blog.bielsko.pl liceummundi.blog.bielsko.pl | Liceum mundi liceummundi.blog.bielsko.pl | Liceum mundi http://www.blog.bielsko.pl/ pl-pl Sun, 21 May 2017 22:00:00 +0000 Sun, 21 May 2017 22:00:00 +0000 5 Jednak jest pięknie... http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,5278.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,5278.html Sun, 21 May 2017 22:00:00 +0000 <p><span style="font-size: medium">Czyli gorzka refleksja.</span></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149547930995878600.jpg" alt="" width="560" height="345" /> </p><p> </p><p><span style="font-size: medium">I znów wróciłem na łamy prędzej, niż chciałem.</span></p><p><font size="3"><br />Tym razem za przyczyną odzewu, z jakim spotkał się mój poprzedni wpis. Właściwie bardzo dobrze się stało, bo przecież wpis ten, opatrzony zresztą podtytułem &quot;interwencyjny&quot; takie miał zadanie: wywołać odpowiednią reakcję. Dlatego portalowi www.bielsko-biała.pl chwała za to, że sprawę postanowił wyjaśnić do końca. Powtórzę więc: stało się bardzo dobrze, że kwestia bramy została nagłośniona a odpowiednie &quot;czynniki decyzyjne&quot; zechciały zabrać głos w sprawie.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Jest oczywiście kilka wątpliwości, co do których za chwilę się ustosunkuję, ale przede wszystkim muszę stwierdzić z całą stanowczością: nie zostałem uspokojony. A jeżeli już cokolwiek odczuwam w tej sprawie, to jest raczej rozgoryczenie i coraz większa obojętność. W obliczu faktów dokonanych nic innego mi nie pozostaje.</font></p><p> </p><p><font size="3">W artykule pt. </font><a href="http://www.bielsko.biala.pl/aktualnosci/34965/nie-ma-afery-na-cmentarzu"><font size="3">&quot;Nie ma afery na cmentarzu&quot;</font></a><font size="3"> czytamy: <em>&quot;Brama zostanie odtworzona w pierwotnym kształcie. Ze względu na brak głębokich fundamentów trzeba ją było całkowicie odmurować. Została także przywrócona jej pierwotna wysokość w stosunku do poziomu chodnika, odsłonięty został cokół muru, odnowiono kutą bramę i furty. Wykonano także remont konserwatorski kamiennych czap, które po zakończeniu prac wrócą na swoje miejsce.&quot;</em></font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3"><br /></font></p><p><font size="3">Słowa Miejskiego Konserwatora Zabytków, pana Piotra Kubańdy mają uspokajać, ale nie uspokajają. Przeciwnie. <br />Być może czytelnik, wyczytawszy w powyższej wypowiedzi, że brama została na nowo wymurowana, pomyśli, że w istocie mamy do czynienia z odtworzeniem zabytku. Będzie jednak w błędzie. Bardzo żałuję, że w trakcie całego wielomiesięcznego procesu mozolnego odbudowywania bramy nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Być może stałoby się wówczas jasne, że słowo &quot;wymurować&quot; to tylko szczególny eufemizm dla prac polegających na wylewaniu betonu w szalunek. Cegła wprawdzie pojawia się w konstrukcji (mam nadzieję cegła historyczna), widac ją doskonale, bo przebija spod marnej jakości tynku, ale czy to ma radować?</font></p><p><font size="3"> Piękna niegdyś (choć zniszczona) ceglana brama została zastąpiona przez kompozytowy (choć nowiutki) zastępnik. I to o tym był ten wpis. O niczym innym.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">O wielce irytującej praktyce podmieniania tego co cenne przez swój wiek na bezwartościowe, prawdziwego na sztuczne, zabytku na jego model.</font></p><p><font size="3">W kontekście tej sprawy (ale nie tylko tej jednej - na terenie naszego miasta takich przykładów jest więcej) najbardziej zdumiewa, że konserwator zabytków podejmuje działania dopiero wtedy, kiedy jest za późno. Pewnie się mylę i najprawdopodobniej źle rozumiem znaczenie słowa &quot;konserwacja&quot;. W moim wyidealizowanym świecie to słowo oznacza jednak dążenie do tego aby coś się nie zepsuło, a nie czekanie, aż będzie za późno na ratowanie. Dla mnie &quot;konserwacja&quot; to zabezpieczanie przed niszczącym wpływem czasu.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">I jeżeli w przypadku bramy cmentarnej przed interwencją MKZ mieliśmy do czynienia z zabytkiem, o tyle po interwencji już nim raczej nie jest. Oczywiście trzeba w tym miejscu głośno i wyraźnie powiedzieć, że same skrzydła bramne oraz furty jak najbardziej są oryginalne i fachowo odrestaurowane! Stanowczo tak. Ale to mnie nijak nie satysfakcjonuje. Tej anastylozy można było przecież uniknąć. I argument o braku głębokich fundamentów, jako powód murowania całej konstrukcji od podstaw na nowo jakoś do mnie nie przemawia. Istnieją przecież już od całych dekad techniki, które umożliwiają radzenie sobie z podobnymi problemami bez drastycznego ingerowania w sam zabytek. Że są to techniki bardzo kosztowne? No przykro mi. </font></p><p><font size="3"><br />Jeśli tak, wracamy do punktu wyjścia i może warto jednak - skoro działania konserwatorskie są tak ograniczone funduszami - reagować wcześniej, kiedy nie jest jeszcze za późno.<br />Na Boga, ten obiekt przetrwał bez większych prac konserwatorskich (pomijając drobne prace naprawcze, szczególnie prawej furty i renowacje tynkarskie) od 1865 roku! Nic dziwnego, że był w fatalnym stanie. A o złej kondycji obiektu wiedziano od dawna. To, co wydarzyło sie we wrześniu ubiegłego roku, a więc zawalenie się łuku lewej furty, nie było czymś niespodziewanym, zaskakującym. można było to przewidzieć. Znaki były aż nadto czytelne.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149547933101507800.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149547935460116400.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p><font size="3"> </font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149548110422314800.jpg" alt="" width="411" height="560" /> </p><p> </p><p><font size="3">I właśnie w świetle tych spostrzeżeń rodzi się pytanie. Czy nie jest tak, że o to właśnie w tym wszystkim chodzi, aby sprawy zaszły naprawdę daleko, aby obiekt uległ destrukcji do tego stopnia, by można było całkiem spokojnie i z czystym sumieniem dokonać rekonstrukcji przy wykorzystaniu tańszych technik i materiałów współczesnych? Nie wiem. Nie twierdzę. Tylko pytam.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Pan Piotr Kubańda &quot;uspokaja&quot;, że kamienne zwieńczenia bramy po remoncie konserwatorskim wrócą na swoje miejsce, ale to nie jest do końca prawda. One wprawdzie wrócą - to nie ulega wątpliwości - ale nie na swoje miejsce. Tego już przecież nie ma. Wymazano je z przestrzeni publicznej, pozbawiono miasto kolejnego prawdziwego zabytku, zastępując atrapą.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Pozostaje mi już teraz tylko gorzka refleksja.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149548046838194400.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">I wiecie co w tej sprawie jest najbardziej gorzkie? Że wszystko jest ok, wszystko w zgodzie z prawem. Ba, mamy znowu spektakularny sukces!</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Karawana jedzie dalej. I tylko blogerzy szczekają. <br />Szkoda słów.</font></p> Afera Gategate http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,5277.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,5277.html Mon, 15 May 2017 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli wpis interwencyjny</font></p><p> </p><p><font size="3"><br />Miałem do lata nie publikować, ale sprawa skrajnie mnie zbulwersowała i bulwersuje nadal, więc złamię obietnicę.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ulica Cmentarna to wąska, trochę zapomniana, na długim odcinku jednokierunkowa ulica miasta. Biegnie wzdłuż starego, zabytkowego, cmentarnego muru, którego metryka sięga połowy dziewiętnastego wieku. Mniej więcej pośrodku tego muru sytuuje się główna brama wejściowa na cmentarz. Ta brama ma swoją, naprawdę godną historię. W jej miejscu, jeszcze w osiemnastym wieku na cmentarz wiodła prosta furta w drewnianym jak sądze parkanie, przez którą transportowano zwłoki Konfederatów Barskich.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ostatnio brama główna cmentarza przeszła gruntowny lifting, albo raczej - tak trzeba powiedzieć - postawiono ją na nowo. Zanim władze miasta odtrąbią sukces w kwestii dbałości o zabytki miasta, zanim ustawią się w kolejce po ordery, zanim przypiszą sobie wszelkie zasługi, chciałbym - z kronikarskiego obowiązku - pokazać całą prawdę o &quot;dbałości o cmentarz&quot;.</font></p><p> </p><p><font size="3">____________________________________________</font></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496343316068700.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="3">W roku 2015, wczesnym sierpniowym rankiem zawędrowałem z aparatem w okolice katolickiego cmentarza w Białej. Zupełnie przypadkowa w sumie fotografia przedstawiająca sypiącą się bramę cmentarną była ostatnią, jaką zrobiłem w tym miejscu w takim sztafażu.</font></p><p> </p><p><font size="3">W marcu 2016 roku znów pojawiłem się na ulicy Cmentarnej. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zorientowałem się, że pejzaż zmienił się bardzo radykalnie. Potężnego, monumentalnego jesionu stojącego dotąd tuż przy bramie i witającego wszystkich wchodzących na teren cmentarza już nie było.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496341935648100.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Po starym drzewie pozostały tylko resztki. Karpa i masa trocin. <br />Powiem to. Z całą odpowiedzialnością. Wszystkich ekologów i miłośników dzikiego życia w mieście proszę o wybaczenie: dobrze się stało.<br />Uwielbiam zieleń w mieście. Jednak zieleń w mieście dopuszczalna jest tylko w takim wymiarze, w jakim nie działa destrukcyjnie na jego tkankę. Drzewo wycięto właśnie z tego powodu. Aby nie niszczyło dzieła rąk ludzkich. <br />Problem jednak w tym, że dokonano tego stanowczo za późno, bo destrukcja postąpiła zbyt daleko. I była fatalna w skutkach.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496340458678800.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496339703150700.jpg" alt="" width="392" height="560" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496336280166100.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496335471181600.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">We wrześniu 2016 roku było już za późno.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496333029301900.jpg" alt="" width="560" height="420" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496332329036500.jpg" alt="" width="420" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">Te dwa (słabej, niestety, jakości) zdjęcia są dowodem na to, że w przypadku remontu bramy cmentarnej nie mieliśmy do czynienia z żadnym planowym ratowaniem zabytków, tylko z rozpaczliwym naprawianiem skutków katastrofy budowlanej. Tak, stupięćdziesięcioletnia brama się po prostu zawaliła. Zatem jej remont był zwyczajną koniecznością, ratowaniem tego, co pozostało. Naprawianiem zwykłego (i przez wzgląd na przedmiot - absolutnie niezwykłego) zaniedbania i jego konsekwencji.</font></p><p> </p><p><font size="3">To jednak nie koniec. </font></p><p><font size="3">Bramę natychmiast zaczęto naprawiać. To znaczy nie do końca naprawiać - tutaj to słowo jakiś fatalny eufemizm. Starą konstrukcję zrównano ziemią, odzyskując (nie wiem po co) dziewiętastowieczną cegłę, po czym zgodnie z najnowszymi trendami budowlanymi, postawiono w jej miejsce piękną ... atrapę bramy. Betonbrutową. Gładką, prościutką i błyszczącą.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496328141896500.jpg" alt="" width="560" height="420" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496327696268800.jpg" alt="" width="560" height="420" /></p><p> </p><p><font size="3">Przechodzę obok tej bramy codziennie w drodze do pracy. I codziennie jest to dla mnie bolesny spacer. Co ranek, zbliżając się do tego miejsca, zastanawiam się, czy już zobaczę na betonowym murze czerwoną klinkierową cegłę licówkę, czy jeszcze nie.</font></p><p><font size="3"><br />Codziennie modlę się o to, by na zwieńczeniach bramnych zobaczyć odnowione hełmy. I co ranek przeżywam rozczarowanie.<br />Dla przypomnienia - tak to wyglądało kiedyś:</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496325933517800.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/149496324393117000.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Zaczynam się nawet niepokoić. Coś mi bowiem podpowiada, że stylowe zwieńczenia, które całej konstrukcji nadawały tego specyficznego, późnobarokowego charakteru, nie wrócą na bramę. Obym się mylił.</font></p><p><font size="3">Remont trwa. Okropnie długo trwa. Zastanawiam się, ile jeszcze czasu przyjdzie nam czekać na zakończenie robót. Bo wszystko dokoła bramy mówi, że te jeszcze się nie zakończyły.</font></p><p> </p><p><font size="3">A co, jeśli się mylę? Nie znam planów, nie znam zamierzeń. Głupi jestem. Być może niepotrzebnie się nabzdyczam. Ale mnie się to po prostu nie podoba.<br />Ktoś coś wie?<br /> <br />Niech mnie ktoś uspokoi.</font></p> Obawa, która stała się ciałem... http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,5089.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,5089.html Sun, 12 Feb 2017 23:00:00 +0000 <p><font size="3">Drodzy czytelnicy. Trzy miesiące milczenia to stanowczo zbyt długo. Wiem, zdaję sobie sprawę. Ale milczenie to było bardzo uzasadnione. Nie chciałem dokonywać żadnych radykalnych kroków, niczego definitywnie deklarować. Miałem nadzieję, że uda mi się wygrzebać spod terminów i na nowo podjąć wpisy. Niestety. Terminy okazały się silniejsze i przeważyły. Zobowiązania wzięły górę, a ja muszę przynajmniej na pół roku z powodów absolutnie niezależnych ode mnie zawiesić bloga. Tak oto obawy zmaterializowały się w sposób bardzo dotkliwy a niespodziewany. </font></p><p><font size="3">To konieczne. I bolesne. Tym bardziej, że udało mi się dotrzeć do ciekawych danych dotyczących pierwszej kaplicy w Białej, przede mną niedaleka podróż w celu ustalenia dodatkowych faktów, no i żmudna praca porównawcza. Latem, lub (znając życie opcja to bardziej realna) jesienią zamierzam opublikować wyniki. Nic to wielkiego, ale moją wyobraźnię rozpala to do czerwoności. </font></p><p><font size="3">Tymczasem muszę na jakiś czas pożegnać kochanych Czytelników i obiecać, że koło sierpnia wrócę z nowymi wpisami. <br />No więc obiecuję.</font> </p> Tak zwany cmentarz... http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4874.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4874.html Mon, 21 Nov 2016 23:00:00 +0000 <p> </p><p> </p><p><font size="3">Drodzy Czytelnicy zdążyli się już zorientować, że ostatnio znów zawaliłem kilka terminów. Wpisy na blogu miały się pojawiać regularnie jak pociągi C.K. Uprzywilejowanej Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda na dworcu w Bielitz. Wyszło jak zawsze - Koleje Regionalne. <br />Proszę mi wierzyć, naprawdę nic nie poradzę. Terminy gonią mnie ze wszystkich stron. </font></p><p><font size="3"><br />Dlatego dziś bardzo krótka wycieczka, a raczej wręcz impresja. Czasoprzestrzenny skok ku terenom nieodległym, zaś czasom zamierzchłym...</font></p><p> </p><p><font size="3">Listopad jest miesiącem w sposób szczególny poświęconym pamięci zmarłym, dlatego też dziś zajrzymy na chwilę na cmentarz. Ale na żaden z istniejących. </font></p><p><font size="3"><br />Zazwyczaj, kiedy przywołuje się nieistniejące cmentarze w naszym mieście, przychodzi na myśl żelazny repertuar - nieistniejące dwa kirkuty w Białej, również nieistniejący cmentarz wytyczony niegdyś wokół kościoła św. Trójcy, wreszcie cmentarz wojenny pod Dębowcem. To takie nasze abc nie-zapomnianych nekropolii. Oczywiście takich cmentarzy, cmentarzyków i miejsc pochówku, które tkwią w naszej pamięci i - na całe szczęście - nie zamierzają jej opuścić, mamy znacznie więcej. O jednym z nich </font><a href="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4120.html"><font size="3">pisałem jakiś czas temu</font></a><font size="3">.</font></p><p> </p><p><font size="3">Są jednak w naszym mieście i takie, o których wiemy bardzo mało. Właściwie tyle co nic. <br />Moją wyobraźnię bardzo mocno rozpala tajemnica żydowskiego cmentarza z Białej, tego pierwszego, którego lokalizacja do dziś pozostaje całkowicie nieznana. Jednak o tej nekropolii opowiemy sobie może innym razem, dziś chciałbym pochylić się nad inną, także bialską, jednak tym razem katolicką.</font></p><p> </p><p><font size="3">O pierwszym cmentarzu katolickim w Białej wiemy rzeczywiście niewiele. Powstał prawdopodobnie niedługo po założeniu samej osady. Nie wiadomo jednak w którym miejscu. Z całą pewnością, u samego zarania wsi zmarłych chowano na cmentarzu lipnickim, jako, że Biała do Lipnika należała i terytorialnie, i parafialnie. Z czasem jednak uniezależniono się w tej kwestii od parafii lipnickiej. Być może nastąpiło to już na długo przed powstaniem kaplicy Opatrzności Bożej, co miało miejsce (i to dwa razy) w 1708 roku. <br />Można sądzić, że katolików (ale i luteran) chowano więc gdzieś bliżej centrum osady. Gdzie?</font></p><p> </p><p><font size="3">Nieco światła na sprawę rzuca nam zapiska w &quot;Lipnickiej księdze gminnej&quot; pod rokiem 1614, która dość jasno wskazuje, że cmentarz we wsi już był (prawdopodobnie luterański, na którym grzebano również katolików). O nekropolii tej (w zapisach z lat dwudziestych i trzydziestych XVII wieku) wspomina Erwin Hanslik w swej monografii Białej. Zapiski te ciągle jednak nie dają nam wiedzy na temat tego, gdzie konkretnie usytuowany był cmentarz.</font></p><p> </p><p><font size="3">Nieco więcej informacji przynosi &quot;Kronika misji jezuickiej w Białej&quot;. Pod datą 1714 możemy przeczytać, że cmentarz (wytyczony samowolnie, bez zgody władz kościelnych, na ziemi udostępnionej przez dwór lipnicki) był wówczas posadowiony w samym centrum wioski. Było to możliwe dlatego, że w 1703 roku starostą lipnickim został Baltazar Adrian Bełchacki herbu Topór, starosta z Biecza, zagorzały zwolennik protestantyzmu. To on miał swój wielki wkład w fundację cmentarza. I zapewne to on wyznaczył - jak czytamy w &quot;Kronice misji...&quot; - teren pod niego. To ważna informacja, która przybliża nas nieco do rozwiązania zagadki.</font></p><p> </p><p><font size="3">Biorąc pod uwagę fakt, że w 1714 roku Biała nie posiadała jeszcze znanego nam dziś, skoncentrowanego wokół dwóch rynków układu urbanistycznego, uznać trzeba, że centrum osady znajdowało się bardziej na zachód niż dzisiaj, a więc bliżej rzeki Białej. Można przypuszczać, że cmentarz wytyczono więc gdzieś w okolicach dzisiejszego kościoła ewangelickiego, stojącego obecnie przy ul. Targowej róg Komorowicka. Wydaje się to rozsądną ewentualnością, w istocie przecież stary cmentarz istniał tam aż do lat osiemdziesiątych osiemnastego wieku, dopóki nie przeniesiono go bardziej na północ, w miejsce, w którym znajduje się do dziś.<br />Czy można utożsamiać stary cmentarz ewangelicki z tym najstarszym dwuwyznaniowym cmentarzem, o którym mówią źródła już od pierwszych dekad siedemnastego wieku? O tym za chwilę.</font></p><p> </p><p><font size="3">Oto bowiem sprawę komplikuje nieco inny, dość szczegółowy i w najwyższym stopniu ciekawy zapis w &quot;Kronice miasta Białej&quot; Wacława Chamrata. Otóż pod datą 1763 czytamy, że &quot;ulica Głęboka biegła przez tzw. cmentarz&quot;. <br />Ki czort?</font></p><p> </p><p><font size="3">Powolutku.<br />Zanim zabierzemy się za analizę tego krótkiego zdania, trzeba wyjaśnić kilka nieścisłości, które mogą zaciemnić nieco obraz. <br />Uważny czytelnik zorientuje się natychmiast, że coś w tej krótkiej wzmiance Chamrata nie gra. Tak, tak - chodzi o nazwę ulicy! Zorientowani wiedzą bowiem, że ulica Głęboka została nazwana Głęboką dopiero w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku (no, może trochę wcześniej). Z jakiej więc racji i jakim cudem nazwa z przyszłości pojawia się w kronice pisanej na krótko przed śmiercią autora (Chamrat pisał ją najpewniej w latach 1807 - 1813)? </font></p><p><font size="3"><br />Odpowiedź jest prosta - oryginalna kronika Chamrata zaginęła. Jej treść znamy przede wszystkim z dokładnego, choć skróconego opracowania Richarda Wagnera oraz innych, późniejszych badaczy. To dlatego nieistniejąca w osiemnastym wieku, ale doskonale znana Wagnerowi w latach trzydziestych XX wieku nazwa pojawia się w kronice. Jaką zatem nazwę nosiła wcześniej dzisiejsza ulica Głęboka? Ano... Cmentarna właśnie (a właściwie Begr&auml;bnisgasse - uliczka Pogrzebowa). <br />I sprawa nieco się klaruje. Jakaż inna ulica mogłaby przechodzić obok cmentarza (lub, jak chce kronikarz - przezeń)?</font></p><p> </p><p><font size="3">Druga nie mniej ciekawa sprawa to użycie przez Chamrata/Wagnera dość zagadkowego określenia &quot;tzw. cmentarz&quot;. <br />Dlaczego nie po prostu &quot;cmentarz&quot;? Czy nie dlatego że cmentarza już tam nie było? Czy nie dlatego, że kiedy Chamrat pisał swą kronikę na początku XIX wieku cmentarz istniał już tylko w świadomości społecznej, w pamięci zbiorowej mieszkańców? Że istniało już tylko miejsce po cmentarzu, nie on sam, ale pamięć była tak silna, że to miejsce ciągle zwane było &quot;cmentarzem&quot;?</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147980450918628600.jpg" alt="" width="560" height="285" /></p><p> </p><p><font size="3">Spójrzmy więc na plan miasta. Ulica Głęboka biegnie do dziś dość charakterystycznym łukiem. Jest on niezmienny od lat, dekad i wieków. Ten charakterystyczny zakręt drogi widać także na jednym z najstarszych planów Białej, wykreślonym przez Breuninga w 1803 roku (a więc jeszcze za życia Chamrata!). Oto jego fragment:</font></p><p> </p><p> <img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147980449589489100.jpg" alt="" width="560" height="557" /></p><p> </p><p><font size="3">To niezbyt dokładny, ale będący bardzo ciekawym odwzorowaniem plan (na marginesie dodam, że choć plan datowany jest faktycznie na rok 1803, szczerze wątpię, aby obrazował stan z 1803 roku, najpewniej jednak dużo wcześniejszy). Na interesującym nas fragmencie wyraźnie widać biegnące poziomo koryto Niwki, widać też przy prawej krawędzi kościół pw. Opatrzności Bożej/ św. Ignacego Loyoli (A), zabudowania w obrębie &quot;Nowego Rynku&quot; (B) oraz okolice drogi Cmentarnej (C).</font></p><p> </p><p><font size="3">Warto przyjrzeć się istniejącemu na mapie, przytulonemu do wewnętrznego łuku ulicy Cmentarnej zadrzewieniu (C). Według doktora Jerzego Polaka to właśnie mógł być teren niegdysiejszego cmentarza. Tego pierwszego bialskiego miejsca pochówków. </font></p><p><font size="3"><br />Hipoteza całkiem zgrabna i być może rzeczywiście tak było. W każdym razie wiele za tym przemawia (o tym jeszcze wspomnimy).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147980446851732300.jpg" alt="" width="560" height="285" /></p><p> </p><p><font size="3">Jeśli ta teza jest właściwa, miejsce lokalizacji pierwszego cmentarza powinniśmy wiązać właśnie z tym zaznaczonym na zielono obszarem. Lub jakąś jego częścią.</font></p><p> </p><p><font size="3">Mnie jednak spokoju nie daje inna myśl, która przyszła mi do głowy jakiś czas temu, kiedy przygotowywałem materiał do małej monografii cmentarzy w Białej. Otóż jeśli w istocie w szesnastym i siedemnastym wieku rzekoma pierwsza bialska nekropolia położona była &quot;w centrum&quot; osady, to może - stosując moją ulubioną brzytwę Ockhama - należałoby szukać jej tam, gdzie z całą pewnością wiemy, że była później? Jeżeli bowiem cmentarz, którego szukamy był dwuwyznaniowy (a był z całą pewnością), to może rozsądniej będzie wiązać go z terenem, na którym pochówków dokonywano aż do drugiej połowy osiemnastego wieku, czyli w obrębie dzisiejszego ewangelickiego kościoła w Białej? Przecież przez jakiś czas ten przykościelny cmentarz był dwukonfesyjny. Wreszcie <em>last but not least</em> znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca, które nawet w szesnastym wieku, a więc u samego zarania osady, funkcjonowało jako jej centrum! Lokując więc pierwszy cmentarz właśnie przy Starej Drodze, będziemy w zgodzie z zapiską w &quot;Kronice misji jezuickiej w Białej&quot;, która tę nekropolię lokuje właśnie w samym środku wsi.</font></p><p> </p><p><font size="3">Co więcej zapis Chamrata wcale nie musi być niezgodny z faktami w takim właśnie ujęciu. Przypomnę, że u kronikarza czytamy, że przez cmentarz biegła ulica Cmentarna (czyli dzisiejsza Głęboka). Nie ma tu nijakiej sprzeczności. Przecież odwołujemy się tu do czasów, w których ulice nie miały nazw formalnych, tylko użytkowe albo zwyczajowe (w całej Polsce drogi Cmentarne istniały na długo zanim wprowadzono nazewnictwo urzędowe) i nazwy te nadawano po prostu uliczkom, czy drogom wiodącym na cmentarz, gdziekolwiek on był. Jeśli spojrzymy na plan Białej, ewentualnie na zdjęcie satelitarne, łatwo zorientujemy się, że nawet jeśli cmentarz ulokowano przy dzisiejszej ul. Komorowickiej (czyli przy późniejszej świątyni ewangelickiej), nie trzeba szukać żadnych karkołomnych wytłumaczeń, dlaczego w kronice Chamrata mowa o Begr&auml;bnisgasse.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147980441616750000.jpg" alt="" width="560" height="461" /></p><p> </p><p><font size="3">Być może Begr&auml;bnisgasse, czyli dzisiejsza Głęboka była wówczas dłuższa o 100 metrów? I wiodła aż do cmentarza, a uliczką Cmentarną przestawała być dopiero po połączeniu się z dawną Altegasse wiodącą na wschód, czyli w okolicy dzisiejszego skrzyżowania z ul. Piłsudskiego... <br />Dlaczego nie?</font></p><p> </p><p><font size="3">Ma to swój sens. I jest rozwiązaniem logicznym, prostym i jakoś tak oczywistym... Czyż nie? Może nie trzeba szukać bytów urojonych, może nie powinniśmy mnożyć ich ponad miarę. Być może wystarczy zaufać ludowej mądrości i uznać, że cmentarz w siedemnastym wieku był dokładnie tam, gdzie był przez następne dwieście lat, to znaczy przy &quot;Via Antiqua&quot;, tuż przy późniejszym bialskim rynku, wokół luterańskiego kościoła. <br /> <br />Ta teoria podoba mi się bardzo. Niestety, jest chyba nieprawdziwa.</font></p><p> </p><p><font size="3">Bo nijak do niej nie pasuje fakt, że starosta Bełchacki w 1714 r. umożliwił wytyczenie protestantom <strong>całkiem nowego</strong> cmentarza. Całkiem nowego! A skoro tak, to w Lipnickiej księdze gminnej pod rokiem 1614 i w późniejszych nieco zapiskach Erwina Hanslika, mowa była o zupełnie innym cmentarzu.</font></p><p> </p><p><font size="3">Żeby było jeszcze ciekawiej w zapisie z &quot;Historii misji jezuickiej...&quot;, pod rokiem 1717 czytamy o konflikcie, jaki wybuchł wokół kaplicy Opatrzności Bożej. I to dosłownie. W tym bowiem roku bialanie postanowili wznieść dookoła świątyni ogrodzenie. Związane to było z założonym właśnie w tym miejscu nowym cmentarzem, na którego wytyczenie katoliccy mieszkańcy dostali zgodę nie tylko biskupa, ale i samego króla. Ponownie jak kilka lat wcześniej sama kaplica, tak i teraz jej ogrodzenie spotkało się z silnym protestem ewangelików, atakiem i nie tylko zniszczeniem samego parkanu, ale i zbezczeszczeniem krzyża, cmentarza, pobiciem i wyrzuceniem proboszcza.</font></p><p> </p><p><font size="3">O całej sprawie dokładniej powiemy sobie w następnym wpisie, tymczasem zwróćmy uwagę na fakt, że oto w 1717 roku istniał już w najlepsze nowy katolicki cmentarz. Usytuowany tuż przy kaplicy Opatrzności Bożej.</font></p><p><font size="3">Dlatego też - aby sprawę skomplikować jeszcze bardziej - zasugeruję zupełnie inne rozwiązanie naszej cmentarno-historycznej zagadki. <br />Wyobraźmy sobie, że wszystko, co powiedzieliśmy sobie powyżej, dotyczyło nie jednego, nie dwóch, a... trzech cmentarzy.</font></p><p> </p><p><font size="3">Myślę, że sprawa wyglądała następująco: pierwszy cmentarz, ten wzmiankowany w 1614 roku, a także w kronice Hanslika, istotnie znajdował się przy Cmentarnej/Głębokiej. I chyba można uznać, że znajdował się dokładnie tam, gdzie szukał go doktor Polak.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147980438982571400.jpg" alt="" width="560" height="281" /></p><p> </p><p><font size="3">Pośrednim dowodem na to, że już w siedemnastym wieku cmentarz istniał przy dzisiejszej Głębokiej, może być inny, dość dokładny plan, czyli Josephinishe Landesaufnahme 1763 - 1787 z mocno zaskakującą i tajemniczą plamą zieleni tuż przy wzmiankowanym już przeze mnie wcześniej łuku drogi. Proszę przyjrzeć się dokładnie. Spora, niezagospodarowana przestrzeń zdradzająca jednak jakąś szczególną regularność.</font></p><p> </p><p><font size="3">Idźmy dalej. W 1714 roku starosta Bełchacki przychylił się do próśb protestanckich mieszkańców Białej i wytyczył następny, tym razem protestancki cmentarz w centrum osady, w miejscu, w którym nieco ponad sześćdziesiąt lat potem stanie kościół Marcina Lutra. Cmentarz będzie funkcjonował do drugiej połowy osiemnastego wieku, potem, to znaczy w 1783 r. zostanie przeniesiony.</font></p><p> </p><p><font size="3">Kilka lat później, ok. 1717 roku również katolicy zdecydowali się na założenie nowej nekropolii wokół kaplicy Opatrzności Bożej. Od tej chwili cmentarz przy Cmentarnej zaczął tracić na znaczeniu (być może w świetle ostrego i przybierającego niebezpieczne formy konfliktu dwuwyznaniowość cmentarza stała się gwoździem do jego - nomen omen - trumny). Być może ekshumowano ciała, częściowo na cmentarz katolicki, częściowo na ewangelicki i prawdopodobnie dokonano tego na przestrzeni krótkiego czasu. Jednak ta spora &quot;grepnica&quot; jeszcze długo trwała w pamięci mieszkańców. I pewnie dlatego właśnie jeszcze w kronice Chamrata na początku dziewiętnastego stulecia ulica Głęboka biegła przez &quot;tak zwany cmentarz&quot;.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147980436370839800.jpg" alt="" width="560" height="386" /></p><p> </p><p><font size="3">__________________________________</font></p><p> </p><p><font size="3">Kiedy na wschód od starościńskiego dworu utworzono ok. 1770 roku nowy cmentarz (konfederacki), na który w 1784 roku przeniesiono zmarłych z cmentarza przykościelnego, pamięć o najstarszej nekropolii całkiem się zatarła. Miejsce porosła najpierw trawa, potem drzewa, wreszcie w zakolu drogi stanęły pierwsze budynki. O grepnicy nikt już nie pamiętał. Zapomniano, że w ogóle istniała.</font></p><p> </p><p><font size="3">Chociaż... właściwie czy naprawdę istniała? </font></p><p> </p> Doktrynerów walka z wiatrakami http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4800.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4800.html Thu, 13 Oct 2016 22:00:00 +0000 <p> </p><p> </p><p><font size="3">Dzisiejszy krótki wpis będzie raczej tylko uzupełnieniem poprzedniego.</font></p><p><font size="3">Mam wrażenie, że w kwestii wyburzeń roku 1974 wszyscy bielszczanie (przynajmniej ci świadomi) są zgodni co do tego, że tzw. Wielka Destrukcja była czynem barbarzyńskim i absolutnie karygodnym. Co do tego nie ma chyba wątpliwości.</font></p><p> </p><p><font size="3">Warto przyjrzeć się jeszcze przez chwilę tamtym wydarzeniom, a raczej ich teatrowi. Plac Żwirki i Wigury był jedną z jego scen.</font></p><p> </p><p><font size="3">Początkowo powstały pomiędzy 1896 a 1908 rokiem plac był z urbanistycznego punktu widzenia pewnym prowizorium. Nie posiadał nawet swojej własnej nazwy (ten zakątek przez miejscowych potocznie zwany był Hirsewinkel, czyli Zakątek Hirsego). Budynki, które zajmowały tę przestrzeń przed 1896 rokiem tworzyły dość chaotyczny zbiór starych domów. Do tego czasu centralną część obszaru zajmowało kilka niewysokich realności (zakład blacharski Adolfa Ziegera, skład trumien pani Liss Stoklossa i gospoda, a także tzw. dom Wagnera, który stał najdłużej z nich wszystkich, bo aż do 1915). Budynki te zostały zburzone, powstał w ten sposób dość obszerny plac, którego wschodnią pierzeją stała się dotychczasowa uliczka Graben, którą jeszcze niedawno płynął odkrytym korytem potok Młynówka.<br />Potok przykryto, plac oczyszczono i urządzono na nim skwer.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646357852007200.jpg" alt="" width="560" height="346" /></p><p> </p><p><font size="3">Kryty czerwonym dachem niewielki dom na środku placu - to ostatni ocalały budynek, już niedługo zostanie zburzony.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646356287442100.jpg" alt="" width="560" height="343" /></p><p> </p><p><font size="3">Tak się jednak w owych czasach działo, że nawet, jeśli nie było jakiejś konkretnej, spójnej wizji przestrzennej (wbrew pozorom bywało tak nierzadko), to i tak to, co tworzono, nawet w ramach prowizorki, miało swoją niezaprzeczalną klasę. Po prostu sto lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby ta prowizorka, czy nie do końca zrealizowany plan, miały straszyć brakoróbstwem i fuszerą. </font></p><p><font size="3">To dlatego plac, który powstał po wyburzeniach już w krótkim czasie stał się kolejnym reprezentacyjnym miejscem w mieście. </font></p><p><font size="3"><br />Na powyższym zdjęciu, prócz estetycznego skweru, widać doskonale zdobne fasady kamienic otaczających plac. Starannie dopieszczone i wysmakowane. Moją szczególną uwagę zwraca niepozorny budynek z charakterystycznymi obłymi wykuszami na drugim piętrze. Być może dlatego, że dziś po tej kamienicy nie ma już nawet najmniejszego śladu. <br />To kamienica B&uuml;ttnerów, właścicieli firmy &quot;Karola B&uuml;ttnera Synowie&quot;.<br />Stanęła w miejscu wcześniejszej, mniejszej kamienicy, wybudowanej na gruntach Ferdynanda Napsa.</font></p><p> </p><p><font size="3">Kamienica wyraźnie odcina się od pozostałych - nic dziwnego, wybudowano ją w okresie największej popularności modernistycznego prądu zwanego funkcjonalizmem. Jest doskonałym przykładem modernizmu wysmakowanego, który symetrią i harmonią nawiązuje dyskretnie do poprzednich epok, ale również stanowczo dystansuje się do męczącego ówczesnych projektantów przerysowania formy. To zdecydowanie najnowocześniejsza kamienica w tej części miasta. <br />Bardzo nowoczesna...</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646355211424500.jpg" alt="" width="560" height="352" /></p><p> </p><p><font size="3">Na tym zdjęciu lepiej widoczna jest część południowa kamienicy i brama wjazdowa na dziedziniec bardzo już rozbudowanego zakładu &quot;Karola B&uuml;ttnera Synowie&quot;.</font></p><p> </p><p><font size="3">Kamienica miała pecha. I to podwójnego. <br />Po pierwsze stanęła na drodze nowo tyczonej trasy na południe, a po drugie była młoda, miała zaledwie pięćdziesiąt lat... I o ile pierwszy powód był ważniejszy - wąskie gardło ulic Zamkowej i Partyzantów musiało zostać poszerzone - o tyle drugi tylko ułatwił i przyspieszył decyzję o rozstaniu z budowlą.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646353049774400.jpg" alt="" width="368" height="335" /><font size="3"> </font></p><p> </p><p><font size="3">&quot;Rozstanie&quot; to jednak eufemizm. Widać to na powyższym zdjęciu. Kiepskiej jakości fotografia zamieszczona w Kronice Beskidzkiej ukazuje ostatnie chwile kamienicy, którą zdetonowano jako jedną z pierwszych przy Placu i przy ul. Zamkowej. Głęboka niechęć komuny do &quot;reakcyjnych pozostałości architektonicznych II RP&quot; skutkowała właśnie takimi, obfitującymi w spektakularne metody akcjami.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646352761148700.jpg" alt="" width="560" height="389" /></p><p> </p><p><font size="3">Cała operacja prowadzona była z pełnym zabezpieczeniem i w asyście fachowych służb. Tuż za smutnymi pozostałościami piętrzy się odsłonięty szczyt dawnej kamienicy Schimanka.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646351352540900.jpg" alt="" width="560" height="358" /></p><p> </p><p><font size="3">Mimo potężnej eksplozji, wykusze drugiego piętra, które runęły na gruzowisko, ocalały prawie w całości. Odarte ze stolarki okienne otwory zdawały się rozpaczliwie wołać o pomstę za ten barbarzyński akt. Bezskutecznie.</font></p><p><font size="3">Potem poszło już łatwo.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646350304393800.jpg" alt="" width="560" height="383" /></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147646349327384500.jpg" alt="" width="398" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">Obrazy te mogłyby posłużyć za scenerię niejednego filmu wojennego, albo post-apokaliptycznej wizji. I kiedy patrzę na te zdjęcia, kiedy przyglądam się temu dziełu zniszczenia, wprost nie mogę uwierzyć, jak wiele zmieniło się w tym niewielkim zakątku miasta na przestrzeni wieków. Jak wielka skala zmian dotknęła ten umęczony fragment Bielska...</font></p><p> </p><p><font size="3">I zaczyna nurtować mnie dość szczególne pytanie: czy można szukać analogii pomiędzy wyburzaniem kamienic w latach 1896 - 1915, a destrukcją roku 1974? Czy te dwa akty mają ze sobą coś wspólnego? </font></p><p><font size="3"><br />Pozornie tak. I w jednym, i w drugim przypadku mamy przecież do czynienia z realizacją konkretnego planu przestrzennego, mającego na celu poszerzenie tego samego fragmentu miasta. Udrożnienie i &quot;otwarcie&quot; na południe. Teoretycznie więc Antoni Kobiela szedł tylko w ślady swych starszych kolegów Steffana i Hoffmanna i to w dodatku tymi samymi niemal metodami. On także, podobnie jak jego poprzednicy siedemdziesiąt lat wcześniej, wyrąbywał w tkance miasta &quot;szerokie przejścia i chodniki&quot;. On także wietrzył miasto i unowocześniał... </font></p><p><font size="3"><br />Ale to tylko pozorne podobieństwo. <br />Różnica jest bowiem taka, że o ile na początku XX wieku burzono faktycznie stare, sypiące się dwustuletnie bez mała rudery, w których mieszkanie było nie tylko niezdrowe, ale one same częstokroć stanowiły zagrożenie, nie mówiąc już o kwestiach estetycznych (sądzę, że dla burmistrza Karola Steffana niezwykle istotnych), o tyle w przypadku manipulacji aparatczyków PRL-u mieliśmy do czynienia z likwidacją zabudowań zupełnie niestarych (i to nie był wówczas wyjątek - wystarczy, obok kamienicy B&uuml;ttnerów podać za przykład modernistyczną kamienicę stojącą o rzut kamieniem, na zboczu Kozielca, którą także - wraz z sąsiadkami - w efektowny sposób wysadzono w kosmos). I to jest sedno!</font></p><p> </p><p><font size="3">I żeby chociaż - podobnie jak czyniono to dekady wcześniej - próbowano zastąpić czymś te rozpaczliwe blizny, uładzić prowizoryczną zabudowę, uczynić z placu na powrót piękne miejsce... Żeby choć z grubsza przywrócić placowi stan sprzed destrukcji. Nic z tego...</font></p><p> </p><p><span style="font-size: medium">Mili Czytelnicy tego bloga doskonale znają moje zapatrywania na modernizm i wiedzą, że nie darzę go jakąś szczególną estymą, uważając, że w ścisłym centrum naszego miasta doskonale komponują się li i jedynie Aleje Sułkowskiego, pewnie dlatego, że tworzą genialną jednolitą całość. Nie jestem jednak doktrynerem i w tej konkretnej architektonicznej materii (i w każdej innej także) nie po drodze mi z ideologami socjalistycznych urbanistycznych czystek.</span></p><p> </p><p><font size="3">Tej architektury na Placu Żwirki i Wigury jest mi zwyczajnie i po ludzku szkoda. </font></p><p> </p><p><font size="3"><br /> </font></p><p> </p><p>_______________________________</p><p> </p><p><font size="3">Chciałbym zakomunikować, że kilka zamieszczonych w tym wpisie (i w poprzednim również) fotografii obrazujących destrukcję z lat siedemdziesiątych nabyłem w antykwariacie. Posiadam więc odbitki, ale - zgodnie z polskim prawodawstwem - praw autorskich do ujęć nie posiadam. Na odbitkach nie ma, niestety, nazwiska ich autora, gdyby więc rozpoznał on je na tym blogu, a nie chciał, aby były publikowane, lub przeciwnie - chciałby może podzielić się innymi posiadanymi - proszę o kontakt:</font></p><p> </p><p><font size="3">eduon@vp.pl </font></p> Skarbonka http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4759.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4759.html Sat, 01 Oct 2016 22:00:00 +0000 <p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541790966694500.jpg" alt="" width="560" height="352" /></p><p> </p><p><font size="3">Nieistniejący świat...<br />Ciasny, nieco ponury, a przez szary, brudny bruk i odrapane mury kamienicy Tobiasa nawet trochę obskurny. Ale swojski.</font></p><p> </p><p><font size="3">Dzisiaj całe podzamcze razem z placem Chrobrego to jeden wielki haust powietrza. Wolna przestrzeń! <br />Kiedyś - i widać to na tej pocztówce - było może ciaśniej, może szarzej, może bardziej klaustrofobicznie i bez rozmachu. Ale przecież właśnie wtedy to miasto wyglądało jak miasto.</font></p><p><font size="3"><br />Z prawej józefińska swojszczyzna, z lewej historyzujący książęcy smak, w perspektywie fenomenalny klasyczny barok... </font></p><p><font size="3">W tej fotografii pobrzmiewa świat sprzed wieku, ale i jakiś utracony blask i smak. Wprawdzie tylko w wymiarze architektonicznym, ale to przecież wcale niemało!</font></p><p> </p><p><font size="3">Kamienica z lewej, należąca do Sułkowskich przykuwa dziś moją szczególną uwagę. Powstała w 1881 roku. Księcia Józefa Marii Sułkowskiego, który był ówczesnym właścicielem książęcych włości, nie było wtedy w mieście, zresztą bawił w Bielsku rzadko i krótko, bardziej zajęty romansami, hulankami i próbami ucieczki z wariatkowa. </font></p><p><font size="3"><br />Nadzór nad budową domu powierzono pełnomocnikom, którzy wykonali swoją pracę solidnie i poprawnie. Kamienica, która stanęła przy ówczesnej ulicy Zamkowej, utrzymana w klasycznym charakterze, zastąpiła stojące tu uprzednio zabudowania książęcego browaru i dom Blocka, czyli narożny budynek o numerze konskrypcyjnym 91.</font></p><p> </p><p><font size="3">Kamienica była architektonicznym uzupełnieniem dla zamku. Stanowiła wizualną bazę i podbudowę warowni, nadając jej monumentalnego charakteru, mimo, że w pewnym sensie również ten charakter niweczyła zasłaniając sobą część północnej kurtyny zamku. Tutaj jednak kompromis był niemożliwy. Wzgórze było niestabilne, wymagało więc od strony północnej solidnie zafundamentowanej budowli, będącej rodzajem muru oporowego dla stromizny wzgórza.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541789167460900.jpg" alt="" width="560" height="405" /></p><p> </p><p><font size="3">To, że budynek nie był wykorzystywany przez książęcą rodzinę (mam wrażenie, że od samego początku takie było założenie), stało się powodem, dla którego pomieszczenia gmachu trafiły &quot;na wolny rynek&quot;. Wynajem miał dodatkowo zasilić kasę księcia. A najemców było wielu - apteka Adolfa Frankla, skład kapeluszy i sklep firmowy firmy Erik Eichhorn, skład wyrobów skórzanych Loblowicza, sklep z materiałami Rudolfa Keszlera, cukiernia i wiele innych. No i oczywiście prowadzona przez Krautwursta (a później przez Jana Wagnera) hala piwna oferująca wyroby bielskiego browaru akcyjnego...</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541833864421500.jpg" alt="" width="560" height="345" /></p><p> </p><p><font size="3">Sytuacja zmieniła się diametralnie w okresie PRL-u. Strategia komunikacyjna miasta, obłudnie podpierana kulawą retoryką historyczną, a raczej nasiąkniętym nienawiścią do &quot;niemczyzny&quot; rewizjonizmem, zaowocowała fatalnymi decyzjami. </font></p><p><font size="3"> <br />Cała historyczna substancja miasta dla niedouczonych, mających obce korzenie decydentów, stała się wówczas uciążliwym balastem. Kamienice za bardzo przypominały C.K. Monarchię, ulice wytyczone były przez niemieckojęzycznych włodarzy, a z każdego zakątka miasta wyzierała znienawidzona, &quot;nie nasza&quot;, nie polska przeszłość. Należało ją zatrzeć, zniszczyć, wymazać z pamięci i z rzeczywistości. </font></p><p><font size="3"><br />Regionalna prasa szeroko rozpisywała się wówczas o historycznym skansenie, o zabytkowym balaście, o dziewiętnastowiecznej ciasnocie... Ale tak naprawdę była to tylko gęsta zasłona dymna.</font></p><p> </p><p><font size="3">Bo przecież tylko ktoś bardzo naiwny mógł sądzić, że władzom miasta, regionu, czy województwa tak bardzo zależy na usuwaniu &quot;niemieckich akcentów&quot; z polskiego miasta. Nie. W tym konkretnym wypadku przeszłość tak naprawdę nie miała tu żadnego znaczenia. Bo gdyby wówczas, to znaczy na początku lat siedemdziesiątych w otoczeniu prezydenta Kobieli znalazł się ktoś, kto słusznie zwróciłby uwagę, że w Bielsku, a szczególnie w Białej przed drugą i przed pierwszą wojną światową mieszkało bardzo dużo Polaków i że ci Polacy w ten, czy w inny sposób również tworzyli to miasto, a zatem niszczenie tkanki tego miasta, jako stricte niemieckich pozostałości, jest absurdem - to ten argument i tak nie na wiele by się zdał.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541786830064700.jpg" alt="" width="560" height="352" /></p><p> </p><p><font size="3">Bo w istocie chodziło tylko o to, by wykonać plan. By dokonać spektakularnej przebudowy centrum, która byłaby zauważona i doceniona w katowickiej, a może i warszawskiej centrali. Chodziło o działanie będące realizacją światłej, nowoczesnej myśli socjalistycznej. A całe to gadanie o pozbywaniu się dusznej dziewiętnastowiecznej architektury, to tylko bezczelny parawan.</font></p><p> </p><p><font size="3">Podobnie jak ględzenie o rzekomo nieremontowalnym stanie kamienic przy ul. Zamkowej, które koniecznie trzeba było wyburzyć. W całej tej sprawie najciekawsze jest to, że zagrzybione i zawilgocone były rzekomo tylko te kamienice, które stały na przeszkodzie w poszerzaniu ul. Zamkowej - natomiast sąsiadujące z nimi, wybudowane w tym samym okresie, stojące na skarpie tego samego wzgórza - już nie. I żeby było dziwniej - w całym mieście pełno jest dużo starszych domów, czasem podpiwniczonych jeszcze średniowiecznymi piwnicami, a przecież jakoś trzymają się do dziś i jakoś nikt ich do dziś nie zaminował...</font></p><p><font size="3">Szkoda słów...</font></p><p><font size="3"><br />Możemy bez końca analizować tamte słusznie minione czasy i motywy działań ludzi w tych czasach rządzących, ale cokolwiek nam wyjdzie i tak trzeba powiedzieć: wówczas liczył się tylko czyn.</font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541785780251300.jpg" alt="" width="560" height="352" /></p><p> </p><p><font size="3">Wyburzenia rozpoczęły się późną zimą 1974 roku. </font></p><p><font size="3">Podzielone były na trzy duże sektory robót. Jednym z nich były roboty przy wysadzaniu kamienic na placu Żwirki i Wigury, drugim dekonstrukcja zabudowań przy ul. Zamkowej, trzecim - przy wyburzaniu kamienicy Sułkowskich właśnie, wraz z pracami mającymi za zadanie umocnienie i stabilizację wzgórza zamkowego.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541784536606300.jpg" alt="" width="397" height="560" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541783946078500.jpg" alt="" width="560" height="390" /></p><p> </p><p><font size="3">Najpierw użyto spychaczy i stalowych lin. Żałosne kikuty sterczały w niebo, jakby na urągowisko wszystkim książętom świata. A Sułkowskim szczególnie...</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541782615002500.jpg" alt="" width="560" height="413" /></p><p> </p><p><font size="3">Potem również i tu, podobnie jak w przypadku placu Żwirki i Wigury, posłużono się materiałami wybuchowymi. Nadzorowane przez mistrza minerskiego Józefa Bendyka cztery kontrolowane wybuchy całkowicie wyburzyły kamienicę.</font></p><p> </p><p><font size="3">Pierwszy raz od lat siedemdziesiątych XIX wieku bielszczanie mogli oglądać północną fasadę zamku zupełnie odsłoniętą. W niedzielę 17 marca 1974 roku pod zamek waliły tłumy, aby zobaczyć go z zupełnie nowej perspektywy.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541781222287900.jpg" alt="" width="362" height="484" /></p><p> </p><p><font size="3">To jedno z pierwszych zdjęć wykonanych z murów zamku, z dawnego północnego dziedzińca, w kierunku ulicy Lenina. Już na początku maja na stromym stoku wzgórza zamkowego posadzono tysiąc sztuk bratków, z których utworzono herby Bielska i Białej.</font></p><p><font size="3">Jeszcze w kwietniu Kronika Beskidzka informowała w tonie - rzecz jasna - entuzjastycznym:</font></p><p><font size="3"><br /><em><strong>&quot;Ta część śródmieścia, samo serce miasta, przeobrażająca się właśnie, jest jedną z najpoważniejszych operacji w planie przebudowy centrum. Już dziś widzimy, jakie przynosi korzyści, jak uwalnia od dziewiętnastowiecznej ciasnoty, jak dodaje miastu urody i co najistotniejsze - jak stwarza warunki dla prawidłowego jego funkcjonowania.&quot;</strong></em></font></p><p> </p><p><font size="3">I tutaj rodzi się we mnie jakiś wewnętrzny sprzeciw. Nie wobec faktów, bo one jakie są - każdy widzi, ile raczej wobec sensowności wyburzenia tej kamienicy. Ale wbrew pozorom nie jest to tylko wściekłość na ówczesnych działaczy i aparatczyków od wojewody generała Ziętka poczynając, poprzez pierwszego sekretarza KP PZPR Drewniaka, na Antonim Kobieli skończywszy. <br /> <br />Kiedy tak analizuję całą tę sprawę, kiedy patrzę na stare fotografie ukazujące bardzo niebrzydki przecież obiekt i kiedy - to przede wszystkim - przyglądam się historii tego gmachu, zaczynam się poważnie zastanawiać, czy jego wyburzenie nie było już od samego początku wpisane w jego historię. Czy odium jakiejś prowizoryczności nie ciążyło na tym budynku od zawsze?</font></p><p> </p><p><font size="3">Przecież obiektywnie rzecz biorąc kamienica ta - choć wtopiła się w pejzaż miasta doskonale i była oczywistą kontynuacją odwiecznego chyba browaru - była też jakimś nie do końca przemyślanym dziełem, raczej efemerycznym pomysłem nieobecnego księcia, iluzoryczną, zdalnie sterowaną fanaberią dziedzica, który umyślił sobie, że jeśli już przyjedzie do Bielska (pofatygował się łaskawie dopiero w 1898 r.), zamieszka nie w zimnych, obszernych komnatach, ale w przytulnym apartamencie na pięterku kamienicy wtłoczonej w zamkowe wzgórze. Ten dom był inwestycją, której jedynym sensem istnienia był fakt, że przynosiła jakiś konkretny zysk...<br />Z drugiej jednak strony nawet jej skrajnie komercyjny charakter nie zaważył negatywnie na jej walorach estetycznych. Budowniczowie tego było-nie-było reprezentacyjnego gmachu rozumieli, że musi on się wtapiać w otoczenie i stanowić naturalny i neutralny dla architektonicznego środowiska element.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147541779696727700.jpg" alt="" width="560" height="373" /></p><p> </p><p><font size="3">To dlatego tak bardzo mi go żal. Bo chociaż kamienica Sułkowskich była zwykłą skarbonką, była też - jak wszystko kiedyś - kawałem solidnie wykonanej pracy, wysmakowaną, klasyczną ozdobą centrum.</font></p><p><font size="3"><br />I za takim centrum - pełnym pięknych gmachów wypełnionych szumem i gwarem, zajętym przez całą rzeszę zapracowanych ludzi, z których każdy - urzędnik, subiekt czy zamiatacz - był mistrzem w swej specjalności; centrum z ulicami tętniącymi życiem, różnorodnością i kolorytem. <br />Za takim właśnie centrum, z wąską, wspinającą się ku Rynkowi ulicą, tęsknię najbardziej.</font></p><p> </p><p> </p><p> </p><p> </p> Wpis oficynalny http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4726.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4726.html Wed, 21 Sep 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Szybujemy dalej</font> </p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Stare panoramy miasta mają tę zaletę, że nie ukazują szczegółów. Ogólne widoki kryją wszechobecny wówczas - niestety - brud i budowlany chaos (nic nowego, dziś nie jest wcale lepiej). Ale kryją także to, o czym zazwyczaj, wędrując głównymi traktami i przetartymi ścieżkami, nie mamy pojęcia: oficyny, które z czysto pragmatycznego punktu widzenia były zazwyczaj miejscami drugiej, albo i trzeciej kategorii, ale w których czasami kiełkowały fantastyczne idee i powstawały wspaniałe dzieła, ogrody, w których wypoczywali mieszczanie i ich rodziny, wreszcie zwyczajne, niepozorne zaplecza, pomocnice szarego mieszczańskiego życia.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tak się jednak składa, że o tych szczególnych miejscach, a właściwie o ich dawnym obliczu, nie wiedzielibyśmy nic, gdyby nie panoramy właśnie. Dzięki nim możemy przeskoczyć ponad dachami i choć na chwilę zagłębić się w świat niedostępny dla naszych oczu, przyjrzeć się odrobinę temu zamkniętemu uniwersum podwórek, zapleczy i oficyn.</font> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456520863474500.jpg" alt="" width="560" height="330" /></p><p> </p><p><font size="3">Kontynuujemy więc naszą podróż ponad dachami, posuwając się na wschód, wzdłuż koryta Niwki. Oto dość rzadka panorama Białej wykonana z dachu hotelu Pod Czarnym Orłem. Łatwo rozpoznać tu charakterystyczne punkty miasta, takie jak sylwetę zamku, wieżę bielskiego kościoła ewangelickiego, dach Banku Gospodarstwa Krajowego, czy fasadę kinoteatru Wanda wyłaniającą się zza czarnego pulpitu dachu dawnej szkoły katolickiej, zajmującej lewy brzeg kadru... Ale widać też kilka innych, mniej znanych budowli.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456519802686600.jpg" alt="" width="560" height="330" /></p><p> </p><p><font size="3">Masywna, jasna ściana w samym centrum kadru to tylna elewacja kamienicy przy ulicy Ratuszowej, wybudowanej w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku dla Augusty Fritsche. W tym właśnie budynku przyjmował w latach trzydziestych laryngolog, Maksymilian Statter, który w 1933 roku, przy asyście dentysty dr. Rudolfa Gerbera i aptekarza bielskiego, Juliusza Drancza, operował ropne zapalenie zatok u Witkacego, bawiącego &quot;na gościnnych występach&quot; u Kazimiery Alberti i jej męża.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456515107237300.jpg" alt="" width="560" height="330" /></p><p> </p><p><font size="3">Oficyna, której dach widoczny jest na pierwszym planie, to oficyna kamienicy stojącej przy ul. Główniej 28 (11 Listopada 46). W oficynie tej mieścił się zakład fotograficzny &quot;Globus&quot; z dużym atelier, prowadzony przez Józefa Tyrasa. Było to w okresie międzywojennym najpopularniejsze atelier fotograficzne w Białej. Józef, a właściwie Aaron Joseph Tyras, żyd pochodzący z Żywca, w 1914 roku przejął &quot;Globus&quot; i rozbudował oraz unowocześnił zakład.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tyras był fotografem wszechstronnym, fotografował nie tylko w atelier, dokumentował także bielsko-bialską rzeczywistość. Wiele znanych fotografii przedstawiających miasto, architekturę i wnętrza, wyszło właśnie z jego zakładu. Miał także zacięcie fotoreporterskie, to właśnie dzięki niemu posiadamy chociażby dokumentację fotograficzną z uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego pomnika Gabriela Narutowicza na bielskim Blichu.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456513689605500.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Dziś oficyna kamienicy przy 11 Listopada 46 wygląda prawie tak samo, jak sto lat temu. Właściwie niewiele się tu zmieniło. Szarość, cisza i spokój. Wąskie przejścia, niedbała zabudowa, na balkonie, podobnie jak niegdyś suszy się bielizna. Słowem: <em>constans</em>. Nawet drzewo z ogrodu ostało się jakimś cudem, a dzisiaj drzewo w centrum naszego miasta, szczególnie w ciasnych podwórkach na tyłach kamienic to raczej rzadkość, kiedyś - sytuacja dość powszechna.</font></p><p><font size="3"><br />Na starej fotografii w samym jej centrum widać korony wysokich drzew. Rosną one w ogrodach dwóch sąsiadujących ze sobą kamienic.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456512444005600.jpg" alt="" width="560" height="338" /></p><p> </p><p><font size="3">Na tym zjęciu widać je lepiej. Wyższe drzewa, te, widoczne na tle wysokiego muru oficyny, stoją w ogrodzie doktora Eisenberga (zdjęcie wykonano w 1915 r. - mecenas Alojzy Eisenberg nie żył już od dwóch lat), te niższe rosną na gruntach prowadzącego wyszynk wina Johanna Ochsnera. Proszę zwrócić uwagę na krytą łamanym, czterospadowym dachem altanę w samym centrum zdjęcia, pośród drzew ogrodu Eisenberga.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456510783134200.jpg" alt="" width="560" height="418" /></p><p> </p><p><font size="3">Z tej budowli, rzecz jasna, do dzisiaj nie został ślad, ale przecież na mapach katastralnych do dziś istnieje wyodrębniona działka, która jest pozostałością po tej niewielkiej konstrukcji.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ogrodów było tu więcej. Drzewa owocowe rosły także na tyłach posesji Hugona Budila, który w kamienicy przy ul. Głównej 30 (dzisiaj pięknie odnowiony budynek przy 11 Listopada 48) prowadził skład lamp, żyrandoli, szkła i kryształu, a także zakład witrażowy.</font></p><p> </p><p> <img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456510144886300.jpg" alt="" width="420" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">Z pracowni na tyłach tej właśnie kamienicy w latach 1894 - 1897 wyszły witraże dla kościoła p. w. Opatrzności Bożej. Budil był w ogóle niezwykłą osobistością. Wprawdzie zagorzały niemiecki nacjonalista, jednak dość szczególny działacz. Pan Hugon (prócz tego, że pełnił funkcję dowódcy oddziału pożarniczego, a potem dochrapał się funkcji zastępcy komendanta bialskiej straży pożarnej) był - o czym wie niewielu - miłośnikiem motoryzacji, co w okresie międzywojennym miało swoje, nie zawsze korzystne konsekwencje. Całkiem przypadkiem natknąłem się na zamieszczone w Krakowskim Dzienniku Wojewódzkim ogłoszenie starosty bialskiego, dr. Albertiego, dotyczące konieczności udostępnienia pojazdów mechanicznych na potrzeby wojska w czasie pokoju. Budil figuruje w tym zestawieniu także (obok takich osobistości jak dr Drobniewicz, farbiarz Kerger, stolarz Józef Łysoń, czy właściciel młyna parowego Neumann), jego pojazd o nieokreślonej marce miał nr rejestracyjny KR 96346.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456507381715300.jpg" alt="" width="560" height="330" /></p><p> </p><p><font size="3">Tuż przy dolnej krawędzi zdjęcia dostrzec można połać dachu budowli stojącej na tyłach kamienicy przy ul. Głównej 32 (dziś 11 Listopada róg Głębokiej). To hala dawnej fabryki kamgarnu. Zarówno kamienica, jak i hala należały do Rudolfa Fuchsa.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456626353277200.jpg" alt="" width="542" height="453" /></p><p><font size="3"><br />Tutaj widoczna jest dość wyraźnie. Posiada jeszcze wyniosły komin i charakterystyczne łukowo zwieńczone okna. Hala powstała w drugiej połowie XIX wieku. Ale na planie karastralnym Białej z 1872 roku pacela w tym miejscu jest jeszcze pusta.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456505330398100.jpg" alt="" width="560" height="297" /></p><p> </p><p><font size="3">Na planie tym widać jednak stojący do dziś - i podobnie jak dziś połączony z kamienicą - budynek oficyny (dziś Głęboka 2). Można wnosić, że produkcja początkowo odbywała się właśnie w tej oficynie.</font></p><p> </p><p><font size="3">Hala (także istniejąca do dzisiaj, przebudowana i zadaptowana na restaurację) powstała później. Do budynku tego Rudolf Fuchs przeniósł produkcję sukna. W 1907 roku fabryka przeszła na własność braci Kohn, którzy uruchomili w niej linię produkcyjną kapeluszy. Pierwotnie zakład otoczony był dość zwartą zabudową. Na planie katastralnym Białej z roku 1872 (ale także na planie Schwarza z 1892 r.) wokół <em>Tuchfabrik</em> Fuchsa widać cały kompleks parceli i budynków. Pamiętajmy, że w 1872 roku dzisiejszej ulicy Konfederatów Barskich nie było, dojazd do zakładu istniał tylko od ulicy Głębokiej, zaś piesza ścieżka wiodła pomiędzy domami Batscha i M&uuml;cklera od ul. Nad Niwką.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147456503998935200.jpg" alt="" width="560" height="332" /></p><p> </p><p><font size="3">Na tym znalezionym w sieci zdjęciu, również wykonanym z gmachu Hotelu Pod Czarnym Orłem, przedstawiającym południową część interesującego nas kwartału, z prawej strony widać fragmenty kamienicy pani Fritsche i oficyny z fotozakładem Tyrasa, a u dołu kadru część zabudowy zupełnie nowej ulicy.</font></p><p> </p><p><font size="3">W 1912 roku postanowiono przebić się od strony Hauptstrasse i Tiefegasse do Niwki. W tym celu wyburzono domy Batscha i M&uuml;cklera, zniwelowano pozostałości ogrodów na tyłach tych posesji i wytyczono nową, krótką, dość szeroką ulicę. Wzniesiono przy niej kilka domów, między innymi i tę kamienicę, którą widać tuż przy dolnej krawędzi powyższej fotografii. Dziś kamieniczka, po gruntownej przebudowie, próbuje tę starszą nieudolnie imitować. Zresztą cała ulica Konfederatów Barskich to jakieś urbanistyczne <em>qui pro quo</em>. Od paru dekad nie ma na nią żadnego sensownego pomysłu. I nadal straszą tu nie całkiem historyczne ułamki zabudowy. </font></p><p> </p><p><font size="3">_____________________________</font></p><p> </p><p><font size="3">Czasami przeglądam te stare zdjęcia nie mogąc oprzeć się przemożnemu wrażeniu, jak szczególne było to miasto. Poplątana siatka ulic, placów kamienic, oficyn, suteren i parceli; gęsta sieć ścieżek, kładek i płotów... I to wszystko było w jakiś szczególny sposób tłem dla równie skłębionej, zagęszczonej na kilometrze kwadratowym plątaniny ludzkich losów i namiętności. I sprzeczności! W jednym miejscu (choć nie zawsze w jednym czasie), po sąsiedzku, dosłownie przez płot mieszkali niemiecki nacjonalista Budil i aktywny w ruchu propolskim Eisenberg; rzemieślnik Brosmann i artysta Tyras; poseł na sejm galicyjski i fryzjer; lekarz i fabrykant...<br />Ot, miasto. </font></p><p> </p><p> </p> Druga twarz http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4660.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4660.html Fri, 09 Sep 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Szybujemy ponad miastem</font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Czasami miasto, zupełnie niespodziewanie, odkrywa przed nami swoje inne - zazwyczaj skrzętnie chowane - niespodziewane oblicze. Mało reprezentacyjne, pozbawione </font><span style="font-size: medium">wielkomiejskiego blasku, suterenowo-oficynowe. My, całkiem podświadomie wiemy, że każde miasto taką drugą twarz posiadało, ale kiedy przeglądamy albumy złożone z </span><span style="font-size: medium">wyselekcjonowanych dawnych fotografii, prezentujących miasto od jak najlepszej strony, czasem zapominamy, że to tylko fasada, za którą kryje się zupełnie inny świat.</span></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147349538616091500.jpg" alt="" width="560" height="341" /></p><p> </p><p><font size="3">Ta dość szczególna panorama, wykonana została jak sądzę z dachu lub z ostatniej kondygnacji gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego, czyli dzisiejszego gmachu banku </font><span style="font-size: medium">PeKaO S.A.. Uwagę zwraca przede wszystkim skanalizowany potok Lipnicki. </span></p><p> </p><p><font size="3">Ten fragment ulicy zdaje się nie odbiegać zbytnio od stanu dzisiejszego. To oczywiście tylko złudzenie. Wystarczy przyjrzeć się uważnie, aby dostrzec szczegóły precyzujące </font><span style="font-size: medium">datację zdjęcia, ot, choćby kamienny murek, barierę wieńczącą nabrzeże rzeki Białej. Ulica nie przekracza potoku. Oba brzegi spina w tym miejscu jedynie niewidoczna, bo </span><span style="font-size: medium">schowana za narożną kamienicą Blechnera piesza kładka - na połączenie drogowe trzeba będzie poczekać jeszcze jakieś czterdzieści lat.</span></p><p> </p><p><font size="3">Przy samej ulicy widać kilka ciekawych, krytych dwuspadowymi dachami, pamiętających zapewne koniec osiemnastego wieku domów, które przez parę stuleci stanowiły jedyną </font><span style="font-size: medium">architektoniczną dominantę tego starego fragmentu miasta. Mamy więc stojącą szczytem do ulicy chałupę Natana Berhanga, mamy bliższy, zaopatrzony w trzy szczytowe okna </span><span style="font-size: medium">dom Josha, mamy wreszcie istniejący do dziś budynek z ocalałą także do naszych czasów oficyną - oba widoczne tuż przy dolnej krawędzi zdjęcia. Zabudowania wcinają się w </span><span style="font-size: medium">gęstą zieleń ratuszowego parku.</span></p><p> </p><p><font size="3">Tymczasem samo miejsce jest dość szczególne. Jest jednym z najstarszych fragmentów Białej. Tutaj właśnie, to znaczy w miejscu ratuszowego parku i jego przyległości, </font><span style="font-size: medium">usytuował się w czasach zamierzchłych pierwszy bialski blich. Ten zapomniany. </span></p><p> </p><p><font size="3">Z czasem jednak ten miejski zaułek - z powodu przyrastającej tkanki miejskiej, czyli nawarstwiającej się zabudowy - zaczął robić się coraz ciaśniejszy i jego blichowy charakter </font><span style="font-size: medium">szybko zatracił się pomiędzy powstającymi tu zabudowaniami, aż wreszcie bialski plac blichowy został zlikwidowany i przeniesiony bardziej na południe. Ta część osady jednak - </span><span style="font-size: medium">i to jest bardzo zastanawiające - nigdy nie została zabudowana zupełnie, aż do brzegu rzeki.</span></p><p> </p><p> <img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147349535674533000.jpg" alt="" width="560" height="436" /></p><p> </p><p><font size="3">Wprawdzie z końcem XIX wieku na samym brzegu Białej powstała piękna, reprezentacyjna, istniejąca do dziś kamienica niejakiego Blechnera, która w sposób znaczący </font><span style="font-size: medium">podniosła wizualnie status zaułka, to jednak moją uwagę zwróciły zupełnie inne zabudowania - te, które z domem Blechnera bezpośrednio sąsiadują.</span></p><p><font size="3">Na tyłach domów Berhanga i Josha Widać dość pokaźną oficynę krytą łamanym dachem. To jedna z pozostałości po rzeźni spółki Uherek, Linnert i Sommer. Ta budowla ma </font><span style="font-size: medium">swoją ciekawą hitorię.</span></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147349535000672000.jpg" alt="" width="560" height="344" /></p><p> </p><p><font size="3">Od 1842 roku wraz z pozostałymi budynkami kwartału spełniała zadania głównego budynku cechu rzeźników. Pamiętajmy, że Biała od samego początku swego istnienia była </font><span style="font-size: medium">silnym ośrodkiem handlu bydłem i nierogacizną, nic więc dziwnego, że miasto szczególnie dbało o ten rodzaj rzemiosła. U schyłku stulecia budowla przeszła na własność trzech </span><font size="3">wzmiankowanych wyżej przedsiębiorców, którzy zmonopolizowali rynek mięsny w Białej, a powiedzenie &quot;Iść do Uherka&quot; było równoznaczne z wizytą w rzeźni i tak samo </font><span style="font-size: medium">rozpoznawalne i niebudzące wątpliwości, jak dzisiejsze &quot;Idę do Kasperka&quot;.</span></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147349530133371800.jpg" alt="" width="560" height="330" /></p><p> </p><p><font size="3">To jedno z najstarszych zdjęć przedstawiających ten fragment miasta. Wykonano je u schyłku XIX wieku, a więc w czasach, gdy widoczny na fotografii budynek znajdował się </font><span style="font-size: medium">prawdopodobnie jeszcze w rękach trzech wspólnków. Prosperował doskonale.</span></p><p> </p><p><font size="3">Kiedy jednak w grudniu 1902 roku, dzięki staraniom władz miasta, wystawiono przy ulicy Komorowickiej nową, dużą przemysłową rzeźnię, stara masarnia przestała być </font><span style="font-size: medium">opłacalna. Właściciele pozbyli się jej zatem, zbywając nieruchomości na rzecz miasta. Nie znam sumy, jaką za nieruchomości otrzymali, ale mam wrażenie, że nie mogła być </span><font size="3">mała. &Oacute;w Zaułek, mimo, że położony jakoś tak peryferyjnie i opłotkowo, należał chyba do łakomych kąsków. Oto już w 1903 roku budynki rzeźni przeszły na własność bialskiej </font><span style="font-size: medium">gminy żydowskiej, która tutaj, to znaczy w tym niepozornym domku krytym czerwoną dachówką, urządziła siedzibę gminy.</span></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147349528996047400.jpg" alt="" width="560" height="288" /></p><p> </p><p><font size="3">Unikatowa fotografia, prezentowana pierwotnie w opracowaniu &quot;Życie według wartości&quot; autorstwa pana Jacka Proszyka (któremu z całego serca dziękuję za uprzejmość i zgodę </font><span style="font-size: medium">na umieszczenie jej na łamach mojego bloga) przedstawia właśnie ten fragment miasta. Mamy tu więc budynek będący siedzibą gminy żydowskiej, który na parterze mieścił halę </span><span style="font-size: medium">uboju rytualnego dla drobiu, dwie kuchnie i dwie jadalnie, na piętrze znajdowała się sala posiedzeń i kancelaria, a w piwicy mykwa z basenami wypełnionymi wodą deszczową.</span></p><p> </p><p><font size="3">Sama budowla przeszła gruntowny remont, została przebudowana więźba dachowa, zmieniono pokrycie dachu, powiększono też okna na parterze.<br />Warto zwrócić uwagę na niski budynek stojący tuż za siedzibą gminy, prostopadle do niego. Nie wiem, czy od samego początku należał do gminy żydowskiej, czy też został </font><span style="font-size: medium">zakupiony później, jedak i on stał się później własnością kahału.</span></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147349526889661200.jpg" alt="" width="560" height="299" /></p><p> </p><p><font size="3">Na tej późniejszej fotografii, wykonanej przed 1914 r. (fotografii również pochodzącej ze zbiorów pana Jacka Proszyka - dziękuję!) budynek przylegający bezpośrednio do jatki </font><span style="font-size: medium">jest już dwupiętrowy i zaopatrzony jest w wysoki komin.</span></p><p><font size="3">Oczywiście po budynkach samej gminy nie ma dziś śladu. Znikła jatka mięsna i niemal wszystkie zabudowania w jej bezpośrednim sąsiedztwie, pozostał tylko wysoki, stojący tuż </font><span style="font-size: medium">nad brzegiem Białki, obecnie przebudowany przez developera, dwupiętrowy budynek z wysokim kominem, budynek, który - jak widać na powyższych zdjęciach - nie zawsze był </span><span style="font-size: medium">dwupiętrowy.</span></p><p> </p><p><font size="3">Kiedy patrzy się na te wszystkie fotografie ma się wrażenie, że ten fragment miasta był mało ciekawym, zapuszczonym zaułkiem pełnym archaicznych zabudowań, oblepionych </font><span style="font-size: medium">szopami, kamórkami, schowkami, pakamerami, klitkami, spiżarkami, składzikami i nie wiadomo czym jeszcze. Bieda brud i beznadzieja.</span></p><p><font size="3">Cóż... Naprawdę? Każdy kto tak twierdzi, powinien przespacerować się w to miejsce dzisiaj...</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/147349525467944000.jpg" alt="" width="560" height="328" /></p><p> </p><p><font size="3">Jednakże jeszcze i dziś, przynajmniej wirtualnie, możemy doszukać się śladów po budynkach sprzed ponad stu lat. Na mapie katastralnej tego obszaru, do dzisiaj istnieją </font><span style="font-size: medium">pozostałości po dawnych, nieistniejących już w realu granicach działek. Jest także i działka, która interesuje nas szczególnie (288/2 z zakreślonym zarysem budynku jatki). Jak </span><span style="font-size: medium">widać muchy w bursztynie przybierają czasami całkiem niespodziewaną postać.</span></p><p> </p><p><font size="3">____________________________</font></p><p> </p><p><font size="3">Kiedy patrzę na pierwszą fotografię, tę z 1933 roku, nasuwa mi się pewna refleksja. Ta panorama jest skadrowana bardzo sprytnie. My dzisiaj trochę narzekamy na to, że ktoś </font><span style="font-size: medium">kiedyś skanalizował Niwkę, a przecież mogłaby ona - odsłonięta i wolnopłynąca - stanowić doskonały walor turystyczny i regionalny wabik na miarę cieszyńskiej Wenecji. Kiedyś </span><span style="font-size: medium">jednak zapatrywano się na to nieco inaczej.</span></p><p> </p><p><font size="3">Jeszcze w pierwszej dekadzie XX wieku pocztówki ukazujące odkrytą Niwkę były dość częste. Później, kiedy do Bielska i Białej wszedł wielki świat, ten obszar miasta stał się </font><span style="font-size: medium">już nie malowniczym zaułkiem, a wstydliwym piętnem, które trzeba przed światem ukrywać.</span></p><p><font size="3">Ta tendencja utrzymała się aż do lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, z których pozostała nam może pewna ilość zdjęć prywatnych, ale pocztówki? Kilka zaledwie nieśmiałych </font><span style="font-size: medium">ujęć! Ale jakże ciekawych!</span></p><p> </p><p><font size="3">A więc już za kilka dni poszybujemy ponad dachami dalej, na wschód, aby przyjrzeć się innym, zazwyczaj dyskretnie ukrywanym, mało reprezentacyjnym fragmentom Białej...<br /></font></p><p><font size="3"> </font></p> Szaro, buro, łyso... http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4451.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4451.html Fri, 29 Jul 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p> </p><p><font size="3">Stronnicza i subiektywna historia bielsko-bialskiej architektury</font></p><p> </p><p><font size="3">część czwarta</font></p><p> </p><p><font size="3"><br />Po II wojnie światowej - z wiadomych względów - musiało minąć sporo czasu, zanim architektura na nowo odnalazła siły i radość tworzenia. Oczywiście to nie było tak, że zaraz po wojnie się nie budowało. Owszem, nawet niemało. Jednak w dziejach architektury pierwsze lata powojenne nie zapisały się raczej niczym szczególnym. Również w Bielsku. Dopiero powolny wzrost zamożności kraju, przyrost ludności, wreszcie mozół wydobywania z chaosu zakończony nieco inaczej, niż chciał ogół, przyniosły efekt w postaci nowej myśli budowlanej.</font></p><p> </p><p><font size="3">Zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych obywateli stało się dla partii celem najwyższej rangi (oczywiście zaraz po krzewieniu idei socjalistycznej). Zaangażowano do pracy tęgie głowy (tutaj już bez kpin - polscy specjaliści, architekci i inżynierowie, to byli ciągle fachowcy pierwszej wody), zaczęły powstawać dobre projekty, skutkiem czego, nawet mimo niesprzyjających warunków polityczno-społecznych, udało się stworzyć całkiem znośną rzeczywistość, która mieszkańcom miast polskich posłużyła za bezpieczne schronienie przed szalejącym za oknami komunistycznym zamordyzmem.<br /> <br />Pierwsze oznaki powojennych koncepcji były widoczne już przed wojną. To w latach trzydziestych - jak się już rzekło - powstawały wizje, które znalazły zrozumienie i szacunek nie tylko w latach czterdziestych, ale i dzisiaj cieszą oko i poczucie estetyki (vide osiedle w ogrodach Sułkowskich zwane Tel-Awiwem).</font></p><p> </p><p><font size="3">Sama koncepcja nie była zła. Miasto jako zbiór samowystarczalnych osiedli... Nawet mnie, który zna już wszelkie negatywne konsekwencje takiego założenia - gdzieś tam, głęboko w duszy ta wizja się podoba... Bo to jest koncepcja atrakcyjna. Nie ma co się oszukiwać. I w naszym mieście takie koncepcje też powstawały. Przyjrzyjmy się bliżej jednej z nich.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987454155505900.jpg" alt="" width="560" height="392" /></p><p> </p><p><font size="3">Osiedle Grunwaldzkie, którego trafność proporcji i stonowane wysmakowanie docenić można dopiero po latach, było przedstawicielem ostatniej już fali koncepcji architektonicznych przemyślanych od początku do końca, które pojawiły się w mieście przed ostateczną katastrofą. Stanowiących zwartą, zamkniętą, zatopioną w zieleń całość. Było zjawiskiem z estetycznego punktu widzenia systemowo zredukowanym do minimum, ale wybroniło się doskonale. Proszę tylko spojrzeć.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987453277841300.jpg" alt="" width="560" height="396" /></p><p> </p><p><font size="3">To jedno z moich ulubionych osiedli.</font></p><p><font size="3">W połowie lat dziewięćdziesiątych byłem tu częstym gościem. Zazwyczaj rano, po nocnej zmianie w Prefabecie, zmęczony i bez ochoty na cokolwiek. To było trochę irracjonalne, bo zamiast wsiąść do autobusu pełnego niedobudzonych pasażerów, rozpoczynających dopiero dzień, zamiast jechać do domu i rzucić się na wyrko, wolałem wrócić do domu piechotą. Właśnie tamtędy. </font><span style="font-size: medium">Czy winne temu było rześkie poranne powietrze, czy ciepłe blaski wstającego właśnie słońca? Nie mam pojęcia. W każdym razie - wiem, trochę to dziwne - spacer pomiędzy tymi szarymi budynkami sprawiał mi zawsze jakąś trudną do wytłumaczenia przyjemność.</span></p><p><font size="3">No bo przecież w tej architekturze nie było raczej żadnego uroku, w tych monotonnych liniach żadnej finezji. A jednak.</font></p><p> </p><p><font size="3">Osiedle Grunwaldzkie to przykład typowego wczesnego PRL-owskiego osiedla mieszkaniowego, jakich pełno w wielu polskich miastach. Powstało w latach pięćdziesiątych, a więc dosłownie w przededniu wielkiego boomu betonowej płyty. Być może właśnie dlatego wzniesiono je jeszcze w pewnym urbanistycznym porządku. Budynki składające się na osiedle są dość niskie, nawet jak na ówczesne standardy. Architekci i urbaniści, autorzy projektu, słusznie uznali, że trzy kondygnacje (wliczając w to parter) to zupełne optimum jak na zatopiony (w przyszłości) w zieleń kompleks mieszkalny.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987452302184500.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">Na efekt trzeba było czekać dość długo. Dopiero w latach osiemdziesiątych osiedle, dzięki rozsądnie zaplanowanej zieleni, zaczęło stawać się przytulnym miejscem zamieszkania. <br />Wcześniej?<br />Wcześniej było naprawdę nieciekawie. Osiedle Grunwaldzkie na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych miało najgorszą chyba prasę pośród miejskich osiedli. Fatalny stan czystości, brak porządku, przepełnione śmietniki, wszechobecny brud i smród... I terroryzujące mieszkańców szczury. Wszystko to było na porządku dziennym. Nawet ludzka tragedia. Na początku lat siedemdziesiątych, w jednym z dołów, czy też raczej rowów, które przecinały w te i wewte całe osiedle, zasypało człowieka. Na śmierć. <br />Dzisiaj jest to jedno z mniejszych, ale i spokojniejszych osiedli (nie licząc wieczorów, kiedy na sąsiadującym stadionie gra TS Podbeskidzie, rzecz jasna).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987451410606800.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Grunwaldzkie jest czymś w rodzaju nigdy nie zaginionego brakującego ogniwa pomiędzy modernistyczną, typowo śródmiejską zabudową, a nowoczesnym blokowiskiem. Jest jak pomost pomiędzy starym porządkiem a... nowym bezładem.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jednakże jeśli chcemy patrzeć na historię architektury, powinniśmy zachować ścisły porządek. Również chronologiczny.<br />Przecież w międzyczasie (czyli pomiędzy moderną, a wielką płytą) architektoniczną rzeczywistość naszego umęczonego kraju opadła kolejna zmora - socrealizm. I tutaj chciałbym zauważyć, że w naszym mieście, na całe szczęście, socrealistyczny zakichany patos nie znalazł sobie miejsca. Wprawdzie osiedle Grunwaldzkie w jakiś sposób może aspirować do roli reprezentanta tego zadekretowanego oficjalnie w 1949 r. nurtu, to jednak w istocie pod wieloma względami jest mu przeciwne, stanowiąc na tle socrealistycznych wykwitów szczególny i piękny przykład (bo obok soc-patosu to osiedle nawet nie leżało).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987450532566300.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Stało się tak również i dlatego, że Bielsko nie zostało w czasie wojny zniszczone, dzięki czemu ideolodzy soc-realnej architektury nie mieli gdzie wtrynić tego swojego monumentalnego chłamu - a przedmieścia i peryferia leżały poza zainteresowaniem przesiąkniętych stalinowskim duchem pseudo specjalistów. I całe szczęście, że tym aparatczykom nie przyszło do głowy wyburzyć bielskiego starego miasta (a dlaczego by nie?!) i zabudować je w nowym, lepszym, socrealistycznym warszawsko-nowohucko-stalowowolskim duchu. Gdyby tak się stało, zamiast zamku mielibyśmy monumentalny Pałac Historii, zamiast Rynku Plac Wieców z figurą krzepkiej chłopki ze snopem świeżo zżętego zboża, mój ulubiony Antykwariat Staromiejski zdobiłby łuk tryumfalny z gwiazdą, a galeria &quot;Wzgórze&quot; Franka Kukioły witałaby nas spracowanym hutnikiem nad wejściem. Albo górnikiem z kilofem w sękatej dłoni. <br />Dobrze, że tak się nie stało.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987448440583800.jpg" alt="" width="560" height="434" /></p><p> </p><p><font size="2">Widok z dachu Hotelu &quot;President&quot; na zabudowę Białej. Poszerzona ulica 11 Listopada z imponującą zabudową mieszkalno-usługową i torowiskiem tramwajowym linii 3 do Lipnika. Na pierwszym planie dachy bloków przy Cechowej, w tle kominy elektrociepłowni &quot;Złote Łany&quot;. Tak miało wyglądać nasze miasto. </font></p><p> </p><p><font size="3">To oczywiście żart. Powyższe zdjęcie to widok Nowej Huty, jednak ta wizja wcale aż tak daleka od rzeczywistości nie jest. Powojenni rekonstruktorzy (czy raczej dekonstruktorzy) przestrzeni mieli na nasze miasto olbrzymią chrapkę i gdyby nie ich tchórzostwo i wewnętrzne partyjne spięcia, skończyło by się to naprawdę źle. O zamiarach ówczesnych władz i ich nieliczącym się z niczym i nikim sposobie myślenia przestrzennego świadczą omawiane już na łamach tego blogu szaleństwa wyburzenia przy zamku czy w śródmieściu Białej. Na całe szczęście w wielu innych przypadkach stanęło tylko na zmianie nazw ulic...</font></p><p><font size="3">Tymczasem &quot;rekonstrukcja&quot; przestrzeni, ominąwszy historyczne centrum, zapłonęła wielkim ogniem na peryferiach. I na osiedlach. <br />Powołano do życia wielką płytę.</font></p><p> </p><p><font size="3">*</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987446600488500.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Kiedy mówi się o blokach z wielkiej płyty, przychodzą zazwyczaj na myśl mocno pejoratywne skojarzenia i górę biorą emocje z pogranicza histerii i depresji. Ale chyba nie do końca słusznie (naprawdę to napisałem?). <br />Główne dwa zarzuty, jakie czyni się wielkiej płycie, to to, że była monstrualna i szara. Z monstrualnością pogodziliśmy się z konieczności - brak mieszkań z jednej strony i pojemność takich gigantycznych szaf z drugiej, szybko uzasadniły istnienie w miejskiej przestrzeni kilkunastopiętrowych molochów (osiedle Karpackie to przecież bez mała 3600 mieszkań).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987446054267600.jpg" alt="" width="462" height="566" /></p><p> </p><p><font size="3">Jeśli zaś chodzi o szarość, do dziś nie potrafimy sobie poradzić z tym problemem. I wcale nie mam na myśli tego, że powinniśmy wreszcie z tą szarością coś zrobić (bo od kilku lat robi się z nią rzeczy naprawdę niewyobrażalne i absolutnie karygodne), ale raczej to, że szarość - niestety - jest dla wielkiej płyty JEDYNĄ rozsądną alternatywą. <br />Dlaczego?</font></p><p> </p><p><font size="3">Już tłumaczę. Kiedy w latach pięćdziesiątych, w odpowiedzi na gorączkę mieszkań, zaczęto projektować budynki, które byłyby tych potrzeb zaspokojeniem, uznano, że dwóch dominant: rozmiaru i koloru nie da się pogodzić. Już sam rozmiar jest zbyt przytłaczający, aby dopychać jeszcze kolorem! Koniecznym było więc, aby z któregoś z nich zrezygnować. <br />Tak, drodzy Państwo. Szarość naszych blokowisk była celowa i miała konkretne, sensowne i logiczne uzasadnienie!</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987444702060200.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Filip Springer w swojej fenomenalnej książce &quot;Wanna z kolumnadą&quot; puentuje ten fakt niezwykle celnie:</font></p><p><font size="3"><br /><em>&quot;To między innymi dlatego kolorami modernistów, którzy wymyślili wielkie bloki, była biel i szarość. Uważali, że wielkie domy dominują w przestrzeni na tyle, że dodawanie do nich silnych akcentów kolorystycznych byłoby już wizualnym barbarzyństwem. Wielka elewacja miała być jedynie tłem dla życia osiedla, a nie jego głównym elementem. Rozumieli to w większości projektanci polskich blokowisk, zapomnieli ci, którym przyszło te osiedla modernizować.&quot; </em></font></p><p> </p><p><font size="3">Nie jest więc prawdą, a przynajmniej nie jedyną, że PRL-owska szarość wywołana była brakiem farb w sklepach i deficytem poczucia piękna w głowach architektów. </font></p><p><font size="3">Tym bardziej zdumiewa fakt, że dziś próbujemy radzić sobie z monotonią blokowisk poprzez galopującą pastelozę, mając jakieś złudne, nie wiem skąd wynikające, przeświadczenie, że jak na fasady napaćkamy od metra odcieni żółci, cynobrów, fuksji i grynszpanów, to osiedla ożyją, staną się bardziej znośne do życia i weselsze. </font></p><p><font size="3"><br />Nie. Będą estetycznie niestrawne, żenująco zinfantylizowane, żywcem wyjęte ze snu szalonego kolorysty. Staną się nie do zniesienia. Już są nie do zniesienia!</font></p><p><font size="3">A wszystko tylko dlatego, że szarość po prostu źle się niektórym kojarzy. I że to fatalne skojarzenie próbują oni jakoś przepracować. Ale czynią to w sposób idiotyczny. I rękami pań sekretarek z zarządu (bo przecież nikt nie zna się na kolorach lepiej niż pani Krysia z ADM-u, czy Strzechy). <br />A potem powstają takie szkaradzieństwa.</font></p><p> </p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987444083542500.jpg" alt="" width="560" height="356" /></p><p> </p><p><font size="3">Z przerażeniem obserwuję, co dzieje się na odcinku bielsko-bialskich blokowisk i czasem aż oczy przecieram ze zdumienia. <br />Kiedyś nasze miejskie osiedla otrzymywały nagrody za koncepcje urbanistyczne, za kształt i formę. Tak, tak, te szare, wielopiętrowe molochy, budowane w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, chwalono i nagradzano za umiejętne wkomponowanie w krajobraz i nawiązanie do beskidzkich szczytów, będących dla tych mrówkowców tłem (wiem, wiem - jakie czasy takie nagrody...). <br />Jednak dziś na siłę rozwesela się je, stosując karygodne techniki kolorowankowe. Dziś, próbuje się naprawić coś, co wydaje się złe, a w konsekwencji wychodzi jeszcze większa bieda.<br />Chyba czas powiedzieć: dość!</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987442981450400.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Tutaj architektura jeszcze walczy. Kiedy patrzę na ten obrazek uchwycony na bialskim osiedlu Śródmiejskim, mam wrażenie, że ta potężna szara bryła toczy rozpaczliwy, srogi bój o godność, tragiczną bitwę o zachowanie resztek dumy i honoru, próbując powstrzymać kroczącą infantylizującą całą przestrzeń publiczną &quot;wesolutką&quot; manię kolorowania.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146987442172230200.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p> </p><p><font size="2">Patrzę i zaciskam pięści. Z wściekłości i niemocy.</font> </p><p><font size="3"><br />Kiedy patrzy się na historię architektury, również tę, która realizowała się tysiącami projektów w Bielsku i w Białej, dopada człowieka smutna refleksja o swoistym uwiądzie tej dziedziny ludzkiego życia. Wydaje się, że mamy do czynienia z katastrofą, ku której zmierzała od samego zarania, od form idealnych, doskonałych, przez wysmakowane, coraz prostsze, ale niepozbawione harmonii, aż do coraz bardziej zindywidualizowanych, idących pod prąd projektów... Stylowa ewolucja, a raczej dewolucja zamknięta mocnymi, pustymi akordami nieuporządkowanej choć przecież prostej (prostackiej) myśli, wydaje się być kompletnym fiaskiem idei piękna i harmonii na rzecz użyteczności i solidności. Ciekawe jest natomiast to, że ten uwiąd jest zjawiskiem dotyczącym właściwie tylko ostatniego stulecia. To dwudziesty wiek wprowadził w architekturze zmiany idące tak daleko, że w tej chwili ich ogrom wydaje się przytłaczający, a konsekwencje nieodwracalne.<br /> <br /> <br />Czy da się dzisiaj temu zaradzić? Czy możliwe jest jeszcze, aby architektura jako nauka i sztuka odrodziła się w projektach, których nowoczesność nie jest alternatywą dla harmonii, a jej uzupełnieniem? Mam nadzieję, że tak. <br />Gorąco w to wierzę.</font></p><p><font size="3">_______________________</font></p><p><font size="3"><br />Moją subiektywną historię bielsko-bialskiej architektury - szkic z oczywistych względów niepełny, może schematyczny, a być może i kulawy - zakończę właśnie tutaj. Nie napiszę nic o architekturze współczesnej, tej, która wyrasta na naszych oczach. Powód jest prosty - ona nie jest już historią, a teraźniejszością właśnie. Zajmą się nią, mam nadzieję, w obiektywny sposób pokolenia przyszłe. I wierzę, że znajdą dla niej duże pokłady wyrozumiałości. Będzie im potrzebna.</font></p><p> </p><p><font size="3">Natomiast z całą pewnością wkrótce pojawi się mały dodatek o architekturze przemysłowej, której w &quot;stronniczej i subiektywnej...&quot; zabrakło, a której brak jest zwyczajnie karygodny.</font></p><p> </p><p> </p> Czytelnicy mnie uduszą http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4450.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4450.html Thu, 28 Jul 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p> </p><p><font size="3">Tak, wracam na skrzyżowanie. To skrzyżowanie!</font></p><p> </p><p><font size="3"><br />Kolejny raz przekonałem się (czy też raczej do takiej refleksji i konkluzji zmusiła mnie moja głupota i krótka pamięć, ale także konieczność chwili), że porządny katalog zapisanych na dysku zdjęć, z precyzyjnym datowaniem i pełnym otagowaniem to sprawa nie do przecenienia. Obrazki należy dokładnie opisywać i katalogować, żeby nie dochodziło do takich sytuacji! Jakich?</font></p><p> </p><p><font size="3">Oto na rzeczonym dysku znalazłem fotografię, która zresztą na tym blogu była już publikowana, a która prezentuje najczęściej przeze mnie ostatnio poruszany, wzmiankowany i analizowany fragment miasta. Ubzdurałem sobie, że ze skrzyżowaniem Partyzantów, Michałowicza i 1 Maja związana jest swego rodzaju tajemnica, która tłumaczy taki a nie inny przebieg dawnej ulicy Blichowej i trzymam się tego jak pijany płotu. To znaczy trzymam się tezy, że tam jest jakaś tajemnica.<br /> <br />Szukałem więc potwierdzenia tego pomysłu, który z każdym dniem zaczął mi się wydawać jakoś tak średnio potwierdzalny (przynajmniej w świetle mojej wiedzy i dostępnej ikonografii).</font></p><p><font size="3">Tymczasem ni z tego, ni z owego natrafiłem niespodziewanie na tkwiącą na dysku mojego komputera (gadzina ukryła się w folderze &quot;Blich&quot; - prawda, że diablo nieprzewidywalnie?) datowaną na rok 1919 fotografię, na której skrzyżowanie Blichowej i Górskiej widoczne jest jak na dłoni.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146981504268847500.jpg" alt="" width="560" height="358" /></p><p> </p><p><font size="3">Oto widok od południa, w kierunku centrum miasta. Fotograf robiący to zdjęcie znajdował się najprawdopodobniej na piętrze, w oknie kamienicy Fussg&auml;ngera, której cień widać na bruku ulicy Blichowej na pierwszym planie. Po prawej stronie, tuż przy krawędzi zdjęcia można się domyślać wylotu uregulowanej już pięknie ulicy Alleegasse. Dalej, także po prawej stronie widzimy kryty stromym dachem, charakterystyczny dla bielskich przedmieść dom wolnostojący. Takie domy, jeden przy drugim, stały przy wszystkich drogach wylotowych z miasta, przez długie wieki. Przypuszczam, że ten konkretny legitymuje się rodowodem sięgającym początków XIX wieku, lub nawet jeszcze wcześniejszym. Perspektywa ulicy Blichowej zamknięta jest zabudowaniami fabryki M&auml;nhardtów. Ale najciekawsze jest w centrum i po lewej stronie zdjęcia.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tak, tak! Widoczny od szczytu, kryty naczółkowym dachem dom, to nie kto inny, ale bohater wielu naszych wpisów! Stojący w osi ulicy Blichowej budynek, który od dłuższego już czasu zaprząta moją uwagę, jest tu widoczny w całej niemal okazałości, wprawdzie, jak już napisałem - od szczytu, ale przecież bardzo wyraźnie. </font></p><p><font size="3"><br />Patrzę więc na niego uważnie, usilnie badam każdy milimetr sfotografowanych murów, rozpaczliwie próbuję wyłapać w nich coś, co wyjaśni mi, dlaczego, do diaska, ten dom tak długo stał w poprzek drodze, dlaczego był taką świętą krową Blichu, że przez dekady, a może i wieki nikt nie był w stanie go stamtąd usunąć. A wraz z nim prostopadłej doń oficyny...<br />Patrzę więc, i patrzę, i, niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że jak na złość nie ma w tej budowli nic szczególnego. Ot, zwykły dom mieszkalny odchodzącej, niemodnej epoki. Relikt pradawnych czasów, kiedy miasta formowano z takich właśnie, na wpół wiejskich chałup, które tym tylko od wiejskich się różniły, że kryte były tanią papą. Jedyne, co udało mi się ustalić, to to, że w tym konkretnym domu, w czasach komuny mieścił się niewielki sklepik mięsny.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jednak to, co w tym zdjęciu przykuło moją uwagę najbardziej, to obszar na lewo od rzeczonego domu - średnio zagospodarowana przestrzeń za wysokim parkanem, tuż przy ulicy.</font></p><p> </p><p><span style="font-size: medium">Trudno orzec, czy mamy tu do czynienia z ogrodzonym terenem przyszłej budowy, warsztatem, ogrodem, czy z tzw. wiecznym nieużytkiem (a wiec obszarem, którego właściciel, ogrodziwszy go uprzednio solidnym płotem, postanowił przeczekać złą powojenną koniunkturę i zamrozić nieruchomość w oczekiwaniu na lepsze czasy). </span></p><p> </p><p><font size="3">Jednakże sama przestrzeń za ogrodzeniem wydaje się być intensywnie użytkowana, o czym świadczą koleiny i jakiś surowiec składowany pod wiatą... Mamy więc być może do czynienia z warsztatem wymagającym dużej przestrzeni.</font></p><p> </p><p><font size="3">Doskonale pasuje tutaj zakład obróbki drewna, bo przecież przez parcelę, jeszcze do niedawna, przepływał Sikornik, który w zamierzchłych, niezelektryfikowanych czasach mógł napędzać piłę (na tym zdjęciu ponad skanalizowanym już potokiem przechodzą właśnie, widoczne na pierwszym planie, kobiety w śnieżnobiałych zapaskach). Żeby było śmieszniej, ulicę Blichową w tym miejscu, tylko nieco dalej na północ, zaledwie dwadzieścia lat wcześniej przecinał jeszcze jeden potok - Młynówka. Ta sama młynówka, która napędzała młyn przy ul. Młyńskiej i która potem łączyła się z Sikornikiem (gdzieś w okolicy dzisiejszego przejścia dla pieszych przez ul. Młyńską, tuż przy stacji paliw) i która kilkaset metrów dalej obmywała zamkowe mury, aby ostatecznie połączyć się z Niprem i zakończyć swój żywot wysączając się z piwnic kamienicy radcy Burdy wprost do Białki.</font></p><p><font size="3">Którędy płynęła Młynówka? Na tym zdjęciu, gdyby było zrobione ćwierć wieku wcześniej, widzielibyśmy ją spływającą od lewej, mniej więcej wzdłuż płotu, przy którym stoją kryte skośnymi dachami szopy na ogrodzonej parceli, skosem przecinałaby ulicę i kierowałaby się wzdłuż parkanu drewnianej chałupy widocznej przy prawej krawędzi zdjęcia.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146981506106777700.jpg" alt="" width="464" height="315" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146981506750822700.jpg" alt="" width="439" height="305" /></p><p> </p><p><font size="3">Mamy więc nie jeden, a dwa cieki, które mogły być niegdyś naturalnym napędem dla miejscowego przemysłu.</font></p><p> </p><p><font size="3">Zatem tartak?<br />Całkiem możliwe, choć głowy nie dam. <br />Może zakład kamieniarza?<br />A może jatka, skoro w pobliskim domu udało się zlokalizować istniejący jeszcze pół wieku później sklep mięsny? <br />A wcześniej folwark?</font></p><p><font size="3">A może jeszcze coś innego?</font></p><p><font size="3"><br />Tak czy inaczej, jedno jest pewne: coś było na rzeczy. I być może wcale niekoniecznie tartak, kamieniarz, czy inna, chroniona przez magistrat firma ogólnej użyteczności.</font></p><p><font size="3">Może faktycznie zwyczajne wyprostowanie drogi było zbyt kosztowne? Jeśli dokładnie przypatrzymy się lewej stronie fotografii, zauważymy, że zarówno grunt za parkanem, jak i linie okien i dachów budynków stojących tuż przy wylocie ulicy Górskiej (ich dachy i tylne ściany widoczne są dość wyraźnie ponad trzema drewnianymi szopami) biegną w górę, sugerując, że ogólny przebieg warstwic w tym &quot;fyrtlu&quot; jest dość gęsty, a więc teren wznosi się w kierunku zachodnim. Być może jest to właśnie bezpośredni dowód na to, że na samym środku dzisiejszego skrzyżowania, całkiem jeszcze niedawno tkwiła trudna (i wcześniej nieopłacalna) do niwelacji przeszkoda w postaci wyniesienia. Łatwiej i taniej było tę przeszkodę ominąć, niż wcinać się w nią generując koszty.</font></p><p> </p><p><font size="3">W pewnym sensie to oczywiste, bo przecież na zachód od Blichu zawsze było wyżej. Procesy geomorfologiczne w dolinie Białej utworzyły tu wybitne wzniesienia, których dominantami są Kozielec i Młyńskie Wzgórze. A jednak dzisiaj, kiedy cały obszar skrzyżowania jest równy i płaski jak stół, trudno wyobrazić sobie, że jeszcze kilka dekad temu było inaczej.<br />I dlatego tak bardzo chciałem znaleźć jakiś dowód, że w istocie ulica Blichowa była krzywa właśnie z winy tego konkretnego pagóra. Albo z jakiegoś innego powodu.</font></p><p><font size="3">A nie, że była krzywa, bo tak!</font></p><p> </p><p><font size="3">Czy mi się udało? <br />Nie wiem. I pewnie się nie dowiem. <br />Ale temat zostawiam - tym razem już naprawdę. Być może kiedyś, w dalekiej przyszłości znów znajdę na swoim własnym komputerze jakieś zdjęcie, które sprawę wyjaśni. I zważywszy na bałagan, jaki panuje na moim dysku, wcale bym się nie zdziwił, gdyby to zdjęcie już dziś tkwiło w folderze zatytułowanym &quot;Wyjaśnienie zagadki skrzyżowania - zdjęcia, relacje świadków, wycinki prasowe, unikatowe dokumenty i archiwalne ujęcia z drona&quot;.</font></p><p> </p><p><font size="3">Taaa.... Na dziś dość.<br />Jutro wracam wpisem o historii architektury.</font></p> Dwa zamki, trzy biblioteki http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4418.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4418.html Fri, 22 Jul 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">Czyli</font></p><p> </p><p><font size="3">Kolejna szalona hipoteza</font></p><p> </p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Stali Czytelnicy mojego blogu doskonale wiedzą, że w dziedzinie bielicjanów istnieją takie tematy, które rozpalają moją wyobraźnię do białości. Jednym z nich jest sprawa zaginionego (chyba bezpowrotnie), powstałego na początku osiemnastego wieku księgozbioru niejakiego Fr&ouml;licha.</font></p><p> </p><p><font size="3">Sprawa, choć właściwie powszechnie znana, kryje kilka tajemnic. Ich odkrywanie jednak - tutaj muszę wszystkich Czytelników uczciwie ostrzec - będzie się w niniejszym wpisie odbywało z tak bezprzykładnym łamaniem wszelkich zasad i gwałceniem naukowej metodyki, że wszystkich bardziej wrażliwych na takie haniebne akty intelektualnego barbarzyństwa upraszam o nieczytanie tej notki.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tymczasem <em>ad rem</em>.<br />Zygmunt Fr&ouml;lich, syn Andrzeja Fr&ouml;licha, bielski patrycjusz, był pisarzem, a właściwie dyrektorem zamkowej kancelarii na dworze właściciela państwa bielskiego, Juliusza Gottlieba Sunnegha. Zygmunt przez lata pracy na urzędzie zgromadził pokaźny księgozbiór, bibliotekę składającą się przede wszystkim - jak twierdził Reginald Kneifel w 1804 roku w swojej &quot;Topografii Cesarsko-Królewskiej części Śląska&quot; - z pozycji prawniczych, ale również i z książek &quot;do czytania&quot;.</font></p><p> </p><p><font size="3">26 października 1720 roku Fr&ouml;lich, na mocy testamentu, przekazał swój bogaty księgozbiór miastu, tworząc tym samym pierwszą na Śląsku Austriackim bibliotekę publiczną. Wsparł też jej powstanie sporą jak na owe czasy sumą 400 florenów.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146927831718310200.jpg" alt="" width="560" height="459" /></p><p> </p><p><font size="2">W roku 1804, w Brnie wydana została &quot;Topografia Cesarsko-Królewskiej części Śląska&quot;. Jej autor dość dokładnie przedstawił Bielsko wraz z jego instytucjami i budynkami. Poświęcił też spory akapit bibliotece Fr&ouml;licha, o której wzmiankę umieścił przed akapitem traktującym o towarzystwie strzeleckim i przed rozdziałem o obronności miasta.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jedynym oryginalnym dokumentem, jaki zachował się do dziś jest odpis testamentu Fr&ouml;licha (kancelista zmarł 29 listopada 1720 r.). Natomiast nie dotrwał do naszych czasów żaden dokument mówiący choćby ogólnie o charakterze księgozbioru, żaden pisany ślad (prócz wzmianki Kneifla), który rzucałby choć odrobinę światła na jego specyfikę, jego ducha i formę. Można więc tylko wierzyć panu Reginaldowi, że nie były to pozycje li i jedynie jurystyczne. Skoro bowiem biblioteka miała być publiczną, skoro z librarium mieli korzystać wszyscy mieszczanie, nie mógł to być zbiór stricte fachowy. </font></p><p> </p><p><font size="3">Co się stało z biblioteką Fr&ouml;licha? Można przypuszczać, że przez prawie sto lat doskonale funkcjonowała (inaczej Reginald Kneifel nie umieściłby jej pochlebnego opisu w swojej &quot;Topografii...&quot;). Z całą pewnością służyła spragnionym słowa pisanego mieszkańcom miasta. Pierwotnie biblioteka Fr&ouml;licha przechowywana była na zamku, jednak władze miasta, w trosce o lepszy dostęp bielszczan do księgozbioru, zawnioskowali o przeniesienie woluminów do ratusza. Początkowo były to próby nieskuteczne, radca prawny zamkowej kancelarii nie zgodził się na ekspedycję książek w ratuszowe mury z powodu kiepskiego stanu budowli. </font></p><p><font size="3"><br />Ostatecznie przeniesienie biblioteki nastąpiło w lipcu 1793 roku. Miasto wyznaczyło nawet osobę odpowiedzialną za opiekę nad zbiorem. Bibliotekarz Paweł Schubut sprawował tę funkcję prawdopodobnie aż do smutnego końca biblioteki, czyli do fatalnego dnia 6 czerwca 1808 roku, kiedy to w tragicznym pożarze spłonęło miasto, a wraz z nim prawdopodobnie i księgozbiór.</font></p><p> </p><p><font size="3">Piszę &quot;prawdopodobnie&quot;, bo cały czas mam nadzieję, że jednak udało się książki przerzucić w bezpieczne (jak wówczas sądzono) miejsce, na przykład na zamek. Że nie zaginął ten unikalny w skali środkowej Europy zabytek myśli, kultury i cywilizacji.</font></p><p><font size="3">Najpewniej są to z mojej strony zwyczajnie pobożne życzenia - o bibliotece bowiem słuch zaginął nie tylko w realu, ale także i w &quot;mediach&quot;, to znaczy od chwili pożaru, przez ponad trzydzieści lat, o dziedzictwie Fr&ouml;licha źródła milczą.</font></p><p> </p><p><font size="3">W 1843 roku w dokumentach miejskich pojawiła się wzmianka o pozostałości kapitału fundacji Fr&ouml;licha. Oznacza to, że w świadomości mieszkańców miasta pamięć o bibliotece była ciągle żywa. Rozpoczęto nawet starania o wskrzeszenie biblioteki, jednak ta, w swej pierwotnej formie, stworzonej przez dyrektora zamkowej kancelarii Fr&ouml;licha, już się nie odrodziła. </font></p><p> <font size="3"><br />Jestem niepoprawnym romantykiem. Cały czas zadaję sobie pytanie, czy prócz pieniędzy zachował się jakiś nikły strzęp, jakaś resztka księgozbioru, jakiś cień dawnej bibliotecznej świetności miasta?</font></p><p><font size="3">Dziś na ten temat możemy już tylko spekulować. </font></p><p><font size="3">Więc ja z wielką przyjemnością oddam się spekulacjom.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ale zaczniemy z zupełnie innej beczki.<br />Czy wiedzieliście, że w Bielsku było więcej zamków niż jeden, ten powszechnie znany? No dobra, trochę przesadziłem. W istocie (podobnie jak w dowcipie o złodziejach samochodów w Moskwie) prócz zamku Sułkowskich był jeszcze tylko jeden, w dodatku nie do końca w Bielsku, no i niezupełnie zamek... </font></p><p><font size="3"><br />Kiedy w 1836 roku wybuchł w mieście najstraszniejszy w historii pożar, kiedy spłonęło całe zasadnicze miasto a także duża część przyległych przedmieść, kiedy wypalone pierwsze i drugie piętro zamku przestały nadawać się do zamieszkania, młody właściciel bielskiego dominium, Ludwik Jan Sułkowski, który powrócił do miasta na stałe w 1840 r. przeniósł się do leżącego w Kamienicy, niewielkiego <em>Wilhelmshofu</em>. <br />Wybudowany przez Fryderyka Wilhelma Haugwitza w latach czterdziestych osiemnastego wieku folwark stał się dla młodego właściciela dóbr bielskich domem na lata.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146927831192780400.jpg" alt="" width="560" height="344" /></p><p> </p><p><font size="3">Dzisiaj nic nie wskazuje na to, że budowla stojąca na terenie Zarządu Zieleni Miejskiej pełniła kiedyś funkcję &quot;zamku zastępczego&quot;. Tak jednak było w istocie. Po pożarze bielskiego zamku i przez lata jego remontu, a potem przebudowy, Ludwik tutaj właśnie rezydował prowadząc sielskie życie u stóp Beskidu. </font></p><p><font size="3">Oczywiście w połowie dziewiętnastego wieku ten budynek wyglądał zupełnie inaczej. Był to podmurowany dom drewniany o mansardowym dachu krytym gontem.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146927828906398300.jpg" alt="" width="560" height="355" /></p><p> </p><p><font size="3">Jeszcze pod koniec XIX wieku folwark <em>Wilhelmshof</em> wyglądał niemal tak samo, jak wówczas, kiedy hrabia Haugwitz wznosił go półtora wieku wcześniej. Zadziwiające, że księciu Sułkowskiemu wystarczała taka chałupina! Dom wprawdzie był dość obszerny ale raczej jak na dzisiejsze standardy i na potrzeby czteroosobowej rodziny. Tymczasem przez kilka lat była to stała siedziba nie byle kogo - księcia na Bielsku, szlachcica herbu Sulima, syna księcia i baronówny Luizy z Lariszów... Cóż, mówi się, że ród Sułkowskich to rodzina oryginałów. Tak. Coś w tym jest.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146927829441764300.jpg" alt="" width="560" height="351" /></p><p> </p><p><font size="3">Rodzina Sułkowskich na krótko utraciła folwark. Franciszek Sułkowski, dziad Ludwika, sprzedał tę nieruchomość i najpewniej dokonałaby ona swego żywota zapuszczona i zaniedbana, gdyby nie starania Aleksandra Józefa, syna Franciszka, a stryja Ludwika. Wykupił on jeszcze przed 1804 rokiem <em>Wilhelmshof</em>, który ostatecznie - zgodnie z życzeniem ojca i po jego śmierci - otrzymał młodszy syn Franciszka, Jan Nepomucen.<br />Widoczny na powyższej fotografii <em>Wilhelmshof</em> to już budynek po rozbudowie przeprowadzonej w początkach XX wieku.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146927827479834100.jpg" alt="" width="560" height="251" /></p><p> </p><p><font size="3">Również z początków XX wieku pochodzi ta mapa. Aż trudno uwierzyć, że przez kilka lat, do 1849 roku, to niepozorne domostwo, te skromne zabudowania, stanowiły siedzibę księcia i jego rodziny.</font></p><p><font size="3">Dlaczego w ogóle piszę o folwarku w Kamienicy? Dlaczego czynię to w kontekście biblioteki Fr&ouml;licha?</font></p><p><font size="3"><br />Już tłumaczę.</font></p><p><span style="font-size: medium">Kilka dni temu wpadło mi w ręce intrygujące opracowanie autorstwa pani Weroniki Ćwiertni pt. &quot;Biblioteki publiczne w Bielsku w latach 1720 - 1939&quot;. Książka wydana w 1969 roku, opisująca losy bielskich księgozbiorów i wypożyczalni na przestrzeni ponad dwustu lat, wydaje się być stosunkowo słabym źródłem informacji, biorąc pod uwagę postęp w zdobywaniu wiedzy na temat dziejów naszego miasta, jaki się dokonał od lat sześćdziesiątych. Pięćdziesiąt lat bez mała to naprawdę olbrzymi szmat czasu. </span></p><p><font size="3">A jednak...</font></p><p> </p><p><font size="3">W napisanej przez doktora Ryszarda Kincla (autora kapitalnego &quot;Kłopotliwego księcia Sułkowskiego&quot;) recenzji, będącej swoistym uzupełnieniem publikacji pani Ćwiertni, natrafiłem na niezwykle interesujący ślad, który mnie - niepoprawnego romantyka i tropiciela sensacji - zainteresował szczególnie. Oczywiście największe emocje wzbudziła część dotycząca biblioteki Fr&ouml;licha, ale przecież nie tylko - emocje związane z Fr&ouml;lichem opadły już nieco. Zresztą o księgozbiorze dyrektora zamkowej kancelarii nie można już chyba więcej powiedzeć, natomiast można próbować naświetlić los innych księgozbiorów, które przewijały się przez ręce związanych z Bielskiem znamienitych person.</font></p><p> </p><p><font size="3">Oto pan Kincel przedstawiając los biblioteki Sułkowskich, pisze o zdeponowanym przez Ludwika w Folwarku Wilhelma olbrzymim zbiorze książek, z których dużą część stanowiły pozycje dotyczące geografii (Ludwik już wówczas, to znaczy na początku lat czterdziestych, poważnie myślał o emigracji do Ameryki). W biblioteczce znajdowały się więc pozycje typu: &quot;Ameryka w obrazach&quot;, czy &quot;Niemcy w Ameryce&quot;. Zbiór liczył 475 książek i zawierał także pozycje polskojęzyczne, np. &quot;Polskie pieśni ludowe&quot;.</font></p><p><font size="3">Właściwie nic w tym dziwnego, skoro książę Ludwik mieszkał w folwarku, oczywistą oczywistością jest, że miał tam wszystko, czego potrzebował do życia, zatem również swoje książki. Ciekawsze w tym wszystkim jest co innego. Otóż nieco wcześniej - jak twierdzi Ryszard Kincel - inny księgozbiór, w dodatku znacznie większy, znajdował się na... bielskim zamku.</font></p><p> </p><p><font size="3">Zainicjowana w latach siedemdziesiątych osiemnastego wieku przez żonę Franciszka de Paula Sułkowskiego (dziadka Ludwika) biblioteka była, jak sądzę, biblioteką prywatną. Składała się z 837 tytułów, biorąc jednak pod uwagę, że wiele z nich było dziełami wielotomowymi (np. Dzieje Francji to 23 tomy, a pełne wydanie dzieł Woltera - 61), szacuje się, że cała biblioteka liczyła ponad 1000 woluminów.</font></p><p> </p><p><font size="3">O ile się orientuję, zachował się do dziś wykonany ręką księżnej Judyty Sułkowskiej spis książek z jej biblioteczki. <em>&quot;Katalog moich książek sporządzony pierwszego sierpnia 1796 roku&quot;</em> zawiera wykaz kategorii, na jakie podzielono książki. Mamy tutaj więc pozycje geograficzne, historyczne, encyklopedie, poezję, powieści, listy, komedie, dzieła wojskowe, mapy...</font></p><p> </p><p><font size="3">I znów trzeba przyznać, że sprawa nie powinna raczej wzbudzać żadnych podejrzeń (prócz jednej wątpliwości, o której za chwilę), bo prywatne księgozbiory poszczególnych członków rodzin książęcych nie były żadną osobliwością i pozostawały raczej na porządku dziennym.</font></p><p><font size="3">Sprawa komplikuje się jednak, kiedy wczytamy się w tekst pana doktora Kincla. Ze zdumieniem bowiem zuważymy, że przytacza on informację o... jeszcze jednym, trzecim już z kolei księgozbiorze, który w tym samym czasie istniał i funkcjonował w Bielsku! Na zamku!</font></p><p> </p><p><font size="3">Sporządzony 26 listopada 1853 roku <em>&quot;Katalog dzieł znajdujących się w książęcej bibliotece zamkowej&quot;</em> zawierał 541 pozycji! W dodatku co najmniej dziesiąta część tej biblioteki to były księgi, które dziś musielibyśmy nazwać prawdziwymi rarytasami. Kilkadziesiąt pozycji pochodziło z szesnastego, i siedemnastego wieku (najstarsza książka datowana była na 1502 rok!).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146927824987907300.jpg" alt="" width="486" height="601" /></p><p> </p><p><font size="2">W bibliotece tej znajdowały się także polonika. Na przykład ta krytyczna analiza źródeł historycznych autorstwa Andrzeja Załuskiego.</font></p><p><font size="3"><br />W kontekście zaginionej biblioteki Fr&ouml;licha (mimo, że zniszczenie jej w pożarze jest raczej faktem, wolę używać słowa &quot;zaginięcie&quot; - ono daje więcej nadziei) rodzi się pytanie, które od dłuższego już czasu stawiam sobie, kiedy pochylam się nad zagmatwaną sprawą bielskich księgozbiorów: czy możliwe jest, aby któraś z tych obszernych, dobrze opisanych bibliotek książęcych mogła mieć coś wspólnego z księgozbiorem Fr&ouml;licha? Czy istnieje choćby cień możliwości, że książki gromadzone przez Sułkowskich były jakimś dalekim echem fundacji zamkowego kancelisty sprzed wieku?</font></p><p><font size="3">Zaznaczam od razu, że nie dysponujemy żadnym, absolutnie żadnym dowodem, ani nawet przesłanką, które mogłyby uprawniać do odpowiedzi na to pytanie. W świetle faktów bowiem musimy jasno i zdecydowanie odrzucić sugestię, jakoby jakakolwiek pozycja z któregokolwiek książęcego księgozbioru mogła pochodzić z najstarszej na Śląsku biblioteki.</font></p><p><font size="3"><br />Tym bardziej, że w naszych rozważaniach bierzemy pod uwagę tylko dwa księgozbiory, spośród trzech wymienionych powyżej - ów spisany w 1853 roku, zawierający masę starodruków i rękopisów oraz ten drugi, &quot;geograficzny&quot;, pozostający w Kamienickim folwarku pod opieką Ludwika. Trzeci prywatny księgozbiór, ten liczący ponad 1000 pozycji, opisany przez księżnę Judytę, żonę księcia Franciszka de Paula Sułkowskiego, musimy chyba wyłączyć z tych spekulacji. Wiadomo, że prawdopodobnie (wbrew temu, co twierdził Ryszard Kincel) pod koniec osiemnastego, albo na początku dziewiętnastego wieku został on w całości wywieziony do Wiednia. W każdym razie znika on z rejestrów zamkowych. <br />Wydaje się więc, że próba skojarzenia księgozbiorów książęcych z fundacją z 1720 roku nie ma żadnych podstaw.</font></p><p><font size="3"><br />A jednak... W toku analizy poznanych faktów rodzą się przecież liczne zastrzeżenia, które osłabiają pewność, a zasiewają wątpliwości.</font></p><p><font size="3">Pierwsze pytanie, jakie rodzi się w tym względzie, to pytanie dość oczywiste. Skoro w latach trzydziestych i czterdziestych dziewiętnastego wieku mieszkanie na zamku było raczej niemożliwe, a oficjalną siedzibą księcia stał się odremontowany <em>Wilhelmshof</em>, dlaczego w takim razie główny zasób biblioteczny zawierający przecież dzieła Wergiliusza, Liwiusza i Horacego(!) nadal pozostawał na zamku? Czy oznacza to, że był tam jednak bezpieczny? Czy może raczej... nie do końca należał do księcia? <br />Skąd to przypuszczenie?</font></p><p> </p><p><font size="3">Jest oto jedna, bardzo ciekawa, budząca nadzieję przesłanka. Z zamkowego rejestru z roku 1853 wynika jasno, że większość pozycji w bibliotece (a właściwie lwia część), to łacińskie pozycje prawnicze, teologiczne, polityczne i historyczne. W dość szczególny sposób współbrzmi to z notatką zawartą w przytaczanej już dziś na samym wstępie &quot;Topografii Cesarsko-Królewskiej części Śląska&quot;. Przecież pan Reginald Kneifel pisze tam:</font></p><p><font size="3"><br /><em><strong>&quot;Jest zaszczytem dla tak małego miasta, jakim jest Bielsko posiadanie biblioteki publicznej. Przypuszczalnie zawiera ona głównie prawnicze dzieła, ale książki do czytania chyba także.&quot;</strong></em></font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146927822325752800.jpg" alt="" width="560" height="292" /></p><p> </p><p><font size="3">Zdumiewająca zbieżność, prawda? Zbieżność rodząca podejrzenie, że ta przepiękna i bogata książęca biblioteczka z 1853 roku, pozostająca w zniszczonym, przygotowywanym do przebudowy zamku może mieć coś wspólnego z najstarszą Fr&ouml;lichową wypożyczalnią... Że nie służyła Ludwikowi jestem niemal pewien, bo jej zawartość o charakterze prawno-teologicznym, w dodatku po łacinie, sugeruje, że szykującemu wyprawę za ocean, a przygotowanemu do służby w administracji księciu (służby, z której zresztą bardzo wcześnie dobrowolnie zrezygnował na rzecz kariery wojskowej) nie była do niczego potrzebna. Potrzebne książki to on trzymał przy sobie w Kamienicy.</font></p><p> </p><p><font size="3">Czy to nie dziwne? Jedna część książęcego librarium została wywieziona przez księżnę Judytę do stolicy, druga znalazła swoje miejsce kilka dekad później w tymczasowej siedzibie księcia Ludwka w Folwarku Wilhelma. Tymczasem zamek zdążył w międzyczasie spłonąć dwa razy. Jak to się stało, że w latach pięćdziesiątych w zamkowym rejestrze pojawia się ów fenomenalny z naszego punktu widzenia, pełen szesnastowiecznych białych kruków księgozbiór, do którego nikt tak naprawdę się nie przyznawał. Skąd on się tam wziął? Co tam robił?</font></p><p> </p><p><font size="3">Czy możliwe jest, aby biblioteka ta, a może raczej jej część, miała jakiś związek ze zbiorem Zygmunta Fr&ouml;licha? Czy możliwe, aby w tym pełnym przeciekawych pozycji spisie znalazły się książki z pierwszej bielskiej biblioteki? Czy możliwe, aby zupełne zaginięcie księgozbioru miejskiego (zarówno w źródłach, jak i rzeczywistości) wiązało się nie z pożarem, ale ze zwykłym przejęciem cennego zbioru przez Sułkowskich? Albo nie &quot;przejęciem&quot;, tylko uratowaniem? Bo może w książęcej bibliotece znalazły się tylko resztki zbiorów uratowanych z pożogi i stały się częścią, zalążkiem nowej kolekcji, której echem i skutkiem była imponująca kolekcja opisana w spisie z 1853 r.? </font></p><p><font size="3"><br />Pytanie: kto w takim razie, w roku 1808 mógł pokusić się o uratowanie pozostałości z nadpalonego librarium? Po śmierci Aleksandra Józefa Sułkowskiego w 1804 roku zamek przeszedł pod zarząd rządowych kuratorów, ale przecież w Wiedniu żył ciągle Jan Nepomucen Sułkowski oraz... jego żona Judyta, znana nam miłośniczka literatury!<br />Przipadek?!</font></p><p> </p><p><font size="3">Tak, wiem, teza już nie tylko śmiała, ale wręcz szalona. Zupełnie nieuprawniona. <br />A jednak wcale nie taka niemożliwa...</font></p><p> </p><p><font size="3">Poszukiwania biblioteki Fr&ouml;licha - wbrew pozorom - nie ustają. W dobie Internetu są one nawet dość intensywne. Wiem skądinąd, że co jakiś czas wznawiane jest przeszukiwanie sieci, antykwariatów i archiwów pod tym kątem. Jak dotąd jednak nie udało się znaleźć nawet najmniejszej wskazówki, która dawałaby nadzieję na odnalezienie choć śladu po bibliotece pana Zygmunta, żadnego wpisu, żadnego ekslibrisu, żadnej wzmianki...</font></p><p> </p><p><font size="3">Czy to oznacza, że jej nie ma? Chyba tak. Raczej tak. Z całą pewnością tak.</font></p><p><font size="3">A może szukamy ciągle nie tam, gdzie trzeba?</font></p> W koło Macieju http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4377.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4377.html Tue, 05 Jul 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">Czyli blichowa nerwica natręctw</font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Wiem, że takie bezustanne powracanie w te same rejony topograficzne i w te same obszary pamięci może być dla Czytelników trochę męczące, jednak dziś znów, z uporem maniaka i z zapałem godnym lepszej sprawy, powrócę w okolice placu Blichowego, na skrzyżowanie, które było tematem dwóch niedawnych wpisów (</font><a href="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4293.html"><font size="3">wpis</font></a><font size="3"><a href="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4293.html">1</a></font><font size="3"> i </font><a href="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4319.html"><font size="3">wpis</font></a><a href="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4319.html"><font size="3">2</font></a><font size="3">). Obiecuję, że będzie krótko, choć temat wcale się nie wyczerpał.</font></p><p><font size="3"><br />Sprawa wypłynęła ponownie zupełnie niespodziewanie, kiedy przeglądałem fotografie zamieszczone w notce o ulicy Czerwonej Wieży. Ostatnia z fotek w tym poście całkiem zaskakująco uwidoczniła ten właśnie, analizowny w postach, newralgiczny punkt miasta, a na nim... kilka szczególnych budowli. Dziwne, ale wcześniej tego nie dostrzegłem. W ogóle podczas analizy tego rejonu, mimo sporej ilości planów, brakowało mi choćby jednego dawnego ujęcia omawianego skrzyżowania. Tymczasem takie ujęcia istnieją.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146778117383951200.jpg" alt="" width="560" height="326" /></p><p> </p><p><font size="3">Tak, to jest Żywieckie Przedmieście i to nieszczęsne, skrzyżowanie ulicy Blichowej z ul. Górską. Jeszcze przed jakąkolwiek przebudową. Zdjęcie pochodzi z okresu przed 1910 roku i stanowi część większej panoramy z wieży kościoła św. Mikołaja.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146778117887482600.jpg" alt="" width="560" height="305" /></p><p> </p><p><font size="3">Wprawdzie nie ma na tym zdjęciu charakterystycznego wieloszczytowego, wolnostojącego domu, który przysporzył nam poprzednio nieco kłopotu, ale jest zaznaczona na zielono masywna piętrowa budowla, będąca pozostałością po omówionym już dogłębnie czworobocznym, dziedzińcowym założeniu, które od połowy dziewiętnastego wieku (co najmniej) stało w tym miejscu.</font></p><p> </p><p><font size="3">Doskonale widać tutaj interesujące nas zabudowania stojące w perspektywie ulicy Blichowej.<br />Trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że budowle te stoją jakoś tak zupełnie od czapy, ni z gruszki, ni z pietruszki, w samej osi ulicy.</font></p><p> </p><p><font size="3">Udało mi się wygrzebać jeszcze jedno, bardzo podobne ujęcie. Jest ono jednak nieco późniejsze od poprzedniego, o czym świadczy znajdujący się w centralnej części kadru plac budowy i białe mury dźwigającej się w górę budowli. Oto powstaje kamienica Fussg&auml;ngerów! Jest to więc co najwyżej rok 1910, jeszcze przed rozpoczęciem przebudowy kościoła św. Mikołaja (albo ostatecznie rok 1911, kiedy ukończono budowę kamienicy Fussg&auml;ngera).</font> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146778113288190200.jpg" alt="" width="560" height="338" /></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Rzecz ciekawa, również i na tym ujęciu - podobnie jak na poprzednim - w oczy rzuca się przede wszystkim przedziwny układ budynków stojących dokładnie w osi prościutkiej na tym odcinku ulicy Blichowej. Budynków, które wyglądają, jakby znalazły sie tam przez przypadek, albo przeciwnie - jakby stały tam od czasów Piastów cieszyńskich, przez co nikt nie śmiał ich tknąć, a ulica pokornie omijała je szerokim łukiem. Nadal więc stoję na stanowisku, że albo te budynki spełniały niezwykle istotną funkcję, przez co droga na Szczyrk biegła w ten właśnie pokręcony sposób, albo faktycznie na przeszkodzie traktowi stanęło inne utrudnienie, ot, choćby natury geomorfologicznej, o czym pisałem poprzednio. </font></p><p><font size="3"><br />To tyle. Jeszcze raz przepraszam za ten niewiele wnoszący wpis, ale nie mogłem się powstrzymać. Cóż... Stare fotografie, choć pozornie doskonale znane, ciągle i nieustannie są dla mnie źródłem niespodzianek... </font></p><p> </p><p><font size="3">Obiecuję, że na to fatalne, choć przecież niezwykle ciekawe skrzyżowanie nie będę już wracał w najbliższym czasie.</font></p><p><font size="3">No, chyba, że znów znajdę coś ciekawego na jego temat... </font></p><p><font size="3">Przecież nadal nie mam pojęcia, co mieściło się w tych budynkach, sterczących ni w pięć ni w dziewięć w osi głównego traktu. </font></p><p><font size="3">A bardzo chciałbym wiedzieć...</font></p> "Jeder Schuß ein Russ, Jeder Stoß ein Franzos..." http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4362.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4362.html Tue, 28 Jun 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p> </p><p><font size="3">krótko o strzelnicy<br /></font></p><p><font size="3"> </font></p><p> </p><p><font size="3">Dzisiaj, gdy w przestrzeni publicznej toczy się gorąca dyskusja na temat zwiększenia dostępu obywateli do broni palnej, mało kto zdaje sobie sprawę, że w Bielsku najstarszym miejskim towarzystwem było Towarzystwo Strzeleckie właśnie. B.B. Sch&uuml;tzengesellschaft powstało w 1720 roku jako jedno z pierwszych w regionie.</font></p><p> </p><p><font size="3">Prężnie działające towarzystwo, które zrzeszało coraz więcej członków i szybko stało się środowiskiem elitarnym i wpływowym (o statusie towarzystwa świadczy fakt, że ufundowany w 1794 roku sztandar był drugim najstarszym tego typu weksylium w monrchii), za główny cel postawiło sobie słuszną i właściwą reprezentację w społeczeństwie miasta i w realnej jego przestrzeni. Można przypuszczać, że już od samego powstania towarzystwo nosiło się z planami wybudowania godnej i reprezentacyjnej siedziby, która służyłaby nie tylko członkom Schutzengesellschaft, ale i innym mieszkańcom miasta. Początkowo swoje ćwiczenia strzeleckie Towarzystwo prowadziło na bielskim Blichu. W 1815 roku zakupiono odpowiednią działkę na północ od miasta, na terenie Viehweide, czyli tzw. pastwiska bydlęcego, ale budowa porządnego budynku strzelnicy musiała jeszcze poczekać. Początkowo pobudowano tylko budynek ze stanowiskami strzelniczymi i wytyczono tor strzelniczy z kulołapem. Tor o długości około 110 metrów biegł ze wschodu na zachód, zakończony był wysokim wałem. Strzały oddawano w kierunku zachodnim, czyli w stronę dzisiejszego Liceum im. Mikołaja Kopernika.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146722999224386400.jpg" alt="" width="560" height="334" /></p><p> </p><p><font size="3">W 1831 roku rozpoczęto budowę budynku strzelnicy. Dość okazały jak na tamte czasy, utrzymany w stylu józefińskim gmach (na zdjęciu ten po prawej), mieścił na parterze gospodę, na piętrze zaś salę do tańca, w której odbywały się także wszystkie oficjalne uroczystości Towarzystwa.<br />Nieco później do budynku od strony południowej dobudowano drewnianą oranżerię. </font></p><p><font size="3"><br />Rosnące zapotrzebowanie na miejską salę koncertową spowodowało, że w latach osiemdziesiątych przystąpiono do rozbudowy obiektu. W miejscu oranżerii postawiono nowy, klasycystyczny w swej formie budynek z piękną, reprezentacyjną, tak zwaną &quot;nową&quot;, albo &quot;wielką&quot; salą balową. W piwnicach nowego obiektu urządzono kręgielnię.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146722973918381900.jpg" alt="" width="560" height="348" /></p><p> </p><p><font size="2">Miastu przybył kolejny powód do dumy. Sala balowa była największą ówcześnie salą na terenie Śląska Austriackiego. W zależności od charakteru uroczystości, jakie w Strzelnicy organizowano, mogła pełnić funkcję sali tanecznej, koncertowej, a nawet - jak widać na powyższej fotografii - restauracyjnej.</font><font size="3"> </font></p><p> </p><p><font size="3">Towarzystwo Strzeleckie cieszyło się nowym budynkiem stosunkowo niedługo. Już dziesięć lat później, w 1890 r. wszystkie nieruchomości na terenie strzelnicy przekazano wojsku, które tutaj skoszarowało swoich żołnierzy. Dlaczego tak się stało? Otóż w 1890 roku sytuacja w mieście była dość nerwowa. Wiosną w Białej i w Lipniku wybuchły zamieszki robotnicze (w literaturze zwane &quot;antyżydowskimi&quot;, ale to raczej mocna nadinterpretacja - podpici robotnicy po prostu rzucili się na bialskie fabryki wódek i likierów, próbując pozyskać świeże &quot;paliwo&quot;, a że procederem gorzelniczym trudnili się tam przede wszystkim Żydzi, przeto im się właśnie oberwało). Tego dnia, to jest 23 kwietnia, w Białej doszło do niebezpiecznych zajść, byli zabici, ranni i poturbowani. Dla zaprowadzenia porządku wezwano stacjonujące w Wadowicach wojsko, ale strajk i zamieszki rozlały się dość szeroko po całej lipnickiej i bialskiej okolicy. </font></p><p><font size="3"><br />Zagrożenie ponownymi rozruchami było tak wielkie, że przerażeni mieszczanie bielscy sprowadzili do miasta 54 Morawski Pułk Piechoty, który miał gwarantować względny spokój i bezpieczeństwo. Ponieważ jednak Bielsko nie dysponowało porządnymi koszarami, postanowiono, że oddział tymczasowo zakwateruje wstrzelnicy, jako że były to największe wówczas budynki tego typu w Bielsku.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ponieważ jednak charakter <em>Schiesshausu</em> nie spełniał wszystkich potrzeb armii, w 1895 roku żołdactwo ostatecznie i na zawsze (nie licząc okresu pierwszej wojny, gdy budynki pełniły rolę lazaretu) opuściło realność i przeniosło się na teren Górnego Przedmieścia. Niestety, pięcioletnie stacjonowanie wojska okazało się dla gmachów Strzelnicy tragiczne w skutkach. Kiedy armia zwolniła nieruchomość, wyszło na jaw, że liczące zaledwie piętnaście lat mury rozpaczliwie wymagają remontu. <em>Kaiserliche und k&ouml;nigliche Armee</em> przez pięć lat doprowadziła przydzielony jej obiekt do totalnej ruiny!</font></p><p> </p><p><font size="3">Budynkiem strzelnicy zajęło się miasto. Zakupiło ono od Towarzystwa Strzeleckiego cały kompleks i rozpoczęło generalny remont. Już w lutym 1896 roku otwarto odnowioną Strzelnicę z drewnianą werandą i położonym opodal, w ogrodzie, zadaszonym podium dla orkiestry.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146722970759274800.jpg" alt="" width="560" height="382" /></p><p> </p><p><font size="3">W drewnianej, choć solidnie podmurowanej werandzie odbywały się częste wystawy. Prezentowano tu malarstwo, rzeźbę oraz pierwsze bielskie zbiory muzealne. W czerwcu 1903 roku otwarto ekspozycję muzealną, na której zaprezentowano bardzo szeroki przegląd eksponatów. Wystawę nadzorował dyrektor z Kuratorium Muzeum Cesarza Franciszka Józefa z Opawy, dr Braun, a ekspozycję zasilili swymi eksponatami proboszcz Schmidt, Edward Schnack oraz Franciszek Strzygowski z Grodźca, który zobowiązał się dostarczyć na wystawę pokaźny zbiór zbroi, strojów, mebli i obrazów. Zawiązał się nawet specjalny Komitet organizacyjny święta muzealnego, który podjął się zadania pozyskania od bielskich mieszczan eksponatów z ich domów. Chodziło przede wszystkim o stare, niepotrzebne już przedmioty codziennego użytku. Spotkało się to wprawdzie z chłodnym przyjęciem, aczkolwiek udało się na cele wystawy zgromadzić całkiem pokaźny zbiór skrzyń, starych ubrań, biżuterii i archaicznych sprzętów gospodarstwa domowego. Wielkim sukcesem było pozyskanie egzotycznej kolekcji pewnego bielskiego mieszczanina, nazwiskiem Christianus, pracującego w Kongo z ramienia kompanii belgijskiej, który od długiego już czasu gromadził afrykańskie osobliwości. Ostatecznie na wystawie zaprezentowano 800 eksponatów, z czego największy zbiór dotyczył protestanckich Biblii, pism teologicznych i modlitewników; nie mniej pokaźna była kolekcja sprzętów cechowych, monet, papierów wartościowych zegarów i porcelany. Ekspozycja w budynku Strzelnicy stała się pretekstem do wzmożenia działań na rzecz powstania muzeum miejskiego.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146722962367129100.jpg" alt="" width="560" height="373" /></p><p> </p><p><font size="2">Na planie Schwarza z 1892 r. widać wyraźnie cały kompleks Strzelnicy łącznie z małym budynkiem i przyległym doń torem strzelniczym. Otoczenie kompleksu to jeszcze zupełna pustynia, a to sugeruje, że plan wykonano na nieco starszym podkładzie. Proszę zwrócić uwagę, że na planie, prócz obu budynków reprezentacyjnych, budynku stanowisk strzelniczych i drewnianej altany, widać jeszcze jedną dość sporą budowlę, położoną na północ od pozostałych. Był to niski, wybudowany w 1864 roku parterowy dom, kryty płaskim czterospadowym kopertowym dachem.</font></p><p><font size="3"><br />Budowla stała w miejscu, w którym dziś położony jest piętrowy parking. Była to pierwsza w mieście sala gimnastyczna z prawdziwego zdarzenia. Została wybudowana na terenie strzelnicy dla Bielsko-Bialskiego Towarzystwa Gimnastycznego, które ukonstytuowało się w 1862 roku. Sala pełniła swoją funkcję aż do 1890 roku, kiedy stała się jednym z budynków koszar. Towarzystwo gimnastyczne do sali już nie wróciło, w 1890 roku miasto wybudowało przy tej samej ulicy (Strzelniczej) salę gimnastyczną, z której towarzystwo mogło korzystać, a kilka lat później władze organizacji doprowadziły do budowy własnej sali, też przy Schiesshausstrasse. Sala przy strzelnicy została w późniejszym czasie nieco przebudowana, podniesiono jej dach, zamurowano (zmniejszono) zbędne okna i zaadaptowana na budynek mieszkalny, który zachował się aż do lat osiemdziesiątych XX wieku.</font></p><p><font size="3"><br />Strzelnica już wkrótce, zupełnie niepostrzeżenie, zaczęła na całego pełnić funkcję Theater, Kunst- und Tanzhalle. Mimo, że od kilku lat funkcjonował nowy, wspaniały bielski teatr, Schiesshaus skutecznie rywalizował z nim w krzewieniu kultury. Co więcej - już w niecałe 20 lat po powstaniu nowego teatru, zamiłowanie bielszczan do Melpomeny i Talii niespodziewanie i z niewiadomych powodów spadło (no dobra, powód mógł być jeden: tryumfalne wejście w życie nowej wspaniałej rozrywki, jaką było kino!). </font></p><p> </p><p><font size="3">Trudno w to uwierzyć, ale w 1914 roku poważnie zastanawiano się nad zamknięciem bielskiego teatru! Aby do tego nie dopuścić, 30 stycznia tego właśnie roku, w sali strzeleckiej zorganizowano spotkanie otwarte na 400 osób, na którym dyskutowano, jak poradzić sobie z kryzysem teatralnym. <br />Jak wiadomo kryzys przełamano, teatr wrócił do łask (o populistycznych nastrojach najlepiej świadczy fakt, że dla ratowania kasy teatru, wystawiono operetkę &quot;Polenblut&quot; (Polska krew) Oskara Nedbala, która wprawdzie mówiła o Polakach - ich silna reprezentacja obecna była w zaborze i w mieście - ale bardzo niepochlebnie).</font></p><p> </p><p><font size="3">Strzelnica całe dekady była obiektem bardzo lubianym, często odwiedzanym i stanowiła swoiste miejskie centrum kultury. Tak było również w okresie dwudziestolecia międzywojennego, tak było i po wojnie. Kompleks nadal pełnił funkcję kulturalną.</font></p><p> </p><p><font size="3">Trwało to aż do lat sześćdziesiątych, czyli do okresu, w którym budynki Strzelnicy, zwanej teraz Domem Ludowym, zaczęły tracić na znaczeniu. I nie bez powodu. Budynki zaczęły się sypać.</font></p><p> </p><p><font size="3">Niestety brak opieki nad obiektem, ograniczona piecza konserwatorska i budowlana doprowadziły do sytuacji, w której miasto zaczęło zastanawiać się nad ewentualnym wyburzeniem Strzelnicy. Wszechobecny grzyb, wilgoć i osypujący się tynk tylko potwierdzały negatywne opinie specjalistów.</font></p><p><font size="3">Mimo to - chyba z braku lepszego lokum dla prężnie rozwijającej się placówki - podjęto trud przywrócenia Strzelnicy dawnej świetności. Oczywiście na nowych, PRL-owskich warunkach.</font></p><p> </p><p><font size="3">Pobieżna analiza techniczna przeprowadzona przez ekspertów i strażaków wykazała skrajne zagrożenie pożarowe (czy w istocie było tak tragicznie, nie wiem, w każdym razie bezpieczeństwo przeciwpożarowe okazało się głównym powodem zamknięcia obiektu).</font></p><p> </p><p><font size="3">W 1960 roku rozpoczęto generalny remont budynków wraz z dobudową nowej sali koncertowej i - w miejsce starej drewnianej werandy - nowego foyer z szatnią i kasami. Pod opieką architekta, inżyniera Tadeusza Bawuloka, nadzorowana technicznie przez inż. Sterczyńskiego brygada Rudolfa Wilmana wykonała prace mające na celu wydłużenie sali, wykonanie fosy dla orkiestry, zmodernizowanie garderoby dla artystów, wymianę ogrzewania (dotychczas stosowano piece gazowe z otwartym ogniem), zainstalowanie oświetlenia jarzeniowego i żarowego oraz centralnego ogrzewania.</font></p><p><font size="3"><br />W kwietniu przeprowadzono również ekspertyzę mikologiczą, której efektem było zburzenie zupełnie przeżartego przez grzyb balkonu (tak, tak, balkon to nie żadna współczesna fanaberia, był tutaj od dawna!). Po usunięciu konstrukcji okazało się, że cała ściana zajęta jest grzybem, w związku z czym przeprowadzono prace mające na celu oczyszczenie murów. Dla poprawienia akustyki zamurowano wszystkie okna sali. Przebudowano też scenę z dodaniem schowka na fortepian.</font></p><p> </p><p><font size="3">Z fortepianem też był ambarans. Zakupiony przez Dom Ludowy fortepian &quot;Foerster&quot; okazał się mieć wadę konstrukcyjną i nie dało się go właściwie nastroić. Po kilku latach użytkowania odesłano go, zastępując instrument wysłużonym &quot;Ibachem&quot;. W połowie lat sześćdziesiątych udało się jednak pozyskać &quot;Steinway'a&quot;, który - zupełnie niespodziewanie i na długie lata - stał się prawdziwą perłą Domu Ludowego.</font></p><p> </p><p><font size="3">24 stycznia 1961 roku otwarto zupełnie nowy przybytek muz, całkiem odnowioną świątynię kultury i sztuki. Nie ma już Strzelnicy. Nie ma Domu Ludowego. Od teraz obiekt nosi dumną nazwę Domu Muzyki. Niestety już w latach siedemdziesiątych okazuje się, że Wojewódzki Dom Kultury musi zrezygnować z organizowania w sali przy Słowackiego imprez dla melomanów. Na osiem lat przenosi się do bialskiej sali &quot;Pod Orłem&quot;.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ostatni, jak dotąd, poważny akord związany z dawną Strzelnicą miał miejsce w latach osiemdziesiątych, kiedy do nowego budynku dobudowano zaplecze, a samą salę koncertową przebudowano tak, że mogła pomieścić 500 miejsc. Inauguracja zupełnie nowego obiektu miała miejsce w sobotę, 21 maja 1988 roku.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146723117761824100.jpg" alt="" width="475" height="535" /></p><p> </p><p><font size="3">W koncercie inauguracyjnym wystąpiła Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Śląskiej, której przewodził Karol Stryja, solistką była sama Halina Czerny-Stefańska, która zagrała koncert fortepianowy e-moll i poloneza As-dur Fryderyka Chopina. W nowej sali BCK-u tego wieczoru zabrzmiał jeszcze Mieczysław Karłowicz i Wojciech Kilar.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jeszcze w tym roku ma się rozpocząć nowy, poważny remont, związany z rozbudową całego obiektu. Projekt zakłada powiększenie widowni, sal do ćwiczeń i zaplecza. Zarówno sam projekt, jak i plan finansowy budzą wiele kontrowersji, pod lupę wzięto przede wszystkim wygórowaną kwotę, mnie jednak cieszy jedno: wszystko wskazuje na to, że do Wielkiej Sali, po wielu dekadach nieobecności powróci... balkon.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tak, wiem. Jestem oderwanym od rzeczywistości wariatem... </font></p><p> </p><p> </p> Tajemnica ulicy Czerwonej Wieży http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4331.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4331.html Sat, 11 Jun 2016 22:00:00 +0000 <p> </p><p> </p><p><font size="3">Ostatnio w dwóch krótkich wpisach, skupiliśmy się w dość drobiazgowej analizie na skrzyżowaniu przy placu Blichowym. Dziś wrócimy w tę okolicę i zrobimy kila kroków na południe, ku jednej z ciekawszych ulic tego rejonu.</font></p><p> </p><p><font size="3">W dziewiętnastym wieku, mniej więcej od jego połowy, tereny na południe od miasta, zwane Żywieckim Przedmieściem, podobnie jak te w ścisłym centrum, zaczęły nabierać specyficznego, fabrykanckiego charakteru. Ponieważ najstarsza przemysłowa część Bielska - okolice placu Giełdowego i ulic Bahnstrasse i Tempelstrasse stała się już zbyt ciasna, wytyczono nowe obszary pod zabudowę fabryczną.</font></p><p> </p><p><font size="3">Doskonałym miejscem na to okazał się szeroki pas gruntów pomiędzy rzeką, a zboczem Wzgórza Młyńskiego z płynącą u jego stóp Młynówką. Główną osią tego rejonu była niezbyt wtedy szeroka droga biegnąca z północy, od młyna na Młynówce, ku przeprawie wiodącej na Bielską część wschodniego brzegu rzeki Białej. Już w dziewiętnastym wieku nazywała się Rotenturmstrasse, czyli ulica Cerwonej Wieży. Ta dziwna nazwa ma swoją tajemnicę, ale o tym powiemy sobie za chwilę. Najpierw spróbujmy rzucić okiem na okolicę, o której mowa.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575730770523200.jpg" alt="" width="445" height="639" /></p><p><font size="3"><br />Jak już pisałem, obszary pomiędzy Młynówką, a Placem Blichowym w drugiej połowie XIX stulecia stały się prawdziwym parkiem technologiczno-gospodarczym. W błyskawicznym tempie zaczęły tam powstawać mniejsze i większe zakłady pracy, manufaktury i fabryki. Przy zakładach budowano również coraz częściej całkiem okazałe domy i kamienice, czasem zajmowane przez właścicieli i ich rodziny, czasem traktowane jako źródło dodatkowego dochodu - wynajmowane jako kamienice czynszowe (budownictwo &quot;mieszkaniowe&quot; zlokalizowane było raczej w północnej części ulicy, połudnową niepodzielnie wziął w swe posiadanie przemysł).<br />Mimo, że był to południowy, dość oddalony od centrum miasta kwartał i tutaj - zdarzało się - mieszkały ciekawe indywidua. </font></p><p> </p><p><font size="3">Przy ulicy Rotenturm 11 mieszkało bardzo egzotyczne małżeństwo - europejskiej sławy skrzypek czeski Ferdinand Bilek i jego pochodząca z Południowej Afryki, z Kimberley, żona - Margaret Hull. Mieszkali w Bielsku co najmniej kilka lat. Listy pisane przez Margie Hull z Bielska do będącego w ciągłych rozjazdach Ferdinanda, datowane były od marca 1895 do maja 1897 r. </font></p><p> <font size="3"><br />Wróćmy jednak do przemysłu.<br />Jedną z jego pionierek była tu fabryka sukna Karla Theodora Zipsera. Pierwsze zabudowania powstały w 1874 roku, budynki zlokalizowano przy głównej drodze. Domy te, rozbudowane o piętro w 1913 roku, według projektu Andrzeja Walczoka, stoją do dziś i służą różnym celom, warto jednak zauważyć, że gmachy starej fabryki, mimo, że zapuszczone, obdarte i brudne, nadal tworzą dość zwarty kompleks, przydając miejscu specyficznego klimatu.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575521551645600.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Główny budynek zakładów Zipsera w tej formie istnieje już 103 lata. Początkowo miał tylko jedno piętro, w 1913 podniesiono jednak wszystkie budynki o jedną kondygnację. Z tyłu po prawej dostrzec można fragment oficyny wykorzystywanej na halę produkcyjną.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575520968012800.jpg" alt="" width="560" height="351" /></p><p> </p><p><font size="3">Na planie z 1900 roku widać spory już zakład produkujący wysokiej jakości sukno. Jest to pewnego rodzaju przekłamanie. Obrys fabryki musiano nanieść nieco później, ponieważ widoczna na planie, zaznaczona po północnej stronie <em>Tuchfabrik</em>, kryta szedowym dachem kwadratowa hala powstała dopiero w latach trzydziestych.</font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575533247013700.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Hala ta nie była duża. Trójprzęsłowa, niska, ale o dość wysokich połaciach nieprzekrywowych, stanowiła ostatni element dobudowany do fabryki Karla Teodora Zipsera.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575516164595800.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">Farbryka Zipsera na zapleczu prezentuje się dziś mniej okazale. Jednak budynki, które tu stoją i nadal lepiej lub gorzej funkcjonują, to są te same budynki, w których sto lat temu toczyła się produkcja sukna dobrej jakości. Może trudno w to uwierzyć, ale projekt całego togo industrialnego założenia architektonicznego zszedł z deski kreślarskiej Andrzeja Walczoka.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575515494606700.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Ciasnota, szarość i mrok. Dla małych zakładów, położonych na niedużych, ciasnych działkach, dla wciśniętych pomiędzy już istniejącą zabudowę fabryczek, które od pewnego momentu rozwijać mogły się już tylko w górę, tego typu obrazki były codziennością. Prawdziwie depresyjny krajobraz.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575513931584900.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">Jak zjawa z przeszłości wyłaniają się drzwi starej fabrycznej windy. W sztafażu dawnych murów, oryginalnego kwadratowego bruku i nieużywanych już dzisiaj artefaktów, są jak fuzja dziewiętnastego wieku, dwudziestolecia międzydwojennego i szarych lat pięćdziesiątych.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ta szarość i beznadzieja bijąca z zapuszczonych zaułków dawnych manufaktur robi wrażenie i dziś. Nic dziwnego, że ówcześni, marnie opłacani robotnicy, zmuszeni pracować w takich warunkach kilkanaście godzin dziennie, mieli tego serdecznie dość. </font></p><p><font size="3"> <br />W 1911 roku w fabryce Zipsera - jak donosił krakowski Ilustrowany Kurier Codzienny z 6 maja tego roku - wybuchł strajk 55 robotników, którzy zażądali podwyżek. <br />Nie ma się co oszukiwać, warunki pracy w zakładach tego typu były pożałowania godne, a los setek, tysięcy pracowników, przypominał wówczas raczej ukrytą acz dotkliwą formę niewolnictwa. </font></p><p><font size="3"><br />Warto o tym pamiętać. Historia przepuszczona tylko przez filtr emocji nie jest i nigdy nie będzie prawdziwa. Dzieje społeczne zazwyczaj są bardziej kanciaste, szorstkie i bolesne dla jej uczestników.</font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Naprzeciw fabryki Zipsera, po drugiej stronie ulicy, jeszcze wcześniej, bo już w 1872 roku (co czyni ją chyba najstarszą przy Batorego) powstała należąca do Karola Ochsnera fabryka wyrobów metalowych - fabryczka, która stała się fundamentem i podwaliną jednego z największych bielskich zakładów mechanicznych. </font></p><p><font size="3"><br />Pierwsze zabudowania wzniesiono na tyłach kamienicy przy Blichowej. Z czasem firma rozbudowywała się w kierunku zachodnim, zajmując cały obszar pomiędzy ulicą Blichową a Rotenturmstrasse.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575512091334500.jpg" alt="" width="560" height="383" /></p><p> </p><p><font size="3">Dziś stojący w pierzei ulicy budynek będący pozostałością <em>Kotlarni, fabryki armatur i pomp</em> Ochsnera, wybudowany (przebudowany) w duchu modernistycznym, niczym nie sugeruje jednej z najstarszych firm w okolicy. Ten akurat budynek to najmłodsza budowla fabryki, ostatnia pozostała i funkcjonująca jej część.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575511578370600.jpg" alt="" width="372" height="560" /></p><p> </p><p><font size="3">W roku 1895 przebranżowił zakład na fabrykę rurociągów i pomp strażackich, żeby w latach trzydziestych rozpocząć produkcję motopomp &quot;Silesia&quot; - doskonałych, niewielkich, &quot;kompaktowych&quot; pomp mogących konkurować z największymi zagranicznymi producentami. Firma Karl Ochsner i Syn w tym okresie była najbardziej renomowanym producentem pomp na polskim rynku. Produkowano tu wszystkie trzy rodzaje pompy (pompa &quot;Silesia 0&quot; dawała ciśnienie maks. 2,2 atm; &quot;Silesia I - P&quot; 16,2 atm.&quot;Silesia II&quot; ciśnienie maks. 18 atm.). Karl Ochsner wraz z synem, był formalnym właścicielem fabryki aż do drugiej wojny światowej.</font></p><p> </p><p><font size="3">Po 1945 roku firmę znacjonalizowano i urządzono tu zakład produkcji silników, który w niedługim czasie stał się zalążkiem Fabryki Samochodów Małolitrażowych. </font></p><p> <font size="3"><br /> <br />Wróćmy teraz na zachodnią stronę ulicy.<br />W bezpośrednim sąsiedztwie fabryki Zipsera, na południe od niej, ulokowała się mniejsza nieco, ale także dość prężna fabryka sukna Klemensa Funkego i Ernesta Hessa. </font></p><p><font size="3"> <br />To, co w ocalałych do dziś budynkach tej fabryki fascynuje mnie nieodmiennie, to fakt, że choć część z nich podupadła i nie robi najlepszego wrażenia, ciągle jednak stanowi jeszcze zwarty kompleks zabudowań, jakby żywcem przeniesiony z przeszłości.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575509022797200.jpg" alt="" width="560" height="362" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575507144357400.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Przy samej ulicy Batorego stoją przecież do dziś, powstałe ok. 1890 roku zabudowania hali głównej i domu mieszkalnego. Wprawdzie oba budynki przez ponad 40 lat funkcjonowania były parterowe, a rozbudowy dokonano dopiero kilka lat przed wybuchem II wojny światowej, jednak układ przestrzenny zakładu nie zmienił się ani trochę.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575504602310600.jpg" alt="" width="560" height="192" /></p><p> </p><p><font size="3">Zaprojektowana przez Ottona Lesieckiego rozbudowa, zrealizowana w 1936 roku, przetrwała do dziś.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575503917410900.jpg" alt="" width="560" height="182" /></p><p> </p><p><font size="3">Prostopadle do ulicy Batorego i do hali fabrycznej wybudowano połączony z tą ostatnią murem bydynek biurowy (z lewej). Na planach Lesieckiego ma on cechy wybitnie modernistyczne. Prosty, spokojny podział elewacji, bez dekoracji, bez szaleństw. Dzisiejsza termomodernizacja, choć przeprowadzona w sposób typowy dla naszych czasów, nie zatarła zbyt wielu cech tamtej przedwojennej architektury. Być może dlatego, że tych cech, w tym konkretnym przypadku, nie było zbyt wiele.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575502333527000.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Ale jeden szczegół przykuwa uwagę szczególnie. W facjacie budynku biurowego zachowano dawne oryginalne romboidalne drewniane zdobienia. Wprawdzie z blaszanym dachem i ordynarnymi okuciami blacharskimi współgra to średnio, jednak już sam fakt, że inwestor pozostawił ten drobny odprysk sprzed 80 lat, cieszy jak szlag.</font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575500976591700.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575500569863700.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="3">I tutaj znów - podobnie jak u Zipsera - zabudowania od zaplecza, choć na pierwszy rzut oka przedstawiają obraz raczej opłakany, są jednak niczym mały wehikuł czasu, który przenosi nas o pięćdziesiąt, a może i o sto lat wstecz. Stare powybijane okna, zardzewiałe mtalowe drzwi, dziwne konstrukcje, które przestały już być użyteczne... To wszystko pamięta jeszcze lata świetności i czasy, gdy w tych murach dudniły urządzenia do produkcji sukna.</font></p><p><font size="3"><br />Ulica Batorego jest ulicą dość długą. Była niegdyś ważną osią komunikacyjną Saybuscher (Seypitsher) Vorstadt czyli Żywieckiego Przedmieścia. Na jej południowym końcu, tam, gdzie łączyła się z ulicą Blichową, swoją fabrykę drutu i gwoździ, już w 1875 roku ufundował Oskar Sch&auml;ffer. Przy ulicy stanęły pierwsze budynki - hala fabryczna i kotłownia. Sześć lat później wybudowano piecownię a potem magazyny i kuźnię.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575661632555700.jpg" alt="" width="560" height="151" /> </p><p> </p><p><font size="3">Karol Korn był autorem projektu elewacji i muru oddzielającego zabudowania fabryki drutu od ulicy Blichowej. <br />Nie tylko po tych realizacjach nie ma już dziś nawet znaku. Również po pozostałych budynkach, wchodzących w skład fabryki drutu. Dziś nowoczesna architektura objęła cały fyrtel w niepodzielne władanie.</font></p><p> </p><p><font size="3">Bezpośrednio od północy, do działki Schafera przylegały zabudowania fabryki śrutu, przyborów do polowania i kuchennych Rudolfa Nerlicha. <br />Zatrzymajmy się na chwilę przy tym zakładzie. Mimo, że przy ulicy Batorego fabryki śrutu już nie ma, na terenie, który zajmowała pozostały zaledwie resztki starej zabudowy, to jednak zakład Nerlicha był bardzo szczególny. </font></p><p><font size="3"><br />Fabryki śrutu były budowlami specyficznymi. Technologia pozyskiwania ołowianych kulek wymuszała na budowniczych bardzo szczególne projekty. Śrutownia to przede wszystkim wysoka, kilkudziesięciometrowa, do złudzenia przypominająca komin wieża. Na jej szczycie umieszczone było palenisko z kotłem, w którym roztapiano ołów podgrzewając do temperatury ok. 330 stopni. Następnie ołów ten był wylewany na sita i schładzany przez wykraplanie w dół wieży. Krople płynnego metalu o dużym napięciu powierzchniowym w trakcie opadania przybierały kształt idealnie kulisty i jednocześnie schładzały się. U podstawy wieży znajdowała się wanna z wodą, w której kulki ostatecznie stygły.</font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575497539858600.jpg" alt="" width="560" height="330" /></p><p> </p><p><font size="3">Rotenturmstrasse - jak się już rzekło - była ulicą dość długą i mniej więcej od wysokości dzisiejszej Czajkowskiego, do ulicy Blichowej, również dość szeroką. W pewnym sensie stanowiła oś organizacyjną i przestrzenną Żywieckiego Przedmieścia. Być może dlatego właśnie to na jej osi postanowiono wybudować most łączący dwa bielskie brzegi Białej, a więc miasto i nowo wybudowane koszary kawalerii na tak zwanej Olszynie. Na tym zdjęciu z 1904 r. przedstawiającym budowę mostu na Białej, bardzo wyraźnie widać kominy zakładów przy Rotenturmstrasse i Blichowej. Kominy i wieżę śrutową właśnie. Ta wyniosła budowla, która ozdobiona jest pióropuszem dymu, to bielska <em>Schrotturm</em> w trakcie lania śrutu. <br /> <br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575497259266500.jpg" alt="" width="560" height="438" /></p><p> </p><p><font size="3">Na tej fotografii zrobionej z Kozielca, wieża śrutowa także uchwycona została w trakcie pracy, a to oznacza, że ówcześnie produkcja śrutu bardzo często szła pełną parą.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575495791645800.jpg" alt="" width="560" height="337" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575495249873900.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Dziś po wieży śrutowej przy Batorego nie ma już nawet śladu. Ostały się jedynie zabudowania będące niegdyś zapleczem fabryki. Warto jednak pamiętać, że zakład produkował nie tylko śrut. Na przestrzeni dekad poszerzał swój asortyment - choć ciągle była to branża metalowo-ołowiana. U Nerlicha produkowano więc prócz śrutu naczynia kuchenne, naboje myśliwskie i na potrzeby wojska, narzędzia oraz ... ołowiane żołnierzyki (produkcja obejmowała figurki żołnierzy wszystkich formacji wszystkich największych armii ówczesnego świata).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146575492718466300.jpg" alt="" width="560" height="403" /></p><p> </p><p><font size="3"><em>Schrotturm </em>widoczna na panoramie Żywieckiego przedmieścia... Na monochromatycznej fotografii i z takiej odległości nie da się oddać prawdziwego charakteru tej budowli. Była bardzo masywna, ceglana, ciemnoczerwona...</font></p><p> </p><p><font size="3">I tu dochodzimy do istoty dzisiejszej notki.</font></p><p><font size="3">W wieku dziewiętnastym ta dość istotna dla miasta ulica (istnieje przypuszczenie, że stanowiła skrót dla ulicy Blichowej) nosiła nazwę Rotenturm. Ulica Czerwonej Wieży. Według podawanych w źródłach przesłanek można uznać, że nazwa powstała od wznoszącej się ku niebu wieży śrutowej właśnie, która była w krajobrazie Żywieckiego Przedmieścia elementem wybitnym. Zastanawiam się jednak, czy istotnie ceglana wieża mogła być aż tak wybitna na tle pozostałych kominów przedmieścia (do których była przecież z daleka łudząco podobna), aby nadawać nazwę całej ulicy? Mam co do tego wątpliwości.</font></p><p> </p><p><font size="3">Całkiem nowa, ciekawa przesłanka pojawiła się stosunkowo niedawno. Otóż pewien zasłużony, udzielający się na wielu forach bielicjanista, pasjonat o ogromnej wiedzy, pan Konrad Korzeniowski zauważył był jakiś czas temu, że chociaż na wielu planach miejskich ulica ta rzeczywiście nazywa się Rotenturm, to jednak na jednym opisana jest nieco inaczej - &quot;Rothenthurmstrasse&quot;. Wydawać by się mogło, że taka różnica to zmiana co najwyżej kosmetyczna lub - najpewniej - zwykły błąd. Chyba jednak niezupełnie, jeżeli bowiem pojawienie się nazwy w brzmieniu &quot;Rothenthurm&quot; nie jest zwykłą pomyłką pisarską, to diametralnie zmiania to postać rzeczy. <br />Planem, na którym ulica opisana jest w ten przedziwny sposób, jest plan z 1901 roku, prezentowany już tutaj wielokrotnie plan Friedla. </font></p><p><font size="3"><br />Zadałem sobie nieco trudu i przewertowałem stare, jeszcze dziewiętnastowieczne (ale również i te z pierwszych dekad wieku dwudziestego) numery regionalnej i ponadregionalnej prasy i ze zdziwieniem zauważyłem, że zarówno w gazetach niemiecko-, jak i polskojęzycznych nazwa tej bielskiej ulicy podawana jest nierzadko w brzmieniu Rothenthurmstrasse! Przodował w tym Ilustrowany Kuryer Codzienny. Jednak nie tylko. Spisy szkolne bielskich techników, nekrologi i notatki w zestawieniach fabrykanckich, wreszcie przemysłowe listy adresowe podawały czasem nazwę ulicy w tym starym, archaicznym brzmieniu.<br />Czy więc rzeczywiście Rotenturmstrasse pierwotnie mogła zwać się Rothenthurmstrasse?</font></p><p><font size="3">Sądzę, że tak. I myślę, że ma to swoje głębokie polityczne i historyczne uzasadnienie.</font></p><p> </p><p><font size="3">W czym rzecz? <br />Rothenthurm to gmina szwajcarskiego kantonu Schwyz. W 1798 Francja zajęła zbrojnie Szwajcarię, jednak po aneksji kilka kantonów, w tym i kanton Schwyz, podjęło walkę. Rozruchy zostały krwawo stłumione, jednak już w 1799 r. w kantonach tych rozpoczęła działalność szwajcarska partyzantka. Niezłomna postawa mieszkańców Schwyz, a szczególnie Rothenthurmu, stała się w Austrii i pozostałych krajach skupionych w Drugiej Koalicji Antyfrancuskiej symbolem walki ze znienawidzoną rewolucyjną Republiką Francuską.</font></p><p> </p><p><font size="3">Czy możliwe jest, że ulica w niedużym, peryferyjnym mieście Monarchii nosiła taką historyczno-polityczną nazwę? Niewykluczone. Odrodzenie pamięci o dzielnych Szwajcarach walczących przeciwko temu samemu wrogowi mogło przecież nastąpić w 1859 roku, kiedy wybuchła wojna francusko-austriacka (a to jest przecież okres, w którym wytyczana była ta główna ulica Żywieckiego Przedmieścia). Atyfrancuskie nastroje faktycznie mogły pchnąć włodarzy miasta do takiej politycznej deklaracji, tym bardziej, że ulica o takiej samej nazwie była już wówczas w... Wiedniu!</font></p><p> </p><p><font size="3">Całkiem więc możliwe, że w XIX wieku ulica została nazwana na cześć niezłomnego szwajcarskiego kantonu, a dopiero później przemianowano ją na bardziej neutralną z politycznego punktu widzenia ulicę Czerwonej Wieży. Mogło to być o tyle łatwiejsze, że przy ulicy faktycznie stała czerwona wysoka konstrukcja bielskiej <em>Schrotturm</em>. Wszystko wskazuje na to, że zmiana (czy to na skutek społeczno-politycznych zawirowań początku XX stulecia, czy przez zwykłą niefrasobliwość) przeszła w oczach współczesnych zupełnie niepostrzeżenie.</font></p><p><font size="3"><br />_______________________________________________</font></p><p> </p><p><font size="3">Ulica Batorego jest dziś ulicą nieco zapomnianą. Nie ma tu przecież atrakcji turystycznych, muzeów, parków i fontann. Odwiedzają ją tylko tutejsi mieszkańcy, pracownicy okolicznych firm i co najwyżej pasjonaci architektury, którzy zabłąkają się tu w poszukiwaniu nieumieszczonych w przewodnikach okazów historyzmu czy architektury przemysłowej. Jednak ta ulica ma swoją specyficzną atmosferę. Trochę senną, trochę podmiejską, trochę taką warsztatowo-fabryczną właśnie... Taką samą miała ćwierć wieku temu, kiedy zjawiłem się na jej bruku pierwszy raz i kiedy zadziwiła mnie tym specyficznym klimatem. <br />I niewiele się od tego czasu zmieniła...</font></p> Apendyks http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4319.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4319.html Thu, 02 Jun 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">krótko o pragmatyzmie przodków</font></p><p> </p><p><font size="3"><br />Żeby rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące skrzyżowania Partyzantów, Michałowicza i 1 Maja i unaocznić, gdzie mógł stać budynek z fotografii archiwalnej popełniłem mały kolaż (fotomontażem tego nie nazwę - nie mam odwagi). </font></p><p><font size="3">Gimp w moich rękach ciągle jest jak skalpel w dłoni pijanego felczera, jednak staram się jak mogę.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146497834411710200.jpg" alt="" width="560" height="361" /></p><p> </p><p><font size="3">Oto skrzyżowanie dzisiaj i nieistniejący już budynek. Myślę, że umiejscowiłem go w miarę poprawnie. Fotograf robiący stare zdjęcie stał zapewne na rogu, tuż przy hali dawnej Befamy (niedawnym Tesco).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146497834039872100.jpg" alt="" width="560" height="331" /></p><p> </p><p><font size="3">Co do budynków w tle zdjęcia - jak już pisałem - jeden z nich, ten żółty z brązowym dachem, to kamienica Fussg&auml;ngerów. Zbudowana w 1911 roku stoi do dziś. Jego fragment widać również na starej fotografii.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146497830983709600.jpg" alt="" width="494" height="318" /></p><p> </p><p><font size="3">Warto poświęcić jej trochę uwagi. Kamienica powstała w miejscu starszego budynku (zaznaczony na zielono), dużo mniejszego - część parceli, bezpośrednio przylegająca do ulicy Alleegasse (1 Maja) była pierwotnie pusta. Na powyższym fragmencie planu Friedla widać dokładnie, dlaczego tak było. Otóż jeszcze końcem XIX wieku potok Sikornik przepływał właśnie w tym miejscu. Stary dom Fussg&auml;ngera przylegał do jego koryta. Co ciekawe, nowa kamienica także budowana była z uwzględnieniem tego cieku. Wprawdzie Fussg&auml;nger ten nowy dom zbudował już na całej parceli, aż do Alleegasse, tak jakby Sikornika już tam nie było, jednak wprawne oko zauważy, że budynek, w miejscu, gdzie łączą się jego obie części (lewo- i prawobrzeżna), do dziś posiada biegnącą przez całą wysokość, maskowaną szczelinę dylatacyjną. Właśnie w miejscu dawnego przebiegu kanału <em>Meisengrundbach</em>.</font></p><p> </p><p><font size="3">Przebieg cieków wodnych w obrębie dzisiejszego skrzyżowania przy Blichu to już całkiem osobne zagadnienie. I niezwykle ciekawe. Zarówno na planie katastralnym z 1836, na planie Schwarza, jak i na późniejszym nieco planie Friedla siatka wodna zaznaczona jest bardzo wyraźnie. I oprócz tego, że znany jest przebieg potoków, można z niego dodatkowo wywnioskować jeszcze inne, mniej rzucające się w oczy fakty.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146497829464027700.jpg" alt="" width="418" height="305" /></p><p> </p><p><font size="3">Proszę spojrzeć na dolny kraniec tego fragmentu planu Schwarza. Spływający z obszaru zwanego Meisengrund, od dzisiejszej ulicy Michałowicza potok Sikornik, po połączeniu się z płynącą od południa Młynówką, właśnie tu, w okolicy dzisiejszej stacji benzynowej zatacza spory, niespodziewany łuk. Naturalny charakter tego meandru pozwala wnioskować, że potok musiał omijać jakąś znaczącą przeszkodę, która stanęła na jego drodze. Tą przeszkodą mogła być tylko wybitna wyniosłość terenu. Ten wniosek zdaje się potwierdzać dawny przebieg końcowego odcinka ulicy Michałowicza, który przed połączeniem z Partyzantów niespodziewanie odchyla się ku północy, jakby próbując ominąć tę samą wyniosłość od drugiej strony.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146497827434528300.jpg" alt="" width="560" height="340" /></p><p>(Dziękujemy Ci, Google! Potrzykroć!)</p><p> </p><p><font size="3">Dziś po tym elemencie geomorfologicznym nie ma, rzecz jasna, śladu, tak jak i po samych potokach. Ale mimo, że Młynówka i Sikornik zniknęły z krajobrazu tej cześci miasta, ciągle pozostały milczące ślady obecności przeszkody, którą musiały omijać tutejsze drogi.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146497828077190700.jpg" alt="" width="560" height="319" /></p><p> </p><p><font size="3">Skośny odcinek ulicy Partyzantów przeznaczony dziś do skrętu w prawo, w ul. 1 Maja, to pozostałość po starej drodze blichowej. Pierwotnie na Blich jeżdżono właśnie tędy. Szosa ta także - a raczej jej odchylenie od linii prostej - jest dowodem na to, że w miejscu dzisiejszego skrzyżowania, jeszcze sto lat temu wznosiła się prawdopodobnie przeszkoda. Zapewne nie była to żadna niebotyczna góra, być może zwykły naturalny kopiec. Najpewniej jednak na tyle wyniosły, że dawnym mierniczym bardziej opłacało się zmienić bieg drogi, niż wkopywać w jego stok, lub całkiem niwelować.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146497826818819900.jpg" alt="" width="560" height="353" /></p><p> </p><p><font size="3">Biorąc pod uwagę pragmatyzm naszych przodków, nie ma wątpliwości, że doskonale oszacowali wszystkie za i przeciw. Cokolwiek stało im na przeszkodzie, wytyczenie takiej a nie innej linii drogi było najlepszym, a być może jedynym rozwiązaniem w tamtych zaprzeszłych czasach. </font></p> Bakcyl http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4312.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4312.html Wed, 25 May 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli </font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Stronnicza i subiektywna historia bielsko-bialskiej architektury</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">część trzecia </font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Secesja, której obecność w naszym mieście zaznaczyliśmy w poprzednim odcinku Stronniczej i subiektywnej historii bielsko-bialskiej architektury, wbrew pozorom i mimo niezwykle krótkiego okresu, w jakim funkcjonowała, wcale nie była nurtem jednorodnym. Również i ona, być może nawet w sposób szczególnie intensywny, podlegała zmianom i mutacji, których odbicia dostrzegamy także i w naszym mieście.</font></p><p> </p><p><font size="3">Secesja była pierwotnie zjawiskiem - jak już wiadomo - o cechach wybitnie estetycznych, przy czym ten estetyzm podlegał, podobnie jak w poprzednich epokach, pewnym ścisłym zasadom. I tak mamy tu szczególnie mocne akcenty położone na harmonię linii i proporcje kształtów, równowagę ornamentu i oszczędną tonację barw. Budowle o takiej charakterystyce mogły uchodzić wręcz za kontynuację historyzmu, tylko tym razem w nieco fantastycznym, artystowskim kostiumie.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tego typu zjawiska nie trwały jednak zbyt długo. Rychło okazało się, że w rewolucji, która wybuchła u schyłku epoki, chodziło nie tylko o zerwanie ze schematycznością historyzujących stylów, nie tylko o wyzwolenie z więzów krępujących swobodną ekspresję pomysłów, ale również i o szczególne, niezwykle mocne zaznaczenie indywidualności projektu, a co za tym idzie, indywidualizmu jego twórcy.</font></p><p> </p><p><font size="3">Być może demonizuję nieco, ale sądzę, że to, co pojawiło się na przełomie wieku XIX i XX w pracowniach architektonicznych całego cywilizowanego świata, ta przemożna chęć wywarcia na projekcie, budowli a wreszcie i na samym mieście indywidualnego piętna architekta, stało się zarzewiem wielkiego, wszechogarniającego płomienia estetycznego buntu przeciw schematyzmowi architektury.</font></p><p> </p><p><font size="3">Kiedy spojrzymy krytycznym okiem na secesję w naszym mieście, być może dojrzymy w fasadach tych kamienic, w ich rysunku i charakterze pewne zasadnicze różnice. Część budynków - nawet na tle tak oryginalnego przecież stylu - zdaje się odróżniać znacząco od innych. Na tle secesji stonowanej, dość &quot;konserwatywnej&quot; powiedzielibyśmy, przemawiającej jeszcze starymi brzmieniami, mocno wyróżnia się nurt odmienny, bardziej odważny, cyzelowany, pozbawiony kaftana zasad. Nurt swobodny, oryginalny i indywidualny właśnie.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426661195596900.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Nurt tak indywidualny, że aż w jakiś bezczelny sposób uroczy. Zerwanie z zasadami harmonii, proporcji i złotego podziału widać wyraźnie choćby w fasadzie kamienicy, przy ulicy Barlickiego 3 (powstałej jako gmach Komunalnej Kasy Oszczędności w Bielsku). Ponieważ stoi ona opodal słynnej, wielokrotnie przedstawianej, omawianej i analizowanej modernistycznej kamienicy Fabianiego (Cafe del Europe), tkwi więc w cieniu tamtej, sławniejszej sąsiadki. A przecież ta secesyjna, a w pewnym sensie już modernistyczna budowla również zasługuje na uwagę. Jej ornament, charakterystyczny dla secesji późniejszego nurtu nie jest już wystudiowanym, obecnym jedynie w architekturze zdobnikiem. Proszę zwrócić uwagę, że te migdałowe formy w kartuszach międzyokiennych i w portalu, nie zawierają już tej matematycznej, geometrycznej regularności, choć płynne i łagodnie obłe, wymykają się proporcji i złotemu cięciu. Oto niepostrzeżenie do architektury wkradła się dowolność! Improwizowana, intuicyjna estetyka, nowy ład. Ale prócz tego jest tu coś jeszcze. Oto na fasadzie pojawiają się elementy, które równie dobrze można byłoby znaleźć w książkowej ilustracji, na olejnym płótnie, czy w niewysublimowanej rzeźbie.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426659571378700.jpg" alt="" width="560" height="516" /></p><p> </p><p><font size="2">Pojawia się zdobienie, które jest i nowe, bo przecież w takiej formie nigdy dotąd nie występowało, i bardzo stare, posiadające wiekowe tradycje, bo oto w kamieniu, gipsie i cegle oddano to, co od zawsze towarzyszyło człowiekowi, ale w sztukach zupełnie innych niż architektura. Przekopiowano na elewacje motywy graficzne, malarskie i rzeźbiarskie, czyniąc z kamienic coś w rodzaju ilustracji. Czasem zapierających dech, czasem delikatnych i dyskretnych. Tak jak na powyższym zdjęciu. To nadal budynek przy Barlickiego. Niepozorny polny ptaszek sprawia wrażenie, jakby był wycięty z jakiejś książkowej ilustracji i po prostu wklejony nad balkonowe okno kamienicy.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426658677992700.jpg" alt="" width="560" height="398" /></p><p> </p><p><font size="2">Nieopodal towarzyszy mu martwa natura żywcem wyjęta z olejnego malowidła.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426657449190700.jpg" alt="" width="560" height="414" /></p><p> </p><p><font size="2">Znamiennym jest fakt, że projekt gmachu Komunalnej Kasy Oszczędności był projektem, który zwyciężył w konkursie, pokonując dziewiętnaście innych propozycji. Już samo to dużo mówi o ówczesnych gustach.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426656486283400.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Kamienica przy Komorowickiej, której fasada z kompozycyjnego punktu widzenia zupełnie wymyka się utartym schematom, to również przykład takiej właśnie dyskretnej secesyjnej &quot;ilustracyjności&quot;. Fantazyjna roślinna kiść, a także zdobiące wykusz kamienicy festony, do złudzenia przypominają graficzne winietki w książce, czy w gazecie. Oryginalnie? I tak, i nie.</font></p><p> </p><p><font size="3">Na pewno brak tutaj bezdusznej, matematycznej kalkulacji, brak schematów i wzorów, brak linijki i kątomierza. Nie brak za to fantazji, chociaż, jak się okazuje ta fantazja też cechuje się pewną wtórnością.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jednakże to nie owa ilustracyjność ornamentu (zapożyczona przecież) stanowi o doniosłości secesji, nie ów obrazkowy charakter jest najważniejszy - nie tylko dla niej samej, ale i dla przyszłego rozwoju architektury - ale raczej ta głęboka, czasem niedostrzegana indywidualność projektów właśnie. Ten indywidualistyczny sznyt, wyzwolenie spod reżimu schematu i z przymusu, zaniechanie zasad i reguł. To one, raz zapuściwszy korzenie w umysłach architektów i urbanistów, rozkrzewiły się niczym dziki, żywotny busz, obejmując w swe władanie coraz większe połacie architektonicznych obszarów. Bezdyskusyjnie, bezkompromisowo, bez odwrotu.</font></p><p> </p><p><font size="3">Nagle bowiem okazało się, że twórca może konstruować rzeczywistość z pominięciem każdej reguły, prócz tych najbardziej oczywistych, jak grawitacja i zasady bezpiecznego stawiania domów. Poza tymi, czysto fizycznymi barierami, architekt nie miał już żadnych innych ograniczeń. Jego fantazja była ostatnim bastionem, a zdrowy rozsądek ostatnią nadzieją. Czasem złudną.</font></p><p> </p><p><font size="3">Oczywiście koniec świata nie nadszedł. Domy, kamienice, fabryki, ratusze i kościoły nadal cechowały się specyficznym pięknem i harmonią, bo mimo uwolnienia się od schematu i dyktatu zasad, przestrzeń publiczna ciągle wymagała od twórców pewnej delikatności i przyzwoitości, a sami twórcy mieli jeszcze wystarczającą dozę pokory i samokontroli, a także wiedzy i doświadczenia, aby świat, który kształtowali siłą swych umysłów i rąk nie stał się kamienno-ceglaną karykaturą. Jakimś cudem - mimo secesyjnej wewnętrznej przemiany - udało się w miastach Europy zachować umiar, sens i piękno.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jednak, niestety, raz zainfekowane bakcylem <em>individuelosis originaliensis </em>umysły utraciły kontrolę nad sobą i podryfowały w kierunku nieznanych, odległych horyzontów estetyki, na zimne, puste wody morza modernizmu.</font></p><p><font size="3">Jeszcze modernizm bardzo wczesny, ten wykwitły bezpośrednio z secesji i eklektyzmu, nie zapowiadał tego, co miało wydarzyć się już wkrótce. W jego kształcie tkwi jeszcze i pobrzmiewa (odrobinę nieszczerze) dawna wyszukana świetność, ciąży ku &quot;ciemnemu&quot; okresowi, w którym królowały &quot;napuszone ornamenty&quot; i &quot;przesadzona stylistyka pałacu&quot; - jak lubili kwitować te tendencje oświeceni moderniści.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426651550631900.jpg" alt="" width="560" height="406" /></p><p> </p><p><font size="2">Przykład wczesnej moderny w naszym mieście rzeczywiście może zdumiewać przywiązaniem do tradycji i dawnych rozwiązań. Będący dziełem architekta pozostającego pod wpływem wiedeńskiej szkoły, gmach Banku Austro-Węgierskiego przy Pastornaku w ogóle nie sprawia wrażenia, jakoby miał być zapowiedzią modernizmu. Bogactwo formy wylewające się z nadokiennych portali, gzymsów, kartuszy i pilastrów oszałamia. Ale i budzi jakąś nieufność. Szczególnie jeśli wie się, czego zapowiedzią jest ten piękny - nie przeczę - budynek pozostający na uboczu i w cieniu gmachów teatru oraz poczty.</font></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426648649670900.jpg" alt="" width="560" height="375" /></p><p> </p><p><font size="2">Dziś budowla dawnego banku, mocno odarta z przeszłej świetności, pozbawiona przepysznego fryzu z majestatycznym centralnym jego zwieńczeniem nadal cieszy oko (choć samo zwieńczenie stało się ofiarą zacierania niepolskich śladów w mieście - jakiś barbarzyńca, miast skuć po prostu C.K. orła, zwyczajnie i po chamsku zlikwidował całe zwieńczenie wraz z kartuszem). Nadal radują finezyjne portale nadokienne, bogata, choć nieprzesadna dekoracja piętra z przeciekawym rozwiązaniem łuków międzyokiennych, nadal imponują olbrzymie (największe w mieście) głowy lwów tkwiące nad kartuszami, flankujące wybrakowane już dziś zwieńczenie piętra.</font></p><p> </p><p><font size="3">To wszystko jednak miało już niebawem odejść w niebyt. Postępujący (co ja mówię - galopujący raczej) modernizm zadbał o to skutecznie. Zrodził się z indywidualizmu. Jednak nie chodziło o indywidualny projekt, ale raczej o indywidualistyczne podejście do samej architektury. Projekty bowiem (co okaże się już niebawem) cechowały się daleko idącą redukcją oryginalnego sznytu, cech własnych i nieszablonowych, a w związku z tym coraz bardzie zaczęły być do siebie podobne.</font></p><p> </p><p><font size="3">Na samym początku nic tego nie zapowiadało. U zarania XX wieku zaczęły powstawać budowle coraz bardziej w swej formie wyciszone, spokojne, stonowane. Architektonicznie wręcz ascetyczne. Jednym z reprezentantów takiej architektury jest gmach kolejarskiego domu mieszkalnego przy Wyspiańskiego róg Głowackiego. Ale takich przykładów w mieście jest, rzecz jasna, więcej.</font></p><p> </p><p><font size="3">Modernizacja architektury mogła pójść - tak sądzę - w jednym tylko kierunku - ku prostym, solidnym formom codzienności. Zmęczenie architekturą dekoracyjną, przesyt ornamentyką, tęsknota za wyciszeniem i uspokojeniem form, to wszystko jednoznacznie zmierzało ku budowlom, których podstawową cechą jest harmonijna funkcjonalność. </font></p><p><font size="3"><br />Myliłby się jednak ten, kto zbyt łatwo uległby wrażeniu prostackości. Ja sam, choć modernizmu nie darzę szczególną atencją, doceniam ciekawe projekty, cechujące się szlachetnością i urokiem.</font></p><p> </p><p><font size="3">Na całe szczęście w naszym mieście nie trzeba ich długo szukać. Modernizm jest nurtem na stałe zasiedziałym w Bielsku i ma swoją mocną reprezentację, począwszy od budownictwa kompleksowego,</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426647986497400.jpg" alt="" width="560" height="330" /></p><p> </p><p><font size="3">takiego, jak słynne już, omal przysłowiowe, osiedle w dawnych ogrodach zamkowych, stanowiących piękny przykład osiedla pełnego</font></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426645010325800.jpg" alt="" width="560" height="459" /></p><p> </p><p><font size="3">poprzez spółdzielcze i spółkowe budownictwo wielorodzinne</font></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426643228218300.jpg" alt="" width="560" height="426" /></p><p> </p><p><font size="3">poprzez budynki użyteczności publicznej (zaprojektowany w 1936 roku bank Komunalnej Kasy Oszczędności nie należy do moich ulubionych projektów, prawda jest jednak taka, że dzisiejszy plac Chrobrego bez tego wybudowanego w stylu funkcjonalistycznym gmachu dziś byłby już niepełny)</font></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146426642795775100.jpg" alt="" width="560" height="399" /></p><p> </p><p><font size="3">aż po zabudowę jednorodzinną, równie u nas obfitą i nierzadko naprawdę wysmakowaną - choć przecież oszczędną (ul. Konopnickiej).</font></p><p> </p><p><font size="3">Modernizm to jednak taniec na wulkanie. Tak naprawdę po nim nic już nie było takie jak wcześniej. On był jak fałszywy drogowskaz, który w gęstym, ciemnym lesie wskazywał kierunek. Wszyscy wiedzieli, że pokazuje złą drogę, bo na jej końcu było coś, co groziło estetycznym zatraceniem. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że ta droga jest drogą donikąd. </font></p><p> </p><p><font size="3">Ale innego drogowskazu nie było. </font></p><p> </p> Prostowanie dróg http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4293.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4293.html Tue, 17 May 2016 22:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli </font></p><p> </p><p><font size="3">krótko o odczarowywaniu</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146304149087494500.jpg" alt="" width="560" height="321" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Zagadka okazała się być raczej prosta. Rzeczywiście jedynym charakterystycznym, istniejącym do dziś fragmentem zabudowy, który znajduje się także na fotografii jest kamienica Fussg&auml;ngera, widoczna z prawej strony oraz jej ledwie dostrzegalna sąsiadka. Dziś kamienica (zwana też &quot;związkową&quot;) niewiele się zmieniła i może być wystarczającym punktem odniesienia dla ewentualnych analiz. Myślę, że stare zdjęcie wykonano mniej więcej (z naciskiem na &quot;mniej&quot;) z tego miejsca:</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146354972708528600.jpg" alt="" width="560" height="361" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Przywołałem tę archiwalną fotografię nie bez powodu. Jest dość oryginalna i świetnie ilustruje olbrzymie zmiany, jakie zaszły w tej części miasta na przestrzeni naprawdę niewielu lat.</font></p><p> </p><p><font size="3">Skrzyżowanie dzisiejszych ulic Partyzantów i Michałowicza to miejsce samo w sobie dość leciwe. Zaistniało w czasach nowożytnych jako rozstaje głównego szlaku północ-południe (Śląsk - Żywiec) i drogi Wapienickiej (później Aleksandrowickiej). Dzisiejsza Michałowicza jest pozostałością traktu wiodącego północnym skrajem M&uuml;hlbergu ku Wapienicy (być może jej proweniencja sięga więc szesnastego wieku).</font></p><p> </p><p><font size="3">Skrzyżowanie, które znamy dziś, jeszcze kilka dekad temu wyglądało całkiem inaczej. Pierwotnie w ogóle nie było to skrzyżowanie przelotowe. To znaczy ulica Michałowicza (wcześniej Górska, jeszcze wcześniej Berggasse) nie miała pierwotnie przedłużenia ku rzece. </font></p><p><font size="3"><br />Więcej. Od samego zarania droga ta dochodziła do ulicy Młyńskiej i dopiero za jej pośrednictwem do Blichowej na wysokości dzisiejszego Domu Handlowego &quot;Halny&quot;, zaś w miejscu dzisiejszego środka skrzyżowania były ogrody i nieużytki. Ulica 1 Maja, na jej odcinku od skrzyżowania do rzeki (pierwotnie Alleegasse), to pieśń dużo późniejsza - pierwsze lata XX stulecia. </font></p><p><font size="3"><br />Warto rzucić okiem na uwidocznione na starych planach zmiany, jakie dokonywały sie w obrębie tego niewielkiego fragmentu miasta na przestrzeni wieków.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146354975230935300.jpg" alt="" width="560" height="344" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Na planie wykreślonym na potrzeby barona Schwarza i jego projektu wodociągów w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, ale z wykorzystaniem podkładu mapy katastralnej z 1836 r., pięknie widać przebieg dróg w tym fragmencie miasta. Warto zwrócić uwagę na kompleks budynków stojący tuż przy wylocie ulicy Młyńskiej na Blichową (zaznaczone kółkiem). Ten zespół przetrwa nadspodziewanie długo.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146354976170801300.jpg" alt="" width="560" height="388" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Na planie Friedla - bardzo dokładnym i całkiem przyzwoicie odzwierciedlającym stan zabudowy miasta w roku 1901 - także widać te budynki. Niestety nie znam ich przeznaczenia, ale mam wrażenie, że spełniały dość ważną rolę. Być może Czytelnicy podpowiedzą jaką pełniły funkcję. Ja nie zdołałem doszperać się informacji na ten temat.</font></p><p><font size="3">Na późniejszych planach sprawa nie przedstawia się już tak jednoznacznie.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146354976398530400.jpg" alt="" width="560" height="380" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Jednak na planie Pharusa z 1914 r., choć odwzorowanie posiada mocno zredukowany szczegół, również widać w tym miejscu ogrodzoną działkę. Ulica Górska biegnie tutaj, rzecz jasna, jeszcze po staremu. Jeszcze nikomu nie przeszkadza jej niewygodny dla podróżujących od strony Żywca przebieg.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146354977955965100.jpg" alt="" width="560" height="377" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Na planie z lat 30-tych XX wieku już niewiele widać, ale <em>Verkehrsplan</em> ze zbioru <em>&quot;Kartenbeilagen zur Milit&auml;rgeographischen Beschreibung von Polen&quot; </em>to tylko mapa poglądowa.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146354978422844900.jpg" alt="" width="560" height="347" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Na bardzo oryginalnym radzieckim, rosyjskojęzycznym planie z 1978 roku, który pokazuje już nowy przebieg ulicy Michałowicza, o dziwo także widać coś na kształt zabudowań. </font></p><p><font size="3">Czy jest to ten sam, widoczny na starym zdjęciu zespół budynków, czy to już tylko jego echo? Czy stoi w tym samym miejscu, czy już niezupełnie? </font></p><p><font size="3"><br />Tkwiące samotnie zabudowania, w latach sześćdziesiątych stały się niewygodne. Na deskach kreślarskich bielskich urbanistów ulica Michałowicza została wyprostowana, przecięła ul. Młyńską, ul. Grażyńskiego i połączyła się z 1 Maja. Aby wprowadzić ten projekt w życie należało usunąć wszelkie przeszkody. W pierwszej kolejności stojące niemalże w samym środku planowanego skrzyżowania zabudowania. <br />I tak się stało.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">W ten sposób budynki, pamiętające jeszcze być może wiek osiemnasty, a z całą pewnością pierwsze dekady dziewiętnastego, znikły z powierzchni ziemi i - równie szybko - z pamięci mieszkańców. Tylko nieliczne stare zdjęcia przypominają o nich czasami, pokazując dawną zabudowę i dawny, odwieczny przebieg ulic, które dziś są już może proste i szerokie, ale też zupełnie pozbawione swego dawnego czaru.</font></p><p><font size="3"> </font></p> Somnium finis http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4287.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4287.html Wed, 11 May 2016 22:00:00 +0000 <p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146304138817334100.jpg" alt="" width="461" height="758" /></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Kwietniowa, przeznaczona na ostateczne otrząśnięcie się z przedwiośnianego letargu przerwa, w sposób zupełnie niekontrolowany przemieniła się w małe wakacje. </font></p><p> </p><p><font size="3">Przepraszam szanownych Czytelników za długie milczenie, brak wpisów i odpowiedzi na komentarze. Winą obarczam - jak zwykle - trudności natury obiektywnej, pracę kwerendalną, nieopanowane myszkowanie po antykwariatach ale również i egzamin maturalny mojej córy, który skutecznie odbierał mi umiejętność skupienia sie na rzeczach ważnych, mniej istotnych i tych całkiem pobocznych.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146304138518668600.jpg" alt="" width="560" height="345" /></p><p> </p><p><font size="3">Wymuszona przerwa dobiega końca, a ja biorę sie do roboty. Somnium finis - koniec snu!<br />Od przyszłego tygodnia ruszamy z kopyta i chociaż wpisy będą ukazywały się pewnie z dotychczasową częstotliwością, lub nawet ciut rzadziej, obiecuję że rytm wpisow będzie stały i miarowy jak turkot postrzygarki w Muzeum Techniki i Włókiennictwa.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146304139349936900.jpg" alt="" width="465" height="735" /></p><p> </p><p><font size="3">Dziś, na rozruszanie, tylko kilka fotografii retro (powyżej) i dwie małe - chyba nietrudne - zagadki (poniżej).</font></p><p> </p><p><font size="3">Być może Czytelnicy znają doskonale te zdjęcia, byc może dysponują nawet znacznie lepszymi technicznie kopiami... Ja posiadam jedynie takie - fatalne skany. Ich jakość jednak ma swoje zalety. Dzięki temu zagadki nie będą może banalnie łatwe.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146304148289355700.jpg" alt="" width="362" height="536" /><font size="3"><br />FOTOGRAFIA1</font></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/146304149087494500.jpg" alt="" width="560" height="321" /><font size="3"><br />FOTOGRAFIA2</font></p><p><font size="3"><br />Czy ktoś wie, gdzie robione były te fotografie?</font></p> Miejski szlag architektoniczny http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4270.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4270.html Sat, 02 Apr 2016 22:00:00 +0000 <br /><p><font size="3"><br />Różnie to bywa... Czasem szwendam się po mieście z aparatem i - proszę mi wierzyć - zdarza się, że nawet nie wyjmę go z torby. Czasem jednak rzuca mi się w oczy coś, co sprawia, że krew się we mnie gotuje. Łapię wtedy za lustrzankę i uwieczniam kuriozum zagryzając przekleństwem.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968566703082500.jpg" alt="" width="560" height="342" /></p><p> </p><p><font size="3">Panorama. Odwieczna. Stara niczym samo miasto.... Przez wieki ulegająca niewielkim tylko przemianom. Domy trochę urosły, zhardziały kamiennymi, tynkowanymi licami, zarosły papą, gontem i dachówką... Ale poza tym wszystko tutaj do dziś pozostało takie jak dawniej. Te same ściany, te same dachy, taki sam bruk...<br />No, prawie taki sam.</font></p><p> </p><p><font size="3">XXI wiek to epoka cudów. Naprawdę. Nie przesadzam. <br />Wiemy więcej (prawie wszystko), umiemy lepiej, znamy się dokładniej, jesteśmy mądrzejsi, bardziej doświadczeni, lotni i pełni inwencji niż nasi zacofani, żyjący w prymitywie, brudzie i chłodzie przodkowie. Z troską patrzymy na zapyziały, szary, rozmyty świat przeszłości, z troską, która lubi niepostrzeżenie przemieniać się w protekcjonalne politowanie. W poczucie wyższości i bezczelnej megalomanii.</font></p><p><font size="3"><br />I to pewnie dlatego czujemy tak przemożną i niepowstrzymaną chęć wcinania się z tymi naszymi technologicznymi cudeńkami zawsze kiedy tylko nadarzy się okazja, wszędzie, gdzie się da, nawet w najstarszą panoramę miasta. O, tak jak tu!</font></p><p> </p><p> <img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968567642089200.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968567995738100.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Tak, tak. Nie mylą nas oczy. W dachu starego, liczącego sobie setki lat budynku ktoś wyfasował... okna dachowe. Piękne, błyszczące, zgodne z europejskimi normami i poczuciem estetyki troglodyty konstrukcje, które pasują do tego krajobrazu jak szyberdach do cesarskiej karety. I, proszę Państwa, to nie jest żaden żart. To nie jest fotoszop... To się dzieje naprawdę.</font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968568575199500.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Chyba nie przypadkiem całkiem podobnie, ale w konsekwencji chyba jeszcze gorzej (bo jest to widoczne jak na dłoni) prezentuje się ta kamienica od frontu, od strony Rynku. Wyrosłe ni stąd ni zowąd facjatki na dachu, który nigdy ich nie posiadał, a także wielkie okna dachowe, wepchnięte w połać bez dbałości choćby o podstawowe zasady architektonicznej estetyki, kaleczą boleśnie i dach, i oczy patrzącego. I nawet jeśli co do sensowności umieszczenia w specjalnie do tego podniesionym dachu zabytkowej kamienicy facjatki można jeszcze dyskutować (odpowiednio zaprojektowana, wyważona w proporcjach i ledwie rzucająca się w oczy od biedy ujdzie), to tego typu idotyczne pomysły, jak okna połaciowe, wołają o pomstę do nieba! Noż do diabła, jak można!</font></p><p> </p><p><font size="3">Podobnie ma się sprawa w wielu miejscach miasta. Dźwigane z ruin (zaraz ktoś się przyczepi, że sugeruję jakoby Bielsko było w ruinie) rudery, stawiane na nowo, zyskują prócz nowych tynków i kolorów także nowe oblicza. Tak jest z kamienicami przy Rynku, pod nr. 30, czy w nowo odrestaurowanej kamienicy 18, tak jest na Celnej 10, tak jest też na Sobieskiego 28, w dawnej restauracji Herzyka.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968569781944400.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Jeszcze w tym konkretnym przypadku, w kamienicy Rynek 19, facjatki jakoś się prezentują. Pobudowane w stylistycznej zgodzie z całą, nienagannie restaurowaną resztą, sprawiają wrażenie, jakby faktycznie były na swoim miejscu. Tutaj trudno się do czegoś przyczepić (może poza samym faktem dobudowania czegoś, co nigdy nie istniało). Gorzej jednak, jeśli mieli się staromiejska tkankę i pichci z tej mielonki mało strawne, pseudozabytkowe danie.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968568956799300.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Teoretycznie mamy tu sytuację bardzo podobną. Kamienica Rynek 18 także, podobnie jak jej sąsiadka, odremontowana została z pełnym pietyzmem, z wykorzystaniem całego arsenału środków rewitalizacyjnych z przywracaniem detali i kolorów (bazującym na wnikliwych badaniach stratygraficznych nawarstwień malarskich). A jednak w tym wypadku nie ustrzeżono się przed zgrzytem dachowym. Okna połaciowe są tutaj tak samo na miejscu, jak rzeźbiony galion na dziobie dłubanki, albo weranda w malborskim zamku.</font></p><p> </p><p><font size="3">Nie, nie czepiam się. Doceniam, że w ogóle ktoś coś z tym bałaganem robi. Ale jednocześnie nie mogę znieść sposobu, w jaki to się odbywa. Zupełnie, jakby ktoś zrobił deal: &quot;ja inwestuję w renowację kamienicy, w zamian za to miasto idzie na ustępstwa dotyczące pozwoleń.&quot; I o ile zgodnie z Art. 30. Prawa budowlanego, na wstawienie okien dachowych wystarczy tylko zgłoszenie w urzędzie, to już przebudowa konstrukcji dachu i wykonanie lukarny dachowej uzależnione są od pozwolenia na budowę. Sprawa z zabytkami jest jednak dużo bardziej skomplikowana, bo w tym wypadku wszelkie zmiany wprowadzone w konstrukcji zabytku obwarowane są nie tylko pozwoleniami na budowę, ale również pozwoleniem na prowadzenie robót budowlanych przy zabytku wpisanym do rejestru. To zaś pozwolenie wydawane jest przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Nie sądzę, aby prace w obrębie naszego najstarszego założenia miejskiego odbywały się z pogwałceniem prawa, natomiast śmiem twierdzić, że w wielu przypadkach pogwałcono przede wszystkim zdrowy rozsądek i dobry smak.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968572216197200.jpg" alt="" width="560" height="391" /></p><p> </p><p><font size="2">Przesadne hołdowanie <em>utilitas</em> w architekturze prowadzi czasem do sytuacji skrajnych. Dramatycznych. Oto przykład. Pochodzący z przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku budynek starej szkoły katolickiej w Białej jest zabytkiem (A/128/76). Kilka lat temu zabytek odremontowano, jednak remont nie został zakończony, a sam budynek, nieużywany, niszczał imitując udaną inwestycję. Stosunkowo niedawno ktoś wydał pozwolenie (no chyba że odbyło się to bez żadnej decyzji, zupełnie samowolnie, to jeszcze gorzej) na przeprucie ściany frontowej &quot;alkierza&quot; budynku i wstawienia tam aluminiowych drzwi. Budynek stracił swą pierwotną formę, został oszpecony idiotycznym qui pro quo.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968572682596400.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Czy zabytek A/128/76 przestał być zabytkiem? A jeśli tak, to kiedy i z jakiej racji? A może ta część budynku, ów charakterystyczny alkierz już zabytkiem nie jest? Nie wiem. Nie rozumiem. Nie mogę pojąć. Jak to się stało? Kto na to pozwolił? I dlaczego?</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968573149589000.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Dopiero patrząc od tyłu, od zaplecza na ten obecnie żałośnie okaleczony obiekt, choć obiektywnie jeden z ciekawszych w naszym mieście, można zrozumieć, w czym rzecz. To już istotnie nie jest żaden zabytek. To już faktycznie nie jest sól tej ziemi. To już zwyczajny developerski ochłap, może jakoś tam atrakcyjny, może w jakiś sposób pożądany. Ale jednak ochłap. Rozpadający się wrak, gnijący, umalowany trup. Truchło. Wystarczy spojrzeć... Tak nie wyglądają zabytki. Tak nie prezentują się budynki pod ochroną</font><font size="3">.</font></p><p> </p><p><font size="3">Na naszych oczach klimatyczny, starodawny świat odchodzi w niebyt, skażony trądem nowoczesności, ospą technologii, grzybicą obojętności i dżumą bezmyślności. I powiem szczerze, że zupełnie nie rozumiem, jak można być tak bezmyślnym, tak krótkowzrocznym, aby w tak bezceremonialny, bezrefleksyjny sposób pozbywać się z miasta i z własnej historii czegoś, co jest jej żywą pozostałością, co jest prawdziwym &quot;gościem&quot; stamtąd. Nie pojmuję, jak można z taką łatwością przepuszczać przez palce coś, za co inne miasta, oglądające swoją dawną świetność tylko na starych zdjęciach i rysunkach oddałyby wszystko? Nie wiem, jak to się dzieje, że tutaj, w Bielsku-Białej, zasobnej nie tylko w zabytki, ale przez to również i w świadomość ich wartości, że tutaj dochodzi do tak jawnych i bezczelnych gwałtów na tych zabytkach...</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968570311884100.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Sapiehówka od frontu wygląda wręcz imponująco. Wprawdzie trzy gible, dla osób pamiętających zabytek sprzed lat wydają się obcymi naroślami; wprawdzie zachowano - mimo ocieplenia i nowoczesnych tynków - charakterystyczne dla epoki józefińskiej łuki nadokienne. To wszystko pięknie. Tymczasem od tyłu...</font></p><p><font size="3"><br />Czasem myślę sobie, że to wszystko nie dzieje się przypadkiem. Że to nie jest tylko niefrasobliwe w swych konsekwencjach poszukiwanie tańszych może sposobów na inwestycję, może skuteczniejszych w swym technologicznym zaawansowaniu, może łatwiej dostępnych. Przeciwnie. Czasem mam przemożne wrażenie, że takie działania są inspirowane w jakimś konkretnym, nieznanym mi celu. Nie wiem - aby zmusić konserwatora zabytków, czy inne gremia decyzyjne do ustępstw, aby postawić je przed faktem dokonanym, może po to, aby po prostu celowo zniekształcić historyczny krajobraz kulturowy zohydzając go i pozbawiając najbardziej &quot;wstecznej&quot; cechy, jaką jest jego historyczność...</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968573935689500.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="3">Ale nie dla samego niszczenia. Nie... Zabytek jest wrogiem, bo przepisy, które go chronią, nie pozwalają go zmieniać, zabraniają weń ingerować, stoją na straży jego nietykalności. A z punktu widzenia zuchwałego w tym względzie prawa własności, taka nietykalność jest nieopłacalna, bezsensowna, przynosi straty i... stoi na drodze wolności osobistej jednostki.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145968574252860700.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="3">Jestem chyba coraz bardziej zmęczony i zniechęcony. I po trochu dzieje się tak dlatego, że wokół nas takich chorych, bezsensownych pomysłów na unowocześnianie bielsko-bialskiego krajobrazu, jak te, które opisałem powyżej, jest coraz więcej. A świadomość, że zwyczajni mieszkańcy na to wszystko nie mają żadnego wpływu tylko pogarsza sprawę.</font></p><p> </p><p><font size="3">I właśnie dlatego trafia mnie szlag. Architektoniczny szlag.</font></p> Poczthalteria http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4259.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4259.html Sat, 19 Mar 2016 23:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli </font></p><p> </p><p><font size="3">przybliżanie horyzontu.</font> </p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Rozgwieżdżone niebo wisiało nad piaszczystą drogą. Wszystko wokół skąpane było w srebrzystym księżycowym blasku, a rozjeżdżone koleiny traktu skrzyły się w świetle miesiąca jak pokryte śniegiem. </font></p><p> </p><p><font size="3">Było grubo po północy, kiedy na drodze wiodącej z Cieszyna pojawił się powóz zaprzęgnięty w dwójkę koni. Konie biegły stępa, robiły bokami, jakby brały udział w wyścigu, powóz, pokryty czarną, smołowaną ceratą, kiwał się na boki. Na wiodącym koniu siedział brodaty mężczyzna, poganiając zwierzęta krótkim bacikiem.</font></p><p><font size="3"><br />Zaprzęg minął pogrążony we śnie, schowany pod osłoną słomianych strzech Obervorstadt i starą, pamiętającą chyba czasy książąt piastowskich, wykładaną dylami drogą skierował się ku rynkowi. Przejechał przez posępny otwór bramy wciśniętej w nadwyrężony zębem czasu mur miejski i zagłębił się w krótką, wąską uliczkę wiodącą do Rynku. <br />Powóz przeciął płytę centralnego placu miasta, budząc zapewne turkotem wszystkich śpiących mieszczan i zatrzymał się przed zaopatrzoną w szeroki przejazd bramny piętrową kamienicą przy numerze 89. Na placu było pusto i cicho.</font></p><p><font size="3"><br />Szczęknął zamek, zaskrzypiały wierzeje bramy. <br />Niewysoki, pryszczaty, zaspany chłopiec wyjrzał ostrożnie i dostrzegłszy pocztyliona rzucił się ku koniom. <br />- Ale jakże to, miły panie, jak to tak szybko?! - wymamrotał nieprzytomnie.<br />- Co &quot;szybko&quot;? - woźnica rzucił chłopcu wodze i zeskoczył na bruk.<br />- No, toż, panie, mieliście być dopiero we czwartek po południu! Tu wszystko z pompą i orkiestrą miało czekać!<br />- Jaki czwartek?! - warknął mężczyzna i wetknął chłopcu w drugą dłoń bat. - Konie do stajni, a mnie jeść dajcie.<br />- Konie będą miały wygody jak u sułtana, dobry panie... Ale w kuchni już nikogo nie ma...<br />- Co, nie ma? Głodny jestem! <br />- Matuchna na pewno coś nagotuje - skulił się chłopak i skoczył do bramy. Zaparł się i otworzył ją na przestrzał. - Ale to potrwa. Mieliście być we czwartek!<br />- Alem jest, do diabła, we wtorek!<br />- Ale jest, do diabła, druga w nocy! Kuchnia zimna, panie!<br />Mężczyzna zmarszczył brwi, ale spuścił z tonu.<br />- Nie marudź, tylko koniom żryć daj. - warknął. - Ja sobie dam radę.<br />Brodacz odpiął od siodła podwójną skórzaną sakwę i zarzucił ją sobie na ramię. Zadudnił pięścią w ceratową budę, spod której dobiegało miarowe pochrapywanie. <br />- Jesteśmy na miejscu - wrzasnął, aż poniosło się po rynku i odbiło echem od przeciwległej pierzei. Z wozu najpierw doleciały jakieś niezidentyfikowane dźwięki, a potem ukazała się nalana twarz rozespanego pasażera. Patrzył na poczmistrza nieprzytomnie. Ten wskazał budynek poczthalterii.<br />- Bielsko, szanowni panowie. Nocleg! Mówiłem, że zdążymy przed świtem! - zarechotał z tryumfem. - Zaraz panowie spokojnie główki złożą w miękkiej pościeli. <br />- Chryste Panie - jęknął podróżny gramoląc się spod budy. - Toż to niewyobrażalne tortury! Tyle godzin w jednej pozycji. Jeszcze chwila i wyskoczyłbym w biegu! Jak Boga kocham. Konam!<br />- Jeszcze chwila cierpliwości! Hej, pętaku, odstaw powóz z panami pod dach!<br />Chłopak chwycił wiodącego gniadosza tuż przy uździenicy i pociągnął zaprzęg w czerń bramy.<br />Mężczyzna obrzucił wzrokiem pogrążone w mroku niskie, ponure domostwa. Czarne dachy wisiały nad miasteczkiem jak skrzydła posępnego ptaka. Całość robiła dość odstręczające wrażenie. <br />- Wiedeń to to nie jest - mruknął do siebie z niesmakiem. Splunął i podążył w ślad za wyrostkiem. <br />- Mój Boże! Święci Pańscy! - drzwi w podwórzu otwarły się nagle, a ku pocztylionowi wyskoczył odziany w długą koszulę nocną i szlafmycę właściciel kamienicy, wąsaty Johann Dietzius. - Skąd o tej porze? Już dzisiaj? Czekaliśmy cię pojutrze.<br />- Pogoda dobra, droga sucha - mężczyzna poklepał poufale poczmistrza. - To i sprawiłem się szybciej niż potrzeba...<br />- Ale gala przygotowana dopiero na...<br />- Tak, wiem, na czwartek - ponownie poklepał pana Jana. - Jeść dajcie. Rano ruszam dalej. <br />- Jakie rano! We czwartek miałeś pan przyjechać! Masz pan ponad dwa dni! Z domu cię, człowieku, nie puszczę. Wyjedziesz jak trzeba! A w międzyczasie jesteś moim gościem.<br />Pocztylion uśmiechnął się szeroko i poprawił sakwę na ramieniu.<br />- Więzić mnie pan chcesz, panie poczmistrzu?<br />- Jakie więzić - Dietzius zamachał rękami w chaotycznym proteście. - Gościam większego nie miał. Toż to taka okazyja. Pierwszy <em>dilligence</em> w naszym mieście. Pierwszy raz w smutnym, szarym Bielitz. <br />- Smutnym... Tak, zauważyłem. <br />Gospodarz zbył ironiczną uwagę milczeniem. Chwycił stojącą na komodzie w sieni świecę, zakrzyknął w czerń korytarza i poprowadził gościa na piętro. Otworzył drzwi wiodące do jednego z pokojów i szerokim gestem wskazał pomieszczenie.<br />- Pokój cesarski dla pana.<br />- Niechże pan da spokój - uśmiechnął się gość pojednawczo. - Przecież ja zwykły pocztylion jestem, nic więcej. Podróżnym lepiej te wygody zostawić.<br />- Dla gości to ja mam pokój... gościnny, szanowny panie. Ani słyszeć nie chcę! <br />W tym momencie do pokoju wtoczyła się gruba kobieta, odziana w prostą spódnicę i byle jak zawiązaną zapaskę. W jednej ręce trzymała gliniany dzban, na którym balansowała deska z kawałem sera, a w drugiej nóż. Pod pachą dzierżyła chleb. Pół ogromnego bochna. <br />- Te wasze pany podróżne to jakieś takie lebiegowate - zamruczała niby do siebie. - Ledwie na piętro wliźć mogą.<br />Istotnie, na schodach za drzwiami rozległy się kroki, a właściwie poczłapywania przetykane głośnym pojękiwaniem.<br />Po chwili w drzwiach stało dwóch podróżnych. Obaj sprawiali żałosne wrażenie. Zmierzwione włosy, pomięte odzienie, bolesny wzrok.<br />- Panie Janie, pozwoli pan, że przedstawię naszych hojnych podróżnych - rzucił z udaną kurtuazją woźnica. - Pan Schutze...<br />Wysoki, chudy, odziany w czarny płaszcz mężczyzna skłonił się przed poczmistrzem.<br />- I pan Lutze... - mały czerwony grubasek także złożył ukłon, co wyglądało raczej jak cudem udana próba złapania równowagi. <br />- Ho ho, widzę, że podróż w istocie szybką była. - Jan Dietzius aż podparł się pod boki. - To i dobrze, zapraszam panów na chwilę, zanim moja kochana Hildzia przygotuje szanownym panom pokoik po drugiej stronie korytarza. <br />Mężczyźni wsunęli się nieśmiało do pokoju i z wyraźną ulgą usiedli za stołem naprzeciwko pocztyliona i pana Jana.<br />Ten ostatni znów zarżał jak kuc. <br />- Nie wiem, jak panowie, ale ja szczerze jestem kontent gościć tu panów. Toż to przecie wiekopomna chwila. Pierwszy dyliżans w Bielitz! Gruba sprawa!<br />Podróżni spojrzeli po sobie znacząco. Jeden z nich, masując się po plecach pokręcił głową.<br />- Z całym szacunkiem panie poczmistrzu... Z szacunkiem, ale biorąc pod uwagę cyrkumstancje najwyższej wagi... Zważywszy na niewątpliwy kuriozalny wyczyn pana woźnicy... Dodawszy osobliwe okoliczności samej rajzy...<br />Gospodarz spojrzał zdumiony na podróżnego, ale nic nie powiedział. Tamten zaś kontynuował: <br />- Ta całkiem ekstraordynaryjna sytuacja, która pchnęła nas do odbycia podróży... I wszystkie tej podróży towarzyszące szykany... Biorąc pod uwagę...<br />- Do diabła, kończ pan tę przemowę! - Dietzius nie wytrzymał i sapnął jak zeźlony pies.<br />- Wszystko to jasnym czyni sprawę, że ten cały wasz interes z dyliżansami w trzy tygodnie szlag trafi! - wysapał wreszcie Schutze...<br />- Cooo?<br />- No dobra, w cztery!<br />- Ale co pan, jak pan to rozumiesz?<br />- Ano właśnie - żachnął się drugi gość. - Tu się nie ma co unosić. Kolega rację ma. Marny to, widzi mi się, interes.<br />Spojrzał wymownie na woźnicę i kontynuował:<br />- Wiem, że z pana nie lada zawodnik i żeś pan chciał już za pierwszym razem taki rekord trasy ustanowić, żeby przez dwieście lat nikt go pobić nie mógł. Ale chyba trochę pan przesadziłeś. Bez urazy - skłonił się lekko. - Wytrząsłeś nas pan jak ziemniaki na wozie. Od tej podróży tylko odciski na sempiternach mamy. I dlatego... Od Krakowa inny transport wynająć będziemy zmuszeni, choćby i wóz drabiniasty, byle z dużą ilością siana... Żeby nam zadki od wybojów odpoczęły... Zaś do Krakowa... Tutaj gotowiśmy dopłacić, bylebyś pan jak ludzi nas wiózł, nie jak drewno z lasu...<br />Zapadła cisza. Słychać było tylko senne pobzykiwanie jakiejś obudzonej w środku nocy muchy i ledwie słyszalne skrzypienie dachowej więźby starej kamienicy. Jan Dietzius dłuższy moment wpatrywał się bez słowa w podróżnych, aby po chwili wyjąkać:<br />- Tegom się nie spodziewał...<br />- Dziękuję panom za uznanie - mruknął jakby nic się nie stało pocztylion. - Jednak co do pryncypiów mylicie się bardzo. Przed dyliżansami duża przyszłość stoi. Duża i zacna. I kto tego nie rozumie, ten dureń. <br />Może i trochę panów za mocno wytrząsłem, ale co zrobię, skoro o to przecie w całym tym ambarasie idzie, żeby u celu być szybciej niż zwykle. Czyż nie? Gdyby o to nie szło, tedy zamiast płacić za przewóz, wygodnie szlibyście panowie... na nogach. <br />- Ależ panie woźnico, tu nie tylko o szybkość, ale i o komfort chodzi!<br />- Nie, tu chodzi o sprawę! O wielką sprawę, proszę panów. Sto pięćdziesiąt lat czekaliśmy na to, żeby dzięki takim uwierającym wasze sempiterny wynalazkom <br />świat zmniejszyć i miasta do siebie przybliżyć. <br />- Pan tak mówisz, bo panu za takie gadanie płacą!<br />- Jakie &quot;płacą&quot;? - pan Lutze szturchnął łokciem kompana - Przecież to my zapłaciliśmy!<br />- Nie, ja tak mówię, bo taka prawda jest. Jeszcze nasi ojce o tym marzyli... A panowie narzekają, jak jakie panienki. Toż wy jesteście, drodzy wy moi, jak - nie przymierzając - Argonauci! Jak Kolumb i Magellan razem wzięci! Przecieracie nowe szlaki. O was, szanowni wy moi, w gazetach będą pisać! Piosenki śpiewać! Panowie chyba nie za bardzo zdajecie się rozumieć... Wy nie tylko jesteście świadkami wielkiej historii, wy tkwicie w niej po wasze wytrzęsione w drodze z Wiednia zadki!<br />Zarechotał rubasznie, aż echo poniosło ponad dachami śpiącego miasta.</font></p><p> </p><p><font size="3">____________</font></p><p> </p><p><font size="3">Pierwszy dyliżans z Wiednia przez Cieszyn dotarł do Bielitz o godzinie drugiej w nocy dnia 23 maja 1775 r. Rzeczywiście planowy przyjazd miał nastąpić dopiero 25 maja, jednak sprzyjające warunki pogodowe i zaskakująco dobry stan szosy spowodowały, że podróż z Wiednia do Bielska udało się skrócić o ok. 60 godzin. Tak, brodaty pocztylion miał rację. Dalekobieżna poczta okazała się strzałem w dziesiątkę. Fracht pocztowy stał się najpopularniejszą formą transportu korespondencji, przesyłek materialnych i... ludzi przez długie dziesięciolecia, aż do otworzenia linii kolejowej.</font></p><p> </p><p><font size="3">Historia poczty na tym terenie nie zaczęła się w osiemnastym wieku, jest znacznie dłuższa. Pierwsze przesyłki (listy spadkowe po śmierci królowej Bony) przewożono przez Bielsko już w połowie XVI stulecia. I chociaż była to poczta kursująca dość regularnie, nie stanowiła usługi powszechnej. Dopiero w grudniu 1632 roku, dekretem Komory Śląskiej, dopuszczono do obsługi pocztę prywatną.</font></p><p> </p><p><font size="3">Urząd pocztowy z prawdziwego zdarzenia utworzono w Bielsku w 1744 roku, kiedy w wyniku I wojny śląskiej do Prus przyłączono wielkie obszary Śląska, co spowodowało przecięcie i zablokowanie dotychczasowych tras pocztowych. W konsekwencji władze państwa postanowiły otworzyć nowe połączenie z Polską, które uwzględniałoby zaktualizowany przebieg granic. Taką trasą była linia Cieszyn - Kraków z dwiema dużymi stacjami pośrednimi w Skoczowie i Bielsku właśnie. A tak na marginesie: wojna to zło, ale znów tak się dziwnie złożyło, że to właśnie działania wojenne stały się bodźcem do rozwoju szczególnej gałęzi aktywności gospodarczej.</font></p><p> </p><p><font size="3">Pierwszym poczmistrzem w mieście był Kaspar Hofer. Transport poczty odbywał się wówczas konno. Przewoźnik pocztowy (w pierwszym okresie istnienia bielskiej stacji był to Jan Gretzke) troczył do siodła torbę z listami. Tylko w szczególnych przypadkach, kiedy korespondencja była bardzo obfita, stosowano jednoosiowe wozy pocztowe zwane kaleszami.</font></p><p><font size="3">W roku 1762 bielski urząd pocztowy stał się stacją pocztową, a od 1767 przez Bielsko wytyczono szlak pocztowy przez Kraków do Warszawy. Ciągle jednak był to czas poczty konnej, na podobieństwo tej, z czasów Zygmunta Augusta.</font></p><p> </p><p><font size="3">Czas dyliżansów przyszedł nieco później. Kiedy w 1772 roku Austria dokonała aneksji Galicji, powstała konieczność utworzenia dużego połączenia Wiednia ze stolicą tego nowozajętego regionu - Lwowem. Komisarz pocztowy Zachariasz Cosa w 1772 r. zaprojektował, a kalkulator buchalterii gubernii Jan v. Kleinsorgen w 1773 roku ostatecznie uruchomił linię do Lwowa. Poczthalteria w Bielsku ekspediowała wysyłki dwa razy w tygodniu do Lwowa i dwa razy do Wiednia. W początkowym okresie były to kursy wyłącznie pocztowe i odbywały się na starych zasadach (poczmistrz konny).</font></p><p><font size="3">Dnia 7 stycznia 1775 roku Maria Teresa zarządziła utworzenie na linii Wiedeń - Lwów obsługi dyliżansowej. </font></p><p><font size="3"><br />Jak już wyżej pisałem, pierwszy kurs dyliżansowy do Lwowa przez Bielsko miał miejsce w maju 1775 roku. Od tego znamiennego dnia, wbrew przewidywaniom uczestniczących weń pierwszych podróżnych, trasa przez Bielsko stała się niezwykle popularna.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849349287416900.jpg" alt="" width="560" height="329" /></p><p> </p><p><font size="2">Budynek przy Rynku pełnił funkcję stacji pocztowej prawie półtora wieku. Stanowił nie tylko rozdzielnię listów i paczek ale także rodzaj dworca, hotelu i jadłodajni. Spora brama zamyka wjazd do sieni wiodącej na tyły budynku, gdzie ulokowane były stajnie. W czasie funkcjonowania stacji pocztowej, w najlepszym jej okresie, przetrzymywano tam do dwudziestu czterech koni! Dziś po stajniach, rzecz jasna, nie ma nawet śladu, w ich miejscu stoi kamienica Wzgórze 5.</font></p><p> </p><p><font size="3">Lata siedemdziesiąte osiemnastego wieku przyniosły wielkie zmiany. Kompleksowy, systematycznie realizowany program budowy wygodnych, szerokich dróg objął również Księstwo Cieszyńskie. Droga z Cieszyna do Bielska, będąca częścią wielkiego traktu Wiedeń - Lwów powstała właśnie wówczas. Budowana długimi, prostymi odcinkami, obsadzanymi rzędami wysokich drzew inwestycja, ułatwiła znacznie komunikację. Nic dziwnego, zaanektowana do monarchii Galicja, wymagała przecież jasnych i szerokich arterii podboju...</font></p><p> </p><p><font size="3">Dzięki nowoczesnym ciągom komunikacyjnym znacznie wzrosła jakość obsługi tras pocztowych. Poprawiła się szybkość i komfort jazdy, spadły koszty przewozu (zużycie sprzętu, dzięki lepszej nawierzchni, stało się mniejsze).</font></p><p><font size="3">Nagle okazało się, że dalekobieżna poczta może nie tylko spełnić swoje zadanie, ale nawet zarobić na siebie. </font></p><p><font size="3"><br />Również w Bielsku postanowiono wykorzystać tę passę. W celu wyprostowania traktu (który dotąd biegł starą, jeszcze średniowieczną trasą, czyli z Rynku dzisiejszą ulicą Celną), wyburzono mury miejskie w ciągu dzisiejszej ul. Cieszyńskiej i wytyczono nowy trakt na Wiedeń - ulicę Cesarską. Odtąd, czyli od lat siedemdziesiątych XVIII wieku biegła ona wzdłuż południowej pierzei Rynku, z pominięciem starej górnej bramy. <br /> <br />Pierwsze pojazdy pocztowe były dość prymitywne. Podróż nimi rzeczywiście mogła sprawiać spore uciążliwości. Biorąc w dodatku pod uwagę długość trasy (dystans na linii Wiedeń - Lwów to ok. 800 km.), podróże w pierwszych latach istnienia linii przewozowej dla podróżnych musiały być swoistym sprawdzianem hartu i wytrzymałości.</font></p><p> </p><p><font size="3">W miarę upływu czasu wozy pocztowe stawały się coraz bardziej komfortowe, obszerne i wygodne. Pojawiły się nowe rozwiązania techniczne podnoszące komfort jazdy i nośność samych pojazdów, co skutkowało większymi zyskami. Pierwotnie odkryte lub tylko częściowo osłonięte pojazdy z czasem zaopatrzone zostały w wysokie ściany (najpierw z brezentu, potem z drewna), solidne dachy, porządne trójpunktowe resory, które zastąpiły wcześniej używane w tym charakterze zwierzęce kiszki lub jesionowe listwy. Na bielskich drogach zaroiło się od landauerów, postkuczów, breków i pocztowych ambulansów. Na trakcie cesarskim mijały się ze sobą szybkie kurierki i dalekobieżne dormezy, ciężkie towarowe furgony i pędzące w kierunku Warszawy sztajnkellerki.</font></p><p> </p><p><font size="3">W roku 1838 Bielska placówka awansowała do miana urzędu rozdzielczego. Rozdzielnice pocztowe były urzędami, które obsługiwały skrzyżowania szlaków pocztowych w miejscu ich przecięcia. W przypadku Bielitz przez miasto biegło kilka tras. W roku 1833 do Wiednia biegły dwie drogi, jedna przez Opawę, druga przez Frydek. Na Lwów natomiast wiodły aż trzy drogi, dwie Krakowskie (od 1837), przez Myślenice i przez Podgórze, a trzecia, z pominięciem Krakowa, bo przez Żywiec, Jordanów, Nowy Sącz, Jasło i Sambor. Każdą z tych tras trzeba było obsłużyć osobno. Dodatkowo stacja w Bielsku pośrednio musiała obsłużyć trasy poboczne, od 1847 roku do Bogumina (przez Białą), od 1850 roku do Sch&ouml;nbrunn, od 1874 do Kęt i Ružomberoka, przez Żywiec.<br /> <br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849347801746400.jpg" alt="" width="560" height="407" /></p><p> </p><p><font size="2">Landauer w służbie C.K. Monarchii. Takie zgrabne, opatrzone dwugłowym cesarskim (tzw. małym) orłem pojazdy kursowały z powodzeniem na linii Wiedeń - Lwów, wożąc z roku na rok coraz większe ilości podróżnych. Były to pojazdy bardzo wygodne, lekkie i szybkie. Ich lekkość czasem uchodziła za zaletę - podróż trwała stanowczo krócej, niż w przypadku ciężkich <em>Postkutschefurgon</em>, a czasem za wadę - bo na wyboistych drogach takie landauery potrafiły z podróżnych wytrząść ostatni dech. Dlatego właśnie te dość delikatne, ale niezwykle szykowne konstrukcje pojawiały się raczej na traktach głównych, które oferowały stanowczo bardziej przyzwoity stan nawierzchni.</font></p><p> </p><p><font size="3">Rok 1874 to w naszym mieście kolejna znacząca zmiana. 1 marca tego roku przeniesiono siedzibę stacji pocztowej (oznaczonej numerem 1 - bo od 1869 istniał też drugi urząd pocztowy w mieście, przy dworcu) do narożnego budynku przy Rynek 32, do dawnego zajazdu Pod Złotym Lwem. Nie zagrzał tam miejsca zbyt długo, już dwanaście lat później, w roku 1886, z powodu doskwierającej ciasnoty, rozpoczęto poszukiwania innej, bardziej odpowiedniej siedziby. Na kilkanaście lat pocztę przeniesiono do budynku w Rynku 24, ale i stamtąd, po równie niedługim czasie, wyniesiono się. W 1898 ostatecznie siedzibę poczty przeniesiono do nowo wybudowanego gmachu na Pastornaku.</font></p><p> </p><p><font size="3">Te perypetie jednak są już udziałem zupełnie innej poczty. Raczej placówki spedycyjnej dla listów i paczek, która korzystała z usług kolei. <br />Czasy starej, dobrej poczty dyliżansowej - wydaje się - już wtedy bezpowrotnie odchodziły w mrok niepamięci.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849345939416500.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Dziś kamienica nr 22 stojąca we wschodniej pierzei Rynku, to jeden z wielu niemych, ale jakże wymownych świadków historii naszego miasta. To tutaj właśnie od 1773 roku mieściła się stacja pocztowa obsługująca linię pocztową Wiedeń - Lwów. Budynek nie wygląda najlepiej. Jego fasada, remontowana ostatnio jeszcze chyba w poprzedniej epoce, nie imponuje. Zredukowany ornament i nieco niedbała architektonicznie nadbudowa o drugie piętro sprawiają smutne wrażenie.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849343589553300.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Ten sam przejazd, te same odboje, na których strzępiły się drewniane koła osiemnastowiecznych powozów... Stare, liczące dziesiątki lat drewno bramy, pamiętające może ostatnie dyliżanse kursujące na trasie Wiedeń - Lwów. Te same mury i (prawie) ten sam bruk.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849364235601000.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Dziś dostępu do bramy broni wysoki kamienny próg, ale pierwotnie nie wystawał on ponad poziom bruku, zatem nie stanowił przeszkody. Innym problemem mogło być wąskie światło samej bramy tuż przy ziemi. Wydaje się, że odległość między odbojami jest zbyt mała, aby zmieścił się tu jakikolwiek powóz z prawdziwego zdarzenia, o ambulansach pocztowych nie mówiąc. Jednak w istocie wcale nie jest tak źle. Rozstaw kół standardowego <em>lando</em> tuż przy ziemi wynosił ok. 130 cm, a to oznacza, że powóz swobodnie mieścił się w bramie naszej stacji pocztowej. Większe pojazdy albo parkowały przed stacją, albo wprowadzano do wozowni od strony dzisiejszych ulic Wzgórze i Zaułek.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849340875055300.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Przejazd bramny. Od czasów C.K. Poczthalterii wiele się tu zmieniło, a jednak nadal czuć w tym kilkusetletnim, sklepionym wnętrzu oddech wieków. Mimo, że posadzka jest już wyrównana wylewką, mimo, że część ścian i sufit na nowo otynkowano i odmalowano, z tych murów ciągle tchnie żywa historia. I chyba nie jest to tylko zasługą odsłoniętych na wysokość 1,3 m starych, osiemnastowiecznych ceglanych ścian... Dzisiaj przejazd bramny nie prowadzi już na tyły kamienicy. Został zamurowany, a w powstałej ściance wstawiono dwuskrzydłowe drzwi wiodące na zaplecze budynku. W dalszej części sień jest już podzielona na mniejsze pomieszczenia, a podłoga wyłożona współczeną płytką. Całe szczęście, że chociaż zabytkowy krzyżowy strop zachował się bez zmian na całej długości dawnego przejazdu.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849340161253400.jpg" alt="" width="337" height="560" /></p><p> </p><p><font size="2">Schody wiodące na piętro też były kiedyś nieco krótsze i bardziej strome. Czy po takich stopniach wspinali się pamiętnej majowej nocy 1775 roku podróżni prowadzeni przez pana Dietziusa? Zapewne. Być może ściany były trochę lepiej utrzymane, ale podejrzewam, że ogólny klimat miejsca dzisiaj niewiele różni się od tego, co było tu dwieście pięćdziesiąt lat temu. Również wtedy wnętrza te, jako że spełniały pewną społeczną funkcję, nie były szczególnie przytulne. Może raczej w specyficzny, nieco chłodny sposób reprezentacyjne. Ale przecież takie miejsca jak to nie miały oferować wygód na miarę wiedeńskiego &quot;K&ouml;nig von Ungarn&quot;. Miały być czystym, ciepłym i bezpiecznym etapem w podróży. Takim, który choć na kilka godzin złagodzi niedogodności długiej trasy.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849338853552400.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Dziś, kiedy mamy do dyspozycji tak wiele przeróżnych środków transportu, gdy największym problemem jest wybór pomiędzy drogą powietrzną, lądową i morską, te pierwsze, dziewicze lata, kiedy transport mienia i ludzi kształtował się dopiero i krzepł, są dla nas odległe i mało zrozumiałe. Przecieranie szlaków przez pionierów transportu pocztowego nie było pewnie eksploracją na miarę normańskich wojowników, Kolumba czy pierwszego lotu wahadłowca, być może brodaty pocztylion nadając tak wielkie znaczenie pierwszemu dyliżansowi, który przemknął przez Bielsko jak meteor, nie miał racji, ale na pewno otworzyło to jakiś nowy rozdział w dziejach transportu i w dziejach miasta. Zbliżyło ludzi, zmniejszyło świat, zmieniło odwieczną perspektywę. I sprawiło, że odległy dotąd horyzont był teraz dużo bliżej.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145849337224578100.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">___________________________________<br />Specjalne i gorące podziękowania dla Pana Janusza Manterysa za udostępnienie materiałów. I za inspirację.</font></p> Po ciemnej stronie mocy... http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4231.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4231.html Mon, 29 Feb 2016 23:00:00 +0000 <p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Dziś chciałbym poruszyć sprawę szczególną i bolesną. Zjawisko, które swoim charakterem wykracza daleko poza granice Bielska-Białej, a nawet poza granice naszego regionu. Jednakże pretekstem do tej poważnej, a delikatnej dygresji stał się pewien mało znany, ale dość charakterystyczny punkt na mapie naszego miasta.</font></p><p> </p><p><font size="3">To było chyba w 1994 roku. Pracowałem w Cygańskim Lesie przy budowie domu jednorodzinnego. Wstawałem o piątej rano, bo nie uznawałem wówczas komunikacji miejskiej, a samochodu jeszcze się nie dorobiłem. Dyrdałem więc na piechotę spod &quot;Bezalinu&quot; do Cygańskiego Lasu godzinę albo i dłużej. Podczas jednego z takich marszobiegów, kiedy dla urozmaicenia sobie codziennego mozołu przebijania przez miasto zmieniłem trasę i zamiast ulicą Partyzantów, wspiąłem się ulicą Chłodną na południowy Troclik, w oczy rzucił mi się dość szczególny pomnik.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145684845317606600.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Wówczas jeszcze nie wiedziałem, z kim mam do czynienia. Uznałem, że Janina Drewniak to ofiara nieszczęśliwego wypadku, który wydarzył się gdzieś tutaj, w okolicy, a bliscy wystawili ten pomnik. Często przy drogach spotyka się podobne znaki pamięci. Wprawdzie zazwyczaj są to proste krzyżyki, co najwyżej z tabliczkami, dzięki którym wiemy, kogo na drodze spotkała śmierć. Tutaj jednak sprawa już na pierwszy rzut oka wydawała się dużo poważniejsza. Ktoś zadał sobie trud, aby opłacić wykonanie doprawdy imponującego pomnika z granitu z niezwykle ekspresyjną, poruszającą płaskorzeźbą. Takich rzeczy nie spotyka się często.</font></p><p><font size="3">Wówczas, ponad 20 lat temu przeszedłem nad tą obserwacją do porządku dnia. O Janinie Drewniak zapomniałem, choć niezwykły pomnik tkwił w mojej pamięci jak zadra.</font></p><p> </p><p><font size="3">Wiele lat później sprawa powróciła dalekim echem. Niespodziewanie, przy okazji jednej z wystaw organizowanych przez IPN w Książnicy Beskidzkiej, przeczytałem o Drewniakównie. Natychmiast przywołałem z pamięci obraz pomnika. Zrozumiałem.</font></p><p><font size="3">Choć, jeśli mam być szczery, nie do końca.</font></p><p><font size="3"><br />Był piękny rok czterdziesty piąty. Środowisko miasta, które zaczęło obrastać w coraz bardziej zideologizowane i upartyjnione struktury zawodowe, tuż po zakończeniu II wojny światowej, stało się terenem infiltracji AK-owskiego, zbrojnego podziemia. Partyzantka - wówczas jeszcze bardzo liczna, doskonale wyszkolona i świetnie zorganizowana, ciągle czynna bojowo (nic dziwnego, dla tych dzielnych chłopaków i dziewczyn wojna się nie skończyła) - działała nie tylko w lasach, ale przenikała masowo do państwowych organizacji administracyjnych, politycznych i kulturalnych.</font></p><p> </p><p><font size="3">Dziś, kiedy przegląda się dokumentację zawierającą imienne wykazy zakonspirowanych działaczy polskiego podziemia komunistycznego, aż trudno uwierzyć, jak sprawnie i profesjonalnie przenikali niebezpieczne już wtedy struktury partii. W Urzędzie Bezpieczeństwa w Białej zakonspirowanych było trzynastu oficerów AK (było to możliwe być może dzięki temu, że wicestarostą Białej był wówczas członek AK Julian Barszczewski), w Bielsku zaś, w biurze UB pracowało ich co najmniej 23! <br />Najskuteczniejszym chyba z działaczy podziemia był zakonspirowany w strukturach bialskiego PUBP agent Smaza, który przygotowywał akcje dywersyjne na placówki UB między innymi w Szczyrku i Buczkowicach.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Jednym z najodważniejszych Żołnierzy Wyklętych (o których jeszcze zbyt mało się dziś mówi) był urodzony w 1926 roku w Krakowie Zdzisław Kraus. Do oddziału &quot;Boruty&quot; wstąpił w 1942 roku, w 1944 został oddelegowany na teren czechowicki, do oddziału Bronisława Glapiaka &quot;Rysia&quot;. W marcu tego roku przeniknął w struktury MO w Starym Bielsku i przez kilka miesięcy, jako funkcjonariusz, raportował dowódcy o stanie osobowym posterunku, przekazywał informacje o członkach PPR-u i... wykradał amunicję z milicyjnego magazynu, zaopatrując w nią podziemie. W lipcu nawiązał kontakt z oddziałem &quot;Bartka&quot; i - już jako &quot;Andrus&quot; - złożywszy przysięgę, został włączony do pododdziału Józefa Kołodzieja &quot;Wichury&quot;, aby w październiku przejąć po nim dowództwo.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145684877369201600.jpg" alt="" width="286" height="407" /></p><p> </p><p><font size="2">Józef Kołodziej ps. &quot;Wichura&quot;</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145684846235268700.jpg" alt="" width="310" height="438" /></p><p> </p><p><font size="2">Zdzisław Kraus ps. &quot;Andrus&quot;. O jego szlaku wojennym już wkrótce opowiemy sobie obszerniej. Jest o czym.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Grupa &quot;Andrusa&quot; przez ponad pół roku wykonała wiele skutecznych akcji przeciwko funkcjonariuszom MO, UB i aktywistom PPR-u. Kraus aresztowany został 28 czerwca 1946 roku w Bestwinie. 27 listopada 1946 roku został skazany na karę śmierci (oskarżyciel Robert Otorowski z katowickiego WUBP, prokurator: Edward Gol, skład sędziowski: Mieczysław Janicki, Edmund Ronowicz, Franciszek Warchol). Wyrok przez rozstrzelanie wykonano 17 maja 1947 roku.</font> </p><p> </p><p><font size="3">Ale wcześniej... Wcześniej był piękny rok czterdziesty piąty...</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Jedna z siatek konspiracyjnych działała w samym Bielsku, w siedzibie świeżo powstałego bielskiego Związku Walki Młodych. Była blisko związana z powstałą w kwietniu 1945 roku grupą słynnego Jana &quot;Prawego&quot; Wadonia. Niestety działalność grupy została wykryta. Na ślad zakonspirowanych żołnierzy wpadła młoda ambitna sekretarka Janina Drewniak. Grupa została aresztowana i trafiła do piwnic katowni UB.W jednym ze źródeł omawiających historię działania powojennego podziemia dotarłem do informacji, że Drewniakówna wcale nie wpadła na trop grupy &quot;Prawego&quot; przypadkiem, ale z premedytacją, jako oddelegowana przez przełożonych agentka, przeniknęła w struktury podziemia, aby je rozpracować. Czy była to prawda?</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145684989813386700.jpg" alt="" width="560" height="392" /> </p><p> </p><p><font size="3">W taj nagłej, gardłowej i dla reszty podziemia skrajnie niebezpiecznej sytuacji decyzja sztabu AK mogła być tylko jedna: likwidacja młodej działaczki.<br /> Nastąpiło to 24 lipca 1945 roku. Janina Drewniak została zastrzelona opodal swojego domu, na prawym Trocliku. Wyrok wykonano szybko i bez zbędnych ceregieli. </font></p><p><font size="3">Tak to się wówczas odbywało. </font></p><p> </p><p><font size="3"><br />Historia powojenna pełna jest podobnych zdarzeń. Pełna podziałów brutalnych, rozrywających, bo przecież przebiegających przez sam środek miasta, przez sam środek wielu społeczności zawodowych i towarzyskich, przez sam środek rodzin. Pełna tragicznych decyzji i wzajemnych oskarżeń, których moc wraz z upływem lat nie malała, a wręcz przeciwnie - rosła coraz bardziej i bardziej.<br />Do dziś przecież na ziemi podhalańskiej i gorczańskiej niezwykle żywa i nieustannie dzieląca jest historia i echa działalności Józefa Kurasia &quot;Ognia&quot;, którego z jednej strony ogłasza się - słusznie zresztą - bohaterem, z drugiej szczerze nienawidzi, nazywając bratobójczym mordercą. Takich historii, takich rozdzierających życiorysów nasza powojenna historia jest pełna.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">To nie może dziwić. Ja wiem... Przecież ofiary skądinąd prawomocnych, bo wydanych przez podziemny, wojskowy sąd egzekucji, były przecież czyimiś dziećmi, braćmi, rodzicami. Mieli rodziny, sympatie, żony i mężów. Ich odejście musiało boleć. To nie może dziwić. </font></p><p><font size="3">I dlatego jest tak trudne.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">W wyniku dekonspiracji (materiały operacyjne Drewniakówny również odegrały w tym niebagatelną rolę), prowokacji i obławy, w sierpniu 1945 roku zlikwidowano niemal wszystkich partyzantów z oddziału &quot;Prawego&quot;. Podobnie tragicznie skończył oddziały &quot;Śmiałego&quot; oraz &quot;Bartka&quot;, które UB rozpracowało na jesieni 1946 roku. Ale słowo &quot;zlikwidowano&quot; jest tutaj eufemizmem. Część z nich z zimną krwią zastrzelono, część zamęczono w katowniach. Według tego samego schematu działano na całym obszarze Beskidów i Podbeskidzia. Bez wytchnienia tropiono oddziały &quot;Bartka&quot; i &quot;Błyska&quot;. Zakładano na nich zasadzki (między innymi na Henryka Flamego w Straconce), montowano prowokacje. Partyzanci byli szczuci jak wilki, męczeni w nieludzkich warunkach i mordowani, a wielu z nich nie ma nawet mogiły. Miejsca ich prowizorycznych pochówków do dziś są nieznane. Ich szczątki nadal oczekują na odkrycie i godny, honorowy pogrzeb. Jak długo jeszcze?</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145684852818052100.jpg" alt="" width="331" height="443" /></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Stosunkowo niedawno, wpadła mi w ręce zniszczona, utłuszczona i mało czytelna fotografia. Wycięty z jakiejś gazety fotos przedstawiał Janinę Drewniakównę. Piękną, młodą, uśmiechniętą dziewczynę o burzy gęstych włosów i zalotnym spojrzeniu. Patrząc na tę fotografię zadawałem sobie pytanie: czy ktoś taki jak Janka Drewniakówna, ktoś o tak ciepłym, pełnym inteligencji spojrzeniu i delikatnym uśmiechu rzeczywiście mógł przejść na ciemną stronę mocy z pełną świadomością, chłodną kalkulacją i całkowitym rozpoznaniem faktów i prawdy? </font></p><p><font size="3">Nie zdecyduję się na odpowiedź.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Kiedy jednak pomyślę o wszystkich tych młodych, mądrych, odważnych i wspaniałych patriotach, którzy stracili życie, czasem w okropnych męczarniach, kiedy pomyślę, że urodą i inteligencją tych młodych zagubionych dziewcząt ubecka swołocz manipulowała dla swoich (i nieswoich, bo sowieckich) celów, nie potrafię też wykrzesać z siebie nawet odrobiny zrozumienia.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Kiedy stałem przy pomniku Drewniakówny, nie potrafiłem oprzeć się bolesnej myśli o tragicznym paradoksie historii: ci partyzanci, łączniczki i zakonspirowani w cywilnych strukturach miasta żołnierze - na długie lata i dekady wyklęci i zapomniani - częstokroć nie mają nawet zwykłego grobu, a ich szczątki rozsiane są po całej tej skrwawionej ziemi. Tymczasem...</font></p><p> </p><p><font size="3">___________________</font></p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Jak widać dawne czasy - wbrew moim dotychczasowym deklaracjom - wcale nie zawsze były takie lepsze. Raz po raz pojawiają się na horyzoncie moich poszukiwań zdarzenia, osoby i historie, które burzą sielankowy obraz czasów lepszych bo zaprzeszłych. Kiedyś było lepiej? Nic bardziej mylnego. Pokazuje to historia dzielnych chłopców z oddziałów &quot;Prawego&quot;, &quot;Bartka&quot;, &quot;Bora&quot;, &quot;Błyska&quot;, &quot;Andrusa&quot;, &quot;Wichury&quot; czy &quot;Rysia&quot;. Historia pełna zmagań ze złem, zdrady i okrucieństwa. Ale i poświęcenia, odwagi, honoru i miłości.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Zapyta ktoś, dlaczego w takim razie, dziś, w święto Żołnierzy Wyklętych, moją opowieść koncentruję wokół osoby będącej przecież zupełnie po drugiej stronie barykady, kobiety będącej - wydawałoby się - całkiem po ciemnej stronie mocy? <br />Tylko z jednego powodu: aby uzmysłowić, że ta ciemna strona mocy istniała realnie, miała twarz (i to nie zawsze była twarz ubeckiego kata, czy bezwzględnego sędziego), że działała, działa i działać będzie. I że nigdy o tym nie można zapomnieć.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Tak samo jak pamiętać musimy o Janie Wadoniu, Henryku Flame, Bronisławie Glapiaku, Mieczysławie Kozłowskim, Zdzisławie Krausie i o wszystkich znanych i nieznanych Bohaterach, rozpoznanych i bezimiennych Obrońcach Ojczyzny.</font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Cześć Ich pamięci!</font></p><p> </p><p> </p> Harmonia, rytm i rym http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4227.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4227.html Fri, 26 Feb 2016 23:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p> </p><p><font size="3">Stronnicza i subiektywna historia bielsko-bialskiej architektury</font></p><p> </p><p><font size="3">część druga</font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657521723567500.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="3">Architektura ciężkiej, mało ciekawej, niezbyt obfitującej w inwencję zabudowy przełomu osiemnastego i dziewiętnastego wieku powoli odchodziła w niebyt. Była dla tambylców ciężarem, balastem, który ciążył w dół, do szarego dna miejskiej codzienności. Warto pamiętać, że nie tylko kształt brył, ale również i ich wzajemne osadzenie względem siebie miało niebagatelne znaczenie. Skupiona na małej przestrzeni, gęsta i zacieniająca wilgotne ulice zabudowa, tak charakterystyczna dla ówczesnych miast już za chwilę miała przeżyć swoją głęboką metamorfozę. Aby jednak choć przez chwilę poczuć ten zawilgocony, zagrzybiony, klaustrofobiczny klimat, warto przespacerować się na ulicę Sobieskiego, gdzie mniej więcej na wysokości wylotu Wyspiańskiego, nieco w kierunku Hulanki, można na własne oczy przekonać się o prawdziwym charakterze miasta przełomu wieków XVIII i XIX. Wprawdzie przedstawione na powyższym zdjęciu domy mogą być w swojej formie nieco późniejsze, to właśnie taki zagęszczony na metrze, &quot;zamurowany&quot; do granic charakter miało ścisłe centrum naszego miasta w tamtym czasie, szczególnie na jego górnym i dolnym przedmieściu, a konkretnie na tyłach stojących przy głównych ulicach domów. Ciemne, zagrzybione i zapleśniałe przesmyki, duszne śmierdzące zaułki, odrapane, łośluprane tynki z fasad domów (wiele z kamienic najczęściej w ogóle bez tynków - im dalej od centrum tym więcej), słowem - klimatyczne qui pro quo.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jednakowoż... Poprzednią część historii bielsko-bialskiej architektury zakończyliśmy u progu jednego z najistotniejszych dla tej architektury wydarzeń - pojawienia się tego, co stanowi o dzisiejszym charakterze naszego miasta - historyzmu. </font></p><p><font size="3"><br />Nurt to często pogardzany, odsądzany od czci i wiary, nielubiany. A wszystko przez swoją pozorną wtórność. No dobra, nie pozorną, tylko faktyczną. <br />Rzeczywiście historyzm kopiował miast kreować, powielał, zamiast wymyślać, czerpał z historii, zamiast ją tworzyć.</font></p><p> </p><p><font size="3">Czy te oskarżenia - choć z formalnego punktu widzenia dość słuszne - są jednak na miejscu, zważywszy na fakt, że nawet ta rzekoma wtórność historyzmu dotyczyła jedynie formy? Czy mają rację krytycy nurtu twierdząc, że dla historii architektury był on kotwicą i rodzajem stylowego wstecznictwa? Najpierw zastanówmy się nad rzeczą dla całej tej sprawy najważniejszą. Czym tak naprawdę ów historyzm był?</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657523766145400.jpg" alt="" width="560" height="220" /></p><p> </p><p><font size="3">Dzisiaj historyzm, który otacza nas zewsząd, błędnie odbieramy tylko przez mocno zniekształcający pryzmat estetyki i harmonii bryły, zapominając o założeniu całego nurtu, założeniu głębszym, bo dla kształtu tej architektonicznej bryły pierwotnym - o idei. Historyzm nie zaczął się tylko dlatego, że ktoś postanowił nadać projektowanemu budynkowi cechy historyczne. &quot;A zbudujmy sobie klasycystyczny pałacyk, albo renesansową willę! A walnijmy na wzgórzu jakiś barokowy kościółek.&quot;<br />Nic z tych rzeczy. Owszem, pierwsze, nieśmiałe próby historyzowania mocno czerpały z okresu romantyzmu, a co za tym idzie charakteryzowały się głębokim indywidualizmem, ale ci pierwsi projektanci wcale nie wiedzieli, że było coś takiego jak romantyzm. </font><span style="font-size: medium">Nie! Wówczas niczego takiego nie było!</span></p><p> </p><p><font size="3">W połowie XIX wieku rzadko kiedy w ogóle używano takich określeń jak styl barokowy czy renesansowy, bo wówczas, tak naprawdę idea stylowości w architekturze dopiero kiełkowała. Dopiero powstawały zręby nauki o stylach, dopiero zaczęto dostrzegać i kodyfikować istotne różnice pomiędzy architektonicznym wyrazem poszczególnych epok. I dopiero na fali tej nowej wiedzy zaczęły rodzić się pomysły na powrót do dawnych, teraz już sklasyfikowanych form przestrzennych, z których każda dotyczyła jakiegoś innego wymiaru ludzkiej egzystencji.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ale nawet wówczas sprawa wcale nie była taka prosta. Gotyk i styl romański łączono początkowo z duchowością i rezerwowano dla budowli sakralnych. Neoromańskie i neogotyckie były więc pierwotnie tylko kościoły (w niektórych rejonach Europy zachodniej tak zostało aż do pierwszych dekad XX wieku), styl neorenesansowy zarezerwowany był tylko dla mieszczańskich siedzib - nawiązując tym samym do charakterystycznego włoskiego i francuskiego renesansu mieszczańskiego. I nie chodziło tylko o formę dla niej samej, ale o pewną ciągłość, o zachowanie pewnego schematu, pewnej istotnej z cywilizacyjnego punktu widzenia kompozycji kształtu i symbolu. Formy neoklasycystyczne nawiązujące do klasyki starożytnej z kolei charakteryzowały obiekty miejskie, municypalne.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657525801236300.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Neogotyckie cechy charakterystyczne dla budowli sakralnych, pojawiają się również i w Bielsku. Co więcej, nie było przecież tylko tak, że w historyzmie stawiano nowe budowle. Również już istniejące przebudowywano tak, aby były zgodne z architektoniczną ideologią. Ewangelicki kościół Zbawiciela na Syjonie był pierwotnie budynkiem w stylu klasycystycznym, od połowy XIX wieku posiadał neoromańską wieżę (prawda, że dziwne?),<br /> jednak w 1881 roku zarówno bryła główna świątyni, jak i wieża zostały przebudowane w duchu modnego neogotyku.</font></p><p><font size="3"><br />Tak więc każdy z projektów zakładał nie tylko odrębną formę, ale i konkretyzował oczywistą, indywidualną, zależną od charakteru budowli treść. To niezwykle ważne bo unaocznia nam, że niegdyś projektowano nie tylko po to, żeby było ładnie, ale w bryle zamykano też jakieś konkretne przesłanie, jakiś stały porządek. I przywiązywano do tego naprawdę duże znaczenie.</font></p><p> </p><p><font size="3">Jednak - jak to zwykle w takich sytuacjach bywa - te ogólne założenia porządkujące przestrzeń nie tylko fizyczną, zewnętrzną ale i wewnętrzną, ideową, szybko przestały obowiązywać. To znaczy w pewnym momencie zaczęły tracić na znaczeniu. Zepchnięto je do narożnika z napisem &quot;formalizm&quot; i pożegnano. Od tej chwili w architekturze zaczął się okres prawdziwego eklektyzmu, który wyrósł na gruncie głodu piękna i pędu ku przepychowi, zerwał z &quot;dyktaturą znaczeń&quot;, pozostając jednak ciągle w ścisłym związku z historią i w łączności z prawdziwym kunsztem.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657527309891000.jpg" alt="" width="560" height="288" /></p><p> </p><p><font size="2">Neorenesansowy budynek oficerski koszar na Górnym Przedmieściu. Czy również w tym wypadku, przypisana obiektowi funkcja rzutowała na styl, w jakim został wybudowany? Śmiem uważać, że stanowczo tak. Renesansowa w swym charakterze stylistyka idealnie pasuje do mieszkalnej, a jednocześnie oficjalnej, reprezentacyjnej formy budynku. W dodatku jestem zdania, że ten niepozorny budyneczek, który dziś jest już tylko bladym odbiciem, echem tego, co widać na powyższej fotografii, był jednym z najpiękniejszych obiektów epoki w mieście. Jego doskonałe proporcje, lekkość i linia, wysmakowana dekoracja, nienachalny detal - wszystko to sprawia, że na <em>Offiziersgab&auml;ude</em> (a raczej na jego dawne przedstawienia) patrzę z zachwytem.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657528362631300.jpg" alt="" width="560" height="529" /></p><p> </p><p><font size="2">Ponieważ jest to subiektywna historia architektury, pozwolę sobie - w kontekście architektury, rzecz jasna - na jeszcze jedną, bardzo osobistą wycieczkę w głąb czasów zaprzeszłych i w głąb rzeczywistości bezpowrotnie minionej. Oto budynek, w którym od 1911 roku mieścił się tzw. Nowy Dom Polski, czyli siedziba założonego przez ks. Stojałowskiego towarzystwa patriotycznego. Nowy, bo stary, mniejszy znajdował się tuż obok, był jednak zbyt ciasny, w związku z tym w 1911 roku towarzystwo zakupiło ten piękny, neobarokowy dom mogący pomieścić i 400 osób. Jego niesymetryczna fasada z bogatym ale adekwatnym do wielkości budynku zdobieniem, z finezyjnymi obramieniami okien, z dyskretnym ryzalitem wejściowym wraz z palmetą w wolutowym portalu i wreszcie z wieńczącą całość i podkreślającą barokowy charakter centralną lukarną poddasza nad oryginalnym fryzem, sprawiały, że budowla plasuje się w pierwszej dziesiątce moich bielsko-bialskich architektonicznych hitów. Niestety, domu tego, jak wiadomo, już nie ma. W jego miejscu ciągnie się poszerzona ulica Partyzantów. Zanim jednak wyburzono ten dom i wszystkie stojące obok, przebudowano go, bezpowrotnie niszcząc ten specyficzny barokowy charakter budowli.</font></p><p><font size="3"><br />Historyzm, dzięki odniesieniom do wielu stylów, pozostawał nurtem wielce różnorodnym. W dodatku w późniejszej fazie nie zamykał się w wąskich ramach wybranego stylu, ale próbował syntetyzować je ze sobą, doprowadzając czasem do przeładowania detalem i formalnej przesady, które niweczyły estetyczny zamysł (ale przecież, dopóki w grę wchodziło zrozumienie zasad harmonii, takie kurioza zdarzały się stosunkowo rzadko).</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657530189679600.jpg" alt="" width="560" height="465" /></p><p> </p><p><font size="2">Wysmakowany eklektyzm był jednak zawsze naszego miasta ozdobą. Budynek teatru, wybudowany w nurcie historycznym, neobarokowym, z przewagą neoklasycyzmu jest tego dowodem. Eklektyzm, jak widać, wcale nie musi kojarzyć się z pstrokacizną, chaosem, ze stylową graciarnią. Może stanowić doskonałą, zamkniętą, idealną całość. Jednak całość, która w dużej mierze da się jeszcze formować. Na fotografii widać bowiem budynek jeszcze sprzed przebudowy, która miała miejsce w 1905 roku. Po rozbudowie, która - oczywiście, jakże by inaczej - przeprowadzona była w ścisłym nawiązaniu do charakteru całości, teatr nadal imponuje czystością stylu i zwartym porządkiem. Zastanawiam się czasami, jak przebudowano by ten gmach, gdyby za remont wzięto się dzisiaj. Strach pomyśleć... Betonowe flanki, szklana winda zewnętrzna, plastikowe rynny... I deszcz nagród za modernizację roku.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657531612870600.jpg" alt="" width="269" height="461" /></p><p> </p><p><font size="3">Mimo to sam nurt był przecież nurtem wysoce estetycznym i jest to widoczne we wszystkich niemal budowlach tamtego okresu. </font></p><p><font size="3">Tak się jednak składa, że i tutaj, również w Bielsku i w Białej, pojawiły się dość koślawe, wynikające z przesady wyjątki, epatujące nadprogramową porcją piękna. To może drobiazg, może rzecz nie warta wspomnienia, ale mimo wszystko dobrze jest mieć tego świadomość. Architektura to szczególna dziedzina, w której wszelkie przejawy przesady, nie dość, że są bardzo widoczne, to jeszcze mszczą się okropnie. Na twórcy, na inwestorze i wreszcie na świadkach, czyli na tych, którzy z tą architekturą muszą obcować. Nie eklektyzm, ale właśnie neobarok był w tym względzie bodaj najgorszy...</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657534316972100.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Przykład to może niezbyt oczywisty, ale w mojej historii subiektywnej zajmuje wysokie miejsce architektonicznej przesady, nadkompozycji i braku hamulców. Druga kamienica Burdy. Spory, neobarokowy budynek wystawiony dla cesarskiego radcy w 1905 roku i jego nadekspresyjny maszkaron w portalu nad wejściem od ulicy Cechowej. Przykuwa wzrok. Bez dwóch zdań, to prawda, ale przede wszystkim zadziwia formatem i jakimś takim &quot;rokokowym&quot; <em>grande masacre calibre</em>... Przyznam szczerze, mnie ten rozwrzeszczany koleś zawsze nieco śmieszył.</font></p><p> </p><p><font size="3">Oczywiście zjawisk tego typu mamy w mieście niewiele i procentowo, w ogólnym rozrachunku, są to ledwie promile. Bogu dzięki do historyzmu mamy szczęście, nawet do tego późnego. I wynika to właściwie tylko i wyłącznie z faktu, że mieliśmy szczęście do dobrych architektów. To byli specjaliści jak się patrzy, doskonale znali swój fach i wiedzieli z czym to się je. A przykłady takiej dobrej roboty można mnożyć bez końca.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657550386658000.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="3">Posłużmy się przykładem oczywistym. Znana wszystkim kamienica Neumanna, zbudowana mniej więcej w tym samym czasie, co wzmiankowany powyżej dom Burdy, nadaje się do tego wyśmienicie, mimo, że ten neobarokowy budynek jest dość późnym, raczej schyłkowym przejawem historyzmu.<br />Kiedy patrzy się nań od strony placu Wolności, można dostrzec charakterystyczny dla nurtu, ścisły, żelazny wręcz podział kondygnacyjny. Każde z pięter, w tym również parter, akcentowane jest na swój sposób. Jednak akcentacja nie jest chaotyczna, a poprowadzona w szczególnym, rzec można malejącym porządku. Parter i pierwsze piętro, dyskretnie boniowane na całej długości stanowią wizualną bazę. Tutaj okna (czyli najbardziej eksponowane w bryle elementy architektoniczne), jako, że są najbliżej patrzącego, obwiedzione są oszczędnie opaskami bez szczególnych zdobień. Tylko ponad skrajnymi oknami gzyms uformowany jest w oryginalne barokizujące woluty, które jednak nie psują spokojnej harmonii piętra, a wręcz są rodzajem estetycznej &quot;zapowiedzi&quot; piętra drugiego. Ono bowiem, mimo braku boniowania, jest jednak najbogaciej zdobionym piętrem budowli. Skrajne okna zamknięte zostały biegnącymi przez wysokość drugiego i trzeciego piętra pilastrami i zwieńczone wyróżniającymi się nadokiennikami, co nadaje fasadzie bardzo ciekawy efekt architektonicznego rymu. Rym ten powtarza się zresztą, dzięki pilastrowym portalom, także i w kondygnacji wyższej.</font></p><p><font size="3"><br />Mamy więc tutaj szczególną harmonię. Rytm zaznaczony jest w pionie poprzez zróżnicowanie poszczególnych pięter, w poziomie, poprzez zaakcentowanie skrajnych okien. Szczególnym zaś przejawem estetyki jest tu zaznaczenie fragmentów fasady w taki sposób, że układają się w dyskretny rym obecny - podobnie jak w wierszu - w odległych od siebie frazach. </font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657644400498100.jpg" alt="" width="560" height="544" /> </p><p> </p><p><font size="3">Dziś tego już nie widać, bo dach budowli został nieco przebudowany, ale i on &quot;rymował&quot; się z pozostałymi częściami bryły. Pierwotnie bowiem, w połaci dachowej ponad trzecim i piątym rzędem okien (tam, gdzie dziś w dachu widnieją świetliki) istniały małe barokizujące lukarny, doskonale współgrające z barokowym charakterem wspomnianych nadokiennych gzymsów pierwszego piętra.</font></p><p> </p><p><font size="3">Efekt estetyczny, nawet bez szczególnej analizy, daje się odczuć już na pierwszy rzut oka. Piękno budynku leży wszakże w jego matematycznym rysunku, ale dostrzegalne jest intuicyjnie, bez potrzeby przykładania linijki i kątomierza.</font></p><p> </p><p><font size="3">Kamienica Neumanna jest szczególna z jeszcze jednego powodu. Dyskretnie i niepostrzeżenie łączy bowiem w jedno dwie epoki, dwa nurty, dwie formy. Stary, odchodzący do lamusa historyzm opisany w zewnętrznej bryle kamienicy i nowe, odkrywcze wręcz wnętrze, które stało się już wtedy czymś na kształt konieczności, jakiejś estetycznej potrzeby, przemożnym imperatywem zastąpienia historyzmu czymś, co byłoby (jak zawsze w takich sytuacjach) choć odrobinę świeższe. I - jak się już rzekło - nie dlatego, że sam historyzm był nieporozumieniem, koncepcyjnym błędem, ale dlatego, że pokolenie <em>fin de siecle'u </em>dorosło wreszcie do pracy kreatywnej. Dojrzało do nowych, świeżych pomysłów, nabrało ochoty na eksperyment, odwagi na wyzwolenie z jarzma schematu. </font></p><p><font size="3">Pojawiła się secesja.</font></p><p><font size="3"><br />Prąd w istocie odmienny i - co ważniejsze - odmieniający oblicze miasta. I choć był to prąd krótkotrwały, miał niebywałą siłę i moc. Rozkwitł błyskawicznie (dosłownie - irysami, słonecznikami i sitowiem na fasadach domów), zatoczył szerokie kręgi, wzbudził potężną falę, przelał się przez krawędzie ram architektonicznych zapładniając malarstwo, rzeźbę i sztukę użytkową w stopniu dotąd niespotykanym i... zastygł jak lawa w ciągu kilku zaledwie dekad. W wyniku tego nagłego potopu powstały w naszym mieście dzieła oryginalne, śmiałe, czasem szokujące... </font></p><p><font size="3">W tym właśnie kontekście secesja była eksperymentem bardzo poważnym i znamiennym. Była jak burza po dusznym dniu.<br />Ale czy rzeczywiście była architektoniczną rewoltą? </font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657537280649600.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Zerwanie z kontekstem architektonicznym wywołało pierwotnie niepokój i sprzeciw. Niosło za sobą niebezpieczeństwo graniczącej z chaosem swobody. Nęciło i napawało strachem jednocześnie. Jednak z czasem lęki te okazały się zupełnie (lub prawie zupełnie) pozbawione podstaw. Dzisiaj w miejscu domu Kolbenheyera przy placu Smolki stoi potężna (w porównaniu z poprzedniczką) secesyjna kamienica. Stoi i zdaje się dowodzić, że secesja wcale nie była wyrodną córką historyzmu. Okazały, centralny portal okienny, festonowa dekoracja okien poddasza, dyskretne boniowanie piętra - to wszystko razem krzyczy: piękno, głupcze!</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657538511940900.jpg" alt="" width="527" height="560" /></p><p> </p><p><font size="2">Jeszcze lepiej widać to na papierze, czyli na projekcie autorstwa Lindner/Schreier. Lepiej, bo linia rysunku jest bardziej wyidealizowana, a sam projekt czysty, nieskazitelnie secesyjny, pozbawiony jeszcze późniejszych, fatalnych naleciałości i zniekształceń, szczególnie tych w partii parteru, które odarły budynek z tego specyficznego, finezyjnego sznytu, &quot;gęstego filigranu&quot; typowego dla nowego stylu.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tak było. Secesja była w opozycji do historyzmu ale tylko w koncepcji plastycznej powierzchowności. Założenia głębsze, kanoniczne były bowiem przecież nadal kultywowane i mimo, że secesję uznaje się za początek modernizmu, to tylko przez zupełnie nowatorskie podejście do detalu, a nie przez zerwanie z odwiecznymi zasadami.</font></p><p><font size="3"><br />Przy okazji dyskusji o nowatorstwie secesji rzadko się o tym mówi, a czasem nawet celowo pomija, zauważając w secesji tylko rozbuchaną oryginalność i rozciągając ją na cały styl, jakby w każdej najdrobniejszej nawet cząstce był pełną kontestacją i absolutnym przeciwieństwem stylów poprzednich. To nie tak. Nowa architektura, wchodząc z przytupem na ulice naszego miasta, w swym odmiennym <em>entourage'u</em> naruszyła wprawdzie &quot;odwieczny&quot; porządek, ale - o dziwo - nie złamała zasad harmonii. Przeciwnie, choć wielu widziało w niej estetyczną nowość, to przecież architektura secesji nie stworzyła nowej estetyki, nie uformowała nowego kanonu piękna. Ona tylko do starych zasad przystosowała nowe linie. Nic więcej. Proszę spojrzeć na powyższy projekt. On mówi sam za siebie. Symetria bryły jest poprowadzona z taką niezachwianą logiką i żelazną dyscypliną, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, jakby rysunek był ilustracją do &quot;Elementów&quot; Euklidesa. Fasada zachowuje doskonałe proporcje, z punktem środkowym płaszczyzny wypadającym dokładnie pomiędzy pierwszym a drugim piętrem, tam, gdzie projekt zakładał palmetę. Łuki, choć rzadkie - szczególnie w centrum bryły i w falującej linii okapu, komponują się bardzo harmonijnie i mam wrażenie, że jawnie zdradzają fascynacje złotym porządkiem.<br /> <br />Tego typu fascynacje wyzierają z każdego niemal secesyjnego kąta w naszym mieście.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657540929444100.jpg" alt="" width="560" height="329" /></p><p> </p><p><font size="3">Żeby daleko nie szukać. To ten sam plac, na którym puszy się kamienica Neumanna, plac Wolności. Spokojny, stonowany ornament, nieprzesadne, acz przecież wyraziste (i jakże odmienne od poprzedniczek) linie.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145657541615090400.jpg" alt="" width="560" height="380" /></p><p> </p><p><font size="3">Tak, nie ma wątpliwości, to piękne linie. </font></p><p><font size="3">Generalizując można powiedzieć, że tak naprawdę zerwanie z historyzmem pod koniec XIX wieku nie było żadną rewolucją. Było tylko próbą wymyślenia całkiem nowego kostiumu dla tej samej, ciągle przecież obowiązującej estetyki! Cóż z tego, że kamienice secesyjne nie posiadały już typowego boniowania, wolut, akantów, zwykłych portyków, supraport, pilastrów i gzymsów, cóż z tego, że nie miały prostych - klasycystycznych, czy rozchwianych - barokowych form...</font></p><p><font size="3"><br />Cóż z tego, skoro te nowe festony, bluszcze, kiście, arabeski, meduzy i mozaiki nadal wpisywały się w stary kanon piękna, nadal kurczowo trzymały się oczywistych zasad kształtowania przestrzeni w oparciu o harmonię, złoty podział i proporcje... </font></p><p><font size="3">Secesja, choć formalnie uznajemy ją za awangardę moderny, od poprzedzającej ją epoki tak naprawdę niewiele się różniła. Hołdowała pięknu i harmonii.</font></p><p><font size="3"><br />Bo prawdziwa rewolucja, czy raczej krwawa rewolta pod postacią twardego i bezwzględnego modernizmu, miała dopiero nadejść. </font></p><p><font size="3">I takiej bomby nie spodziewał się nikt.</font></p><p> </p><p><font size="3">CDN</font></p> Szkic o pięknym mieście http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4221.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4221.html Sat, 13 Feb 2016 23:00:00 +0000 <p><font size="3">czyli</font></p><p> </p><p><font size="3">Stronnicza i subiektywna historia bielsko-bialskiej architektury</font></p><p> </p><p><font size="3">Część pierwsza</font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Czy jestem fantastą? Chyba tak. Gloryfikuję odległe czasy, idealizując je przesadnie. I nic na to nie poradzę. Inna rzecz, że ówczesny świat - choć przecież bezsprzecznie bardziej zacofany, prostszy, zakurzony, zasnuty sadzą i pełen dziwnych zapachów - był przecież w swej prostocie światem naprawdę o niebo lepszy. <br />I tego się trzymam. </font></p><p><font size="3"><br />Czasy i miejsca, które odeszły zamieszkiwali ludzie po stokroć bardziej mądrzy, prawdziwi i piękni. Mądrzy, bo rozumieli, że to, co ich otacza ma wielki wpływ na to kim są i jak żyją. Prawdziwi, bo nie gonili za mrzonkami, a otaczający świat konstruowali tak, aby był nie tylko pożyteczny, ale i solidny. Piękni, bo otaczali się rzeczami, formami i kształtami, które nadawały ich życiu blasku.</font></p><p> </p><p><font size="3">I o tym będzie dzisiejszy wpis.</font></p><p><font size="3">Spojrzymy przez chwilę na miasto z trochę innej perspektywy. Z perspektywy... systematycznej. Proszę jednak nie brać słowa &quot;systematycznie&quot; zbyt poważnie, moje drugie imię to Chaos i zakładam, że mój wywód pełen będzie zbytnich uproszczeń, ocierania się o tematy mało istotne, przywiązywania wagi do kwestii drugorzędnych. Moje spojrzenie na architekturę Bielska i Białej jest dość specyficzne, a ponieważ nie jestem specjalistą, będzie to istotnie podróż bardzo subiektywna.</font></p><p> </p><p><font size="3">Spojrzymy na Bielsko i zapytamy, czy miasto, jako struktura może rozwijać się harmonijnie, mimo powolnego przenikania, a potem zupełnego pomieszania stylów. W pewnym sensie już w tej tezie zawarta jest odpowiedź na to pytanie, bo co drugi mieszkaniec naszego miasta doskonale wie, że architektura i rozplanowanie przestrzenne - zanim do głosu doszły chaos, egoizm i Karta Ateńska - miały się dużo lepiej niż dziś. Nawet wówczas, gdy pojawił się eklektyczny, rozbuchany historyzm. <br />Bo chyba tylko ktoś, kto naprawdę nie lubi historyzmu, a sam historyzm kojarzy jedynie z przeładowaniem detalem i &quot;bezsensowną&quot; wielostylowością, może mieć jakieś &quot;ale&quot;. </font></p><p><font size="3"><br />Spróbujmy jednak popatrzeć na sprawę bez uprzedzeń i spojrzeniem odartym z narosłych wokół zagadnienia schematów i stereotypów.</font></p><p><font size="3">O architekturze z perspektywy czasu pisaliśmy już tutaj kilkakrotnie, </font><a href="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,3022.html"><font size="3">czasem dość pochlebnie</font></a><font size="3">, innym razem znów, </font><a href="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,3820.html"><font size="3">trochę w tonie prowokującym</font></a><font size="3">. Ta rozbieżność, rzecz jasna, wynikała nie z mojego niezdecydowania, ale raczej z faktu że architektura to dość szczególne świadectwo estetyki, świadectwo płynne, podlegające zmianom, narastające i przybierające na sile, a czasem wybuchające niekontrolowaną erupcją projektów z ideowego punktu widzenia odważnych, wręcz zuchwałych, choć ciągle artystycznie i estetycznie wspaniałych.</font></p><p> </p><p><font size="3">Bielsko i Biała to miasta szczególnie mocno nasycone historyzmem i jest on w tej chwili ogólnym nurtem, który zdominował wygląd naszych ulic. Pierwszą budowlą przebudowaną w tym stylu był zamek. Nie trzeba było jednak czekać zbyt długo na kolejne emanacje tego nurtu. Ale przecież historia architektury, również w naszym mieście, nie zaczęła się w połowie dziewiętnastego stulecia. Warto więc zapytać: co było wcześniej?</font></p><p><font size="3"><br />Bielska architektura zazdrośnie strzeże tajemnic związanych ze swoimi początkami. Dopiero stosunkowo niedawno archeologom udało się uchylić nieco rąbka tych tajemnic. Spod grubych warstw ziemi, spod nienaruszonego, gromadzącego się od setek lat piasku, humusu i pyłu, wyłoniły się szczątki pierwszych, prymitywnych budowli posadowionych na późniejszy wzgórzu miejskim.</font></p><p> </p><p><font size="3">Akurat słowo &quot;budowla&quot;, jakkolwiek technicznie poprawne, jest jednak w tym przypadku eufemizmem. Datowane na XII/XIII wiek konstrukcje przypominają raczej szałasy początkujących zuchów (w dodatku zmarzniętych i przerażonych pierwszą nocą w lesie), niż porządne siedziby ludzkie. Jednak z całą pewnością tak właśnie wówczas budowano. Świadczą o tym znaleziska z wielu stanowisk w okolicy. Zatem nie tylko grodzisko w Starym Bielsku (gdzie odnaleziono analogiczne, niemal identyczne pozostałości po chatach, w dodatku w pięknym o_mało_co_miejskim układzie), ale i Zdiar, Stare Hory, Tisova, Sekanka, R&yacute;mařov... Cała okolica, szczególnie po Morawskiej i Czeskiej stronie (ale także i w Mołdawii!) nasycona jest identycznymi niemal konstrukcjami. Jak wyglądały te domostwa?</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546355294861900.jpg" alt="" width="560" height="420" /></p><p> </p><p><font size="2">Być może tak właśnie, jak powyższa polozemnica ze skansenu w Děč&iacute;nie. Lub bardzo podobnie. Kryta słomą lub sitowiem, budowana metodą szalunkową (do pionowych, narożnikowych słupów przybijano poziome łaty, do których z kolei mocowano pionowo deski pokrycia ścian), prosta dwuizbowa chałupa, datowana radiowęglowo i dendrochronologicznie na lata 1141 - 1210, była według naszych standardów bardzo prymitywna, a jednak stanowiła, jak można sądzić, podstawę dla rozwoju Bielska, bazę dla przyszłej osady.</font></p><p> </p><p><font size="3">Można domniemywać, że podobne półziemianki stanowiły zalążek przyszłego regularnego miasta i - podobnie jak na grodzisku w Starym Bielsku - tworzyły zwarte założenie w miejscu, w którym do dziś tkwi Stare Miasto. Pewności nie ma, ale jeżeli na bielskim grodzisku odnaleziono cały zwarty kompleks regularnej zabudowy skupionej wokół centralnego placu, tworzącej zespół do złudzenia przypominający lokowane miasta, nie widzę przeszkód, aby początki Bielska na Wzgórzu Miejskim postrzegać inaczej. Bo niby dlaczego? Skoro podobne konstrukcje sprawdzały się wszędzie dokoła, skoro półziemianki tego typu budowano na całkiem sporym obszarze od Wisły po Igławę, to skąd pomysł, że były złe? To właśnie takie domy były najpewniej początkiem Bielska, od nich zaczęła się historia tutejszej architektury - jakkolwiek niewiarygodnie to brzmi...</font></p><p> </p><p><font size="3">W dodatku i na Wzgórzu przecież odkryto identyczne niemal relikty zabudowań. Dosłownie 75 metrów od płyty Rynku. I w dodatku - jakimś dziwnym trafem - zabudowania te zorientowane były niemal identycznie, jak późniejsze założenie miejskie. Przypadek? Nie sądzę...</font></p><p> </p><p><font size="3">Z drugiej strony, kiedy patrzy się na te konstrukcje, których relikty odnaleziono w ziemi, budzi się w człowieku wątpliwość, że były one siedzibami budowanymi z myślą o wieloletnim funkcjonowaniu. Ich delikatna, prowizoryczna konstrukcja wydaje się zbyt licha, by mogła ochronić przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, wiatrami, deszczami, wilgocią, mrozami i śniegiem.</font></p><p><font size="3">A jednak przez całe stulecia świetnie sobie radziła.</font></p><p> </p><p><font size="3">Półziemianka z dwuspadowym dachem stała się poniekąd protoplastą pierwszych drewnianych jeszcze, choć już czasem podmurowanych domów. Ten sam patent, te same rozwiązania, tylko na większą skalę. Konstrukcje drewniane pojawiły się w mieście w chwili jego lokowania. Stawiane na wąskich działkach, charakteryzowały się stromymi dachami, wąskimi oknami, generalnie małymi gabarytami izb mieszkalnych, gdzie zamiast wszerz, budowało się wzwyż. Wgłąb też. Czy zastanawialiście się, dlaczego tablicę pamiątkową z okazji fundowania miasta umieszczono na rynkowej kamienicy nr 23? Otóż był to najprawdopodobniej pierwszy murowany obiekt w mieście, jeszcze średniowieczny. Fakt ten potwierdza konstrukcja jego piwnic, które podobno należą do najstarszych na całym Starym Mieście.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546357026449100.jpg" alt="" width="560" height="384" /></p><p> </p><p><font size="2">Odkryte podczas prac archeologicznych na Rynku relikty najstarszej zabudowy starego miasta. Murowane, kamienne piwnice. Ten ciemny, wilgotny, zagrzybiony i zatęchły świat to dla mnie absolutnie niesamowity, tajemniczy kosmos, prawdziwy wehikuł czasu.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546358296544000.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Do piwnic przy rynku mamy szczęście. Większość domów sadowionych jest na bardzo starych, pamiętających jeszcze wiek XVI lub nawet XV fundamentach. Do dziś w poczerniałych od czasu i węgla ścianach tych piwnic tkwią świadectwa dawnych przestrzennych układów, pozostałości sklepionych korytarzyków, przejść, okien i wewnętrznych zsypów.</font></p><p><font size="3"><br />Drewniane gotyckie domy - jeszcze nie kamienice z prawdziwego zdarzenia, ale już nie chałupy - to tak naprawdę osobny temat. Niewątpliwie na nowo wytyczonych działkach siedliskowych, wąskich, bo liczących tylko niespełna 6,5 metra, musiały stanąć siedziby dość szczególne. Z naszego punktu widzenia nieco karykaturalne W średniowieczu były powszechne jak diabli, wypełniały po brzegi wszystkie większe i mniejsze miasta w Europie. A mimo to trudno dziś rzec, jak wyglądały te nasze, rodzime.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546361838935700.jpg" alt="" width="512" height="616" /></p><p> </p><p><font size="2">Czy tak jak ta, na powyższej ilustracji, brugijska, typowa dla sporego obszaru starego kontynentu, czy raczej bardziej niemiecka, jeszcze powszechniejsza, szachulcowa, belkowana jak stodoła?</font></p><p> </p><p><font size="3">Większość &quot;kamienic&quot; przy Rynku stawiano w drewnie od czasów średniowiecza, aż po wiek XVIII. Upór we wznoszeniu ciągle drewnianych, a więc łatwopalnych domostw zadziwia. Jedynym wytłumaczeniem dla takich praktyk była oszczędność - było nie było drewno kosztowało zawsze mniej niż kamień i cegła. Dlatego też (i to także warto wziąć pod osąd) ówcześni inwestorzy, właściciele miejskich parceli, mając do wyboru budowanie w kamieniu lub w drewnie, woleli jednak budować w tym drugim tworzywie, bo spalenie domu w częstych wówczas pożarach było mniej dotkliwe finansowo. Zresztą murowanie domu w sytuacji, gdy wszystkie inne dokoła są drewniane nie miało żadnego sensu, bo wcale nie zabezpieczało przed pożogą. Gdy płonęło całe miasto, wypalał się także drogi murowany gmach.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546363830759600.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Relikt z odległych czasów. Belka stropowa, która jest - jak mówi widoczna na licu data - rówieśnicą Białej jako pełnoprawnego miasta. Ale przecież ta belka, pochodząca z kamienicy Wzgórze 4 i funkcjonująca cały czas zgodnie ze swym przeznaczeniem (a więc nie polegująca w muzeum, ale dzielnie dźwigająca strop parteru) to wcale nie jakiś bielski ewenement. Stadtberg aż roi się od odobnych perełek, niejednokrotnie nawet dużo starszych. I byłoby ich stanowczo więcej, gdyby nie te nieszczęsne pożary, które wypalały do gołego kamienia drewnianą tkankę miasta.</font></p><p> </p><p><font size="3">Drewniane miasto - nie licząc tych sytuacji, kiedy szło z dymem - prosperowało jednak całkiem nieźle. Stanowiło dość pewny gwarant bezpieczeństwa i dobrobytu dla bielskich wielkomieszczan. Mogli się bogacić, obrastać w piórka, wybijać na okoliczne tuzy i szychy. Z czasem ich status był już niezaprzeczalny, a ich pozycja zaczęła odbijać się również i w architekturze. W mieście coraz częściej pojawiają się więc solidne domy murowane, budowane z kamienia i porządnej cegły. Z dachami krytymi ceramiczną dachówką, ewentualnie drewnianym gontem.</font></p><p> </p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546364620958300.jpg" alt="" width="560" height="462" /></p><p> </p><p><font size="2">Bielsko przez całe stulecia nie różniło się architektonicznie od innych, podobnych mu miast. Forma zamykała się w funkcjonalnej prostocie, nadając miastu charakter dość nieuporządkowanej, estetycznie przypadkowej zbieraniny. Ale wznoszone wówczas budowle, nie musiały być wcale do siebie podobne, niektóre z nich posiadały ciekawe cechy charakterystyczne. Na powyższej ilustracji widać tego bardzo ciekawy dowód (jeśli wierzyć Konecnemu, autorowi grafiki opartej o przedstawienie Jahanny'ego - ale właściwie dlaczego nie wierzyć?). Ten umiejscowiony w okolicy dzisiejszej ulicy Barlickiego dom z wyraźnie zaznaczonym niesymetrycznie sadowionym ryzalitem, podkreślonym biegnącymi przez całą jego wysokość pilastrami lub lizenami, wygląda bardzo interesująco. Odcina się od szarego, nieciekawego tła sąsiadujących domów. Rodzi się pytanie: czy był to tylko przypadek, wyjątek od zasady, czy może właśnie obowiązująca w mieście reguła?</font></p><p> </p><p><font size="3">Wbrew pozorom przez całe dekady nasze miasto odznaczało się dość ciekawą architekturą. Oczywiście bez szaleństw - żaden tam Wiedeń, ani Wenecja północy, to prawda. Ale już powyższa ilustracja Konecnego sugeruje, że nie była to także żadna estetyczna pustynia. Zresztą wystarczy zastanowić się nad tym głębiej i natychmiast przywołamy z pamięci wiele przykładów na to, że już w XVIII wieku, pośród wąskich uliczek miasta wiele było obiektów pięknych, które odznaczały się wyjątkowymi walorami. Barokowe kamienice w Rynku, zespół barokowych kamieniczek przy Celnej, kościół Trójcy Przenajświętszej (niegdyś posiadający jeszcze bardzo czytelne formy późnogotyckie), kościół św. Mikołaja, kamienice Dolnego Przedmieścia (osiemnastowieczna kamienica Bartelmussa, znana dziś pod nazwą kamienicy Kałuży) i wiele innych. One wszystkie są dowodem na to, że przed wielkim boomem architektonicznym XIX wieku istniało życie! :-) Dość nawet bogate. <br /> <br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546366036081400.jpg" alt="" width="486" height="662" /></p><p> </p><p><font size="2">Fragment jednego z najstarszych fotograficznych przedstawień bielskiego rynku. W północno-zachodnim narożniku Ringu widać wyraźnie fragment pięknego, barokowego zwieńczenia kamienicy przy ul. Celnej nr 2. Podobnymi frontami mogły pochwalić się także kamienice nr 4 i 6 przy tej ulicy, a także - nie wiem tego na pewno, ale wierzę święcie - wiele innych kamienic w mieście. To, co dziś znamy tylko z elewacji kamienicy Kałuży było - jak się okazuje - zjawiskiem bardzo w mieście powszechnym. Niestety, domy powyższe, mimo że z kamienia, spłonęły tracąc piękne fasady.</font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">Druga połowa osiemnastego wieku to szczególny rozkwit architektury klasycyzującej. Jednakże w Bielsku nie miała ona zbytniego wzięcia. Stricte klasycystycznych budowli było to stosunkowo niewiele. Do dziś pozostały tylko, jako budowle sztandarowe (i to raczej dzięki dekretom józefińskim), kościoły ewangelickie w Starym Bielsku i w Białej.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546366760081700.jpg" alt="" width="560" height="418" /></p><p> </p><p><font size="2">Charakterystyczne dla klasycyzmu proste, dostojne wręcz formy nawiązujące do antyku pojawiały się również i w naszym mieście. Jednak sporadycznie. Kościół ewangelicki Zbawiciela z 1790 r. jest (a raczej był, bo świątynia jeszcze w XIX w. została gruntownie przebudowana) jednym z nielicznych przykładów tego narzuconego świątyniom protestanckim przez cesarza Józefa II Habsburga stylu. Stylu chyba niezbyt przez to lubianego. W pewnym sensie szkoda - trochę brakuje w mieście tych spokojnych, klasycznych linii, pilastrów i frontonów; brakuje tej delikatnej, nieco chłodnej, bardzo wypracowanej harmonii.</font></p><p> </p><p><font size="3">Miasto nasze nie miało do klasycyzmu szczęścia. Ta specyficzna architektura była u nas raczej słabo obecna (ale kto wie, być może kamienica uwidoczniona na rycinie Konecnego była właśnie jednym z reprezentantów tego nurtu?). W zamian za to epoka józefińska wykształciła tutaj swój własny styl oparty o zredukowany w detalu, spokojny, stonowany późny barok zawierający zaledwie elementy architektury klasycystycznej. Takich budowli mamy w mieście naprawdę sporo (a mieliśmy jeszcze więcej). I to właśnie one stanowią element przejściowy pomiędzy barokiem, a pierwszymi formami historyzującymi.</font></p><p> </p><p><font size="3">Niestety z estetycznego punktu widzenia okres ten był okresem dość jałowym i &quot;mrocznym&quot; w bielskiej architekturze. Redukacja detalu postępowała tak dalece, że w pewnym momencie miasto zaczęły zaludniać formy coraz bardziej masywne, przysadziste i płaskie. Mdłe.</font></p><p><font size="3">Ja wiem, bluźnię, przecież dzisiaj domy z końca XVIII wieku - dość licznie występujące w naszym mieście - są w skali kraju zjawiskiem co najmniej rzadkim, a ich ilości zazdrości nam niejeden Radom. Tak, to prawda. Wzniesiona w roku 1783 roku późnobarokowa kamienica (przy 11 Listopada)<br /> to dziś perełka. Tak. Dziś. Jednak w epoce schyłku osiemnastego stulecia budownictwo tego typu, niejako &quot;fabrycznie&quot; pozbawione przesadnego detalu, było stanowczo nadreprezentatywne. Stało się pospolite i nudne. Monotonne i bez wyrazu. Dla współczesnych, rzecz jasna.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546369910525200.jpg" alt="" width="328" height="522" /></p><p> </p><p><font size="2">Oto dom Kolbenheyera, typowa kamienica z piętrem, stromym dachem, charakterystycznymi łukowymi naświetlami i masywnymi drewnianymi witrynami. Tego typu budowle były i domami mieszkalnymi, i kamienicami czynszowymi, i szpitalami, i budynkami użyteczności publicznej, i wreszcie siedzibami licznych manufaktur. Przez dziesięciolecia pełniły wszystkie możliwe funkcje.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546371003649900.jpg" alt="" width="552" height="390" /></p><p> </p><p><font size="2">Dom Tobiasa. Jeden z najbardziej znanych (choć już nieistniejący) bielskich przykładów klasycyzmu. Dopiero w zestawieniu z kamienicą Kałuży doskonale widać różnicę pomiędzy pełnym formy barokiem, a zwietrzałym bielskim klasycyzmem. Z jednej strony szlachetna linia, wymowa kształtu, harmonia, z drugiej masywność, niewyszukany, ograniczony do minimum detal... Mimo, że sama bryła zdradza cechy foremności i proporcji, nie dorównuje starszej sąsiadce.</font></p><p> </p><p><font size="3">Budynków tego typu było wiele. To musiało denerwować. Musiało być irytujące. I to musiało w końcu eksplodować twórczym niezadowoleniem. To, co my dzisiaj nazywamy przeładowanym, karykaturalnym, zmanierowanym historyzmem, gdzie bez opamiętania sięgano po dawne wzory, wówczas było odtrutką na estetyczną jałowiznę miast. Było świeże i pełne uroku!</font></p><p> </p><p><font size="3">Wiek dziewiętnasty to pole bitwy pomiędzy architekturą utilitas, promowaną przez pierwszych przemysłowców, architekturą prostą, tanią, biorącą swój początek w epoce józefińskiej, a nową, przepojoną jakimś niezwykłym światłem architekturą venustas, która zaczęła pojawiać się w połowie stulecia. Nieśmiało zaczęto tworzyć nawiązujące do historii formy (uznając chyba, że to, co stare, to lepsze), zaczęto przywiązywać szczególną wagę do detalu i wykończenia. Nagle zaklęta w kamieniu forma, nowa, pełna piękna architektura zaczęła cieszyć, zaczęła radować oko.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546374979284300.jpg" alt="" width="560" height="401" /></p><p> </p><p><font size="2">Na przecięciu tych dwóch walczących ze sobą światów, na styku dwóch ścierających się prądów, przez krótką chwilę tryumfował jednak schyłkowy nurt klasycyzmu, zwany Empire. Jego specyficznie klasycystyczne cechy, takie jak oszczędne zdobienie fasad nienachalnymi gzymsami i pilastrami o lekko podkreślonych głowicach, wykorzystanie płaskich ryzalitów i uskoków, wreszcie dyskretna, choć czasem rozbudowana ornamentyka przestrzeni międzyokiennych, pojawiły się w połowie XIX wieku w mieście. Ostatnim projektantem czerpiącym z ducha empirowego piękna był Emanuel Rost ojciec. Jego ostatni projekt w tej stylistyce domu przy Cechowej 12 zachował się do dziś.</font></p><p> </p><p><font size="3">Był to jednak łabędzi śpiew klasycyzmu. Oto bowiem na arenę dziejów, a więc na ulice miast wchodzić zaczęła zupełnie nowa jakość. Nowe tchnienie i świeży powiew. </font></p><p><font size="3"><br /></font><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145546468358629800.jpg" alt="" width="560" height="352" /></p><p> </p><p><font size="3">Druga połowa XIX wieku była dla Bielska bardzo znamiennym okresem. W sensie architektonicznym, oczywiście. Miasto żegnało się ze starymi formami i witało zupełnie odmienne, nowoczesne, rzec można &quot;światowe&quot; idee. Na powyższej fotografii przedstawiającej Bahnstrasse (dziś Barlickiego) widać jeszcze stary świat. Lewa, zachodnia strona ulicy to niskie, charakterystyczne dla małych miasteczek kamienice pamiętające nierzadko poprzednie stulecie. W niczym nie sugerują wielkiego miasta, ośrodka handlu, przemysłu i włókiennictwa. Przypominają bardziej architekturę prowincjonalnej Białej. Niepozorne, omalże liche, jednak bardzo swojskie i bliskie domy są jakby żywcem przeniesione z okolic ul. Szkolnej, czy Komorowickiej. Tak wyglądało Dolne Przedmieście i całe Bielsko w przededniu wielkich zmian.</font></p><p> </p><p><font size="3">Zmian, o których opowiemy sobie już wkrótce.</font></p> Realność nr 82 http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4202.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4202.html Sat, 30 Jan 2016 23:00:00 +0000 <p><font size="3">Od dłuższego już czasu śledzę postępy w pracach nad gruntownym remontem budynku przy ulicy Wzgórze, róg Podcienie. Realność, która w swej historii najczęściej pełniła funkcję gastronomiczną, również i tym razem będzie zagospodarowywała niszę gastronomiczno-hotelowo-usługową.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145424431754115700.jpg" alt="" width="560" height="411" /></p><p> </p><p><font size="3">Ta dość spora budowla, z którą czas obszedł się raczej obcesowo, powstała w osiemnastym wieku jako karczma miejska. Być może stanęła w miejscu uświęconym tradycją szynkarstwa, jak to zwykle bywało, to znaczy, zastąpiła jakąś starszą, może jeszcze średniowieczną, gospodę - tego nie wiadomo. Biorąc jednak pod uwagę genialne położenie tuż przy pradawnym szlaku wschód - zachód, kilkanaście metrów od dolnej bramy miejskiej, jest to scenariusz wielce prawdopodobny. Dobrych lokacji się nie porzuca. <br />Nawet dziś, mimo że nie przebiega już tędy szlak Lwów - Wiedeń, lokalizacja ta ciągle jest z logistycznego i turystycznego punktu widzenia przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Samo centrum starego miasta, tuż przy zamku, o rzut kamieniem od wszystkich innych miejskich atrakcji... Lepiej trafić nie można.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145424433682144100.jpg" alt="" width="499" height="329" /></p><p> </p><p><font size="3">Działka, na której leży obiekt była niegdyś podzielona na trzy nierówne parcele. Podział ten czytelny jest do dziś. Karczma zajmowała największą z parcel, tę z numerem katastralnym 82. Uliczka Zaułek, biegnąca na tyłach kwatery ma równie długi rodowód co sama kamienica, a może i dłuższy, w każdym razie już na planie katastralnym z 1836 r. istnieje jako dość szeroka uliczka, stanowiąca zaplecze karczmy.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145424435915341500.jpg" alt="" width="560" height="372" /></p><p> </p><p><font size="2">Wąski, ostry zakręt w uliczce na tyłach karczmy był szczególnie narażony na obtłukiwanie przez liczne wozy z towarem. Stąd w tym wąskim gardle aż trzy kamienne odboje.</font></p><p> </p><p> </p><p><font size="3">W latach czterdziestych dziewiętnastego wieku, kiedy dokonano regulacji ulicy Stadtberg, zmniejszając jej stromiznę przez wcięcie się we wzgórze miejskie i obniżenie poziomu samej ulicy, przybytek uciech gastronomicznych znalazł się kilka metrów ponad traktem, a tuż przed wejściem do karczmy pojawił się spory taras.<br />To właśnie dlatego jedna z pierwszych nazw, jakie znalazły się na szyldzie nad wejściem do restauracji brzmiała: &quot;Tarasowa&quot;.</font></p><p> </p><p><font size="3">Dziś trudno już zliczyć wszystkie nazwy tych jadłodajni, które gościły w murach budowli. Zatem najpierw &quot;Tarasowa&quot;, a później przedwojenna &quot;Restauracja Mieszczańska&quot;, powojenna, dość mroczna &quot;Podhalanka&quot;, &quot;Italia&quot;, wreszcie &quot;Karczma Słupska&quot; z rewelacyjnymi pierogami, &quot;Masala&quot;... I parę innych, niekoniecznie polskojęzycznych.</font></p><p> </p><p><font size="3">Remont powoli dobiega końca i choć w części przeprowadzony jest bez wierności pierwowzorowi historycznemu (ot, choćby dachowe gible), co wywołane jest, jak sądzę, koniecznością dostosowania architektury do planowanego charakteru hotelowego obiektu, to już w kwestii &quot;murcheologicznej&quot; sprawa przedstawia się dużo ciekawiej.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145424446563671000.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="2">Szczególnie interesująca jest ściana od strony ul. Podcienie, która została gruntownie oczyszczona z tynków i kamiennych płyt okładzinowych, spod których wydobyto jak sądzę najstarsze, pierwotne, a więc XVIII-wieczne elementy. Ze ściany wystają skryte dotąd masywne nadproża, węgary i żelazne skoble drzwi i okien, które tutaj niegdyś funkcjonowały. Robią wrażenie. A w dodatku zupełnie niespodziewanie stają się namacalnym potwierdzeniem faktu, że poziom ulicy Podcienie został swego czasu znacznie obniżony. Proszę przyjrzeć się węgarom tego zamurowanego otworu drzwiowego. Ich stopy osadzone są dobre siedemdziesiąt centymetrów nad dzisiejszym poziomem bruku. Nic dziwnego, w chwili, kiedy budowano kamieniczkę, poziom ulicy był dużo wyżej.</font></p><p> </p><p><font size="3">Ci, którzy pamiętają ten budynek sprzed kilku lat, kojarzą zapewne stylizowane arkady, znajdujące się w ścianie północnej, tuż obok tarasu. Czy istniały tu pierwotnie podcienia, do których te arkady mogłyby nawiązywać? Tego nie wiem, ale szczerze wątpię (w chwili, kiedy budynek powstawał, miasto raczej pozbywało się podcieni w Rynku z powodów przeciwpożarowych). W każdym razie, w latach siedemdziesiątych utworzono je nie dlatego, że dobrze komponowały się z podcieniami sąsiadującej uliczki, ale dlatego, że w 1969 roku miała tu miejsce katastrofa - wybuch gazu, który poważnie uszkodził ścianę, a mówiąc wprost, po prostu wywalił w tej ścianie potężny otwór. Samo zdarzenie nie miało nic wspólnego z działalnością gastronomiczną lokalu. W tej części budynku w latach sześćdziesiątych istniały mieszkania prywatne, a raczej lokatorskie. I to właśnie z jednym z tych mieszkań związana jest ta historia.</font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145424470381806300.jpg" alt="" width="556" height="607" /></p><p> </p><p><font size="3">Tego feralnego kwietniowego popołudnia, w mieszkaniu Anny Kurowskiej zaczął ulatniać się gaz. Niezabezpieczony zaciskami wężyk doprowadzający paliwo z butli do palnika zsunął się z dyszy i pomieszczenie zaczęło wypełniać się gazem. Do wybuchu doszło w chwili, gdy pani Anna chciała rozpalić ogień w piecu. </font></p><p><font size="3"><br />Eksplozja była potężna - osypujący się na ulicę Podcienie mur ranił przechodzącą tamtędy bielszczankę, Krystynę Kapiszczak. Pani Anna Kurowska z poważnymi oparzeniami została odwieziona do szpitala.<br />Wybuch zniszczył doszczętnie cały pokój, naruszył konstrukcję budynku (uszkodził ściany również w &quot;Podhalance&quot;), a w oknach stojących opodal domów wyleciały szyby. </font></p><p><font size="3"> <br />Wyrwa w murze stała się swoistym pratekstem do tego, aby ten fragment zabytkowego, bądź co bądź, budynku przebudować tak, aby współgrał z jedną z najbardziej malowniczych uliczek miasta. Pojawiły się więc arkady, coś na kształt podcieni, które stały się uroczym knajpianym aneksem, a potem, o ile się nie mylę, częścią odrębnego lokalu. </font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145424449053033000.jpg" alt="" width="500" height="752" /></p><p> </p><p><font size="3">Dziś na nowo, jak w pętli czasu, pobrzmiewa w architekturze północnej fasady znajomy motyw. Arkady powróciły. Stylowe łuki znów będą współgrać z przeciwległymi podcieniami, chociaż z drugiej strony mam wrażenie, że są one, z tym oszczędnym, neo-neorenesansowym boniowaniem, trochę jakby na siłę. Można się zżymać na odstępstwa od &quot;historyczności&quot;, na pewną swobodę architektoniczną i brak konsekwencji, czy raczej stylowego reżimu. </font></p><p> </p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145424483956806300.jpg" alt="" width="560" height="368" /> </p><p><font size="3"><br />Mniejsza z tym. Grunt, że coś się dzieje. Grunt, że miastu przywrócono zabytek. Jeszcze niedawno wydawało się - bezpowrotnie stracony. </font></p><p><font size="3">I przywrócono nie tylko budowlę, nie tylko namacalny konkret, ale odsłonięto i odpowiednio naświetlono również kilka zapomnianych tajemnic w tym kamiennym konkrecie zatopionych. </font></p><p><font size="3"><br />I to bardzo cieszy...</font></p><p> </p> Baśń http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4198.html http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blog_news,4198.html Mon, 25 Jan 2016 23:00:00 +0000 <p><font size="3">albo</font></p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Nowe sklepy cynamonowe</font></p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145380443777800400.jpg" alt="" width="560" height="489" /></p><p> </p><p><font size="3">Południe. Dzień powszedni. Gwar.<br />Tłok na głównej ulicy wielki. Niebezpieczny dla nieostrożnych, nieletnich lub zawianych. Woźnica nie patrzy jak jedzie, ma w nosie wszystko. Zresztą nie da się zatrzymać w miejscu ciężkiego załadowanego po brzegi wozu. <br />Bruk aż tętni od podkutych kopyt, metalowych obręczy kół, obcasów przechodniów i gołych pięt rozbrykanych i rozwrzeszcznych dzieciaków. </font></p><p><font size="3">Stojące wysoko słońce, nagrzewa czarną papę dachów, skutkiem czego atmosfera ciasnej, zakurzonej i tłocznej ulicy gęstnieje jeszcze bardziej, a do wszystkich tych ciepłych zapachów wczesnej jesieni dołącza woń smoły i drewna. </font></p><p><font size="3"><br />Pod sklepem Feinera mieszczącym się w niewysokiej, krytej stromym dachem kamienicy zebrała się grupka mężczyzn. Nie jest zbyt gorąco, ale oni, pamiętając żar niedawnego lata i tak za chwilę wychylą kufel lub dwa w nieodległej gospodzie. Tuż przy krawężniku stoi mały, drewniany wózek. Czy przywiózł nową dostawę tektury i gładkiej skóry dla mającego tu swój warsztat introligatorski Moritza M&uuml;cklera? A może towar do istniejącej tutaj od ponad piętnastu lat drogerii Feinera? Wystarczy uchylić drzwi jego sklepu, aby na ulicę buchnęła symfonia stu zapachów...</font></p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Po przeciwnej stronie &quot;Cesarki&quot;, opodal wylotu Tiefegasse, tuż przy ogrodzeniu niepozornej, ale starej, ponadstuletniej kamienicy, zebrał się jeszcze wększy tłumek gapiów, zaaferowanych niecodzienną atrakcją, jaką zafundował im przygotowujący się do zrobienia zdjęcia fotograf. </font></p><p><font size="3">Nieco dalej, w perspektywie ulicy, w narożniku Franzensplatz i Hauptstrasse widać inny, dość spory, ale także wiekowy dom. Stoi tu już od prawie stu lat. Należy do Michaela Neumanna. </font></p><p><font size="3"><br />Dziwne jest to zdjęcie. Dziwna perspektywa. Niby znajoma, a jakaś obca. Pozornie swojska, a przecież zupełnie nieznana. Oczywiście... Tego budynku już nie ma. Od stu dziesięciu lat istnieje już tylko w przestrzeni papierowego świata pocztówek i starych, nadgryzionych zębem czasu fotografii.</font></p><p> </p><p><font size="3">Tak, cały ten nieznany i bliski jednocześnie kosmos, który wychyla się ze starych fotografii, cały ten niespodziewany wszechświat końca XIX wieku patrzący z poplamionego papieru, jest niewiarygodny w swoim wyrazie. Patrzę na tę ulicę, którą codziennie przemierzam w drodze do pracy i, chociaż mam wrażenie, że znam ją doskonale, że poznaję układ tych kamienic, linie bruku, chodników, gzymsów i parapetów, że znajome są mi wszystkie załomy i wzajemne płaszczyzny kamienic, to jednak tak naprawdę nic na tym zdjęciu nie jest takie, jakie znam.</font></p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><font size="3">Tymczasem jednak cały ten krajobraz schyłku dziewiętnastego stulecia, tchnie jakimś niezwykłym klimatem. Zapyziałym, prowincjonalnym, zapadłym... A przecież dziwnie znajomym. Zza narożników, z okien, sponad dachów tych starych domów wypływa jakaś nie do końca określona aura ni to historii, ni to baśni.<br />Tak. To słowo właśnie tutaj, w tych czarno-białych i sepiowych klimatach wydaje się być szczególnie na miejscu: Baśń.</font></p><p> </p><p><font size="3">Czasy odległe jak legenda, wypieszczone w marzeniach i nielicznych wspomnieniach. One naprawdę są jak bajka, dotyczą tych samych kamieni i drzew, choć opowiadają o ludziach, których nigdy nie widzieliśmy na oczy, z którymi w życiu nie zamieniliśmy nawet słowa. Ale my wiemy, że oni byli, że chodzili tymi ulicami, oddychali tym powietrzem. Dowody na to leżą przed nami. </font> </p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145380444833804100.jpg" alt="" width="560" height="377" /></p><p><font size="3"> </font></p><p> </p><p><font size="3">Błogi spokój... Hauptstrasse. Najważniejsza komunikacyjna arteria tamtego świata. Jeszcze cicha, jeszcze nietknięta ulicznym chaosem. Jeszcze senna i leniwa. Ciszy nie zakłóca ani pokrzykiwanie majstra nadzorującego wyładunek przy zabudowaniach Fr&auml;nkla, ani rżenie zmęczonych koni. Nawet wrzaskliwi dotąd chłopcy zamarli bez ruchu patrząc ciekawie a bezczelnie prosto w obiektyw. Każdy z nich w kusych portkach i w kapeluszu na głowie. Boso, ale z fasonem... Dwie kobiety po dwóch stronach ulicy przystanęły, zeby zamienić słowo. Nikomu nie przeszkadzają końskie placki na bruku. Niebawem znikną. Ciepły wieczór, przepełniony będzie aromatami płynącymi z lipnickich ogrodów i z otwartych okien kuchni.</font></p><p><font size="3"> </font></p><p> </p><p><font size="3">Ja wiem, że to tylko moja wyobraźnia, ja wiem, że idealizuję bezkrytycznie ten świat, który odszedł, czepiając się każdego, najmniejszego nawet okrucha, który wydobywa na światło dzienne tamten czas. Wydobywa i pokazuje prawdę o kształtach, zapachach, zdarzeniach i chwilach, które już nie wrócą. Wiem. I mimo to nie potrafię przestać. Kiedy patrzę na te dokumenty nieistniejącego już świata, mam wrażenie, że gdzieś z oddali, jak przez mgłę, słyszę mistrza Schulza...</font></p><p> </p><p><font size="3"> </font></p><p><img src="http://www.liceummundi.blog.bielsko.pl/blogi/obrazki/236/145380445901598500.jpg" alt="" width="560" height="301" /></p><p><font size="3"> </font></p><p> </p><p><em><font size="3">&quot;Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabawiały się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generacje dni letnich (jak cierpliwi sztukatorzy, obijający stare fasady z pleśni tynku) obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losu i życia, które formowało je od wewnątrz. Teraz okna, oślepione blaskiem pustego placu, spały; balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte sienie pachniały chłodem i winem.&quot;</font></em></p><p><font size="3"> </font></p>