kończyła się ziemska droga niektórych spośród strzelców i huzarów. Być może te cztery lata funkcjonowania lazaretu w porównaniu z pozostałym, blisko dwustupięćdziesięcioletnim, nieszpitalnym i niemilitarnym okresem dziejów budynku to nic wielkiego, jednak moją wyobraźnię najbardziej podsycają właśnie te cztery lata. One przemawiają do mnie najintensywniej.


Nawet teraz. A może właśnie szczególnie teraz, kiedy siedzę na Rynku, spoglądając na oświetloną fasadę kamienicy.

Nad miasto nadciągnęła noc. Rynek pustoszeje, spóźnieni mieszkańcy wracają do domów. Latarnie płoną słabym blaskiem. Zapada cisza... Z wolna gasną światła w oknach kamienic, ale ja ciągle siedzę na ławce, wpatrzony w wiekowe fasady. I nie wiem już, czy jest rok 2013, 2006, 1913, czy 1772... Ale chyba nie chcę wiedzieć. Wszelkie szczegóły pozwalające rozpoznać epokę, nikną w mroku a słabe, ciepłe światło latarni wyłuskuje zeń tylko jakieś bliżej nieokreślone kształty i cienie, które układają się w zupełnie niezwykłe opowieści i fantastyczne historie. Zacierają się granice, rozmywają fakty. I wszystko traci już znaczenie, a ja zapadam się w otchłań wieków, które wydają mi się być tak bliskie i oczywiste, że aż namacalne...

2013-06-19 | Dodaj komentarz
Angus
2013-06-21 08:12:14
co tu dodać - piękny wpis. Tym blogiem robi Pan wspaniałą robotę, tylko nie wiem, na ile dostrzeganą...ale chyba nie do końca o to chodzi...
Maciej P.
2013-06-21 17:17:57
Dziękuję, Angus. Robota jest dla przyjemności, a jeśli komuś się podoba, to taki miły bonus.
emka
2016-08-23 16:22:09
Do Angus. Dostrzegana, swietny wpis. Od kilku dni czytam ten blog nie z szybko żeby nie przeczytac za szybko
Maciej P.
2016-09-05 17:59:26
@emka. Dziękuję za miłe słowo. Przepraszam, że z odpowiedzią zwlekałem tak długo, ale przez dłuższy czas nie byłem w sieci, a i z nowymi wpisami musiałem spasować i poczynić coś w rodzaju przymusowego urlopu. Miło, że blog się podoba, zapraszam więc do lektury. Nowe tematy pojawią się niebawem, prawdopodobnie w sobotę. Powrócimy do Białej i poszybujemy nieco ponad dachami. Pozdrawiam ciepło.
krzysksy
2018-01-16 23:12:58
Panie Macieju. Nie wiem jakim cudem dopiero teraz znalazlem Pana blog. Jestem zafascynowany lektura. Super robota. Pozdrawiam

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[Mst]
Szanowny Autorze Przede wszystkim wielkie uznanie za ten i pozostałe teksty. Czyta się je niezmiennie z...
[jamida]
Mieszkałem przy ul: Nad Niprem (d. Leona Laski). Była tam m.in baza transportowa PSS (?) Traktory (tak,...
[marzanna]
Dom Karola Korna znajduje się na ulicy Mickiewicza.Niedawno odsłonięto pamiątkową tablicę na jego cześć. Nawiązując...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 247942
Newsów: 91
Komentarzy: 330
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Cztery lata..., blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała