liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
« strona główna

Komentarzy (22)

Azyl

  

czyli

ucieczka od Belle époque

Nad Lipnikiem niepodzielnie panowała noc. Ciepły powiew czerwcowego wiatru wybrzuszył firanę w oknie zachodniego skrzydła dworu. Z ogrodu wpadła do pokoju woń jaśminu i szałwii. Anna nie spała. Siedziała pochylona nad blatem orzechowego biurka i z napięciem kreśliła coś na gładkiej kartce w grubym brulionie. Jej długie włosy opadały puklami na ramiona i falowały w rytm poruszeń dłoni i kolejnych liter stawianych na papierze.

"Dobry Boże, ile bezsennych nocy, ile nerwów straciłam przez niego! Ileż emocji kosztowały mnie te wszystkie lata!"

W ogrodzie szczeknął pies, zaskrzypiało okno a do pokoju wpadł świeży powiew, niosąc intensywną woń ziół.
Anna wstała od biurka i podeszła do okna. Była prawie północ, nad lipową aleją prowadzącą od lipnickiego traktu panowała smolista czerń nocy. Pod zaciśnięte powieki uporczywie wciskał się jeden, wytęskniony, opłakany, ukochany obraz. Po gładkim policzku spłynęła łza. Kobieta potrząsnęła głową ze zniecierpliwieniem próbując odegnać uporczywe obrazy podsuwane przez wyobraźnię. Bezskutecznie. Tęskniła.

Z sąsiedniego pokoju dobiegł ją dziecięcy płacz. Ostrożnie uchyliła drzwi i na palcach podeszła do łóżeczka Helenki.
- Coś ci się przyśniło, skarbie - pochyliła się nad dzieckiem wsłuchując w jego równomierny oddech. Poprawiła kołdrę i już miała wrócić do swojego pokoju, ale coś ją powstrzymało. Spojrzała na gładką twarz śpiącej spokojnie córki, a przed oczami stanął jej obraz droższy od wszystkich innych.
- Jakaż ty jesteś do niego podobna, córeczko... - westchnęła siadając na stołku obok łóżka. - Tylko ty mi zostałaś z tego wszystkiego... Tylko ty.
Pochyliła się nad etażerką i podkręciła nieco knot lampy a w pokoju natychmiast zrobiło się trochę jaśniej. Sięgnęła do szyi i wydobyła zawieszony na łańcuszku srebrny medalion. Drżącymi dłońmi otworzyła go. Z owalnego, poszarzałego już nieco z upływu czasu konterfektu spoglądały na nią spokojne, mądre i dobre oczy brodatego mężczyzny. Niemłodego, ale ciągle na swój sposób przystojnego. Fotografia nie była wyszukana, właściwie był to wizerunek powszechnie znany, odbijany w setkach tysięcy egzemplarzy w całej monarchii i poza jej granicami.
Z medalionu spoglądał na Annę cesarz Austrii, apostolski król Węgier, Franciszek Józef.

*

Anna Nowak, była wiedenką polskiego pochodzenia (jeśli wierzyć miejskiemu spisowi Wiednia z 1875 roku, połowa mieszkańców tego miasta miała korzenie słowiańskie). Bardzo wcześnie, bo w wieku 15 lat wyszła za mąż, za utracjusza i hazardzistę o nazwisku Hejduk. Mieszkała w Wiedniu, stolicy przepychu, dobrego gustu, balu i muzyki... Blisko parku Schönbrunn. To tam właśnie pewnego majowego dnia doszło do niecodziennego spotkania.
Wiosną 1875 roku, na jednej z parkowych alejek spotkała samego cesarza Franciszka Józefa. Natknęła się na niego zupełnie przypadkiem, ale - jak się później okazało - był to przypadek bardzo znamienny w skutki.

Anna Nahowska z domu Nowak

Anna była kobietą interesującą. Jej zachowane do dziś fotografie ukazują kobietę o kształtach wprawdzie lekko obfitych i pełnej twarzy, ale o niezwykle intrygującym, pełnym zadumy spojrzeniu. Nic dziwnego, że wpadła w oko osamotnionemu nieco przez śliczną księżnę Sissi Franciszkowi.

Według skrupulatnie prowadzonego przez Annę pamiętnika pierwsze słowa, jakie w parku wypowiedział do niej władca brzmiały "Pani bardzo pracowicie spaceruje!" Trzeba przyznać, że jak na cesarza to raczej kiepski podryw. W tym jednak przypadku okazał się niezwykle skuteczny i chociaż, jak pisała w swoim zeszycie sama Anna, na początku w ogóle nie wiedziała, z kim ma do czynienia (tożsamość napotkanego spacerowicza odkryła przed nią dopiero jej pokojówka!), to jednak niemal natychmiast ten postawny oficer o marsowej twarzy podbił jej serce. Zażyłość między młodą wiedenką, a władcą jednego z największych państw Europy zaczęła nabierać rozpędu, mimo, że sytuacja wcale nie była prosta. Z jednej strony książę, żonaty od dwóch dekad z cesarzową Elżbietą, z drugiej młoda nieszczęśliwa mężatka dramatycznie zaniedbywana przez męża... Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego.

Znajomość, która niebawem przerodziła się w zażyłość, trwała wiele lat. Anna rozwiodła się z mężem już trzy lata po zapoznaniu cesarza. Odtąd całe niemal swoje życie poświęciła temu romansowi. Spotykała się z cesarzem niezliczoną ilość razy, nie tylko na spacerach w parku, rzecz jasna. Spotykali się na oficjalnych przyjęciach, bywało, że wspólnie podróżowali, co było - trzeba przyznać - bardzo odważnym jak na owe czasy posunięciem ze strony żonatego władcy. Ten ostatni zachował jednak sporo zdrowego rozsądku. Romans z młodą i niebrzydką rozwódką mógł zaszkodzić najpotężniejszemu nawet władcy (szczególnie, jeśli ten tytułował się królem apostolskim). Poszedł więc po rozum do głowy i zaangażował w sprawę łebskich doradców. Okazja do wytworzenia całkiem zgrabnej zasłony dymnej nadarzyła się zupełnie przypadkiem.

W roku 1880 Anna poznała Franciszka Nahowskiego, młodego pracownika Kolei Wiedeńskiej. Była przystojnym i czarującym mężczyzną zachwycona, ale jednocześnie cały czas myślała o Franciszku Józefie. Uległa jednak namowom cesarza i w 1884 roku poślubiła Nahowskiego, dzięki czemu oddaliła od monarchy widmo skandalu i mezaliansu, którego nagłośnienie mogłoby go drogo kosztować.

Dzięki temu na poły ustawianemu małżeństwu romans mógł trwać dalej, nawet wówczas, gdy w 1885 roku Anna urodziła córkę. Więcej. Ten moment stał się przełomowym w całej historii. Ojcem dziecka był najprawdopodobniej cesarz, ale małżeństwo z Nahowskim doskonale spełniało swoją rolę: chociaż środowisko bliskie cesarzowi aż huczało od plotek, nikt nie miał pewności co do ojcostwa małej Helenki. Nawet sam Nahowski. Cesarz odsuwał od siebie podejrzenia, rozpoczynając romans z Katarzyną Schratt, a Anna - mimo, że ciągle zakochana we władcy - powoli wycofywała się na drugi plan. Sporą w tym zasługę miała prośba samego cesarza o zakończenie wieloletniego związku, poparta potężną sumą 200 000 guldenów, którą przekazał Annie.

Nahowska z bólem i nie bez oporów przystała na propozycję. 50 000 guldenów zostawiła sobie, pozostałe sto pięćdziesiąt tysięcy przekazała mężowi, który przyjął to bez słowa. Czy oznacza to, że wiedział o romansie? Oczywiście. Daleki jestem od tego, żeby uznać męża Anny za wyrachowanego gracza, który tylko czekał na sowite wynagrodzenie. Nie. Ludzie tamtych czasów byli skonstruowani nieco inaczej.

Czasem trzeba było pozwolić na coś, czego nie można było uniknąć, i co zdarzyć się musiało. Jestem przekonany, że w tym szczególnym przypadku tak właśnie było. Wszak po drugiej stronie grał jednak Cesarz...


Franciszek Nahowski miał dużą rodzinę, często więc zabierał Annę na prowincję. Jego ojciec, również Franciszek, burmistrz niewielkiej miejscowości - Białej, gdzieś, na północnych rubieżach Przedlitawii, był od 1886 roku właścicielem posiadłości ziemskiej. Jego dworek stał się dla Anny azylem. Franz Nahowski przywoził ją tu czasem, aby mogła odpocząć od wiedeńskiego gwaru, od wielkomiejskiego hałasu. I zapomnieć o ukochanym.
Ale nie zapomniała.
Nawet tutaj, na "dalekiej północy", na sielskiej prowincji myślała tylko o nim.

*

Ten szalony romans powrócił na łamy gazet i na usta mieszkańców Wiednia w roku 1976, kiedy zmarła Helena Nahowska. W jej rzeczach prywatnych znaleziono wówczas sekretny pamiętnik pisany przez wiele lat przez jej matkę. To właśnie w nim odnaleziono niezbite dowody na to, że Franciszek Józef jest ojcem Heleny.

Helena Berg z Nahowskich

Ta niecodzienna historia związana też była ściśle z Białą, a raczej z Lipnikiem. To właśnie tutaj, w posiadłości burmistrza Nahowskiego Anna próbowała dojść do równowagi emocjonalnej, to tutaj koiła skołatane nerwy.

I chyba tylko niecodziennemu splotowi wypadków zawdzięczać możemy fakt, że ten stary, historyzujący dwór jeszcze stoi. Że nie rozsypał się w zapomnieniu, ale służy do dziś. Wprawdzie nie prawowitym spadkobiercom, bo tych już chyba nie ma, ale miastu.
Jest to jedna z kilku, pobudowanych w XIX stuleciu w Lipniku, pozamiejskich rezydencji mieszczańskich. Z wszystkich największych, należących między innymi do Homów, Niessenów, Zipserów i Nahowskich, tylko te dwie ostatnie przetrwały do dziś.

Posiadłość, którą w 1886 roku zakupił burmistrz Nahowski (myślę, że rok 1886 to nie tylko rok zakupu, ale i budowy realności), otoczona była sporym areałem ziemi. Parterowy dwór o neobarokowych i klasycystycznych cechach, leżał w pewnym oddaleniu od traktu wiodącego z Białej do Lipnika, schowany w zacisznym dębowym gaju. Od strony głównej szosy prowadziła doń aleja wysadzana lipami i topolami. Od wschodu i południa dom otoczony był sadem i ogrodem. Dziś ten budynek, odnowiony i odrestaurowany zgodnie z dziewiętnastowiecznymi standardami architektonicznymi i według technicznych standardów dwudziestego pierwszego wieku, nadal zachwyca.

Aleja dojazdowa do dworu. Nie trzeba wprawnego oka, aby dostrzec pozostałości po dawnej świetności dóbr pana Franciszka. Ceglane kolumny flankujące wjazd w aleję (ul. Lipnicka 72) widoczne są z daleka. I swą obecnością, a przede wszystkim formą dają do myślenia. Dobrze, że te dwa filary zachowały się i trwają pośród małomiasteczkowej, miejscami wiejskiej, a miejscami popegeerowskiej zabudowy. Są jak drogowskaz.

Z kolumnami przy ulicy Lipnickiej korespondują kolumny dworskiego podjazdu schowane w głębi parku. Właściwie ostała się tylko jedna i jest w opłakanym stanie. Ale przecież ona także swoją obecnością przywołuje tamte, odległe o ponad sto lat czasy.

Od wschodu zabudowaniom dworu towarzyszy ogród i gęsty, dziś nieco zdziczały sad. Czy jedno z tych okien należało niegdyś do Anny Nahowskiej? Czy w jednym z tych pokoi tęskniła za ukochanym?


Dzisiaj charakter tego miejsca w zdumiewający sposób przywodzi na myśl tamte spokojne, nienacechowane jeszcze doświadczeniem dwóch wojen światowych chwile. Cicho tu i sielsko. Mimo, że na ulicy Lipnickiej już od dawna trwa komunikacyjna godzina szczytu, pomiędzy dęby i topole starego dworskiego założenia nie dociera żaden hałas. Spokój. Jesienna aura nadaje temu zakątkowi dodatkowego uroku. Jeśli mam być szczery, nie dziwię się, że zarówno Franz Nahowski junior, jak i jego nieszczęśliwa żona lubili tu przyjeżdżać.

To miejsce jest naprawdę niesamowite. Nie trzeba wiele, aby poczuć się tu jak przed stu laty. Nie trzeba wiele, aby usłyszeć te głosy, poczuć zapachy, zagłębić się w aurę tamtych nieznających powojennego chaosu chwil, w klimat powolnych czynności, niezobowiązujących rozmów, prostych rozrywek, flirtów, salonowych gier, przesiąkniętych - mimo odległości - rytmem wiedeńskiego walca i lekkim humorem operetek Straussa i Suppe'go.

I jeśli jest to dostrzegalne również i dziś, to jakże mocno musiało być odczuwalne wówczas, gdy nad lipnickim dworem drzemała cisza niezindustrializowanej wsi, gdy szosą lipnicką przemykały niespiesznie - i to tylko za dnia - chłopskie wozy i mieszczańskie zaprzęgi; kiedy to miejsce było po prostu zabitą dechami, głęboką i głuchą prowincją... Prowincją, która nader często jednak bywała azylem dla ludzkich dramatów.

Brakuje mi tego spokoju. Brakuje chwili odpoczynku od zgiełku, brakuje wytchnienia. O tyle bogatsi byli nasi starsi o sto lat przodkowie. O tyle szczęśliwsi. Zazdroszczę im tego. Z całego serca. Mimo tych ich wszystkich życiowych garbów i potarganych losów...

Bo jeszcze mieli dokąd uciekać...

2015-11-06 | Dodaj komentarz
Rafał
2016-03-13 22:46:40
Witam, gratuluje bloga, przyjemnie poczytać na temat historii naszego miasta i jego mieszkańców. Czy ma Pan dostep do jakichkolwiek źródeł na temat budynkow przy ulicy Lipnickiej 69 (ewentualnie 116 lub 118)? Przeszukuję internet juz od jakiegoś czasu ale nie mogę nic na ich temat znaleźć. Obecnie nie mieszkam w Bielsku ale przymierzam się do powrotu. Byłbym wdzięczny za podpowiedź. Pozdrawiam, Rafal
Maciej P.
2016-03-14 19:07:35
Kłaniam się pięknie. Niestety, nie wiem nic ponad to, że część z budynków w tym rejonie ulicy Lipnickiej, szczególnie właśnie 69, czy 118 to zabudowa dość leciwa. Budynek nr 69 w literaturze opisany jest jako dom bogatego chłopa z XIX wieku. Jednak prawdę mówiąc najciekawszym w tym rejonie, bo bardzo oryginalnym, jest budynek Lipnicka róg Złote Łany, który charakterystycznymi zamykanymi na żelazne sztaby, drewnianymi okiennicami i specyficznym, osobnym wejściem narożnikowym, przypomina dawne sklepy kolonialne z początku wieku XX. I zapewne był to sklep. Pozdrawiam serdecznie.
Rafał
2016-03-14 20:22:39
Dziękuję za szybkà odpowiedź i uchylenie rąbka tajemnicy. Szkoda, że tak niewiele informacji i zdjęć na temat lipnika przetrwało z tamtych wydawałoby się nieodległych czasòw. Pozdrawiam
Dawid Gerlach
2016-05-19 08:49:25
Gerlach ostani z rodu nahowski to rodzina Gerlach dziadek tam mieszkal z siostrom i mamom musial uciekac w wieku 8lat jako dziecko przed rosjanami .Panstwo nam to zabralo
Dawid Gerlach
2016-05-19 08:52:44
Gerlachowie to ostatni z rodu ktorzy tam mieszkali z rodu nahowskich jestesmy ostatnimi spadkobiercami okradzionymi przez system niestety
Maciej P.
2016-05-19 11:11:44
@DawidGerlach. I to jest, niestety, ten słynny chichot losu, albo - jak kto woli - kaprys fortuny: najpierw Nahowscy uciekali od świata do lipnickiego azylu, a niedługo potem zmuszeni byli uciekać z Lipnika w świat.
Dawid Gerlach
2016-05-20 16:12:50
Mam jedno pytanie jeszcze.. Skad macie tyle informacji szczegolow na temat nahowskich, ja wiedzialem tylko ze moja pra babcia panieskie miala Nahowska i tyle nagrobowcu sami nahowscy sa .Pozatym ze byli dworzaninami to nie wiedzialem nic, dzieki temu blogowi sie dowiaduje wszystkiego heh szook ;-)
Maciej P.
2016-05-21 13:58:12
Informacje o Nahowskich - rzeczywiście bardzo szczegółowe - dostępne są z wielu źródeł. Pamiętajmy, że w tym konkretnym przypadku kochanki Franciszka Józefa, mamy do czynienia z dość głośną, dobrze udokumentowaną przez postronnych aferą. Nic dziwnego, że źródła są obfite. Niestety są to źródła niejednorodne, rozsiane po literaturze, bibliotekach, stronach w sieci, przez co składanie ich w jedno jest czasem mozolne. Dodatkowym problemem jest fakt, że ród Nahowskich był bardzo rozległy, czasem jeden Nahowski nie miał z drugim wiele wspólnego i ten fakt także trzeba brać pod uwagę. Pozdrawiam.
Dg
2017-03-07 15:00:57
A kim byla ta druga Anna nahowska?? ktora umarl dosc szypko bo. na grobowcu sa dwie ?Tam ich lezy z siedmiu z tego radu wlasnie
Dg
2017-03-07 15:00:57
A kim byla ta druga Anna nahowska?? ktora umarl dosc szypko bo. na grobowcu sa dwie ?Tam ich lezy z siedmiu z tego radu wlasnie
2017-03-07 15:10:36
Szybko zmarla Dziwne jest to ze wszyscy pochowani zostali tutaj w bialej zaraz kolo grobowca Emanulela Rosta
Anna Karenina
2020-12-26 18:13:56
Ich selbst habe in diesem Haus von 1976 - 1983 gewohnt. Meine Mutter ist in diesem Haus groß geworden, zu Zeiten ,als dort ein Jungeninternat behaust war.
Anna Karenina
2020-12-26 18:17:47
In diesem Haus GEWOHNT. Meine Mutter wurde da groß, als dort noch ein Jungeninternat beheimatet war
Elfreda Nahowski
2020-12-31 23:23:28
Elfreda Gerlach. Nahowski PANIENSKIE z synem i córka ostatni wlasciele którzy tam mieszkali Elfreda PANIENSKIE NAZWISKO NAHOWSKI. Po mężu Gerlach jeśli ktoś jeśli ktoś ma jakieś info na ten temat proszę o info dawid.gerlach@spoko.pl Pozdrawiam
Anna Karenina
2021-01-03 20:54:22
Herr Gerlach, nachdem die Familie Gerlach fliehen musste, ist mein Großvater Michał Maziarz mit Frau und seinen vier Töchtern eingezogen. Die Räumlichkeiten wurden ihnen zur Verfügung gestellt, weil mein Opa als Gärtner in der hiesigen Landwirtschaftsschule angestellt war. Meine Mutter erzählte,ihr Vater hätte auch eine Gerlach vor den Russen versteckt.
2021-01-03 20:55:30
Eine soo schlechte Übersetzung.
2021-01-03 20:56:06
Ich habe vorhin etwas ganz anderes geschrieben
2021-01-03 20:57:36
Mein Großvater hat eine Gerlach vor den Russen versteckt.
2021-01-03 20:58:26
Schade. Sehr schlechte Übersetzung
Gerlach
2021-01-09 20:42:47
Witam cie pani Anno czy chodzi o Ewald Gerlach? Edek?
Anna Karenina
2021-01-23 19:03:05
Wie ich gehört habe ist Edek, Ewald Gerlach schon vor vielen Jahren verstorben. Er hatte eine Schwester, Elsa.
Anna Karenina
2021-01-23 19:03:56
....vor vielen Jahren verstorben....

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2019
» listopad (1)

2018
» grudzień (1)
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[Anna Karenina]
....vor vielen Jahren verstorben....
[Anna Karenina]
Wie ich gehört habe ist Edek, Ewald Gerlach schon vor vielen Jahren verstorben. Er hatte...
[Gerlach ]
Witam cie pani Anno czy chodzi o Ewald Gerlach? Edek?

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 330156
Newsów: 93
Komentarzy: 357
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Azyl, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała