liceummundi.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
liceummundi.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - liceummundi.blog.bielsko.pl
« strona główna

Komentarzy (2)

Doktrynerów walka z wiatrakami

  

Dzisiejszy krótki wpis będzie raczej tylko uzupełnieniem poprzedniego.

Mam wrażenie, że w kwestii wyburzeń roku 1974 wszyscy bielszczanie (przynajmniej ci świadomi) są zgodni co do tego, że tzw. Wielka Destrukcja była czynem barbarzyńskim i absolutnie karygodnym. Co do tego nie ma chyba wątpliwości.

Warto przyjrzeć się jeszcze przez chwilę tamtym wydarzeniom, a raczej ich teatrowi. Plac Żwirki i Wigury był jedną z jego scen.

Początkowo powstały pomiędzy 1896 a 1908 rokiem plac był z urbanistycznego punktu widzenia pewnym prowizorium. Nie posiadał nawet swojej własnej nazwy (ten zakątek przez miejscowych potocznie zwany był Hirsewinkel, czyli Zakątek Hirsego). Budynki, które zajmowały tę przestrzeń przed 1896 rokiem tworzyły dość chaotyczny zbiór starych domów. Do tego czasu centralną część obszaru zajmowało kilka niewysokich realności (zakład blacharski Adolfa Ziegera, skład trumien pani Liss Stoklossa i gospoda, a także tzw. dom Wagnera, który stał najdłużej z nich wszystkich, bo aż do 1915). Budynki te zostały zburzone, powstał w ten sposób dość obszerny plac, którego wschodnią pierzeją stała się dotychczasowa uliczka Graben, którą jeszcze niedawno płynął odkrytym korytem potok Młynówka.
Potok przykryto, plac oczyszczono i urządzono na nim skwer.

Kryty czerwonym dachem niewielki dom na środku placu - to ostatni ocalały budynek, już niedługo zostanie zburzony.

Tak się jednak w owych czasach działo, że nawet, jeśli nie było jakiejś konkretnej, spójnej wizji przestrzennej (wbrew pozorom bywało tak nierzadko), to i tak to, co tworzono, nawet w ramach prowizorki, miało swoją niezaprzeczalną klasę. Po prostu sto lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby ta prowizorka, czy nie do końca zrealizowany plan, miały straszyć brakoróbstwem i fuszerą.

To dlatego plac, który powstał po wyburzeniach już w krótkim czasie stał się kolejnym reprezentacyjnym miejscem w mieście.


Na powyższym zdjęciu, prócz estetycznego skweru, widać doskonale zdobne fasady kamienic otaczających plac. Starannie dopieszczone i wysmakowane. Moją szczególną uwagę zwraca niepozorny budynek z charakterystycznymi obłymi wykuszami na drugim piętrze. Być może dlatego, że dziś po tej kamienicy nie ma już nawet najmniejszego śladu.
To kamienica Büttnerów, właścicieli firmy "Karola Büttnera Synowie".
Stanęła w miejscu wcześniejszej, mniejszej kamienicy, wybudowanej na gruntach Ferdynanda Napsa.

Kamienica wyraźnie odcina się od pozostałych - nic dziwnego, wybudowano ją w okresie największej popularności modernistycznego prądu zwanego funkcjonalizmem. Jest doskonałym przykładem modernizmu wysmakowanego, który symetrią i harmonią nawiązuje dyskretnie do poprzednich epok, ale również stanowczo dystansuje się do męczącego ówczesnych projektantów przerysowania formy. To zdecydowanie najnowocześniejsza kamienica w tej części miasta.
Bardzo nowoczesna...

Na tym zdjęciu lepiej widoczna jest część południowa kamienicy i brama wjazdowa na dziedziniec bardzo już rozbudowanego zakładu "Karola Büttnera Synowie".

Kamienica miała pecha. I to podwójnego.
Po pierwsze stanęła na drodze nowo tyczonej trasy na południe, a po drugie była młoda, miała zaledwie pięćdziesiąt lat... I o ile pierwszy powód był ważniejszy - wąskie gardło ulic Zamkowej i Partyzantów musiało zostać poszerzone - o tyle drugi tylko ułatwił i przyspieszył decyzję o rozstaniu z budowlą.

"Rozstanie" to jednak eufemizm. Widać to na powyższym zdjęciu. Kiepskiej jakości fotografia zamieszczona w Kronice Beskidzkiej ukazuje ostatnie chwile kamienicy, którą zdetonowano jako jedną z pierwszych przy Placu i przy ul. Zamkowej. Głęboka niechęć komuny do "reakcyjnych pozostałości architektonicznych II RP" skutkowała właśnie takimi, obfitującymi w spektakularne metody akcjami.

Cała operacja prowadzona była z pełnym zabezpieczeniem i w asyście fachowych służb. Tuż za smutnymi pozostałościami piętrzy się odsłonięty szczyt dawnej kamienicy Schimanka.

Mimo potężnej eksplozji, wykusze drugiego piętra, które runęły na gruzowisko, ocalały prawie w całości. Odarte ze stolarki okienne otwory zdawały się rozpaczliwie wołać o pomstę za ten barbarzyński akt. Bezskutecznie.

Potem poszło już łatwo.

Obrazy te mogłyby posłużyć za scenerię niejednego filmu wojennego, albo post-apokaliptycznej wizji. I kiedy patrzę na te zdjęcia, kiedy przyglądam się temu dziełu zniszczenia, wprost nie mogę uwierzyć, jak wiele zmieniło się w tym niewielkim zakątku miasta na przestrzeni wieków. Jak wielka skala zmian dotknęła ten umęczony fragment Bielska...

I zaczyna nurtować mnie dość szczególne pytanie: czy można szukać analogii pomiędzy wyburzaniem kamienic w latach 1896 - 1915, a destrukcją roku 1974? Czy te dwa akty mają ze sobą coś wspólnego?


Pozornie tak. I w jednym, i w drugim przypadku mamy przecież do czynienia z realizacją konkretnego planu przestrzennego, mającego na celu poszerzenie tego samego fragmentu miasta. Udrożnienie i "otwarcie" na południe. Teoretycznie więc Antoni Kobiela szedł tylko w ślady swych starszych kolegów Steffana i Hoffmanna i to w dodatku tymi samymi niemal metodami. On także, podobnie jak jego poprzednicy siedemdziesiąt lat wcześniej, wyrąbywał w tkance miasta "szerokie przejścia i chodniki". On także wietrzył miasto i unowocześniał...


Ale to tylko pozorne podobieństwo.
Różnica jest bowiem taka, że o ile na początku XX wieku burzono faktycznie stare, sypiące się dwustuletnie bez mała rudery, w których mieszkanie było nie tylko niezdrowe, ale one same częstokroć stanowiły zagrożenie, nie mówiąc już o kwestiach estetycznych (sądzę, że dla burmistrza Karola Steffana niezwykle istotnych), o tyle w przypadku manipulacji aparatczyków PRL-u mieliśmy do czynienia z likwidacją zabudowań zupełnie niestarych (i to nie był wówczas wyjątek - wystarczy, obok kamienicy Büttnerów podać za przykład modernistyczną kamienicę stojącą o rzut kamieniem, na zboczu Kozielca, którą także - wraz z sąsiadkami - w efektowny sposób wysadzono w kosmos). I to jest sedno!

I żeby chociaż - podobnie jak czyniono to dekady wcześniej - próbowano zastąpić czymś te rozpaczliwe blizny, uładzić prowizoryczną zabudowę, uczynić z placu na powrót piękne miejsce... Żeby choć z grubsza przywrócić placowi stan sprzed destrukcji. Nic z tego...

Mili Czytelnicy tego bloga doskonale znają moje zapatrywania na modernizm i wiedzą, że nie darzę go jakąś szczególną estymą, uważając, że w ścisłym centrum naszego miasta doskonale komponują się li i jedynie Aleje Sułkowskiego, pewnie dlatego, że tworzą genialną jednolitą całość. Nie jestem jednak doktrynerem i w tej konkretnej architektonicznej materii (i w każdej innej także) nie po drodze mi z ideologami socjalistycznych urbanistycznych czystek.

Tej architektury na Placu Żwirki i Wigury jest mi zwyczajnie i po ludzku szkoda.


_______________________________

Chciałbym zakomunikować, że kilka zamieszczonych w tym wpisie (i w poprzednim również) fotografii obrazujących destrukcję z lat siedemdziesiątych nabyłem w antykwariacie. Posiadam więc odbitki, ale - zgodnie z polskim prawodawstwem - praw autorskich do ujęć nie posiadam. Na odbitkach nie ma, niestety, nazwiska ich autora, gdyby więc rozpoznał on je na tym blogu, a nie chciał, aby były publikowane, lub przeciwnie - chciałby może podzielić się innymi posiadanymi - proszę o kontakt:

eduon@vp.pl

2016-10-14 | Dodaj komentarz
Bart
2018-03-07 14:11:45
Nazwijmy rzecz po imieniu, dokonano urbanistycznego barbarzyństwa nie tylko na placu żwirki, ale również na ul. 3 maja, Zamkowej. Niegyś reprezentacyjna ulica, obecnie głośna i brudna. Kamienice straszą, przechodnie uciekają przed hałasem i spalinami, wpychani są w cmentarne przejścia poziemne. Miasto jest przecięte na pół. Mamy obwodnicę, jaki problem zamknąć jeden pas ruchu, posadzić drzewa, wytyczyć ścieżki rowerow, zaczynając od dworca i kończąc na placu Żwirki. Poróciłyby sklepy i kawiarnie, mieszkańcy centrum przestaliby oddychać spalinami
Maciej P.
2018-03-08 19:06:34
@Bart. To już raczej tylko marzenia. Nasze wspólne marzenia. Wszyscy chcielibyśmy takiego rozwiązania, ale obawiam się, że to nierealne. Pewnie, że byłoby pięknie ze ścieżkami rowerowymi i zielenią. Pewnie, że byłoby klimatycznie z odrestaurowanymi bazarami (choćby w formie pośredniej między bazarami, a arkadami). Sądzę jednak, że to już nie wróci. Mimo obwodnicy, ulica Zamkowa jest ciągle jedną z najważniejszych arterii przelotowych i ulic łączących poszczególne dzielnice. Zwężenie jej choćby o centymetr nie wchodzi w grę. Ale żeby była jasność - bardzo mnie to martwi...

Informacje:


Maciej P., czyli...
przybysz z daleka, do tego stopnia zakochany w dwumieście, że uczynił je swoim własnym. I swoich dzieci.
Niedokształcony podróżnik po miejscach, epokach, marzeniach i złudzeniach...
Zapatrzony w to, czego nie widać na pierwszy rzut oka, oddany bez reszty przywoływaniu form minionych...

Archiwum:


2018
» kwiecień (1)
» marzec (3)
» luty (1)

2017
» maj (2)
» luty (1)

2016
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (2)
» lipiec (4)
» czerwiec (3)
» maj (3)
» kwiecień (1)
» marzec (2)
» luty (2)
» styczeń (4)

2015
» grudzień (4)
» listopad (4)
» październik (4)
» wrzesień (2)
» sierpień (3)
» czerwiec (1)
» maj (4)
» kwiecień (2)
» marzec (1)
» luty (3)

2014
» grudzień (1)
» listopad (1)
» październik (2)
» wrzesień (1)
» czerwiec (1)
» kwiecień (2)
» marzec (2)
» luty (2)

2013
» lipiec (2)
» czerwiec (2)
» maj (1)
» kwiecień (2)
» marzec (4)
» luty (1)
» styczeń (1)

2012
» grudzień (2)
» listopad (4)

Ostatnie komentarze


[marzanna]
Dom Karola Korna znajduje się na ulicy Mickiewicza.Niedawno odsłonięto pamiątkową tablicę na jego cześć. Nawiązując...
[marzanna]
Cudownie,że znowu pan pisze. Opowieści pana czytam po kilka razy. Czekam z niecierpliwością na następne....
[beskid]
Teraz dopiero odkryłem Pańskiego bloga... GRATULUJĘ

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 244148
Newsów: 91
Komentarzy: 328
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Doktrynerów walka z wiatrakami, blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała